Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Estoński nadzór częściowo zawiesił licencję Zondacrypto. To dość spóźniona decyzja zważywszy na to, że firma już dawno zniknęła, klienci od niemal 2 miesięcy nie mogą odzyskać swoich pieniędzy, od miesiąca toczy się w tej sprawie postępowanie w polskiej prokuraturze, a prezes Przemysław Kral, zniknął i prawdopodobnie przebywa w Izraelu.
Estoński inspektorat analityki finansowej FIU (od Estonian Financial Intelligence Unit), odpowiedzialny m.in. za przeciwdziałanie praniu pieniędzy w sektorze kryptowalut, częściowo zawiesił licencję operacyjną BB Trade Estonia OÜ, działającej pod marką Zondacrypto. To spóźniona reakcja estońskiej instytucji finansowej na doniesienia o nieprawidłowościach wokół działalności spółki.
Zondacrypto, wcześniej działająca jako BitBay, prowadziła działalność na bazie estońskiej licencji VASP. W poniedziałek 18 maja FIU zakazał spółce przyjmowania nowych klientów oraz dodatkowych środków – zarówno tradycyjnych walut, jak i kryptowalut – od obecnych użytkowników. Estoński urząd podkreślił też, że decyzja „nie blokuje klientom możliwości wypłaty lub odzyskania już zgromadzonych aktywów”.
FIU nakazał jednocześnie spółce dostosowanie działalności do wymogów koniecznych do utrzymania licencji. Jeśli ta nie podejmie odpowiednich działań w ciągu 30 dni, licencja zostanie całkowicie cofnięta. Decyzję wydano m.in. na podstawie przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.
To dość kuriozalna i bardzo spóźniona decyzja estońskiego urzędu, zważywszy na to, że firma już dawno nie działa, klienci od niemal 2 miesięcy nie mogą odzyskać swoich pieniędzy, od miesiąca toczy się w tej sprawie postępowanie w polskiej prokuraturze, a prezes Przemysław Kral, zniknął i prawdopodobnie przebywa w Izraelu.
Zondacrypto – wcześniej działająca jako BitBay – działa w Estonii od końca 2019 roku. Przeniosła działalność z Polski po tym, jak w 2018 roku polska Komisja Nadzoru Finansowego wpisała spółkę na listę ostrzeżeń publicznych. Firma najpierw próbowała ulokować działalność na Malcie, ostatecznie pod koniec 2019 roku przeniosła się do Estonii. W Estonii giełda działała na podstawie prostszej licencji VASP wydawanej przez FIU.
Jak w OKO.press w poniedziałek 18 maja opisywała Agata Kołodziej, przez lata pojawiały się liczne sygnały ostrzegawcze dotyczące działalności spółki – problemy z raportami finansowymi, zastrzeżenia audytorów wobec potwierdzenia rezerw kryptowalutowych oraz postępowania estońskich urzędów dotyczące braków w dokumentacji. Ale estoński nadzór finansowy FSA dopiero w 2026 roku zaczął konsultować się z polską KNF w sprawie działalności Zondacrypto.
Estońskie instytucje miały szerzej zainteresować się sprawą dopiero po publikacjach medialnych dotyczących problemów klientów z wypłatą środków oraz doniesieniach o możliwych powiązaniach kryminalnych wokół giełdy w związku z tym, że spółka złożyła wniosek o nową licencję wymaganą unijnym rozporządzeniem MiCA.
W Polsce wdrożenie przepisów wymaganych przez rozporządzenie MiCA od miesięcy pozostaje przedmiotem sporu politycznego. Prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zawetował ustawę przyznającą Komisji Nadzoru Finansowego kompetencje do pełnego nadzoru nad rynkiem kryptowalut.
Polska musi zapewnić stosowanie rozporządzenia MiCA, a czas na przyjęcie krajowych przepisów wykonawczych upływa 30 czerwca 2026 roku. Brak ustawy może oznaczać, że od 1 lipca 2026 r. krajowe firmy kryptowalutowe nie będą mogły legalnie działać, bo KNF nie będzie miała podstaw do wydawania wymaganych przez MiCA licencji. Sejm w piątek 15 maja przyjął trzecią ustawę o kryptowalutach.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
„Macie tutaj przyjaciela, macie najbardziej lojalnego sojusznika. Warto o tym pamiętać, bo lepszego sojusznika Ameryka nigdzie nie znajdzie” – mówił premier Donald Tusk.
Premier Donald Tusk i wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wzięli udział w uroczystości podpisania umowy na budowę trzeciego na świecie oraz jedynego w Europie autoryzowanego centrum serwisowego silników amerykańskich czołgów Abrams w Dęblinie.
Centrum powstanie w oddziale Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Dęblinie. Inwestycja o wartości 300 mln zł pozwoli na przegląd i naprawę silników do Abramsów w Polsce, bez konieczności wysyłania ich do Stanów Zjednoczonych.
– Naprawiamy pewne niedoskonałości kontraktów z przeszłości. Gdyby nie te decyzje, które dzisiaj finalizujemy tymi podpisami, to przegląd i naprawa silników, które są tu, w polskich Abramsach, musiałaby się odbywać w Stanach Zjednoczonych – mówił premier Donald Tusk.
Premier podkreślał, że Polska pozostaje jednym z najważniejszych partnerów USA w Europie i filarem współpracy transatlantyckiej. Przypominał, że Polska wydaje na obronność więcej niż większość państw NATO i konsekwentnie inwestuje zarówno we własne bezpieczeństwo, jak i w relacje z Waszyngtonem.
– Nikt w Europie, nikt w NATO nie inwestuje tak dużo we własne i wspólne bezpieczeństwo jak Polska – mówił Tusk.
Korzystając z okazji, premier pośrednio odniósł się także do doniesień o możliwym wstrzymaniu rotacyjnego przerzutu do Polski amerykańskiej brygady pancernej liczącej ok. 4 tys. żołnierzy. Jako pierwszy informował o tym na początku maja portal Army Times, a później sprawę opisywały także „New York Times” i Politico. Szef MON początkowo przekonywał, że zmiany nie dotyczą Polski, jednak kolejne publikacje wskazywały, że chodzi właśnie o obecność wojskową na wschodniej flance NATO.
– Nie jest polską rolą recenzować nowe strategie czy inny typ dyplomacji, ale naszą rolą jest przypominać: macie tutaj przyjaciela, macie najbardziej lojalnego sojusznika – mówił Tusk. Dodał, że fundamentem bezpieczeństwa Zachodu pozostaje jedność transatlantycka, a relacje sojusznicze powinny opierać się na „szacunku i przewidywalności”.
Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślał z kolei, że Polska jest dziś modelowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie. Przypominał, że Warszawa przeznacza na obronność 5 proc. PKB już w 2026 roku, podczas gdy wiele państw NATO ma osiągnąć taki poziom dopiero w 2035 roku.
Szef MON mówił też, że Polska zainwestowała ponad 50 mld dolarów w amerykański sprzęt wojskowy, w tym czołgi Abrams, myśliwce F-35, śmigłowce Apache i systemy Patriot. Jak podkreślał, Polska nie oczekuje specjalnego traktowania, ale „szczerej rozmowy między przyjaciółmi”.
– Rozumiemy proces reorganizacji obecności wojsk amerykańskich w Europie. Ale ta reorganizacja nie może się odbywać kosztem największego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie – powiedział Kosiniak-Kamysz.
Minister zapewnił jednocześnie, że Polska jest gotowa na dalsze zwiększanie obecności wojsk USA i kolejne wspólne inwestycje wojskowe.
Wystąpienie Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza jest związane z doniesieniami o decyzji Pentagonu dotyczącej wstrzymania rotacyjnego przerzutu ok. 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. W piątek Reuters, powołując się na dwóch urzędników USA, podał, że Pentagon anulował plany przemieszczenia brygady rotacyjnej do Polski. CNN informował później, że decyzja szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha jest częścią szerszego przeglądu obecności wojsk USA w Europie.
Rząd początkowo uspokajał, że sprawa ma charakter „logistyczny” i nie wpłynie na bezpieczeństwo Polski ani zdolności odstraszania NATO na wschodniej flance. Premier Donald Tusk mówił, że „wszystko jest pod kontrolą”, a szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, że Polska „na pewno na tym nie straci”. Sugerował też, że rozmowy z USA mogą dotyczyć nie tyle wycofania, ile zmiany formuły obecności wojskowej – z rotacyjnej na trwalszą.
Mimo tych zapewnień MON zapowiedziało rozmowy wyjaśniające z Amerykanami. 19 maja w Waszyngtonie sprawę mają poruszyć wiceministrowie obrony Paweł Zalewski i Cezary Tomczyk. Równolegle w Polsce szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła ma rozmawiać z dowódcą sił USA i NATO w Europie gen. Alexusem Grynkewichem, a Kosiniak-Kamysz z przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA gen. Danem Caine’em.
Wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski mówił w rozmowie z TOK FM, że tryb decyzji Pentagonu zaskoczył Warszawę. Jak mówił, dotąd USA sygnalizowały ograniczenia obecności przede wszystkim w Niemczech, a nie w Polsce.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Żądania Amerykanów są większe, niż wcześniej publicznie sugerowano. Grenlandczycy obawiają się, że zagrożą one suwerenności wyspy.
Specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa ds. Grenlandii Jeff Landry rozpoczął w niedzielę 17 maja wizytę w Nuuk, stolicy Grenlandii. Landry ma wziąć udział w konferencji biznesowej „Future Greenland”, odbywającej się 19–20 maja w Nuuk, pomimo że nie dostał na nią zaproszenia. Organizator wydarzenia, Business Greenland, podkreśla jednak, że konferencja ma otwarty charakter i każdy może się na nią zarejestrować – donosi Reuters.
Landry'emu ma towarzyszyć amerykański ambasador w Danii Ken Howry, a władze Grenlandii, w tym minister spraw zagranicznych Múte B. Egede oraz premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen, ostatecznie zgodzili się spotkać z Amerykanami.
„Chcę podkreślić, że o przyszłości Grenlandii decydujemy wyłącznie my, Grenlandczycy. Jednocześnie ważnym jest dla mnie, by dalsze rozmowy dyplomatyczne i powołana przez nas grupa robocza kontynuowały prace z wzajemnym szacunkiem, poszanowaniem prawa międzynarodowego oraz Grenlandii” – napisał Múte B. Egede w mediach społecznościowych.
Wizyta budzi mieszane uczucia wśród społeczności lokalnej – pisze grenlandzki dziennik „Sermitsiaq”. „Czego oni od nas chcą?” – pyta cytowana przez dziennik mieszkanka Nuuk, Nina Møller, która pojawiła się na lotnisku w dzień przylotu Landry'ego z flagą Grenlandii w ramach protesty mieszkańców przeciwko obecności Amerykanów.
Sam Landry powiedział po przylocie, że Donald Trump polecił mu „pojechać tam [na Grenlandię – red.] i zdobyć jak najwięcej przyjaciół”. Według komunikatu ambasady USA celem wizyty jest „słuchanie i uczenie się”, a także rozwijanie współpracy gospodarczej i relacji między Stanami Zjednoczonymi a Grenlandią.
W czwartek amerykańska delegacja ma także oficjalnie otworzyć nowy konsulat USA w Nuuk. Amerykanie mają też rozdawać mieszkańcom czapeczki z hasłem „Make America Great Again”.
Wizyta Landry’ego to element nieustannej presji, którą na Grenlandii wywierają Stany Zjednoczone. Prezydent Donald Trump w 2019 roku po raz pierwszy zasugerował, że USA chcą przejąć kontrolę nad Grenlandią. Najpierw mówił o zakupie wyspy, a następnie, po objęciu władzy po raz drugi w styczniu 2025 r., nie wykluczył prób jej siłowego przejęcia.
Od tego planu Trumpa odwieść udało się sekretarzowi generalnemu NATO Markowi Rutte. W ramach porozumienia USA, Dania i Grenlandia poinformowały o powołaniu specjalnej grupy roboczej, której celem jest wypracowanie sposobu na zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej na wyspie. Rozmowy trwają od stycznia 2026 r., ale niewiele z nich przedostaje się do opinii publicznej. 12 maja premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen informował, że nie osiągnięto jeszcze żadnego porozumienia.
W poniedziałek 18 maja amerykański dziennik „The New York Times” opublikował duży artykuł, w którym informuje o przebiegu rozmów. Według dziennika, żądania Amerykanów są większe, niż wcześniej publicznie sugerowano. USA mają chcieć gwarancji stałej obecności wojskowej na Grenlandii nawet wtedy, gdyby wyspa w przyszłości uzyskała pełną niepodległość od Danii. Administracja USA domaga się wpisania do porozumienia wojskowego tzw. „forever clause” — zapisu, który miałby zapewnić Amerykanom obecność wojskową na wyspie bezterminowo. Grenlandzcy politycy mają uważać to za zagrożenie dla przyszłej suwerenności kraju.
„NYT” podaje też, że Waszyngton chce uzyskać faktyczne prawo weta wobec dużych inwestycji infrastrukturalnych i surowcowych na Grenlandii, by blokować wpływy Chin i Rosji. Dania i Grenlandia mają sprzeciwiać się temu rozwiązaniu, argumentując, że naruszałoby ono grenlandzką autonomię.
Gazeta opisuje również plany Pentagonu dotyczące rozbudowy infrastruktury wojskowej w Arktyce. Amerykanie analizują m.in. możliwość wykorzystania lotniska i portu w Narsarsuaq na południu wyspy oraz budowy tarczy antyrakietowej.
Według rozmówców „NYT” Grenlandczycy obawiają się, że rozmowy zamiast wzmacniać ich niezależność, mogą jeszcze bardziej ograniczyć ich swobodę działania. Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen podkreśla, że Nuuk nie zamierza rezygnować z kontroli nad własnymi zasobami naturalnymi i samodzielnej polityki wobec inwestorów zagranicznych.
Amerykańskie naciski wzmacniają nieufność Grenlandczyków wobec USA i zbliżają Nuuk do Kopenhagi oraz UE, o czym pisaliśmy w cyklu reportaży z Grenlandii.
Przeczytaj także:
W swojej narracji na temat Grenlandii administracja USA posługuje się też dezinformacją. O tym, że Grenlandia nie jest niezamieszkałą przez nikogo bryłą lodu, pisaliśmy tutaj i tutaj. O tym, że wyspa nie jest otoczona prze rosyjskie i chińskie łodzie podwodne, bo Dania nie jest w stanie jej bronić, pisaliśmy tutaj.
Mimo zapewnień, że “wszystko jest pod kontrolą” nagła decyzja Pentagonu o wstrzymaniu rotacji ameryańskiej brygady do Polski w minionym tygodniu wstrząsnęła polską polityką. Teraz do USA wybiera się delegacja MON po wyjaśnienia. A wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i najwyżsi dowódcy wojskowi będą rozmawiać z Amerykanami w kraju.
Ministerstwo Obrony Narodowej będzie w tym tygodniu wyjaśniać z Amerykanami decyzję Pentagonu o wstrzymaniu rotacji amerykańskiej brygady do Polski.
„Współpracy Polski i USA nie można oceniać tylko w kontekście decyzji o wstrzymaniu rotacji żołnierzy amerykańskiej brygady. Traktujemy to jako incydent, który w tym tygodniu będziemy wyjaśniać” – powiedział 18 maja w TOK FM wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski. Zalewski zapowiedział, że jutro (19 maja) będzie rozmawiał o tej sprawie podczas wizyty w Waszyngtonie. Do USA wybiera się także drugi wiceszef MON Cezary Tomczyk.
Równolegle do rozmów dojdzie też w Polsce. We wtorek szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła spotka się z dowódcą wojsk USA i NATO w Europie gen. Alexusem Grynkewichem. W środę wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ma rozmawiać z gen. Danem Caine’em, przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA.
Zalewski podkreślił, że do tej pory Amerykanie informowali o zamiarze ograniczenia obecności wojskowej w Niemczech, a nie w Polsce. „To jest istotna kwestia, która wymaga wyjaśnienia. A poza tym rzeczywiście cała ta sprawa wydaje się być procedowana przez Pentagon dosyć nagle, w bardzo szybkiej procedurze” – powiedział.
Wiceminister przyznał, że zaskoczył go sposób ogłoszenia decyzji. Jak mówił, Polska i USA dotąd informowały się o podobnych działaniach z odpowiednim wyprzedzeniem. „Gdyby nie ta zaskakująca decyzja i sposób jej wprowadzenia, mógłbym powiedzieć, że nasze relacje są absolutnie wzorowe” – powiedział Zalewski.
Przeczytaj także:
Jaki jest kontekst?
W piątek Reuters podał, powołując się na dwóch anonimowych amerykańskich urzędników, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. żołnierzy USA do Polski. CNN przekazał z kolei, że decyzja szefa Pentagonu, Pete’a Hegsetha, była częścią szerszej serii działań prowadzących do zmniejszenia liczby amerykańskich sił w Europie.
Premier Donald Tusk zapewniał tego samego dnia, że „wszystko jest pod kontrolą”, a decyzje Waszyngtonu mają „charakter logistyczny” i nie wpłyną bezpośrednio na zdolności odstraszania ani bezpieczeństwo Polski. Również wicepremier Kosiniak-Kamysz przekonywał, że Polska „na pewno nie straci”. Sugerował nawet, że może zyskać nie rotacyjną, lecz trwałą obecność wojsk USA.
Sprawa szybko stała się elementem krajowego sporu politycznego między rządem, opozycją i Pałacem Prezydenckim. Od weekendu obie strony prześcigają się w oskarżeniach o to, kto doprowadził do kryzysu, i zapewnieniach o Polsce jako „najbardziej lojalnym sojuszniku” USA.
Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oceniło w sobotę, że doniesienia o wstrzymaniu rotacji i zmniejszeniu obecności USA „nie dotyczą bezpośrednio i docelowo Polski”. BBN zasugerowało jednak , że niejednoznaczność sytuacji może wynikać z braku jasnej propozycji zmian do polsko-amerykańskiej umowy z 2020 roku, która określa rozmieszczenie sił USA w Polsce, oraz z braku wskazania przez MON nowych lokalizacji.
Odnosząc się do stanowiska BBN, Zalewski powiedział w TOK FM, że “po pierwsze, bardzo wysocy przedstawiciele Pentagonu, także wojskowi byli zaskoczeni tą decyzją. Po drugie, tylko jedność w sprawach bezpieczeństwa i obrony jest realnym instrumentem odstraszania.”
Onet ujawnia: zatarg z gangsterami, którzy zainwestowali pieniądze w rozwój giełdy kryptowalut najbardziej prawdopodobną przyczyną zaginięcia Sylwestra Suszka, twórcy Zondacrypto.
Onet ujawnia nowe ustalenia w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka – twórcy giełdy BitBay, z której wyrosła Zondacrypto. Według portalu najbardziej prawdopodobnym motywem zaginięcia biznesmena miał być konflikt z osobami ze świata przestępczego, które finansowały początki giełdy kryptowalut.
Jak pisze Onet, za powstaniem i rozwojem BitBaya mieli stać gangsterzy związani z krakowskim i śląskim półświatkiem, m.in. Jan T. ps. „Krakowiak” i Marek M. ps. „Oczko”. Według rozmówców portalu inwestycja w rynek kryptowalut miała umożliwić pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw VAT-owskich.
Portal podaje również, że zarówno Sylwester Suszek, jak i obecny szef Zondacrypto Przemysław Kral mieli być formalnymi twarzami przedsięwzięcia, podczas gdy rzeczywisty wpływ na biznes miał mieć Marian W. ps. „Maniek”, oskarżany wcześniej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzenia VAT.
Według ustaleń Onetu w kolejnych latach doszło do konfliktu o gigantyczne zyski z giełdy kryptowalut. Osoby, które finansowały rozwój BitBaya, miały domagać się udziałów w spółce. Portal opisuje spotkania przedstawicieli grup przestępczych i próby „dogadania się”, a także narastający konflikt po wejściu do biznesu Przemysława Krala.
Śledczy — jak podaje Onet — rozważają dwie główne hipotezy dotyczące zaginięcia Suszka: że za jego śmiercią mogli stać ludzie związani z grupą krakowską albo osoby z otoczenia „Mańka”. Według rozmówców portalu najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że biznesmen zginął przypadkowo podczas próby wymuszenia dostępu do majątku w kryptowalutach.
Sylwester Suszek po raz ostatni był widziany 10 marca 2022 r. w bazie paliwowej w Czeladzi należącej do „Mańka”. Według Onetu monitoring tego dnia miał zostać wyłączony, a nagrania usunięte. Śledczy mają zakładać, że biznesmen nie żyje, choć jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Śledztwo w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela BitBay (przemianowanego później na Zondacrypto) toczy się od kilku lat w katowickiej prokuraturze.
Kiedy na przełomie marca i kwietnia 2026 roku okazało się, że klienci Zondacrypto nie mogą wypłacić swoich pieniędzy, a w sprawie tej firmy z dnia na dzień media ujawniały kolejne mroczne wątki, dotychczasowe śledztwa prokuratury stanęły na świeczniku. Publicznie działania prokuratury w Katowicach skrytykował minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
„Jeśli ja się dowiaduję po kilku latach, że osoba, która może mieć największą wiedzę o tym, nie została jeszcze przesłuchana po tylu latach, to znaczy, że to śledztwo toczyło się źle”
— mówił minister w drugiej połowie kwietnia.
Dodał, że jego zdaniem „była jakaś taka niemoc prowadzących to postępowanie. Dla mnie to jest niezrozumiałe".
A zaraz po tym minister odwołał z delegacji ze śląskiego wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji do Prokuratury Krajowej sześciu prokuratorów, którzy prowadzili kluczowe postępowania, w tym zajmujących się sprawą giełdy kryptowalut Zondacrypto oraz zaginięcia Sylwestra Suszka.
Po wybuchu afery Zondacrypto na początku kwietnia, 17 kwietnia w Katowicach wszczęto kolejne postępowanie dotyczące tym razem już oszustwa na szkodę klientów giełdy i prania przez nią pieniędzy. Start tego postępowania jednak również był niefortunny, ponieważ już po jednym dniu prokurator Sławomir Sola, który otrzymał tę sprawę, zrezygnował.
Był to specjalista zajmujący się cyberprzestępczością, zdaniem wielu – najlepszy. Okazało się jednak, że musiał wyłączyć się z tej sprawy ze względu na konflikt interesów. Prokurator Sola podczas wielu śledztw współpracował z firmą Zondacrypto, miał więc wcześniej relacje z osobami, w sprawie których teraz miałby prowadzić postępowanie.
Prokuratura Regionalna w Katowicach już lata wcześniej zajmowała się firmą BitBay/Zondacrypto po licznych zawiadomieniach ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Śledztwa te były jednak raz za razem umarzane – jak pisaliśmy w OKO.press – i to mimo, że prokurator przyznawał, że BitBay złamał prawo.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
O tym, że powstanie spółki BitBay mogło być finansowane z pieniędzy pochodzących z wyłudzeń podatku VAT, wiemy już co najmniej od 2020 roku, kiedy powiązania BitBay ze światem przestępczym, w tym kryminalnym, ujawnili dziennikarze „Superwizjera” TVN.
Kilka tygodni temu premier Donald Tusk publicznie ujawnił również, że „u źródeł sukcesu finansowego tej firmy stoją nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tak zwaną bratwą, czyli jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji, ale także ze służbami rosyjskimi.” Powołał się przy tym na notatkę ABW.
Jak wskazywała w analizie OKO.press Anna Mierzyńska, rosyjska mafia, o której mówił premier, już dawno została w Rosji rozbita, a jej resztki są prawdopodobnie narzędziem w rękach rosyjskiego kontrwywiadu FSB. A zatem to raczej rosyjskie służby, a nie mafia, stały w jakimś zakresie za działalnością Zondacrypto.
Nie można zignorować też faktu, że gdy BitBay działał z Malty przez krótki czas, jej prezesem i jedynym właścicielem spółki był Paweł S. To człowiek, który wcześniej współpracował z Markiem Falentą, głównym organizatorem głośnej afery podsłuchowej.
Paweł S. brał też udział w próbie przejęcia firmy Falenty przez Rosjanina, którego szef miał związki z mafią sołncewską i z FSB – ustaliła Anna Mierzyńska.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: