Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Przemysław Czarnek zapowiedział, że w związku z postawieniem spółek medialnych w stan likwidacji, PiS kończy „dyżury” i „interwencje poselskie” w PAP-ie.
Przemysław Czarnek poinformował dziś rano na antenie Radia WNET, że „kontrola poselska w PAP-ie została zakończona”. Posłowie i europosłowie PiS przebywali w siedzibie agencji nieprzerwanie od środy 20 grudnia, wymieniając się regularnie „dyżurami”. W zajściu brali udział m.in. Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, Ryszard Terlecki, Waldemar Buda, Dominik Tarczyński, Ryszard Legutko.
Pretekstem były oczywiście decyzje ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza, który 19 grudnia powołał nowe rady nadzorcze spółek medialnych, które z kolei powołały nowych prezesów. Politycy PiS podważali te decyzje i wkroczyli do siedzib wszystkich spółek – w tym PAP-u, gdzie zajęli kilka pomieszczeń, twierdząc, że prowadzą interwencję poselską.
Sytuacja zmieniła się jednak po tym, jak w środę 27 grudnia minister Sienkiewicz podjął kolejne kroki i postawił spółki w stan likwidacji, wyznaczając im likwidatorów – którymi zostali powołani przed tygodniem nowi prezesi.
„Myśmy dyżurowanie zakończyli dzisiaj rano, podjęliśmy taką decyzję wspólnie, jak tutaj byliśmy na dyżurze od godziny 6:00. Przed 8:00 skomunikowaliśmy się z władzami naszego klubu, bo w sytuacji nowej prawnej, czyli tego fikcyjnego, ale jednak stanu likwidacji, dalsze przebywanie tutaj nie miało sensu. Więc wróciliśmy na kontrolę, po to, żeby wyjaśnić całość sytuacji, mamy cały obraz” – mówił Przemysław Czarnek.
„Na wszystkie pytania zostały udzielone odpowiedzi, mamy całość obrazu jaki się wyłonił z tego wszystkiego. Powtarzam, jednoznaczne nadużycie prawa ze strony pana Sienkiewicza, który fikcyjnie wprowadził stan likwidacji spółki strategicznej, informacyjnej, która likwidowana nie będzie”.
Przeczytaj także:
Czy to, co robili posłowie PiS w siedzibie PAP przez tydzień było interwencją poselską? W rozmowie z OKO.press wyjaśniał to prof. Krzysztof Grajewski z Katedry Prawa Konstytucyjnego i Instytucji Politycznych Uniwersytetu Gdańskiego, współautor komentarza do ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.
Posłowie mogli podjąć interwencję w związku ze zmianą zarządów spółek. Mieli prawo wstępu do budynku oraz żądania spotkania z kierownictwem. Mogli także zażądać przekazania informacji oraz dokumentów związanych z przedmiotem interwencji, czyli w tym wypadku zmianą zarządu.
„Nowe władze mają obowiązek udostępnić im takie dokumenty, np. zrobić ksero lub wysłać im je mailem. Mogą też powiedzieć, że dalszych wyjaśnień udzielą w ciągu 14 dni. I na tym kończy się interwencja. Poseł ma też prawo do zaznajamiania się z tokiem jej rozpatrywania” – wyjaśnia prof. Grajewski.
"Jeśli przeradza się ona w to, że poseł zostaje w gabinecie kierownika jednostki, w innym pomieszczeniu lub na korytarzu i ich nie opuszcza na żądanie osoby uprawnionej, np. zarządcy budynku; to już nie jest interwencja poselska.
Poseł i senator nie może zajmować pomieszczeń. To przestaje być interwencją i zaczyna być przestępstwem naruszenia miru domowego".
Przeczytaj także:
Prawnik wskazuje, że za takie działania posłom może grozić odpowiedzialność karna oraz dyscyplinarna.
Do sytuacji w siedzibach spółek odniósł się w środę 27 grudnia Donald Tusk, zapowiadając, że zachowanie polityków PiS spotka się z konsekwencjami.
„Nieważne, czy jest parlamentarzystką czy parlamentarzystą PiS-u. To bez znaczenia. Będziemy też głosowali nad uchyleniem immunitetów tym wszystkim, którzy decydowali się na łamanie i naruszanie prawa. Nie będzie świętych krów” – mówił premier.