Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wojewódzki Sąd Administracyjny potwierdził: policja nie miała prawa zdradzać danych pani Joanny ani upubliczniać na konferencji prasowej rozmów jej lekarki. Komendant Główny Policji, którym wówczas był Jarosław Szymczyk, został ukarany 75 tysiącami złotych kary przez UODO. Podobną karę wymierzono krakowskiej policji, która także złamała przepisy
Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę Komendanta Głównego Policji i jednocześnie podtrzymał karę finansową ws. pani Joanny z Krakowa. Jak informuje Urząd Ochrony Danych Osobowych, „WSA w Warszawie w pełni potwierdził stanowisko prezesa UODO i przedstawioną przez niego argumentację oraz zasadność nałożenia administracyjnej kary pieniężnej”.
Chodzi o postawę Jarosława Szymczyka, byłego komendanta głównego policji, który na konferencji prasowej zwołanej 20 lipca 2023 roku odtworzył dwa nagrania dotyczące pani Joanny z Krakowa, ściganej przez funkcjonariuszy za usunięcie ciąży. Sprawa ta, ujawniona przez Renatę Kijowską na łamach „Faktów” TVN, sprowkowała szereg pytań w zakresie adekwatności działań służb. „To była obława na hasło aborcja” – podnosiła Joanna.
Generał Szymczyk po publikacji tamtego materiału zaprosił dziennikarzy na konferencję prasową i chcąc pokazać, że jego zdaniem policjanci działali zgodnie z prawem, zignorował prawo do prywatności kobiety. Mediom odtworzył dwa nagrania:
Jarosław Szymczyk w szczegółach opowiedział dziennikarzom o późniejszej interwencji policji, szczegółach badania lekarskiego przeprowadzanego w szpitalu w asyście funkcjonariuszy, odebraniu jej laptopa i telefonu.
Przeczytaj także:
Mirosław Wróblewski, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, w marcu ubiegłego roku nałożył na komendanta głównego policji karę pieniężną w wysokości 75 tysięcy złotych. Urząd nie miał wątpliwości, że generał Szymczyk złamał przepisy RODO, udostępniając dane kobiety bez podstawy prawnej i upubliczniając informacje należące do szczególnej kategorii danych osobowych.
„Udostępnienie danych przez KGP pociągnęło za sobą zarówno potencjalną i realną możliwość wykorzystania ich przez podmioty trzecie bez wiedzy i zgody osoby, której dane dotyczyły oraz wiązało się z ryzykiem wystąpienia szkody w postaci narażenia na dyskryminację, utratę dobrego imienia oraz kontroli nad przetwarzaniem informacji na swój temat” – podkreślił Mirosław Wróblewski.
KGP od tej decyzji się odwołała. Nieskutecznie, bo WSA skargę oddalił. Wyrok w tej sprawie zapadł 28 stycznia 2026 roku. Sąd podkreślił, że udostępniono dane szczególnej kategorii, a policja nie miała ich prawa upubliczniać. Za nieskuteczne uznano tłumaczenie policji jakoby ta była beneficjentem wolności prasy i środków społecznego przekazu. Przepisy RODO przewidują bowiem odstępstwo w przypadkach, w których chodzi o prawo do wolności wypowiedzi i informacji, ale tylko dla dziennikarzy lub wypowiedzi w ramach działalności literackiej, artystycznej czy akademickiej.
Policja może odwołać się od decyzji WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W sprawie pani Joanny UODO ukarało także komendanta miejskiego policji w Krakowie karą 78 tysięcy złotych grzywny. Chodziło o opublikowane oświadczenie prasowe, o którym szerzej pisaliśmy na łamach OKO.press. Policja już ogłosiła, że od tej decyzji zamierza się odwołać. Ukarany komendant Paweł Jastrząb (powołany na stanowisko przez premiera Donalda Tuska, za rządów PiS odsunięty od kierowniczych funkcji z uwagi na sprzeciw wobec politycznych rozkazów) powołuje się na fakt, iż to nie on kierował wtedy komendą.
Pani Joanna w 2023 roku zażyła tabletki wczesnoporonne – i szybko pojawiła się na celowniku służb. Po tym, jak wyznała swojej lekarce, że kilka dni wcześniej dokonała aborcji, ta poinformowała ratowników na 112, łącząc zakończoną ciążę ze złym stanem psychofizycznym Joanny. To tę rozmowę upublicznił Jarosław Szymczyk.
Policja przyjechała do mieszkania Joanny, zarekwirowała laptopa i telefon komórkowy, asystowała pogotowiu w przewiezieniu kobiety na SOR. „To był moment, w którym uruchomił się we mnie instynkt przetrwania. Gdzie mam uciec? Co robić? Przecież nikt mi nie pomoże. Policjantki cały czas pytały, gdzie jest mój telefon. Rozebrałam się. Ze strachu. Zostałam w majtkach, bo nadal krwawiłam. Nie byłam w stanie ich zdjąć. To byłoby zbyt upokarzające” – opowiadała Julii Theus z OKO.press.
Medycy ze Szpitala Wojskowego, do którego przewieziono Joannę, mówili wprost: policja utrudniała im pracę, otoczyła kobietę kordonem, potem wylegitymowała samych pracowników szpitala. I asystowała przy przewiezieniu pacjentki do szpitala im. Narutowicza w Krakowie.
Sprawa na tym się nie zakończyła. Joanna dziennikarzom mówiła: „To była obława na hasło aborcja. Tylko to interesowało policjantów”. Policjanci w kółko pytali ją o to, skąd wzięła tabletki, kto jej pomagał. Ani razu nie poruszyli kwestii jej zdrowia i potencjalnej próby samobójczej, którą, wbrew temu, co mówi Joanna, podejrzewała lekarka.
Dokonana przez Joannę legalna aborcja stała się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Sprawę badano z artykułów 151 oraz 152 par. 2 kodeksu karnego. Pierwszy z nich mówi, że „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”, art. 15 par 2 kk. mówi natomiast, że kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Sprawa toczy się do dziś, choć pani Joanna od początku powtarzała, że decyzję podjęła świadomie i samodzielnie, sama też pozyskała niezbędne leki.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: