0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17 minut temu

Prawa autorskie: AFP PHOTO / FRENCH ARMY (ETAT MAJOR DES ARMEES)AFP PHOTO / FRENCH A...

Rosyjski dron nad Łotwą. „Zagrożenie ustało”

Kilka minut przed godziną 12 Narodowe Siły Zbrojne Łotwy odwołały alarm dotyczący potencjalnego zagrożenia z powietrza. W poniedziałkowy poranek myśliwce NATO zestrzeliły drona, który wleciał w łotewską strefę powietrzą. Reuters: dron przyleciał z Rosji.

Na zdjęciu: Francuski myśliwiec Dassault Rafale B uzbrojony do walki powietrznej w przestrzeni powietrznej Polski w ramach Wschodniej Warty NATO, 13 września 2025 r.

Co się wydarzyło?

„Łotewskie Narodowe Siły Zbrojne informują o zagrożeniu powietrznym w łotewskiej przestrzeni powietrznej. Znajdź bezpieczne miejsce wewnątrz budynku i przestrzegaj zasady <<dwóch ścian>>. Jeśli zauważysz nisko lecący i podejrzanego obiekt, nie zbliżaj się, zadzwoń pod numer 112. Gdy zagrożenie ustanie, powiadomimy o tym” – komunikat o takiej treści pojawił się w poniedziałek 8 czerwca, kilka minut przed godziną 9 w mediach społecznościowych łotewskiego wojska NBS.

W łotewską przestrzeń powietrzną – jak podaje Reuters- wtargnął rosyjski dron. Zestrzelił go myśliwiec NATO, a dokładniej: francuski myśliwiec stacjonujący na Litwie w ramach misji Baltic Air Policing. I choć chwilę po zestrzeleniu drona zakończono alarm, łotewska armia ogłosiła go ponownie informując, że myśliwce NATO patrolują przygraniczą przestrzeń powietrzną.

Alert dla mieszkańców trwał niespełna do 11:30. „Potencjalne zagrożenie ustało” – poinformowały Narodowe Siły Zbrojne Łotwy na portalu X.

Jaki jest kontekst?

To nie pierwszy raz, gdy przestrzeń powietrzna Łotwy została naruszona przez drony. 7 maja dwa ukraińskie bezzałogowce spadły na terytorium Łotwy, uszkadzając magazyn ropy w Rzeżycy. Drony były wystrzelone przeciwko Rosji – i choć nikt nie został ranny, premierka Evika Silina oraz minister obrony Andris Spruds podali się do dymisji.

Incydenty z dronami zwiększają napięcie między państwami bałtyckimi a Moskwą. Kraje regionu oskarżają Rosję o elektroniczne zakłócanie lotów dronów, które następnie naruszają nadbałtycką przestrzeń powietrzną. Kreml z kolei zarzuca Bałtom, że umożliwiają Ukrainie ataki ze swojego terytorium. Państwa bałtyckie temu zaprzeczają.

22 maja do łotewskiego jeziora Dridzis w położonym niedaleko Białorusiu powiecie Krasław wpadł dron. A trzy dni przecież na teren Estonii i Łotwy wtargnął inny dron zestrzelony przez rumuńskie myśliwce F-16. 20 maja, na godzinę, zamknięto przestrzeń powietrzną nad lotniskiem w Wilnie – również z powodu możliwego wykrycia drona.

Łotwa, podobnie jak jej sąsiedzi, Litwa i Estonia, należy do najbliższych sojuszników Ukrainy w wojnie z Rosją. Na Łotwie i w Estonii Rosjanie stanowią około 20-25 proc. społeczeństwa, a na Litwie – ok. 5 proc.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

09:04 08-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Karen MINASYAN / AFPPhoto by Karen MINAS...

Kierunek Europa. Armenia wybrała rząd

„To historyczne zwycięstwo” – ogłosił premier Armenii Nikol Paszynian. Jego proeuropejska partia Umowa Społeczna wygrała wybory i ma samodzielną większość w rządzie. To wyraźny sygnał, że Armenia będzie kontynuować kurs na Europę i uniezależniać się od Rosji.

Co się wydarzyło?

Armenia ogłosiła oficjalne wyniki niedzielnych (7 czerwca) wyborów parlamentarnych.

Wybory w kraju wygrała partia premiera Armenii Nikola Paszyninana. Na Umowę Społeczną zagłosowała niemal połowa (49,81 procent) wyborców.

Oficjalne wyniki wyborów podała Agencja Reutersa, powołując się na ormiańską Centralną Komisję Wyborczą. Paszynian utworzy więc samodzielny rząd – podobnie jak przed pięcioma laty. Wtedy jednak premier odnotowywał minimalnie wyższe (54 proc.) poparcie.

Frekwencja wyniosła niemal 58,97 procent. W wyborach zagłosowało blisko 1,5 mln z ok. 2,5 upoważnionych do tego wyborców.

„To historyczne zwycięstwo” – oświadczył Paszynian jeszcze na wieczorze wyborczym. „To oznacza, że obywatele Armenii stanęli po stronie państwa, niepodległości, przyszłości i pokoju” – zaznaczył Paszynian cytowany przez Polską Agencję Prasową. Nikol Paszynian rządzi Armenią od 2018 roku. Jest najdłużej urzędującym szefem rządu w historii Armenii.

Prorosyjskie wpływy nadal bardzo widoczne

Niedzielne wybory w Armenii były dla ormiańskiego rządu swoistym testem – a ich wynik wskazał, jaki wektor polityki zagranicznej i wewnętrznej chcą obrać mieszkańcy.

Wybory te były bowiem pierwszymi po błyskawicznej operacji militarnej Azerbejdżanu z 2020 roku, kiedy rozbił siły nieuznawanej międzynarodowo ormiańskiej Republiki Górskiego Karabachu. Premier w pierwszych słowach po wyborach zwrócił się w stronę Turcji i Azerbejdżanu, dając wyraźny sygnał, że chce naprawić te międzynarodowe relacje.

Wszystko wskazuje na to, że Armenia będzie kontynuowała politykę proeuropejską i prodemokratyczną, obliczoną na zbliżenie się do Zachodu – celem uniezależeninia się od Kremla. Prorosyjskie tendencje w Armenii są silnie widoczne, co widać także w wynikach wyborów.

Do parlamentu wejdą bowiem partie opozycyjne:

  • Silna Armenia oligarchy Samwela Karapetiana uzyskała 23,29 procent głosów
  • Blok Armenia byłego prezydenta Roberta Koczariana, z silną agencą prorosyjską – 9,94 procent
  • Kwitnąca Armenia, która zdobyła 4 procent głosów.

Umowie Społecznej nie udało się uzyskać większości 2/3 głosów potrzebnych do rozpoczęcia zapowiadanego przez Paszyniana procesu przyjęcia nowej konstytucji (dokument musi następnie zostać przyjęty w referendum). Od zmian w konstytucji Azerbejdżan uzależnia ukończenie procesu pokojowego, co jest jednym z głównych punktów agendy Paszyniana – podnosi PAP.

Jaki jest kontekst?

Jak pisała w OKO.press Paulina Pacuła, wybory parlamentarne w Armenii odbywały się w warunkach silnych prób wpływu na ich przebieg ze strony Rosji. Reuters informował, powołując się na zachodnie źródła wywiadowcze, że Moskwa prowadziła przeciwko premierowi Nikolowi Paszynianowi kampanię dezinformacyjną w mediach społecznościowych oraz za pośrednictwem prorosyjskich mediów. Jej celem było osłabienie poparcia dla prozachodniego kursu Armenii.

W centrum uwagi znalazła się prorosyjska partia Silna Armenia. Na dzień przed wyborami zatrzymano sześciu jej kandydatów. Wobec kandydatów wszczęto postępowania karne. Szczegółowe przyczyny zatrzymań nie zostały początkowo ujawnione, choć wcześniej wobec partii pojawiały się oskarżenia o przekupywanie wyborców i nielegalne finansowanie kampanii. Do Centralnej Komisji Wyborczej trafił wniosek o wykluczenie ugrupowania z wyborów z powodu zarzutów dotyczących przekupywania wyborców i finansowania kampanii niezgodnie z prawem, jednak komisja go odrzuciła. Lider partii Samwel Karapetian, rosyjsko-armeński miliarder i jeden z najważniejszych przedstawicieli prorosyjskiej opozycji, od miesięcy przebywa w areszcie domowym pod zarzutem nawoływania do obalenia rządu.

W ostatnich tygodniach naciski ze strony Moskwy przybrały również formę otwartych gróźb politycznych. Władimir Putin ostrzegał, że dalsze odchodzenie Armenii od Rosji może doprowadzić do „ukraińskiego scenariusza”, sugerując ryzyko destabilizacji i konfliktu. Z kolei były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew oskarżał Nikola Paszyniana o „prowadzenie kraju drogą Ukrainy”.

Aby powstrzymać reorientację Armenii na Zachód, Moskwa nasiliła także w ostatnich tygodniach gospodarczą presję na Armenię. Rosyjscy urzędnicy ostrzegali, że dalsze zbliżenie Armenii z UE może oznaczać utratę preferencyjnego dostępu do rosyjskich surowców i rynku Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, jeśli będzie kontynuować zbliżenie z Unią Europejską. Ponadto władze na Kremlu ogłosiły także zakaz importu większości ormiańskich produktów. Zakaz obejmuje produkty rolno-spożywcze, przede wszystkim owoce, warzywa, kwiaty, ryby, wodę mineralną i alkohol.

Rosja jest odbiorcą 40 proc. ormiańskiego eksportu, więc ograniczenia są bardzo dotkliwe dla ormiańskiej gospodarki. Rosyjskie służby tłumaczą decyzje względami sanitarnymi i fitosanitarnymi.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

20:24 07-06-2026

Prawa autorskie: Photo by JACK GUEZ / AFPPhoto by JACK GUEZ /...

Izrael uderza w Bejrut, Iran w Izrael. Koniec zawieszenia broni?

Iran ostrzegał, że odpowie na izraelskie uderzenie w południowy Bejrut. I swoją groźbę spełnił. Według Iranu celem była baza wojskowa na północy Izraela. Donald Trump apeluje do Iranu i Izraela o krok w tył

Co się wydarzyło

Na zdjęciu: irańskie rakiety widoczne dziś późnym wieczorem nad izraelskim miastem Netanja. Fot. JACK GUEZ / AFP

Późnym wieczorem 7 czerwca Iran po raz pierwszy od kwietnia wystrzelił co najmniej kilka rakiet w stronę Izraela. Informację przekazała najpierw izraelska armia, a następnie potwierdził ją irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Według Strażników celem ataku była izraelska baza lotnicza w Ramat Dawid na północy Izraela. W oświadczeniu Strażnicy twierdzą, że baza była „źródłem agresji” wobec Libanu. Armia izraelska twierdzi, że przechwyciła wszystkie rakiety wymierzone w bazę. Jednocześnie zidentyfikowała nową falę, która zmierza w stronę Izraela.

Nie wiemy jeszcze jak Izrael odpowie na ataki. Minister bezpieczeństwa wewnętrznego Iranu Itamar Ben Gwir napisał w mediach społecznościowych, że dziś w nocy Teheran powinien zapłonąć.

Strażnicy Rewolucji w swoim oświadczeniu po uderzeniu w Izrael piszą, że jest to na razie tylko ostrzeżenie. Ale jednocześnie grożą, że dalsza eskalacja będzie oznaczała ponowne otwarcie frontu w Zatoce Perskiej.

Iran odpowiada w ten sposób na dzisiejszy izraelski atak na Dahije, czyli południowe przedmieścia Bejrutu. Izraelski premier Benjamin Netanjahu przekazał, że Izrael uderzył w „siedzibę terrorystów w Dahije” w odpowiedzi na uderzenia Hezbollahu na terytorium Izraela. W dzisiejszym ataku na Bejrut zginęły co najmniej dwie osoby. Dzień wcześniej w izraelskich atakach na południowy Liban zginęło 12 osób. Wśród nich trójka żołnierzy libańskiej armii – w tym generał brygady.

Trump po irańskim ataku na Izrael wypowiedział się krótko dla Fox News. Powiedział, że nie jest zadowolony z izraelskich ataków na Bejrut. I zaapelował do Iranu: wystrzeliliście swoje ostrzeżenie, teraz czas na powrót do negocjacji. W rozmowie z dziennikarzem Axios przekazał też, że zamierza zadzwonić do Netanjahu i powiedzieć mu, by nie odpowiadał na irański atak.

Jaki jest kontekst

Trzeciego czerwca w Waszyngtonie Izrael i Liban osiągnęły porozumienie o zawieszeniu broni. Częścią tego porozumienia nie jest jednak Hezbollah. To szyicka organizacja polityczno-zbrojna, która jest silnie powiązana z Islamską Republiką Iranu. W negocjacjach z USA Iran konsekwentnie domaga się, by zakończenie wojny dotyczyło wszystkich frontów, w tym wojny pomiędzy Izraelem a Hezbollahem. W ostatnich dniach Iran ostrzegał, że złamanie zawieszenia broni i atak na południowy Bejrut spotka się z odpowiedzią Iranu. Dziś okazało się, że na tę odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Jesteśmy więc na prostej drodze do najpoważniejszej eskalacji w konflikcie USA i Izraela z Iranem od dwóch miesięcy. Wiele zależy jednak od kolejnych kroków.

W 2024 Iran dwukrotnie wysyłał w stronę Izraela salwę rakiet. I w obu przypadkach ostatecznie dochodziło do deeskalacji. Na razie jesteśmy na ścieżce w przeciwną stronę. Wiele zależy od reakcji Donalda Trumpa. To on w ostatnim tygodniu powściągnął Benjamina Netanjahu. Trump wydaje się bowiem rozumieć, że dalsze ataki na Bejrut grożą faktycznym zerwaniem kwietniowego zawieszenia broni z Iranem. A przez ostatnie dwa miesiące działania amerykańskiego prezydenta wskazywały na to, że nie jest zainteresowany dalszym prowadzeniem wojny i preferuje doprowadzenie do porozumienia.

To, że osiągnięcie porozumienia satysfakcjonującego obie strony (USA i Iran) jest bardzo trudne, to zupełnie inna sprawa. Ale Trump niekonieczne będzie zadowolony, jeśli za sznurki będzie pociągał w tej kwestii ktoś inny – w tym wypadku Netanjahu. A wszystko wskazuje na to, że izraelska eskalacja na froncie libańskim była wyłączną inicjatywą izraelską. Pierwsza reakcja Trumpa to faktycznie apel o rozwagę do Iranu i Izraela. Teraz czekamy na to, jak militarnie zareaguje Izrael.

Przeczytaj także:

18:13 07-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Armend NIMANI / AFPFot. Armend NIMANI /...

W Kosowie wygrywa partia rządząca, ale z gorszym wynikiem niż w grudniu

Ruch „Samostanowienia” premiera Albina Kurtiego prowadzi w przedterminowych wyborach parlamentarnych w Kosowie. Zdobywa 42,3% głosów według exit poll, na które powołuje się stacja telewizyjna Klan Kosowa.

Główni rywale ruchu Kurtiego, Demokratyczna Partia Kosowa i Demokratyczna Unia Kosowa, miały otrzymać odpowiednio 21,6% i 17,3% głosów. Sojusz na rzecz Przyszłości Kosowa ma zajmować czwarte miejsce, z wynikiem 6,8%.

To trzecie przedterminowe wybory parlamentarne w ciągu kilkunastu miesięcy. W poprzednich, w grudniu 2025 r. ruch Kurtiego zdobył 49% głosów. Nie zdołał jednak uzyskać trwałego porozumienia z innymi partiami w sprawie kandydata na premiera.

Przeczytaj także:

Do obecnego kryzysu doprowadziło to, że parlament nie był też w stanie wybrać prezydenta w miejsce Vjosy Osmani, której kadencja wygasła. W efekcie doszło do rozwiązania parlamentu.

Przeczytaj także:

17:59 07-06-2026

Prawa autorskie: Foto KAREN MINASYAN / AFPFoto KAREN MINASYAN ...

Sprzeczne exit polle. Kto wygrał w Armenii?

Po zakończeniu wyborów w Armenii według jednego sondażu exit poll prozachodnia parta rządząca Nikola Paszyniana miała dostać 56 proc. głosów. Prorosyjska opozycja powołuje się na inny sondaż, który daje jej 52 procent. Wiadomo na pewno tylko to, że frekwencja była wyższa niż w poprzednich wyborach.

Co się stało?

Rządząca Partia Umowy Społecznej, na czele której stoi premier Nikol Paszynian, miała zdobyć 56,7 proc. głosów w wyborach parlamentarnych w Armenii. Ma to wynikać z sondażu exit poll zleconego przez partię Paszyniana. Według tego sondażu opozycyjna, prorosyjska partia Silna Armenia rosyjskiego biznesmena pochodzenia ormiańskiego Samwela Karapetiana otrzymała 17,5 proc. głosów.

Bratanek Karapetiana ogłosił jednak, że to partia Paszyniana przegrała. Opozycja powołuje się na inny sondaż. Według niego, Silna Armenia razem z blokiem Armenia oraz partiami Kwitnąca Armenia i Skrzydła Jedności, miały zdobyć łącznie 52,9 proc. głosów.

Centralna Komisja Wyborcza Armenii ogłosi wstępne wyniki wyborów w poniedziałek, a ostateczne – najpóźniej siódmego dnia po wyborach.

Oficjalnie wiadomo, że frekwencja wyniosła 58,97 proc., czyli była stosunkowo wysoka. W 2021 r. w wyborach wzięło udział 49,37 proc. wyborców.

Niezależne sondaże przed wyborami wskazywały, że partia Paszyniana może liczyć na mniej niż 37 proc. Według International Republican Institute IRI i EVN/ARMES poparcie dla partii premiera wynosiło od 32 do 38 proc., a partii Karapetiana — 26 proc. Z kolei Gallup dawał Paszynianowi trochę ponad 28 procent. W badaniach dużą grupę stanowiły jednak osoby niezdecydowane lub odmawiające odpowiedzi.

54-procentowym poparciem Paszynian cieszył się pięć lat temu, a od tego czasu ono sukcesywnie spadało.

Zgodnie z ormiańską ordynacją wyborczą, jeśli żadna partia nie uzyska 50 proc. głosów i nie będzie w stanie utworzyć koalicji rządzącej, druga tura wyborów odbędzie się za 28 dni. Wezmą w niej udział tylko dwie siły polityczne, które uzyskały najwięcej głosów w pierwszej turze. Zwycięzca automatycznie otrzyma 54 proc. miejsc w parlamencie, czyli tzw. stabilną większość parlamentarną. Będzie mógł samodzielnie sformować gabinet.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Wybory postrzegane są jako test realizowanej przez Paszyniana polityki, zakładającej zacieśnienie relacji z USA i Unią Europejską oraz zawarcie trwałego pokoju z Azerbejdżanem.

Niedawno Paszynian był gospodarzem w Erywaniu szczytu przywódców UE i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Rosja w ostatnich dniach zwiększyła naciski na Armenię, m.in. wstrzymując import jej produktów. Od miesięcy Rosja prowadzi też kampanię dezinformacyjną. Putin zaś zaczął grozić „wariantem ukraińskim”.

Więcej o sytuacji w Armenii pisze Stasia Budzisz:

Przeczytaj także: