0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

06:10 15-07-2024

Prawa autorskie: Photo by Eyad BABA / AFPPhoto by Eyad BABA /...

141 ofiar izraelskiego nalotu w Al-Mauasi. Armia wiedziała, że cel znajduje się w strefie humanitarnej

Izraelczycy twierdzą, że był to zamach na życie Mohhameda Deifa, dowódcy zbrojnego ramienia Hamasu. Nie mają jednak pewności, czy zginął. Ofiary znajdowały się w „bezpiecznej” strefie humanitarnej

W sobotę 13 lipca izraelska armia uderzyła okolice Al-Mauasi w południowej Strefie Gazy – według katarskiej telewizji al Dżazira pięcioma rakietami i pięciomia bombami. Uderzenie zniszczyło willę, w której mieli spotykać się ważni dowódcy Hamasu. Palestyńczycy twierdzą, że celem były również znajdujące się w okolicy namioty uchodźców. Izraelczycy temu zaprzeczają. Ale siła uderzenia była potężna. Zdaniem Ministerstwa Zdrowia Gazy atak ten pochłonął 141 żyć.

Atak na dowódcę wojskowego

Jak z tego ataku tłumaczy się Izrael? Nalot miał zabić Mohameda Deifa – dowódcę Brygad al-Kassam, zbrojnego skrzydła Hamasu. Udany zamach na Deifa byłby dużym sukcesem Izraela i pozwoliłby pokazać premierowi Netanjahu, że stawiane przez niego cele wojny są realizowane. Zdaniem „New York Times'a” sam Netanjahu aprobował plan ataku. Patrick Kingsley i Ronen Bergman w tekście w amerykańskim dzienniku pokazują jednak, że przesłanki do tak agresywnego ataku były nikłe.

Willa należała do Rafa'a Salameha, bliskiego współpracownika Deifa, również ważnej figury w Hamasie. Celem był jednak Deif. Szin Bet miał wykryć obecność Salameha tygodnie temu, ale czekał, aż pojawi się tam Deif. „NYT” pisze, że Izraelczycy otrzymali informacje „sugerujące”, że Deif może przebywać w willi. W tekście nikt nie sugeruje, że izraelskie służby miały pewność, że cel znajduje się na miejscu. Po głównym uderzeniu wykonano następnie mniejsze, którego celem były służby ratunkowe zmierzajace a miejsce ataku.

Izraelscy oficjele, z którymi rozmawiali Kingsley i Bergman uważają, że cel ataku usprawieliwia to, że znajdował się on w wyznaczonej przez Izrael bezpiecznej strefie humanitarnej.

Tymczasem dwa dni później nie ma żadnego dowodu na to, że Deif zginął w ataku. Nie potwierdził tego premier Netanjahu, Hamas zaprzecza. Jest natomiast wiele dodowów pokazujących, że zginęło wiele niewinnych osób, które znajdowały się w „bezpiecznej” strefie, wyznaczonej przez izraelską armię.

Nieproporcjonalność

Atak i sposób jego przeprowadzenia po raz kolejny pokazuje, że izraelska armia bardzo nisko ceni sobie życia Palestyńczyków. Armia z całą pewnością wiedziała, że willa znajduje się w strefie humanitarnej i zdawała sobie sprawę z tego, że tak ostry atak niesie za sobą wiele strat cywilnych. Ale na wielu szczeblach dowodzenia uznano, że warto go przeprowadzić.

W efekcie ponad sto osób nie żyje, być może udało się zabić jednego ważnego członka Hamasu, drugi, ważniejszy, mógł właśnie uniknąć kolejnej próby zamachu na jego życie. Izraelczycy będą bronić się wojenną zasadną proporcjonalności (jeśli mamy do czynienia z legalnym celem wojennym, pewne straty cywilne są do zaakceptowania), ale makabryczny rachunek jednego zabitego członka Hamasu za znacznie ponad 100 osób da się usprawiedliwić tylko, jeśli nie uważa się cywilnych mieszkańców Gazy za posiadających własną godność ludzi.