Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump oficjalnie mówi o przejęciu Grenlandii „za jakieś dwa miesiące”. Nerwowe nastroje w Europie próbuje studzić premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. „Sytuacja nie wygląda tak, ze Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię.(…) nie powinniśmy więc panikować. Powinniśmy wrócić do dobrej współpracy, która nas kiedyś łączyła” – uspokaja.
Bez paniki – tak premier Jens-Frederik Nielsen próbuje uspokajać nerwowe nastroje po ostatnich zapowiedziach Donalda Trumpa dotyczących przejęcia Grendlandii.
Podczas poniedziałkowej (5 stycznia) konferencji prasowej w Nuuk, stolicy Grenlandii, premier z jednej strony zapowiedział chęć powrotu do dobrej współpracy i kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej – poinformował o zaostrzeniu tonu w rozmowach z USA. „Nie jesteśmy zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźliśmy” – tłumaczył. I dodał, że nie wyobraża sobie, by Donald Trump zrealizował wenezuelski scenariusz w Europie, odbierając Danii jej autonomiczne terytorium, Grenlandię.
„Naszego kraju nie można porównać do Wenezueli. My jesteśmy krajem demokratycznym. Od wielu, wielu lat” – powiedział Nielsen.
Podczas gdy Nielsen w wyważony i uspokajający sposób odnosi się do zapowiedzi Trumpa o aneksji Grenlandii, władze Danii biją na alarm. Pemierka Mette Frederiksen, w publicznej duńskiej telewizji TV2 zapowiedziała, że: słowa prezydenta USA nalezy traktować poważnie. I dodała, że „jeśli Stany Zjednoczone zaatakują militarnie inny kraj NATO, to będzie koniec wszystkiego. Koniec bezpieczeństwa wypracowanego wspólnie po II wojnie światowej”.
Po ataku na Wenezuelę – który szeroko omawiamy na łamach OKO.press – Donald Trump wrócił do ubiegłorocznych zapowiedzi o przejęciu Grendlandii. W niedzielę, w samolocie Air Force One zapowiedział, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii „ze względu na bezpieczeństwo narodowe”. Dodał, że Grendlandią zajmie się „za jakieś dwa miesiące”.
Na zapowiedzi prezydenta USA od razu zareagowały Dania i Grenlandia. Premierka Mette Frederiksen we wpisie na Facebooku zaznaczyła, że Królestwao Dania, a tym samym Grenlandia, są członkiem NATO. „I dlatego są objęte gwarancją bezpieczeństwa sojuszu. Mamy już dziś umowę obronną między Królestwem a Stanami Zjednoczonymi, która daje Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do Grenlandii” – przypomniała. I zapowiedziała: „W związku z tym chciałabym stanowczo wezwać Stany Zjednoczone do zaprzestania gróźb wobec historycznie bliskiego sojusznika oraz wobec innego kraju i narodu, którzy jasno powiedzieli, że nie są na sprzedaż” – dodała.
Jak pisała na łamach OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, Trump jeszcze w grudniu mianował „specjalnego wysłannika”, który ma przejąć Grenlandię dla USA. Został nim gubernator Luizjany, Jeff Landry. Nominacja ta została potępowania przez Danię i Grenlandię.
Jak podaje telewizja CNBC, Katie Miller, żona ważnego doradcy Białego Domu Stephena Millera, tuż po pojmaniu Nicolasa Maduro i przejęciu przez USA władzy w Wenezueli, opublikowała na portalu X mapę Grenlandii pokrytą amerykańską flagą i napisała: „już wkrótce”.
Położona u wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej Grenlandia jest największą wyspą świata. Donald Trump chce jej zajęcia z uwagi na bogactwo wyspy (i jej szczątkowej eksploatacji) w złoża metali ziem rzadkich, istotnych m.in. dla transformacji energetycznej, oraz złóż diamentów, złota, uranu, żelaza, ołowiu i złóż naftowo-gazowych.
Przeczytaj także: