Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rząd przyjął projekt uchwały w sprawie utworzenia w Polsce stałej bazy dla amerykańskich wojsk w Polsce. Premier Donald Tusk poinformował też o rychłej finalizacji rozmów z tajwańską firmą Foxconn, która ma wspomóc budowę polskich aut elektycznych. Umowa ma zostać podpisana jesienią tego roku, a premier liczy na tempo producji na ok. 400 tysięcy aut rocznie.
Adam Szłapka, rzecznik prasowy polskiego rządu potwierdził, że KPRM przyjął projekt uchwały „w sprawie podjęcia działań w celu utworzenia stałej bazy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Polsce”.
To pomysł szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który chce zbudować w kraju stałą bazę dla wojsk USA. Jak zdradził premier Donald Tusk, chodzi o stworzenie warunków logistycznych, finansowych, organizacyjnych i mieszkaniowych dla żołnierzy z USA, którzy mieliby stacjonować w Polsce na stałe – zgodnie z zapowiedziami Donalda Trumpa. „Nie możemy czekać na realizację zobowiązania prezydenta USA. Musimy się do tego przygotować” – zadeklarował Tusk.
„Historyczny krok” – skomentował na portalu X Tomasz Siemoniak, wiceminister MSWiA.
Na razie nie wiadomo, kiedy baza miałaby zostać zbudowana, dla ilu żołnierzy i kiedy ci właściwie mieliby zacząć na stałe stacjonować w kraju.
Donald Tusk ogłosił też, że po wakacjach Polska będzie finalizować rozmowy z firmą Foxconn, przemysłowym gigantem z Tajwanu, która miałaby pomóc w budowie polskich samochodów elektrycznych.
„Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że po wakacjach, jesienią ostatecznie sfinalizujemy nasze rozmowy z Foxconnem, z partnerami z Tajwanu. Będziemy budowali jako Electromobility Poland we współpracy z Tajwańczykami wielki hub w Jaworznie. Będzie zintegrowany z całym systemem przemysłowo-technologicznym w Jaworznie i w okolicy” – zapowiedział przed posiedzeniem Rady Ministrów Donald Tusk.
Polska ma budować trzy modele aut. Będą to SUV-y, średniej wielkości – zapowiedział premier.
Tusk chciałby, by produkcja pozwoliła na budowę nawet 400 tysięcy samochodów rocznie.
Przeczytaj także:
Do politycznej awantury doszło podczas obrad Rady Miasta Poznania, gdzie dyskutowano nad absolutorium i wotum zaufania dla prezydenta miasta. Jacek Jaśkowiak został przez jednego ze wzburzonych mieszkańców zaatakowany tortem. Zatrzymała go policja. „To był fizyczny atak w miejscu pracy” – grzmi prezydent Poznania.
„Pycha kroczy przed upadkiem” – krzyczał wyprowadzany przez policjantów mężczyzna, który podczas sesji Rady Miasta Poznania zaatakował prezydenta miasta tortem.
Było króko po godzinie 10. Prezydent najpierw przedstawił raport o stanie miasta, a potem usiadł na ławce, czekając na udzielenie mu absolutorium i wotum zafuania. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupa osób. Większość rozdawała radnym ulotki z hasłem: „Wilczy bilet dla Jacka Jaśkowiaka za antyspołeczną politykę”. Jeden z nich wykrzyczał: „Pogrążasz to miasto (...) i właśnie na to zasługujesz”. Potem uderzył prezydenta tortem z bitą śmietaną. Moment ataku uwiecznili m.in. dziennikarze lokalnego „Głosu Wielkopolski”.
„To był fizyczny atak w miejscu pracy. Pewnie mam zniszczony garnitur, może mi się uda go uratować” – mówił dziennikarzom tuż po incydencie prezydent Jaśkowiak. I wskazywał, że za atakiem mogą stać anarchiści i symaptycy partii Razem, która już potępiła atak tortem. „Dobrze, że to nie był kwas solny, bo przecież mógł być!” – grzmiał prezydent Poznania.
Atak skrytykowali lokalni działacze tak obozu władzy, jak i opozycji wobec Jaśkowiaka.
Jak wskazuje Piotr Żytnicki z poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej” tortem rzucił jeden z poznańskich anarchistów związanych z kolektywem Rozbrat. Środowisko to wspiera protest mieszkańców osiedla Maltańskiego, wokół którego od miesięcy toczy się spór.
Osiedle bowiem formalnie należy do Kościoła, a mieszkańcy (ponad sto rodzin) płacili za dzierżawę terenu symboliczne pieniądze. Archidiecezja w styczniu tego roku sprzedała ten teren za, bagatela, 421 milionów złotych. Deweloper chce zbudować tu nowe osiedle, a dotychczasowym mieszkańcom polecono się wyprowadzić.
Co wspólnego z tą sytuacją ma prezydent? Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego liczy na pomoc miasta, w tym np. wykup tego terenu czy zamianę działek z kościołem, na co prezydent zgodzić się nie chce. Mieszkańców w sporze wspierają anarchiści i przedstawiciele partii Razem.
Nie wiadomo, jakie konsekwencje grożą mężczyźnie, który zaatakował prezydenta Poznania tortem. Przed ponad dekadą, w czerwcu 2013 roku Zygmnut Miernik rzucił tortem w tył głowy sędzi Anny Wielogolewskiej w czasie procesu Czesława Kiszczaka. Mężczyznę skazano na karę więzienia m.in. za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie sędziego w czasie sprawowania urzędu.
„Swoboda dotyczy różnych metod ekspresji (nie tylko słowa, ale i innych form artystycznych, a nawet w pewnym zakresie krzyku i hałasu, a także takich form protestu jak np. kładzenie się przed maszynami w proteście przed budową autostrady). Istotne tu jest jednak, że te formy wyrazu nie naruszają nietykalności cielesnej osoby, wobec której są kierowane. W przypadku działania pana Miernika doszło tymczasem do naruszenia nietykalności cielesnej sędziego. To, że był to akt publiczny rejestrowany przez media, nie powoduje, że należy traktować to zachowanie wyłącznie jako noszące cechy dozwolonej krytyki. Naruszenie nietykalności zwykłego obywatela – nie pełniącego funkcji publicznej – też jest czynem zabronionym i karalnym” – twierdził wówczas Rzecznik Praw Obywatelskich.
Przeczytaj także:
Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej. Informację oficjalnie potwierdziła policja i prokuratura. Jedna z hipoteza zakłada, że była to egzekucja. Śledczy zatrzymali dwóch Białorusinów, ale nikomu nie postawiono zarzutów.
„W toku szeroko zakrojonych działań śledczych doszło do zatrzymania dwóch obywateli z Białorusi. Mężczyźni, w wieku około 33 i 37 lat, zostali zatrzymani w okolicy białoruskiego konsulatu w Białej Podlaskiej” – przekazał dziennikarzom Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie.
Śledczy oficjalnie potwierdzili, że rosyjski artysta i krytyk Władimira Putina, Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej.
Do zabójstwa doszło w poniedziałek 15 czerwca rano, między 9:30 a 9:45, na jednym z osiedli na parkingu za pawilonami handlowymi na ulicy Królowej Jadwigi. „Do ofiary podszedł mężczyzna, oddał trzy strzały z broni krótkiej. Gdy pokrzywdzony upadł na chodnik, mężczyzna podszedł i oddał jeszcze dwa strzały” – opisuje prokurator Marcin Kozak, rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która przejęła sprawę od Prokuratury Rejonowej. Kuzowkow został śmiertelnie zraniony w głowę i klatkę piersiową. Na wtorek zaplanowano sekcję zwłok artysty.
„Komendant policji od razu powołał wszystkich policjantów do służby. Zarządzono alarm” – opisuje Fijołek z policji w Lublinie. Na komendzie zawiązano specjalną grupę śledczą, wystosowano również apel do mieszkańców Białej Podlaskiej i potencjalnych świadków zdarzenia o kontakt.
Jak potwierdza prok. Kozak śledczy zatrzymali dwóch obywateli Białorusi. Mężczyznom nie postawiono zarzutów, ich związek ze sprawą jest jeszcze przedmiotem ustaleń. Policjanci odblokowali ulice, nie prowadzą już patroli na granicach miasta.
„Może się okazać, że mamy do czynienia ze zbrodnią polityczną i zabójstwem na zlecenie” – pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Skriepecki był bowiem niewygodny dla reżimu Władimira Putina ze względu na swoją działalność, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
Skriepecki przyjechał do Polski w 2021 roku. Trafił do ośrodka dla uchodźców w Białej Podlaskiej, a gdy z niego wyszedł, zamieszkał w mieście w granicą. Biała Podlaska to miasto położone blisko granicy z Białorusią, dlatego mieszka tam wielu uchodźców z tamtego państwa.
Skriepecki jeździł jednak po różnych krajach europejskich. Organizował w nich akcje ośmieszające Putina. W ostatni weekend był w Berlinie, gdzie chodził po ulicach z portretem Stalina w rękach i przywiązaną do spodni flagą Rosji, która ciągnęła się za nim po ziemi. Śpiewał też własną wersję radzieckiej piosenki „Sołnecznyj krug”. Robił to w czasie, gdy w rosyjskiej ambasadzie odbywały się uroczystości z okazji państwowego święta – Dnia Rosji.
Jak pisze Mierzyńska, artysta po akcji w Berlinie miał dostawać pogróżki. Ostatni wpis, prezentujący groźby śmierci, opublikował na swoim kanale na Telegramie w poniedziałek, krótko po godzinie 8.
Przeczytaj także:
Założyli zielone ubrania przypominające żołnierskie mundury, naszyli flagą biało-czerwoną i chodzą po korytarzach warszawskiego Dworca Centralnego legitymując osoby, które mogą być obcokrajowcami. Członkowie grupy Bronimy Polskiej Granicy najpierw paradowali wzdłuż wschodniej granicy. Potem na wiecach Grzegorza Brauna. Teraz „tropią” ludzi w centrum Warszawy
Od niedzieli do sieci trafiają krótkie filmy promujące nocną działalność grupy Bronimy Polskiej Granicy – samozwańczych „obrońców” znanych między innymi z tropienia migrantów na granicy polsko-białoruskiej, których ... nie mogli znaleźć. Ich działalność, skoncentrowana głównie na nakręcaniu spirali nienawiści i autopromocji, dokładnei opisała w OKO.press Anna Mierzyńska.
Przeczytaj także:
Na filmach opublikowanych w niedzielę i poniedziałek widać, jak grupa mężczyzn, ubrana w charakterystyczne uniformy do złudzenia przypominające oficjalne stroje strażników, przechadza się w nocy po Dworcu Centralnym i legitymuje, wypytuje, nachodzi osoby, które wyglądają na obcokrajowców.
„Będziemy wypytywali, skąd są ci przybysze, po co tu przyjechali” – odgraża się jeden z mężczyzn na filmie. „Takich patroli będzie coraz więcej, nie tylko w Warszawie, ale i całej Polsce” – słychać w nagraniu. Materiały opublikował Paweł Jaworski, założyciel wspólnoty „Żołnierze Chrystusa”, jeden z liderów Marszu Niepodległości, opisany m.in. przez „Newsweeka”. Niegdyś chronił kraj przed społecznością LGBT. Potem atakował uczestniczki Strajku Kobiet. Dziś uderza w migrantów.
Kamil Syller, prawnik i aktywista, już zaapelował do PKP o zwrócenie uwagi na mężczyzn i wyciągnięcie konsekwencji z ich działań.
Jak podał Paweł Marcinkiewicz z „Gazety Wyborczej”, który opisał działalność nocnych ultraprawicowych bojówek w rejonie Dworca Centralnego, sprawę bada również Stołencza Policja.
Weryfikujemy te informacje – mówi mł. asp. Jakub Pacyniak, rzecznik Komendy Rejonowej Policji nr 1. Zapowiada, że reakcja policji, jeśli doniesienia na temat patroli się potwierdzą, będzie stanowcza. – Nie ma naszej zgody, by ktoś podawał się za funkcjonariuszy – zapewnia.
„To wyzwanie rzucone państwu. Wiadomo, że celem tych patroli jest wytworzenie atmosfery strachu” – mówi „Wyborczej” prof. Rafał Pankowski, współzałożyciel Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”.
Działanie grupy wpisuje się bowiem w coraz poważniejszą spiralę nienawiści wobec obcokrajowców. Nie chodzi tylko o hejterskie wiadomości i nagonkę w sieci, ale i bezpośrednie akty przemocy.
W piątek taksówkarz z Azerbejdżanu został pobity przy Dworcu Gdańskim w Warszawie. 8 czerwca w Sulechowie osiemnastolatek zaatakował siedzącego na przystanku obcokrajowca, zabrał mu plecak z dokumentami, a następnie spalił go wraz z zawartością. Kieleccy radni pod koniec tygodnia woleli oddać na złom piętnaście starych, zużytych i nienadających się do jazdy po polskich drogach autobusów niż przekazać je ukraińskiej Winnicy, bo ci „nie są dość wdzięczni”. Prezydent Karol Nawrocki rozważa odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. A pod koniec maja w Lublinie wybuchła afera dotycząca studiujących tam (od lat) obcokrajowców z Afryki.
„Jeśli naprawdę chcecie Polski, gdzie jest tylko jeden wzór etniczny i polityczny, to w tej Polsce będzie jedno miejsce, tylko dla jednego człowieka. Janusz Kowalski. Tak, to brzmi arcypolsko. Miejsca dla innych już nie będzie” – mówił 10 czerwca w Sejmie premier Donald Tusk, przestrzegając przed „marszem w stronę brunatnego krajobrazu”, którą to drogą prowadzi Polskę prawica w swej coraz bardziej i bardziej radykalnej kampanii nienawiści.
Jak jednak wskazał Witold Głowacki, Tusk i polityka prowadzona przez niego i jego rząd wobec Ukraińców i Ukrainy w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy doskonale wpisuje się w ten brunatny marsz. „Tusk mówi więc zupełnie co innego, niż rzeczywiście robi. A część odpowiedzialności za postępujące brunatnienie Polski ponosi on sam wraz ze swoją formacją” – pisał nasz dziennikarz.
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony, atakujące Moskwę od tygodnia, przebiły się w końcu przez obronę. Płonie moskiewska rafineria Kapotnia
Mer Moskwy Siergiej Sobianin ogłosił, że 16 czerwca po godzinie 5:00 rano obrona miasta zestrzeliła 60 dronów podczas zbliżania się do stolicy. Wszystkie cztery moskiewskie lotniska – Szeremietiewo, Domodiedowo, Wnukowo i Żukowski – zostały zamknięte. Dopiero rano ograniczenia zostały zniesione — podaje portal Meduza.
Ukraiński kanał telegramowy Exilenova+ donosi, że w moskiewskiej rafinerii Kapotnia wybuchł pożar po ataku drona. Władze Moskwy wkrótce potwierdziły atak na rafinerię. Położona jest 15 km od Kremla. Sobianin poinformował, że jeden z dronów uszkodził rafinerię. Nie było ofiar śmiertelnych.
„Tym razem obwód moskiewski odczuł w pełni potencjał Ukrainy w zakresie broni dalekiego zasięgu. Trafiona została rafineria ropy naftowej odległa o 500 kilometrów” – napisał Zełenski w Telegramie, który w przeciwieństwie do X, którym zazwyczaj komunikuje się prezydent Ukrainy, dostępny jest ciągle w Rosji. Podziękował też wojsku i służbom „za skuteczną pracę”.
Ukraińcy trafili też skład ropy na południu Rosji, w Kraju Krasnodarskim.
Ponieważ Rosja coraz gorzej daje sobie radę z atakami Ukrainy, szczególnie na zapleczu frontu i na Krymie, Putin zapowiedział, że wobec tego Rosja zintensyfikuje ataki na ukraińskie miasta. Taki krwawy atak, m.in. na Kijów, miał miejsce wczoraj. Ucierpiała Ławra Peczerska — zabytek z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Wzbudziło to na świecie oburzenie — Ławra porównywana jest w komentarzach do Notre Dame w Paryżu czy krakowskiego kościoła mariackiego. UNESCO informuje, że zniszczenia zabytkowego kompleksu są poważne.
Ukraińcy w komunikatach o atakach na Rosję podają koordynaty celów, a potem pokazują zdjęcia potwierdzające trafienia. Rosjanie zrezygnowali natomiast z określenia „precyzyjne” na określenie swoich ataków. Wydaje się, że teraz strategia rosyjska polega na zmasowanym ostrzale,
Problem Ławry jest jednak dla Rosji duży — dotychczasowa narracja podkreślała, że jest to kolebka rosyjskiej państwowości. Rosyjska propaganda opowiada więc teraz, że Ławrę zniszczyła niechcący ukraińska obrona albo że w ogóle jest to „mistyfikacja spreparowana przez Macrona” (rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa).
Tymczasem w Evian we Francji spotykają się przywódcy G7. Będzie tam prezydent Trump, ale także prezydent Ukrainy. Atak na Ławrę i kolejne trafienia ukraińskie w rosyjski przemysł naftowy będą tłem toczonych tam rozmów
Przeczytaj także: