0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

13:34 17-06-2026

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

Sąd: krakowskie referendum ważne. Ale cel osiągnięto i tak

„Sąd Okręgowy w Krakowie postanawia oddalić protest referendalny Edwarda Nowaka” – przekazał sędzia Piotr Maziarz. Decyzja przesunęła datę wyborów prezydenta Krakowa z niekorzystnego dla polityków, wakacyjnego sierpnia na koniec września.

Co się wydarzyło?

Po referendum w Krakowie, w wyniku którego odwołano prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego, polityka Koalicji Obywatelskiej, do sądu wpłynęły cztery protesty wyborcze związane z łamaniem ciszy wyborczej. Dwa z nich złożyły osoby prywatne, jeden — prezes fundacji, a kolejny — grupa 15 osób.

Jak informuje „Gazeta Krakowska”, w przypadku dwóch ostatnich sąd zdecydował, że nie będzie ich rozpatrywać, ponieważ wniesiono je po terminie. 17 czerwca rozpatrzył jednak pierwszy protest, który wniósł Edward Nowak, opozycjonista z czasów PRL.

„Czuję się obrońcą demokracji, a wolne wybory są jej najważniejszym aktem. Zależy mi też na Krakowie. Nie chcę, by władzę przejęli w nim ludzie, którzy posługują się takimi metodami. Minimalna nadwyżka frekwencyjna, która zdecydowała o tym, że referendum okazało się ważne, została wygenerowana z naruszeniem ciszy wyborczej” – mówił. Sądowi okazał blisko 4 GB danych cyfrowych, ponad 300 plików graficznych i analitycznych oraz prawie 800 stron opisu dowodowego.

„Cisza w dobie internetu staje się fikcją”

Komisarz wyborcza Dagmara Daniec-Cisło wskazywała, że dowody — które ograniczały się głównie do screenów z mediów społecznościowych, wpisów i do płatnych reklam — nie musiały mieć istotnego wpływu na wynik referendum, bowiem nie wiadomo, do ilu rzeczywistych głosujących dotarły.

Sąd częściowo przychylił się do tej argumentacji. „Na podstawie tych materiałów nie da się ustalić, do jakiej grupy mieszkańców dotarły. Nie sposób racjonalnie założyć, że odbiorcami byli tylko mieszkańcy Krakowa. Wnioskodawca nie przedstawił dowodów pozwalających na rozróżnienie, czy materiał dotarł do osób, które mogły uczestniczyć, czy także tych, które nie mogły głosować. Nawet jeśli na wydrukach tych postów są liczby odbiorców, nie wynika z tego, że do takiej liczby trafiły w czasie ciszy referendalnej” – podniósł sąd.

Jednocześnie przyznał, że część materiałów naruszała ciszę referendalną. Jak wskazuje „Gazeta Wyborcza”, materiały Łukasza Gibały, posty doradcy prezydenta Nawrockiego Marcina Możdżonka, czy członków PiS Arkadiusza Mularczyka, Michała Wosia, Janusza Kowalskiego, czy Dariusza Mateckiego zdaniem sądu były naruszeniem ciszy wyborczej. „Ale wnioskodawca nie wykazał ani nie uprawdopodobnił, czy publikacje te miały istotny wpływ na wynik głosowania 24 maja” – zaznaczył sąd. I dodał:

Rozważenia wymaga kwestia zniesienie ciszy. Obecnie cisza staje się fikcją, wobec rozwoju internetu.

Referendum ważne. Ale wybory przesunięte

Prowadzący sprawę sędzia Piotr Maziarz oddalił protest Edwarda Nowaka. Wyrok nie jest jednak prawomocny — pan Nowak ma siedem dni, by oddać sprawę do sądu apelacyjnego, co najpewniej uczyni.

I nawet jeśli kolejna instancja sądu nie przyzna mu racji, termin wyborów prezydenckich w Krakowie ulegnie przesunięciu. Do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia protestów przed sąd premier nie zarządzi wyborów. A te muszą odbyć się 90 dni od dnia ogłoszenia o ważności wyborów, co powoduje, że zamiast sierpniowego głosowania w czasie wakacji i wyludnionego miasta, wybory prezydenta Krakowa odbędą się pod koniec września albo na przełomie września i października, w ; czasie politycznie lepszym, kiedy krakowianie wrócą po wakacjach do miasta.

Jaki jest kontekst?

Krakowianie odwołali prezydent Aleksandra Miszalskiego w drodze referendum 24 maja. Do urn poszło 29,9 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców. To o ok. 4 procent więcej niż wymagany próg.

Nadwyżka wyniosła dokładnie 17 673 głosy.

Choć formalnie wybory nie zostały rozpisane, kolejne partie już ogłaszają swoich kandydatów. Na razie wiadomo, że w wyborach wystartują:

  • Monika Piątkowska, senatorka z KO, która jest wspólną kandydatką partii Donalda Tuska i PSL
  • Michał Drewnicki, radny miejski i lokalny rzecznik Prawa i Sprawiedliwości;
  • Daria Gosek-Popiołek, posłanka Lewicy, wcześniej w partii Razem. W ostatnich wyborach samorządowych poparła niezależnego Łukasza Gibałę;
  • Aleksandra Owca, radna miejska Razem, do Rady dostała się z list Krakowa dla Mieszkańców Łukasza Gibały, ale porzuciła jego klub;
  • Bartosz Bocheńczak, który prowadził kampanię prezydencką Sławomira Mentzena, kandydat Konfederacji;
  • Jan Hoffman, przewodniczący Rady Dzielnicy I (Stare Miasto), główny organizator referendum odwoławczego;
  • Michał Klimek, działacz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, kwiaciarz;
  • Łukasz Wantuch, były radny miejski, słynący do tej pory z niekonwencjonalnych pomysłów na miasto;
  • Marianna Schreiber, influencerka;
  • Marian Banaś, były szef NIK;
  • Marta Ratuszyńska, radomianka i liderka inicjatywy Dobry Radom. Postuluje stworzenie konsorcjum miast Kraków-Radom i wspólną budowę bazy Europejskiej Agencji Kosmicznej;

Mówi się też o starcie Rafała Komarewicza (Centrum) oraz Pawła Śliza (Polska 2050). Wielkim nieobecnym na tej liście jest niezależny radny i lider ugrupowania Kraków dla Mieszkańców Łukasz Gibała, który w 2024 roku tylko nieznacznie przegrał z Aleksandrem Miszalskim i wsparł finansowo inicjatywę referendalną. Niewykluczone jednak, że odpuści start i będzie kandydował dopiero w kolejnych wyborach w 2029 roku.

Prezydent, który zostanie teraz wybrany, ma dokończyć obecną kadencję samorządową, czyli będzie rządził najwyżej trzy lata. Kandydaci, by oficjalnie zgłosić swój udział, muszą zebrać przynajmniej 3 tysiące podpisów osób uprawnionych do głosowania.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:50 17-06-2026

Prawa autorskie: 09.01.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Karolem Nawrockim . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl09.01.2026 Warszawa ...

Tusk o skandalu w szpitalu: „Jest zło, głowy muszą polecieć”

„Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna” – stwierdził premier Donald Tusk. Zapowiedział konsekwencje dla tych, którzy przyzwalali lub korzystali w warszawskim szpitalu z „saloniku VIP” dla polityków KO.

Co się wydarzyło?

Rząd w trybie ekspresowym przyjął projekt ustawy, która pozwoli zbierać dane o wszystkich wynagrodzeniach konkretnych medyków w różnych placówkach za pomocą numer PESEL danego medyka. Choć trudno w to uwierzyć, to do tej pory nie było to możliwe. Dziś bowiem Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymuje ze szpitali i przychodni informacje o wynagrodzeniach pracowników, ale zanonimizowane. Dlatego nie sposób przypisać kontraktów do jednej osoby i ustalić łączną wysokość wynagrodzenia przypadającego na konkretnego medyka.

Projekt ustawy we wtorek został przyjęty przez rząd i jak zapewnił w środę premier Donald Tusk na spontanicznie zwołanej konferencji prasowej, ogłosił, iż „marszałek Włodzimierz Czarzasty zapewnił, że ustawę uda się przyjąć w trybie absolutnie ekspresowym”.

Projekt nie jest wpisany w harmonogram obecnego posiedzenia Sejmu, który rozpoczął się w środę i potrwa do piątku — ale nie jest wykluczone, że pojawi się tam ad hoc.

Szpital Południowy niczym ośmiorniczki

Ekspresowe przyjęcie przez rząd projektu ustawy, o której w środowisku lekarskim mówi się od kilku miesięcy, jest efektem skandalu, jaki upublicznił portal Zero.pl.

Chodzi bowiem o młodego lekarza-rezydenta Dawida Kacprzyka, który zarabiał horrendalne sumy na abstrakcyjnych i fałszywych dyżurach na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, którym kierował, trwających nawet 96 godzin ciągiem.

Kacprzyk był radnym dzielnicowym i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Został już usunięty ze struktur KO, ale afera ma drugie dno — w środę Patryk Słowik na łamach Zero.pl poinformował, że młody działacz partii stworzył nieformalną sieć dla kolegów z partii pozwalającą na omijanie kolejek w służbie zdrowia.

„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – poinformował 17 czerwca na portalu Zero.pl Patryk Słowik.

Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej — zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i póki co przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.

Polecą głowy. Ale Kierwińskiego Tusk ocali

Donald Tusk ogłosił politykę zero tolerancji. Przekazał, że:

  • polecił kontrolę w Szpitalu Południowym i w zależności od jej wyników nie wyklucza zawiadomienia prokuratury
  • poprosił Najwyższą Izbę Kontroli o kontrolę we wszystkich placówkach w Polsce i zapowiedział konsekwencje polityczno-kadrowe

Wiadomo jedno — dojdzie do zmian w warszawskich strukturach KO. Nazwiska polityków, którzy korzystali z „saloników VIP” zna już Narodowy Fundusz Zdrowia. Tusk twierdzi, że pozna je również opinia publiczna.

„Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć się, jak było naprawdę. Chcę to wyjaśnić do samego spodu” – ogłosił Tusk. I zapewnił:

Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna.

Premier i szef Koalicji Obywatelskiej jasno podkreślił, że chce, by za ten polityczno-obyczajowy skandal odpowiedzieli konkretni politycy z Warszawy, pod których auspicjami działa szpital.

„Jeśli saloniki VIP rzeczywiście miały miejsce, to muszą polecieć głowy” – ogłosił premier. I dodał, że jego ludzie kontaktowali się z warszawskim samorządem z pytaniem, jakie działania podjęto m.in. wobec dyrekcji szpitala.

Na pytanie, czy zdymisjonowany zostanie Marcin Kierwiński, który kieruje warszawskimi strukturami Koalicji Obywatelskiej, Tusk odpowiedział jednym słowem: „Nie”.

„Szpitali jest za dużo”

„System jest do zmiany, do radykalnej zmiany” – ogłosił premier. Zaapelował, by historia o nadużyciach, jakich dopuścił się Kacprzyk, nie stała się podwaliną do konfliktów między pacjentami a medykami, a punktem wyjścia do zmian w systemie publicznej opieki zdrowotnej.

„Nie ma żadnego powodu, by udawać, że można dalej tak jechać„ – mówił premier. Po poznaniu skali nieprawidłowości (dane te miałby dostarczyć NIK), Tusk zapowiada plan szerokich zmian systemowych. Wśród nich m.in. stworzenie górnego pułapu zarobków, czyli maksymalnej pensji, jaką miałby zarabiać medyk, zakaz łączenia praktyk prywatnych i tych w publicznym sektorze czy ograniczenie liczby szpitali, których zdaniem premiera w Polsce” jest za dużo”.

Czy to się uda? „Zanim wprowadzę te zmiany, muszę wiedzieć, że nie będzie to oznaczało radykalnego wydłużenia kolejek. Muszę znaleźć taki sposób, by lekarze nie pracowali mniej, ale nie drenowali przy tym systemu i nie wykorzystywali go” – ogłosił premier.

Polityczne tarapaty Platformy

Skandal w Warszawie z jednej strony stawia pytania o błędy w sektorze zdrowotnym i dziury systemowe. Z drugiej — jest pożarem, i to kolejnym, który wybuchł wewnątrz partii.

Tusk dopiero co wyciągał polityczną gaśnicę w Krakowie, gdzie odwołano prezydenta i byłego posła KO, Aleksandra Miszalskiego, po zaledwie dwóch latach rządów. W Krakowie trwa polityczna kampania prezydencka, a osobiście wskazana przez Donalda Tuska kandydatka, senatorka Monika Piątkowska, jest szeroko krytykowana.

We Wrocławiu Jacek Sutryk walczy z prokuratorskimi zarzutami dotyczącymi kupienia dyplomu w Collegium Humanum i wręczanymi w tym celu łapówkom. W Poznaniu z kolei dochodzi do personalnych zatargów w obrębie KO, czego symbolem są rezygnacje wiceprezydentów Poznania i wybory ich następców, które wywołały burze w wielkopolskiej KO — na tyle poważne, iż przegłosowanie wotum zaufania dla prezydenta stało pod znakiem zapytania. We wtorek Jacek Jaśkowiak został obrzucony tortem przez jednego z mieszkańców, a poziom społecznego niezadowolenia Poznaniaków rośnie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:32 17-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Ludovic MARIN / AFPPhoto by Ludovic MAR...

G7 obiecuje Ukrainie więcej broni i mocniejsze sankcje na Rosję. „Za” nawet Trump

Liderzy G7 podpisali wspólną deklarację wsparcia dla Ukrainy. Dość nieoczekiwanie okazało się, że „za” jest nawet Donald Trump, który w zamian żąda pomocy w porządkach po wojnie z Iranem.

Co się wydarzyło?

Liderzy państw G7 zadeklarowali (w nocy z 16 na 17 czerwca) w Évian-les-Bains we Francji, że zwiększą wsparcie wojskowe dla Ukrainy i wzmocnią sankcje wobec Rosji.

W dokumencie zapowiedziano większe dostawy systemów obrony powietrznej, dodatkowych wyrzutni i pocisków przechwytujących, a także uzbrojenia dalekiego zasięgu. G7 ma też rozważyć rozszerzenie licencji, które pozwoliłyby Ukrainie zwiększyć własną produkcję wojskową.

Ukraina od miesięcy domaga się większej liczby systemów i pocisków Patriot, bo Rosja regularnie atakuje miasta, infrastrukturę energetyczną i obiekty cywilne rakietami oraz dronami. Jednak kraje Zachodu – w tym USA, które uszczupliły swój arsenał w wojnie z Iranem – nie są w stanie szybko zwiększyć produkcji.

Liderzy G7 zapowiedzieli również dalsze wsparcie odporności energetycznej Ukrainy przed kolejną zimą. Rosyjskie ataki na elektrownie, sieci przesyłowe i ciepłownictwo pozostają jednym z głównych narzędzi prowadzenia wojny przez Rosję i zarazem uderzają w ludność cywilną Ukrainy.

Deklaracja przewiduje też dalsze próby unieszkodliwienia rosyjskiej gospodarki wojennej. G7 zapowiedziała zaostrzenie sankcji przeciwko Rosji, w tym wobec sektora ropy i gazu, który finansuje budżet Kremla i rosyjską armię.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump przez długi czas wysyłał sprzeczne sygnały w sprawie Ukrainy, a europejscy przywódcy obawiali się, że Waszyngton może ograniczyć presję na Moskwę.

Tym razem G7 mówi o „nowej dynamice” na froncie i postępach, jakie osiąga Ukraina na polu walki. Kijów chce wykorzystać tę sytuację do uzyskania większego wsparcia, zanim Rosja odbuduje przewagę. Mimo regularnych i bolesnych uderzeń w kluczową infrastrukturę na terenie Rosji – nieraz ponad 1000 km od Ukrainy – Rosja stara się modernizować własne środki rażenia.

Ta dość niespodziewana zbieżność będzie miała jednak swoją cenę, donosi „Politico”. Według portalu „Trump naciskał na partnerów z G7, by okazali poparcie dla porozumienia z Iranem i zaoferowali pomoc w rozminowaniu cieśniny Ormuz, zanim wiceprezydent JD Vance przyleci do Genewy, aby sfinalizować porozumienie o zawieszeniu broni z Teheranem.”

Według „Politico” Trump potrzebuje wsparcia państw G7 i innych sojuszników przy rozminowaniu cieśniny Ormuz. Z kolei europejscy przywódcy oczekują jasnego poparcia USA dla Ukrainy. Liderzy G7 zasygnalizowali gotowość do pomocy, ale pod warunkiem, że operacja zostanie uzgodniona także z innymi prócz USA stronami zaangażowanymi w porozumienie z Iranem.

10:08 17-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Lekarz milioner z KO i salonik VIP dla polityków

Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz, który kilka dni temu zszokował Polskę tym, że w rok zarobił 1,7 mln zł, ma na koncie kolejne zaskakujące osiągnięcia – jako koordynator SOR stworzył w Warszawskim Szpitalu Południowym salonik dla VIP-ów, a politycy Koalicji Obywatelskiej mogli tam liczyć na szybką ścieżkę do badań poza kolejnością.

Co się wydarzyło?

28-letni lekarz Dawid Kacprzyk, który zaledwie w listopadzie 2024 roku uzyskał pełne prawo wykonywania zawodu lekarza po ukończeniu rocznego stażu, już w 2025 roku został zatrudniony jako koordynator, a więc szef SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie zarobił w rok 1,6 mln zł.

Jego łączne zarobki (biorąc pod uwagę również dochody poza Szpitalem Południowym) wyniosły 1,7 mln zł. Wiemy to z jego z oświadczenia majątkowego, które był zobowiązany złożyć, ponieważ jednocześnie jest radnym warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

To wywołało falę oburzenia, która doprowadziła do odkrycia kolejnych informacji. Portal Zero pisze, że dotarł do dokumentów, z których wynika, że Dawid Kacprzyk stworzył w publicznym szpitalu specjalną, nieoficjalną ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin.

Pacjenci VIP mieli nie tylko mieć wykonywane badania niemal natychmiast po zarejestrowaniu się, podczas gdy zwykli pacjenci czekali na swoją kolej wiele godzin. Wykonywano im również ogromną liczbę badań, co przecież nie jest zadaniem oddziału ratunkowego.

A dodatkowo w szpitalu stworzono dla polityków nawet osobną salę, w której w bardziej komfortowych warunkach – z kanapą, fotelami i telewizorem – mogli czekać na wyniki lub kolejne badania.

Kanał Zero podsumowuje, że Dawid Kacprzyk de facto stworzył w publicznym szpitalu przychodnię dla polityków działającą jak luksusowy prywatny ośrodek zdrowia.

Szpital Południowy nie zaprzeczył doniesieniom dziennikarzy, nie odpowiedział też na ich pytania na ten temat, za to ostrzegł, że nieuprawnione pozyskiwanie, ujawnianie lub rozpowszechnianie informacji dotyczących zdrowia lub korzystania ze świadczeń zdrowotnych stanowi naruszenie powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Zaznaczmy, że portal Zero nie podał do publicznej wiadomości, którzy politycy korzystali z szybkiej, luksusowej ścieżki badań w Szpitalu Południowym. Przekazał je za to Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Afera wokół Dawida Kacprzyka staje się coraz większym ciężarem dla Koalicji Obywatelskiej. Publicyści zaczynają nazywać ją „nowymi ośmiorniczkami”.

I wcale nie dlatego, że to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nadzoruje formalnie Szpital Południowy. Ani nie dlatego, że opisywany salonik VIP i specjalne zasady opieki medycznej miały dotyczyć polityków KO i ich rodzin.

One miały dotyczyć polityków KO, bo sam Dawid Kacprzyk był szefem młodzieżówki KO i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Po wybuchu afery Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji poinformował, że 15 czerwca przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.

To właśnie polityczna działalność lekarza nasuwa wątpliwości, co do samego faktu jego zatrudnienia jako szefa SOR. Objął on tę funkcję zaraz po stażu, nie mając nawet jeszcze specjalizacji, a powinien mieć specjalizację z medycyny ratunkowej.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, właśnie ze względu na brak specjalizacji, formalnie szpital zatrudnił w charakterze szefa SOR innego lekarza, który w rzeczywistości jest już na emeryturze.

Dodajmy, że to nie tyle sama wysokość zarobków Dawida Kacprzyka jest tu najbardziej kontrowersyjna, ale fakt, że brał on publiczne pieniądze za pracę, której de facto nie wykonywał. Bo nie mógł.

Według danych udostępnionych przez Szpital Południowy młody lekarz przepracował w 2025 roku 3976 godzin, średnio to 331 godzin w miesiącu, co po odliczeniu dni wolnych od pracy, daje 16 godzin dziennie pięć dni w tygodniu.

A to był dopiero początek jego zawodowych obowiązków. Pracował on jeszcze w trzech innych miejscach w Warszawie, był radnym dzielnicy Ursus, brał udział w posiedzeniach parlamentarnego zespołu ds. badań naukowych i innowacji w ochronie zdrowia, często też występował jako ekspert w radiu i telewizji.

Portal Zero ujawnił kilka dni temu, że w czasie, kiedy zgodnie z grafikiem pracy powinien być w szpitalu, był właśnie w telewizji.

W reakcji na doniesienia medialne, Kacprzyk nie tylko musiał odejść z KO.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zgłosił sprawę Kacprzyka do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy NIL. Co ciekawe, będzie ona z pewnością rozpatrywana przez rzecznika przy Okręgowej Izbie Lekarskiej innej niż ta w Warszawie, bowiem Kacprzyk właśnie niedawno został wybrany do warszawskiej Okręgowej Rady Lekarskiej, mógłby więc móc wpływać na postępowanie, którego jest przedmiotem.

Tymczasem równolegle kontrole w Warszawskim Szpitalu Południowym zapowiedział NFZ i Urząd m. st. Warszawy, który zresztą kontrolę już rozpoczął w tej placówce 15 czerwca, a kolejne w najbliższych dniach zapowiada również na innych SOR-ach w szpitalach należących do miasta – w Szpitalu Praskim, Szpitalu Czerniakowskim, Szpitalu Wolskim i Szpitalu Bielańskim.

Warszawski ratusz na razie nie jest rozmowny i nie chce komentować, co dokładnie kontroluje, ani kiedy kontrole zakończy i ujawni jej efekty.

Natomiast NFZ wyjaśnia nieco szerzej, że sprawdzi, czy Dawid Kacprzyk rzeczywiście był w pracy wtedy, kiedy był na grafiku, a nadto przeanalizuje krzyżowo grafiki wszystkich placówek, w których pracował lekarz, by zweryfikować, czy nie był w kilku miejscach jednocześnie.

Będą cięcia pensji lekarzy

Afera wokół kariery i zarobków Dawida Kacprzyka zmobilizowała rząd do podjęcia działań mających uporządkować kwestie wynagrodzeń lekarzy. W końcu, bo dotąd rząd tego tematu starał się unikać jak ognia i to mimo iż wiemy, że to właśnie zarobki lekarzy są jednym z ważniejszych czynników wpychającym budżet NFZ w zapaść.

We wtorek 16 czerwca rząd przyjął projekt ustawy, która pozwoli w końcu zbierać prawdziwe dane na temat zarobków lekarzy. Prawdziwe, ponieważ dotąd można było zweryfikować pensję lekarza tylko w jednej placówce, podczas gdy ta sama osoba mogła pracować w kilku miejscach. Czasem jednocześnie.

Dopiero przyjęty właśnie przez rząd projekt pozwala na zbieranie przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL, ewentualnie prawo wykonywania zawodu, co da realny obraz wynagrodzeń lekarzy i pozwoli zlikwidować ewentualne patologie.

Sprawa nabiera tempa, bo okazuje się, że przyjęty przez rząd we wtorek projekt już w środę 17 czerwca wylądował w Komisji Zdrowia, dopisany do harmonogramu obrad w ostatniej chwili.

Sam rzecznik rządu Adam Szłapka natomiast nie ukrywa, że nowe przepisy, czyli zbieranie danych o zarobkach lekarzy po ich PESEL, to krok w kierunku ograniczenia zarobków medyków.

Przeczytaj także:

16:13 16-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Degradacja. Waldemar Żurek przenosi żonę szefa kancelarii Nawrockiego

Julita Dziedzic-Bogucka, żona Zbigniewa Boguckiego, który kieruje kancelarią prezydenta, została odwołana z pracy w szczecińskiej Prokuraturze Krajowej i zdegradowana do pracy w okręgu. Decyzję osobiście podjął prokurator generalny Waldemar Żurek.

Co się wydarzyło?

„Pan minister jest osobliwą postacią” – tak Zbigniew Bogucki na łamach „Faktu” skomentował informację o odwołaniu żony z posady w Prokuraturze Krajowej.

Julita Dziedzic-Bogucka pracuje w Prokuraturze Krajowej w Szczecinie od 2017 roku. Zajmuje się przestępczością zorganizowaną i korupcyjną. Do pracy w PK została delegowana bezpośrednio z Prokuratury Rejonowej, z pominięciem szczebla okręgowego.

Decyzję o odwołaniu prokuratorki Waldemar Żurek podpisał 11 czerwca. Jak wynika z informacji podanych przez RMF FM, dekret zawiera ledwie jedno zdanie. „Podobne decyzje kadrowe nigdy nie zawierają uzasadnienia, a odwołanie następuje z odpowiednim, trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia” – przekonuje rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak. Odwołanie wchodzi w życie 30 września.

I to wtedy, Julita Dziedzic-Bogucka rozpocznie pracę w Prokuraturze Okręgowej.

Jaki jest kontekst?

Julita Dziedzic-Bogucka jest żoną Zbigniewa Boguckiego, wieloletniego działacza PiS, a obecnie szefa kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego.

PiS w czasach swoich rządów od 2015 roku tak zreformował sądownictwo i prokuraturę, że pozwolił politykom prawicy na przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Zaczęła się od prokuratury.

28 stycznia 2016 roku, a więc niecałe dwa miesiące po pierwszym posiedzeniu Sejmu z większością PiS-owską, posłowie uchwalili nową ustawę o prokuraturze, która połączyła funkcję prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nadając pełnię władzy Zbigniewowi Ziobrze. w Prokuraturze Krajowej powołano też Wydział Spraw Wewnętrznych, oddelegowany do przestępstw popełnianych przez sędziów czy prokuratorów.

Ziobro otrzymał możliwość powoływania i odwoływania szefów prokurator, nowe przepisy zniosły też kadencyjność i umożliwiły natychmiastowe odwołania. Co ważne w przypadku Boguckiej, reforma zniosła też konkursy na wyższe stanowiska i umożliwiła prokuratorowi generalnemu powołania na stanowiska kogo chce i kiedy chce. A to umożliwiło PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy obsadzenie prokuratur zaufanymi sobie ludźmi.

Za kadencji Zbigniewa Ziobry wymieniono niemal wszystkich prokuratorów na kierowniczych stanowiskach w Prokuraturze Krajowej, w prokuraturach okręgowych i rejonowych. Awanse dostawali głównie osoby związane z politykami PiS-u i Zjednoczonej Prawicy.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: