Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
W Sejmie doszło do pierwszego starcia na linii Tusk-Kaczyński. Po uwadze Tuska z jego przemówienia o Lechu Kaczyńskim, Jarosław Kaczyński nazwał publicznie Tuska „niemieckim agentem”
Tuż po odśpiewaniu hymnu przez Sejm po wyborze Donalda Tuska na premiera, na mównicę wszedł Jarosław Kaczyński. Niejasne jest, w jakim występował trybie, sam powiedział, że to tryb „gdy ktoś kogoś obraża”.
Kaczyński był zirytowany słowami Tuska. Ten po wyborze na premiera po raz pierwszy od wyborów wszedł na mównicę sejmową i krótko zabrał głos (we wtorek ma przedstawić exposé). Podziękował za wybór. Nawiązał do sposobu, w jaki odmalowywała go przez lata telewizja publiczna – jako Niemca, przeciwnika polskich interesów. Zwycięstwo opozycji demokratycznej zadedykował pamięci swoich dwóch dziadków — Polaków z Wolnego Miasta Gdańska. Przypomniał, że nie wyrzekli się polskiej tożsamości, kiedy wymagało to bohaterstwa, a ich polskie dokumenty z tamtego czasu są w rodzinie przechowywane jak relikwie.
Tusk przypomniał, że figurę „dziadka z Wermachtu” wymyślił w kampanii prezydenckiej w 2005 r. Jacek Kurski. I zacytował swoją rozmowę z Lechem Kaczyńskim. „Kiedy [Jacek Kurski] nagrał tę płytę, twój brat” – zwrócił się Tusk bezpośrednio do Jarosława Kaczyńskiego – „zwrócił się do mnie publicznie, mówiąc, że takiego łajdaka jak Kurski świat nie widział”.
Już wtedy Kaczyński mówił coś do Tuska, ale nie słychać tego na sejmowym nagraniu.
Po hymnie (a Sejm po wyborze Tuska na premiera odśpiewał wszystkie cztery zwrotki), kiedy marszałek zarządzał przerwę, Kaczyński wszedł na mównicę i powiedział do Tuska: „Ja nie wiem, kim byli pana dziadkowie, ale wiem jedno — pan jest niemieckim agentem, po prostu niemieckim agentem”.