0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:08 02-02-2026

Prawa autorskie: fot. Wojciech Kośćfot. Wojciech Kość

Ruszają konsultacje strategii ochrony mokradeł w Polsce

W Światowy Dzień Mokradeł ruszają publiczne konsultacje dokumentu, który ma wyznaczyć ramy ochrony, odtwarzania i zarządzania mokradłami w warunkach kryzysu klimatycznego. Projekt przygotowany dla Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska jeszcze za rządów PiS na dopracowanie czekał kolejne dwa lata.

Co się wydarzyło?

GDOŚ ogłosiła dziś (2 lutego) rozpoczęcie konsultacji społecznych projektu „Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z Planem działań”. Konsultacje potrwają do 23 lutego. Uwagi można zgłaszać za pomocą formularza udostępnionego przez GDOŚ.

Na zdjęciu: okolice Jeziora Siedmiu Wysp – jednego z obszarów ramsarskich w Polsce, fot. Wojciech Kość

Strategia opisuje stan mokradeł w Polsce, usługi ekosystemowe, jakie świadczą – od retencji wody po magazynowanie węgla – oraz działania niezbędne na rzecz ochrony mokradeł w Polsce, przez dziesięciolecia osuszanych i przekształcanych na grunty rolnicze.

Prace nad strategią zostały wznowione w styczniu 2024 r., powiedział cytowany przez PAP wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała. Na początku 2025 r. przy kancelarii premiera powołano Międzyresortowy Zespół ds. Obszarów Wodno-Błotnych z udziałem m.in. ministerstw rolnictwa, infrastruktury i finansów, a także MON i Straży Granicznej. Według zapowiedzi konsultacje – a następnie proces rządowy mający doprowadzić do przyjęcia strategii – mogą potrwać około roku.

Efektem strategii mają być wspólne ramy dla ochrony przyrody, rolnictwa i bezpieczeństwa – także w kontekście wykorzystania potencjału terenów podmokłych w pasie przygranicznym np. do celów obrony kraju w ramach Tarczy Wschód.

— Strategia nie gwarantuje jeszcze realnych zmian, ale to dobry punkt wyjścia do zmniejszenia emisji z degradowanych torfowisk o 30 proc. w ciągu 10 lat dzięki ich renaturyzacji, podnoszeniu poziomu wód i racjonalnemu gospodarowaniu — mówi OKO.press prof. Wiktor Kotowski, biolog z Uniwersytetu Warszawskiego, członek zarządu Centrum Ochrony Mokradeł i jeden z autorów strategii.

Kotowski ma też nadzieję, że przyjęcie strategii otworzy drzwi do wprowadzenia prawnej ochrony torfowisk jako takich. — Przyjęcie strategii to niezbędny, bo trzeba mieć ramy strategiczne i prawne, żeby skutecznie działać. Oczywiście jeśli nie będzie woli działania, dokument zmieni niewiele, ale jako start to ważny i potrzebny krok — mówi naukowiec.

Jaki jest kontekst?

Rozpoczęcie konsultacji zbiega się z obchodami Światowego Dnia Mokradeł, przypadającego w 55. rocznicę podpisania Konwencji Ramsarskiej. Konwencja ustanawia ramy ochrony i zrównoważonego użytkowania szeroko rozumianych obszarów wodno-błotnych – od torfowisk i bagien po wody śródlądowe i przybrzeżne.

W Polsce istnieje 19 tzw. obszarów Ramsar, czyli obszarów wodno-błotnych o znaczeniu międzynarodowym. Są to m. in. parki narodowe: Biebrzański, Narwiański, Ujście Warty, Poleski, Słowiński i Wigierski, a także rezerwaty przyrody, np. Stawy Milickie czy Jezioro Łuknajno.

Obszary wodno-błotne pełnią szereg kluczowych usług ekosystemowych: magazynują wodę, zapobiegając suszom i powodziom, oczyszczają wodę z pestycydów i nawozów, akumulują dwutlenek węgla, oraz są ostojami bioróżnorodności. Niestety, zagraża im intensywna gospodarka rolna, regulacja rzek, niekontrolowana zabudowa mieszkaniowa, wydobycie torfu, a także – a może przede wszystkim – zmiany klimatyczne skutkujące bezśnieżnymi zimami i niekorzystnym rozkładem opadów.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

16:24 02-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Ministerstwo Energetyki UkrainyFot. Ministerstwo En...

Ministrowie z Polski i Ukrainy omówili wsparcie ukraińskiego sektora energetycznego

Ministrowie energii Denys Szmyhal oraz Miłosz Motyka na spotkaniu online omówili sytuację w ukraińskim systemie energetycznym oraz pilne potrzeby Ukrainy związane z naprawami zniszczonej przez Rosjan infrastruktury energetycznej.

Co się wydarzyło?

O spotkaniu w poniedziałek po południu poinformowało ministerstwo energetyki Ukrainy.

Podczas spotkania Denys Szmyhal, wicepremier i minister energetyki Ukrainy podziękował Polsce za wysoki poziom wsparcia.

„Polski rząd przekazał 141 ładunków humanitarnych i 3,1 mln euro na Fundusz Wspierania Energetyki Ukrainy. Szczególnie cenimy inicjatywę narodu polskiego dotyczącą zbiórki środków na generatory. Jest to przejaw prawdziwej przyjaźni i człowieczeństwa” – podkreślił Szmyhal.

Ukraiński wicepremier poinformował polskiego kolegę Miłosza Motykę, jak wygląda sytuacja w ukraińskim systemie energetycznym po rosyjskich atakach oraz opowiedział, jakie są potrzeby Ukrainy, żeby przeprowadzić naprawy.

Jak czytamy w komunikacie, Szmyhal zaproponował zintensyfikowanie prac nad zwiększeniem przepustowości międzypaństwowych przejść granicznych, zwiększenie współpracy w sektorze gazowym w ramach „pionowego korytarza gazowego”, utworzenie eksperckiej grupy roboczej na szczeblu Banku Światowego w celu wsparcia rozwoju czystej energetyki węglowej między Ukrainą a Polską.

Jaki jest kontekst?

Od jesieni Rosja zintensyfikowała swoje ataki na system energetyczny Ukrainy. Próbuje zniszczyć go od 2022 roku, doprowadzić kraj do blackoutu i w ten sposób – skoro nie udaje się na polu walki – zmusić Ukraińców do kapitulacji.

W ukraińskiej energetyce obowiązuje stan sytuacji nadzwyczajnej.

W poniedziałek rano prezydent Zełenski poinformował, że ukraińscy energetycy przywróciły stan systemu energetycznego, jaki był przed awarią techniczną w sobotę. Pisaliśmy o tym tutaj:

Przeczytaj także:

„Praca systemu została ustabilizowana, ale oczywiście ze względu na wyjątkowo niskie temperatury i skutki rosyjskich ataków wszystkie wyzwania pozostają trudne” – zaznaczył Zełenski. Dodał, że w ciągu doby doszło do nowych rosyjskich ostrzałów obiektów energetycznych w społecznościach przyfrontowych, ale „nie odnotowano celowych uderzeń rosyjskich rakiet i szahedów w infrastrukturę energetyczną”.

Do 1 lutego miał obowiązywać tzw. „rozejm energetyczny” pomiędzy Rosją a Ukrainą. „Rosyjska armia, podobnie jak w poprzednich dniach, koncentruje się na terroryzowaniu naszej logistyki, przede wszystkim kolejowej” – podkreślił Zełenski.

Przeczytaj także:

Jak pisaliśmy, wczoraj wojska rosyjskie przeprowadziły atak na pracowników sektora energetycznego w obwodzie dniepropetrowskim. Zginęło 12 pracowników kopalni, 16 zostało rannych.

Według stanu na 2 lutego – jak informuje Ministerstwo Energetyki Ukrainy – w wyniku ostatnich rosyjskich ataków odcięto dostawy energii elektrycznej do odbiorców w charkowskim, sumskim, dniepropetrowskim i czerkaskim obwodach. W niektórych regionach Ukrainy konieczne jest stosowanie awaryjnych przerw w dostawach energii elektrycznej. W Kijowie i obwodzie kijowskim nadal sytuacja jest trudna – utrzymuje się deficyt mocy.

Ukraińscy energetycy, pracownicy służb komunalnych i kolei całodobowo pracują nad naprawą obiektów energetycznych. W Kijowie tylko zaanagażowanych w naprawy jest ponad 200 zespołów, lub ponad tysiąc osób. Są to specjaliści z różnych obwodów Ukrainy.

„Podejmowane są wszelkie możliwe środki w celu zapewnienia stabilnego funkcjonowania systemu energetycznego” – zapewnia resort.

Według ostatnich danych w ukraińskiej stolicy obecnie około 80 budynków pozostaje bez ogrzewania. W sobotę, po awarii, bez ogrzewania było ponad 3400 wielopiętrowych budynków.

„Przy niskiej temperaturze powietrza ponowne uruchomienie systemu jest bardzo trudne technicznie. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, gdy system trzeba uruchomić nie po raz pierwszy, ale po raz trzeci – jak w przypadku części zasobów mieszkaniowych dzielnicy desniańskiej [dzielnica w Kijowie, gdzie jest najtrudniejsza sytuacja z ogrzewaniem]” – wyjaśnia Kijowska administracja miejsca w komentarzu dla ukraińskiego portalu hromadske.

Polska po raz kolejny jest solidarna z Ukrainą i bardzo wsparła sąsiadów w te najmroźniejsze dni. Generatory prądu przekazał rząd, Warszawa, Polki i Polacy w ramach zbiórki „Ciepło dla Kijowa”.

Przeczytaj także:

16:23 02-02-2026

Prawa autorskie: zrzut ekranu TVN24zrzut ekranu TVN24

By się bronić, policja upubliczniła rozmowy lekarki. „Nie mieli prawa”

Wojewódzki Sąd Administracyjny potwierdził: policja nie miała prawa zdradzać danych pani Joanny ani upubliczniać na konferencji prasowej rozmów jej lekarki. Komendant Główny Policji, którym wówczas był Jarosław Szymczyk, został ukarany 75 tysiącami złotych kary przez UODO. Podobną karę wymierzono krakowskiej policji, która także złamała przepisy

Co się wydarzyło?

Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę Komendanta Głównego Policji i jednocześnie podtrzymał karę finansową ws. pani Joanny z Krakowa. Jak informuje Urząd Ochrony Danych Osobowych, „WSA w Warszawie w pełni potwierdził stanowisko prezesa UODO i przedstawioną przez niego argumentację oraz zasadność nałożenia administracyjnej kary pieniężnej”.

Chodzi o postawę Jarosława Szymczyka, byłego komendanta głównego policji, który na konferencji prasowej zwołanej 20 lipca 2023 roku odtworzył dwa nagrania dotyczące pani Joanny z Krakowa, ściganej przez funkcjonariuszy za usunięcie ciąży. Sprawa ta, ujawniona przez Renatę Kijowską na łamach „Faktów” TVN, sprowkowała szereg pytań w zakresie adekwatności działań służb. „To była obława na hasło aborcja” – podnosiła Joanna.

Generał Szymczyk po publikacji tamtego materiału zaprosił dziennikarzy na konferencję prasową i chcąc pokazać, że jego zdaniem policjanci działali zgodnie z prawem, zignorował prawo do prywatności kobiety. Mediom odtworzył dwa nagrania:

  • pierwsze było zarejstrowaną rozmową psychiatrki pani Joanny z dyżurnym wojewódzkiego centrum powiadamiania ratunkowego. Dotyczyło m.in. ówczesnej kondycji psychofizycznej Joanny oraz faktu, że ta wcześniej dokonała aborcji
  • drugie nagranie było rozmową lekarki z dyżurnym policji i dotyczyło prywatnych szczegółów z życia Joanny, jej życia prywatnego, relacji z partnerem, samopoczucia, etc.

Jarosław Szymczyk w szczegółach opowiedział dziennikarzom o późniejszej interwencji policji, szczegółach badania lekarskiego przeprowadzanego w szpitalu w asyście funkcjonariuszy, odebraniu jej laptopa i telefonu.

Przeczytaj także:

Mirosław Wróblewski, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, w marcu ubiegłego roku nałożył na komendanta głównego policji karę pieniężną w wysokości 75 tysięcy złotych. Urząd nie miał wątpliwości, że generał Szymczyk złamał przepisy RODO, udostępniając dane kobiety bez podstawy prawnej i upubliczniając informacje należące do szczególnej kategorii danych osobowych.

„Udostępnienie danych przez KGP pociągnęło za sobą zarówno potencjalną i realną możliwość wykorzystania ich przez podmioty trzecie bez wiedzy i zgody osoby, której dane dotyczyły oraz wiązało się z ryzykiem wystąpienia szkody w postaci narażenia na dyskryminację, utratę dobrego imienia oraz kontroli nad przetwarzaniem informacji na swój temat” – podkreślił Mirosław Wróblewski.

KGP od tej decyzji się odwołała. Nieskutecznie, bo WSA skargę oddalił. Wyrok w tej sprawie zapadł 28 stycznia 2026 roku. Sąd podkreślił, że udostępniono dane szczególnej kategorii, a policja nie miała ich prawa upubliczniać. Za nieskuteczne uznano tłumaczenie policji jakoby ta była beneficjentem wolności prasy i środków społecznego przekazu. Przepisy RODO przewidują bowiem odstępstwo w przypadkach, w których chodzi o prawo do wolności wypowiedzi i informacji, ale tylko dla dziennikarzy lub wypowiedzi w ramach działalności literackiej, artystycznej czy akademickiej.

Policja może odwołać się od decyzji WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W sprawie pani Joanny UODO ukarało także komendanta miejskiego policji w Krakowie karą 78 tysięcy złotych grzywny. Chodziło o opublikowane oświadczenie prasowe, o którym szerzej pisaliśmy na łamach OKO.press. Policja już ogłosiła, że od tej decyzji zamierza się odwołać. Ukarany komendant Paweł Jastrząb (powołany na stanowisko przez premiera Donalda Tuska, za rządów PiS odsunięty od kierowniczych funkcji z uwagi na sprzeciw wobec politycznych rozkazów) powołuje się na fakt, iż to nie on kierował wtedy komendą.

Jaki jest kontekst?

Pani Joanna w 2023 roku zażyła tabletki wczesnoporonne – i szybko pojawiła się na celowniku służb. Po tym, jak wyznała swojej lekarce, że kilka dni wcześniej dokonała aborcji, ta poinformowała ratowników na 112, łącząc zakończoną ciążę ze złym stanem psychofizycznym Joanny. To tę rozmowę upublicznił Jarosław Szymczyk.

Policja przyjechała do mieszkania Joanny, zarekwirowała laptopa i telefon komórkowy, asystowała pogotowiu w przewiezieniu kobiety na SOR. „To był moment, w którym uruchomił się we mnie instynkt przetrwania. Gdzie mam uciec? Co robić? Przecież nikt mi nie pomoże. Policjantki cały czas pytały, gdzie jest mój telefon. Rozebrałam się. Ze strachu. Zostałam w majtkach, bo nadal krwawiłam. Nie byłam w stanie ich zdjąć. To byłoby zbyt upokarzające” – opowiadała Julii Theus z OKO.press.

Medycy ze Szpitala Wojskowego, do którego przewieziono Joannę, mówili wprost: policja utrudniała im pracę, otoczyła kobietę kordonem, potem wylegitymowała samych pracowników szpitala. I asystowała przy przewiezieniu pacjentki do szpitala im. Narutowicza w Krakowie.

Sprawa na tym się nie zakończyła. Joanna dziennikarzom mówiła: „To była obława na hasło aborcja. Tylko to interesowało policjantów”. Policjanci w kółko pytali ją o to, skąd wzięła tabletki, kto jej pomagał. Ani razu nie poruszyli kwestii jej zdrowia i potencjalnej próby samobójczej, którą, wbrew temu, co mówi Joanna, podejrzewała lekarka.

Dokonana przez Joannę legalna aborcja stała się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Sprawę badano z artykułów 151 oraz 152 par. 2 kodeksu karnego. Pierwszy z nich mówi, że „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”, art. 15 par 2 kk. mówi natomiast, że kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Sprawa toczy się do dziś, choć pani Joanna od początku powtarzała, że decyzję podjęła świadomie i samodzielnie, sama też pozyskała niezbędne leki.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

13:16 02-02-2026

Prawa autorskie: minister sprawiedliwościminister sprawiedliw...

Minister Żurek otrzyma mandat za to, że nie przepuścił pieszej

Małopolska Policja ustaliła, że minister popełnił wykroczenie i ma zapłacić mandat, tak jak każdy inny kierowca w takiej sytuacji. „Przyjmę mandat w tym tygodniu. Na tym polega odpowiedzialność” – napisał Żurek na X.

Co się wydarzyło?

„Policjanci Komendy Miejskiej Policji w Krakowie po przeanalizowaniu zebranych materiałów w postępowaniu o wykroczenie ustalili, że doszło do popełnienia wykroczenia. Minister Waldemar Żurek zgodził się zrzec immunitetu i przyjąć mandat karny. W sobotę dojdzie do finalizacji sprawy” – poinformowała w poniedziałek, 2 lutego Małopolska Policja.

W komentarzu dla Onetu podinspektor Katarzyna Cisło, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie powiedziała, że w takiej sytuacji „policjanci nakładający mandat nie mają zbyt dużego pola manewru”.

„Za wymuszenie pierwszeństwa na przejściu dla pieszych kierowca jest ukarany mandatem w wysokości 1500 zł oraz dodatkowo 15 punktami karnymi. Tak samo będzie w tym przypadku” – powiedziała Cisło.

„Tak, w ocenie Policji popełniłem wykroczenie” – napisał na X Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości. Dodał, że „nie będę chował się za immunitetem”, który przysługuje mu jako Prokuratorowi Generalnemu, i przyjmie mandat w tym tygodniu.

„Na tym polega odpowiedzialność. Nie ma świętych krów. Popełniłem błąd i biję się w piersi” – podkreślił minister.

Jaki jest kontekst?

Jak pisaliśmy w OKO.press, 27 stycznia podczas nagrania dla programu „Duży w maluchu” minister sprawiedliwości Waldemar Żurek prowadził Fiata 126p i udzielał wywiadu. Na filmie widać, że nie zatrzymał się przed przejściem, mimo że piesza już znajdowała się na pasach.

Prowadzący program – Filip Nowobilski, ostrzegł go w trakcie jazdy, mówiąc: „Proszę uważać!”, a potem dodał, że minister „prawie przejechał po tej pani”. „Nie no, gdzie, pani była jeszcze daleko. Proszę mi wierzyć, że ja naprawdę jeżdżę bezpiecznie” – mówił szef resortu sprawiedliwości.

Przeczytaj także:

Wkrótce po zdarzeniu sytuacja była licznie komentowana w mediach społecznościowych.

„Zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym obowiązują wszystkich. Ostateczna ocena należy jednak do Policji” – napisał wówczas szef resortu sprawiedliwości w mediach społecznościowych. „Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Jeżeli miało miejsce wykroczenie, nie uchylam się od odpowiedzialności”.

To, co wydarzyło się na ulicy Sądowej w Krakowie, szczegółowo opisał w OKO.press Piotr Pacewicz. W swoim tekście oprócz analizy reakcji i zachowania ministra po wypadku Pacewicz zwrócił również uwagę na niebezpieczny format, jakim są wywiady w samochodach. Według autora niosą zagrożenie dla ruchu – bez znaczenia, czy w roli kierowcy jest gość, czy dziennikarz.

Przeczytaj także:

Jak podaje Pacewicz, według policyjnych statystyk w 2024 roku na ogólną liczbę 21 519 wypadków, w których zginęło 1896 osób, „nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu” było przyczyną 1989 wypadków, czyli 9,2 proc. (z tego na prostym odcinku drogi – 1433, a na skrzyżowaniu – 556). Ogólnie na pasach doszło do 2769 wypadków (także z udziałem rowerzystów), w których zginęły 144 osoby, a rannych zostało 2780.

12:04 02-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Andrew Harnik / Getty Images via AFPFot. Andrew Harnik /...

Były ambasador Wielkiej Brytanii w USA opuszcza partię po ujawnieniu powiązań z Epsteinem

Peter Mandelson, były ambasador Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych, który jesienią został zwolniony ze stanowiska z powodu powiązań z Jeffreyem Epsteinem, skazanym za przestępstwa seksualne, zrezygnował z członkostwa w Partii Pracy po ujawnieniu nowych dokumentów w sprawie. Epstein miał wysłać ambasadorowi USA 75 tys. dolarów.

Co się wydarzyło?

Nazwisko byłego ambasadora i wielokrotnego ministra w rządach Tony'ego Blaira i Gordona Browna pojawiło się (ponownie) w ujawnionych w piątek, 30 stycznia, dokumentach Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych dotyczących sprawy seksualnego przestępcy Jeffreya Epsteina. Według tych materiałów około 20 lat temu – w latach 2003 i 2004 – Epstein dokonał płatności na rzecz Mandelsona w wysokości 75 tysięcy dolarów.

W niedzielę 1 lutego wieczorem Mandelson napisał list do Hollie Ridley, sekretarz generalnej Partii Pracy, w którym poinformował, że rezygnuje z członkostwa w partii. Mandelson napisał, że „nie chce sprawiać dalszego wstydu Partii Pracy” i dlatego odchodzi.

Jednocześnie były ambasador zaprzecza powiązaniom finansowym z przestępcą.

„Zarzuty, które uważam za bezpodstawne, dotyczące tego, że dokonywał on na moją rzecz płatności finansowych 20 lat temu, a o których nie mam żadnych zapisów ani wspomnień, wymagają mojego zbadania” – utrzymywał Mandelson.

W liście polityk również przeprosił kobiety i dziewczyny, „głosy powinny były zostać usłyszane już dawno wcześniej”.

Jak pisze BBC, byli koledzy Mandelsona z Partii Pracy popierają decyzję Mandelsona o opuszczeniu partii.

Posłanka Jo White powiedziała, że ​​całe zdarzenie związane z Mandelsonem i dokumentami Epsteina było „niezwykle bolesne”.

„Przynosi wstyd Partii Pracy, przynosi wstyd premierowi i szczerze mówiąc, przynosi wstyd samemu sobie” – stwierdziła White.

Mocniejsza krytyka płynie ze strony oponentów politycznych. Rzecznik Partii Konserwatywnej powiedział, że należy teraz wszczęć niezależne śledztwo w sprawie mianowania Mandelsona na ambasadora.

„Lord Mandelson jest całkowicie zhańbiony. Jednak Keir Starmer nie miał odwagi podjąć działania, pozwalając Mandelsonowi zrezygnować z Partii Pracy, zamiast go wyrzucić” – cytuje rzecznika Konserwatystów „The Guardian”. „Keir Starmer i jego szef sztabu mianowali Mandelsona ambasadorem mimo jego relacji z Epsteinem, a następnie odmówili działania, nawet gdy góra dowodów przeciwko niemu rosła”.

Jak pisze brytyjski dziennik, e-maile i inne dokumenty opublikowane w piątek „rzucają nowe światło na bliskość relacji między Epsteinem a lordem Mandelsonem”.

Christine Jardine, posłanka Liberalnych Demokratów, członkini komisji ds. kobiet i równości, powiedziała, że Mandelson powinien teraz zaoferować zeznania przed Kongresem USA.

„Uważam, że każdy, kto wie, co robił Epstein, ma moralny obowiązek wobec swoich ofiar, by pomóc władzom w każdy możliwy sposób” – powiedziała. „Społeczeństwo ma również prawo wymagać od swoich polityków określonych standardów i musimy zadbać, by tak było w tej absolutnie obrzydliwej sytuacji”.

Jaki jest kontekst?

Nowe opublikowane dokumenty związane ze sprawą skazanego miliardera Jeffreya Epsteina wskazują, że przekazał on tysiące funtów mężowi byłego ambasadora Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych, Petera Mandelsona.

Niedawno Mandelson oświadczył, że jego przyjaźń z Epsteinem była „najgorszym błędem”. Jednocześnie nadal zaprzecza, że wiedział o przestępstwach Epsteina. Wcześniej twierdził, że skompromitowany finansista nie dzielił się z nim szczegółami swojego życia seksualnego.

Mendelson został zwolniony ze stanowiska ambasadora we wrześniu 2025 roku przez premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera po ujawnieniu e-maili między nim a Epsteinem, które pokazały, że relacje między nimi „znacznie różniły się” od tego, co poinformował rząd.

Więcej o odtajnionych aktach Jeffreya Epsteina i skali afery wśród amerykańskich elit, wpływowych ludzi, biznesmenów i polityków pisał w OKO.press Radosław Korzycki:

Przeczytaj także: