Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał alerty przed intensywnymi opadami śniegu. Jak donosi Guardian, z powodu silnego mrozu na zachodzie Europy zginęło sześć osób, a temperatury na północy Szwecji sięgają 40 stopni poniżej zera.
Sądecczyzna i południowo-wschodnia część Podkarpacia pokryje się w nocy nawet 35-centrymetrową pokrywą śnieżną. „Najintensywniejsze opady śniegu wystąpią między 3 a 8. Lokalnie zawieje śnieżne” – prognozują meteorolodzy z IMGW, którzy dla tych rejonów wydali alert II stopnia (z 3-stopniowej skali) przed intensywnymi opadami śniegu. Ostrzeżenie obowiązuje do środy, do godziny 13.
Ostrzeżenie I stopnia wydano z kolei dla zachodniej części Małopolski prognozując silne opady śniegu, nawet do 20 cm w ciągu nocy. Alert I stopnia obowiązuje też dla okolic Wałbrzycha i Mazowsza, Warmii, Mazur i Podlasia. Tam śniegu nie przybędzie – spadną za to tempaeratury. I to znacznie. IMGW prognozuje, że w nocy termometry mogą pokazać tam nawet 18 stopni poniżej zera.
A to dopiero początek silnych mrozów, jakich mamy doświadczać w Polsce. Według Instytutu Meteorologii od środy mróz, opady śniegu i niskie temperatury mogą pojawić się na większości terenów Polski. Będą utrzymywać się co najmniej do soboty.
„Opady związane będą z przemieszczającym się znad Włoch płytkim ośrodkiem niskiego ciśnienia. Obecnie, według symulacji numerycznych, wstępnie prognozowana trajektoria ośrodka przebiegać będzie przez południowe Bałkany” – czytamy w raporcie IMGW. „Choć prognoza ilości śniegu jest trudna do oszacowania, to można zakładać, że w rejonie powiatu bieszczadzkiego i powiatów sąsiednich przyrost pokrywy śnieżnej do piątku 9.01 rano może wynieść sumarycznie do około 50 cm (lokalnie w Bieszczadach do 60 cm)” – prognozują meteorolodzy.
Z powodu rekordowo niskich temperatur na Zachodzie Europy odnotowano aż sześć zgonów. Z powodu złych warunków atmosferycznych i opadów śniegu zamknięto część lotnisk na północy i zachodzie Francji, w Amsterdamie odwołano setki lotów z powodu skierowania personelu do usuwania lodu z samolotów i konieczności odmrożenia pasów startowych. W Holandii we wtorek 6 stycznia zawieszono też połączenia kolejowe z powodu awarii informatycznej spowodowanej również pogodą. Jak podaje Deutsche Welle, „w Szkocji setki szkół pozostają zamknięte, a w Glasgow metro nie kursowało rano, ponieważ szyny elektryczne były oblodzone. W wielu częściach Wielkiej Brytanii nadal obowiązują ostrzeżenia przed śniegiem i lodem, a służby meteorologiczne ostrzegają przed intensywnymi opadami śniegu w tym tygodniu, zwłaszcza na południu kraju”. Na Bałkanach z kolei intensywnie pada deszcz, powodując lokalne podtopienia.
„W Szwecji spadają nowe opady śniegu, a temperatura na północy kraju wynosi nawet minus 40 stopni. W Danii służby ratownicze wezwały mieszkańców północnej Jutlandii, aby w obliczu nadchodzącej burzy śnieżnej pozostali w środę w domach. Ci, którzy mimo wszystko zdecydują się wyjść, powinni mieć przy sobie łopatę, aby móc odkopać samochód” – podaje DW.
Kuria Metropolitarna w Przemyślu, do ktorej należy ksiądz Grzegorz wydała oświadczenie. Nienawistne i hejterskie maile, które ksiądz wysyłał do doktor Gizeli Jagielskiej oraz szpitala w Oleśnicy nazywa jego „prywatną sprawą”. Ale postępowanie policji i prokuratury, która duchownego zatrzymała, uznaje już za „walkę z Kościołem katolickim”.
Prokuratura zakończyła postępowanie w sprawie nienawistnych wiadomości mailowych, jakie otrzymywała dr Gizela Jagielska oraz szpital w Oleśnicy, w którym pracowała lekarka – informuje wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Do sądu trafiły akty oskarżenia wobec trzech osób. Jedną z nich jest ksiądz Grzegorz, duchowny z Podkarpacia.
Jak podaje Marcin Rybak, cała trójka miała wysyłać do lekarki oraz szpitala, w którym pracowała maile z groźbami pobicia, uszkodzenia ciała, a nawet zabójstwa dr Jagielskiej. Jak twierdzi prokuratura, która sprawę bada z art. 212 kodeksu karnego, zniesławienie dotyczyło nie tylko lekarki w sposób bezpośredni, ale całego personelu szpitala, pod adresem którego również wysyłano obelgi. Zarzucano m.in., że „uśmierca się tam ludzi”.
Jak dowiedziała się w prokuraturze „Wyborcza”, oskarżeni nie kwestionują, że pisali maile. Nie przyznają się natomiast do stawianych im zarzutów przestępstw. Twierdzą, że maile były jedynie wyrazem protestu przeciwko aborcji.
Innego zdania jest przemyska kuria. W oświadczeniu opublikowanym na stronie Archidiecezji, a podpisanym przez rzecznika kurii, księdza Bartosza Rajnowskiego, działania policji i prokuratury kuria uznała za ... atak na kościół katolicki.
Archidiecezja z Przemyśla potwierdza, że ksiądz Grzegorz pisał maile do szpitala i dr Jagielskiej. Twierdzi jednak, że była to prywatna korespondencja i prywatne opinie – dlatego też nie zamierza ich komentować.
W obszernym komunikacie kuria ani słowem nie odnosi się do postawy duchownego. Wyraża jednak „stanowcze oburzenie” ... potraktowaniem księdza przez organy ścigania.
Kuria twierdzi, że zatrzymanie ksiądza w jego rodzinnym domu, zakucie w kajdanki, przeszukanie plebanii i umieszcze w areszcie w Krośnie, a następnego dnia przewiezienie do Oleśnicy na czynności procesowe było aktem „nieusprawiedliwionej represji, nie uzasadnionej przemocy i poniżenia, a tym samym walki z Kościołem Katolickim”.
„Celem tych działań było jedynie wywołanie medialnego linczu na księdzu. W naszej ocenie działania te były nieusprawiedliwionym nadużyciem władzy przez organy ścigania” – czytamy w oświadczeniu. „Wyżej opisane zdarzenie jest wyjątkowo bolesne dla naszej wspólnoty i odbieramy je jako atak na Kościół katolicki. Mamy nadzieję, że w przypadku coraz częściej mających miejsce regularnych ataków na kapłanów w postaci wyzwisk, zniesławień, gróźb karalnych, pobić i innych czynów przestępczych, organy ścigania będą zawsze z taką samą determinacją podejmowały czynności jak w przypadku wyżej wskazanym” – dodaje kuria wskazując, że księdz i jego rodzinę „obejmie modlitwą”, tak jak i dzieci będące „ofiarami aborcji”.
Ksiądz Grzegorz, razem z dwie pozostałymi osobami odpowiedzialnymi za internetowy hejt, stanie teraz przed sądem.
Hejt na dr Jagielską i personel szpitala w Oleśnicy spadł tuż po opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” reportażu o pani Anicie, której kolejne szpitale odmawiały pomocy i nieudzielały pełnej informacji medycznej w czasie ciąży, zatajając przed nim rzeczywisty stan zdrowia płodu.
Mimo bardzo poważnej choroby, wykrytej łamliwości kości i niskich szans na przeżycie przy jednoczesnym poważnym zagrożeniu zdrowia i życia matki, kolejne szpitale odmawiały usunięcia ciąży. Zrobiła to dr Jagielska, kiedy płód miał już 37 tygodni. Historię pani Anity opisała Paulina Nodzyńska na łamach „Gazety Wyborczej”.
Sprawa szybko stała się polityczna – również za sprawą Grzegorza Brauna, który 16 kwietnia 2025 roku wtargnął do szpitala w Oleśnicy i na kilkadziesiąt minut uwięził dr Gizelę Jagielską. Wyzywał ją od morderców. Twierdził, że dokonuje obywatelskiego zatrzymania. Potem od policji żądał artesztowania lekarki.
Akcja Brauna przypadła na czas kampanii prezydenckiej, w których startował mężczyzna. W związku zachowaniem Brauna Parlament Europejski, na wniosek Prokuratura Generalnego, uchylił immunitet europosła. Śledczy sprawdzają, czy miało miejsce naruszenie miru domowego, usiłowanie pozbawienia wolności, naruszenie nietykalności cielesnej oraz pomówienia Gizeli Jagielskiej przez polityka.
Przeczytaj także:
„Tylko Dania i Grenlandia mogą decydować o sprawach Danii i Grenlandii” – ogłosili liderzy państw „koalicji chętnych” we wspólnym oświadczeniu ws. zapędów Donalda Trumpa dotyczących przejęcia wyspy. Na szczycie w Paryżu, poświęconym Ukrainie, przywódcy europejscy przypomnieli, że bezpieczeństwo i suwerenność Arktyki są kluczowe dla stabilności NATO.
Tuż przed startem szczytu „koalicji chętnych” w Paryżu – czyli spotkania przywódców państw Europy, Kanady i USA poświęconego wsparciu dla Ukrainy, prezydent Francji, premierzy Polski, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Danii i Grenlandii oraz kanclerz Niemiec wydali wspólne oświadczenie w sprawie publicznych ogłoszeń Donalda Trumpa nt planów przejęcia terytorium Grenlandii.
Jak pisaliśmy we wtorek (6 stycznia) w OKO.press premier Jens-Frederik Nielsen próbuje studzić emocje. Tymczasem europejscy przywódcy, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami premierki Danii, przypomnieli, że: „Bezpieczeństwo Arktyki pozostaje kluczowym priorytetem dla Europy i ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego i transatlantyckiego”.
W opublikowanym oświadczeniu (jego oryginał w języku angielskim można przeczytać m.in. na stronie duńskiej szefowej rządu) politycy ogłosili, że zamierzają – tak jak inne państwa członkowskie NATO – zwiększyć swoją obecność, działania i inwestycje na rzecz zapewnienia Grenlandii bezpieczeństwa oraz „odstraszyć przeciwników”.
„Królestwo Danii – w tym Grenlandia – jest częścią NATO. Bezpieczeństwo w Arktyce musi zatem być osiągane wspólnie, we współpracy z sojusznikami NATO, w tym Stanami Zjednoczonymi, poprzez przestrzeganie zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic. To są uniwersalne zasady i nie przestaniemy ich bronić” – ogłosili, przypominając, że USA jest nie tylko częścią NATO, ale i sygnatariuszem umowy obronnej z Danią z 1951 roku.
„Grenlandia należy do jej mieszkańców. To Dania i Grenlandia, i tylko oni, mogą decydować o sprawach dotyczących Danii i Grenlandii” – przypomnieli Trumpowi.
W podobnym tonie tuż przed wylotem do Paryża na szczyt „koalicji chętnych” wypowiedział się premier Donald Tusk. Na zwołanej konferencji prasowej przypomniał, że żaden członek Paktu Północnoatlantyckiego nie powinien atakować czy grozić drugiemu członkowi Paktu Północnoatlantyckiego. „Inaczej NATO straciłoby sens” – powiedział premier.
Donald Tusk, już łącząc sprawę tak Grenlandii, jak i Ukrainy, której głównie dotyczyć ma paryskie spotkanie, wskazał, że „solidarność europejska i poszanowanie integralności państw europejskich to są elementarne kwestie”.
"Chciałbym, żeby w Waszyngtonie było dla wszystkich jasne, że jakiekolwiek próby rozbicia czy podważania istoty NATO nie spotkają się z akceptacją chyba w żadnym kraju europejskim. Taką mam przynajmniej nadzieję – podkreślił Tusk.
Na godzinę 15 polskiego czas zaplanowano początek spotkania „koalicji chętnych”. Wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński spotkał się najpierw indywidualnie z prezydentem Ukrainy, potem na lunchu dołączyli do nich wysłannicy Trumpa – Steve Witkoff i Jared Kushner.
Po spotkaniu z Macronem Zełeński na portalu X napisał: „Podczas naszego spotkania z prezydentem Macronem omawialiśmy realne możliwości Ukrainy w walce z rosyjskim terroryzmem, naszą obronę i wsparcie, które może wzmocnić naszą pozycję w dyplomacji. Odbyliśmy również bardzo merytoryczną dyskusję na temat dyplomacji i naszych działań. Dzisiaj w Paryżu odbywa się najbardziej reprezentatywne spotkanie Koalicji Chętnych, w którym uczestniczą głowy państw, liderzy organizacji międzynarodowych, ministrowie i ambasadorzy. Przygotowujemy ważne kroki polityczne.”
Polska Agencja Prasowa za agencją Reutersa poinformowała, że podczas wtorkowego szczytu powołana zostanie komórka koordynacyjna pomoc Ukrainie. A kraje mają dogadać kwestie długoterminowej pomocy wojskowej. Dodatkowo będą uczestnicyć w „mechanizmie monitorowania i weryfikacji rozejmu”, którym kierować ma USA. Reuters podaje też, że kraje podpiszą porozumienie, na mocy którego zobowiążą się do wsparcia Ukrainy w razie przyszłych ataków ze strony Rosji.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Prezydent USA w wywiadzie dla NBC News powiedział, że w najbliższych 30 dniach w Wenezueli nie uda się przeprowadzić wyborów i wybrać nowej władzy. „Najpierw musimy naprawić ten kraj” – oświadczył. Donald Trump powołał też grupę amerykańskich urzędników, którzy mają nadzorować działania w Wenezueli.
Formalnie to dotychczasowa wiceprezydentka Wenezueli, Delcy Rodriguez, sprawuje władzę w kraju. W poniedziałek 5 stycznia została formalnie zaprzysiężona na osobę pełniącą obowiązku prezydenta po tym, jak siły USA uprowadziły Nicholasa Maduro i postawiły go przed sądem w Nowym Jorku.
Tyle że kiedy NBC News zapytała Donalda Trumpa, kto tak naprawdę rządzi w Wenezueli, odpowiedział krótko: „ja”. Prezydent USA powołał grupę amerykańskich urzędników, w tym sekretarza stanu Marco Rubio, sekretarza obrony Pete'a Hegsetha, zastępcę szefa personelu Białego Domu Stephena Millera i wiceprezydenta J.D. Vance'a, którzy mają „nadzorować prace w Wenezueli” – czyli de facto sprawować w Wenezueli władze. Trump NBC News przekazał, że Rubio jest z Rodruguez w stałym kontaktcie, „płynnie rozmawia z nią po hiszpańsku”, a „ich relacje są bardzo silne”.
Trump w NBC News zapowiedział, że interwencja Stanów Zjednoczonych w Wenezueli będzie długodystansowa. I już ogłosił, że Wenezuelczycy nie mają co liczyć na demokratyczne wybory w najbliższym miesiącu.
„Najpierw musimy naprawić kraj. Nie można przeprowadzić wyborów. Nie ma mowy, żeby ludzie mogli w ogóle głosować” – powiedział Trump. „To zajmie trochę czasu. Musimy przywrócić kraj do zdrowia” – ogłosił.
Oficjalnie Donald Trump twierdzi, że atak na Wenezuelę jest efektem wojny wypowiedzianej przez USA handlarzom narkotyków. Wiadomo jednak, że USA chodzi głównie o złoża ropy. 4 stycznia na pokładzie Air Force One Donald Trump przyznał, że firmy naftowe były przez niego uprzedzone o planach obalenia Maduro. 5 stycznia w NBC News temu zaprzeczył, ale przekazał, że hipotetycznie pytał firmy, co by zrobiły, gdyby do ataku doszło. „Firmy naftowe doskonale wiedziały, że myślimy o zrobieniu czegoś. Ale nie powiedzieliśmy im, że zamierzamy to zrobić” – ogłosił.
Jak pisał na łamach OKO.press Witold Głowacki, Biały Dom poinformował firmy naftowe, że jeśli chcą otrzymać odszkodowanie za aktywa przejęte w Wenezueli w 1976 i 2007 roku, muszą odbudować wenezuelską infrastrukturę naftową. Trump ogłosił na konferencji prasowej w Mar-a-Lago, że USA zamierzają sprzedawać wenezuelską ropę innym krajom i zwiększyć te dostawy. Potem jednak „New York Time” napisał, że USA utrzymają na razie ograniczenia w eksporcie wenezuelskiej ropy naftowej, aby utrzymać wpływy nad Wenezuelą. Obniżenie światowych cen ropy uderzyłoby w źródła finansowania wojny najeźdźczej Rosji w Ukrainie. Spadek cen ropy uczyniłby jednak nieopłacalnymi inwestycje amerykańskie w wenezuelską ropę.
Prezydent Donald Trump zasugerował w sobotnim wystąpieniu, że spodziewa się, iż amerykańskie firmy zainwestują ogromne pieniądze w Wenezuelę: „Nasze ogromne amerykańskie firmy naftowe, największe na świecie, wejdą tam, wydadzą miliardy dolarów, naprawią bardzo uszkodzoną infrastrukturę, infrastrukturę naftową i zaczną zarabiać pieniądze dla kraju” – powiedział Trump.
Przeczytaj także:
Donald Trump oficjalnie mówi o przejęciu Grenlandii „za jakieś dwa miesiące”. Nerwowe nastroje w Europie próbuje studzić premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. „Sytuacja nie wygląda tak, ze Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię.(…) nie powinniśmy więc panikować. Powinniśmy wrócić do dobrej współpracy, która nas kiedyś łączyła” – uspokaja.
Bez paniki – tak premier Jens-Frederik Nielsen próbuje uspokajać nerwowe nastroje po ostatnich zapowiedziach Donalda Trumpa dotyczących przejęcia Grendlandii.
Podczas poniedziałkowej (5 stycznia) konferencji prasowej w Nuuk, stolicy Grenlandii, premier z jednej strony zapowiedział chęć powrotu do dobrej współpracy i kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej – poinformował o zaostrzeniu tonu w rozmowach z USA. „Nie jesteśmy zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźliśmy” – tłumaczył. I dodał, że nie wyobraża sobie, by Donald Trump zrealizował wenezuelski scenariusz w Europie, odbierając Danii jej autonomiczne terytorium, Grenlandię.
„Naszego kraju nie można porównać do Wenezueli. My jesteśmy krajem demokratycznym. Od wielu, wielu lat” – powiedział Nielsen.
Podczas gdy Nielsen w wyważony i uspokajający sposób odnosi się do zapowiedzi Trumpa o aneksji Grenlandii, władze Danii biją na alarm. Pemierka Mette Frederiksen, w publicznej duńskiej telewizji TV2 zapowiedziała, że: słowa prezydenta USA nalezy traktować poważnie. I dodała, że „jeśli Stany Zjednoczone zaatakują militarnie inny kraj NATO, to będzie koniec wszystkiego. Koniec bezpieczeństwa wypracowanego wspólnie po II wojnie światowej”.
Po ataku na Wenezuelę – który szeroko omawiamy na łamach OKO.press – Donald Trump wrócił do ubiegłorocznych zapowiedzi o przejęciu Grendlandii. W niedzielę, w samolocie Air Force One zapowiedział, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii „ze względu na bezpieczeństwo narodowe”. Dodał, że Grendlandią zajmie się „za jakieś dwa miesiące”.
Na zapowiedzi prezydenta USA od razu zareagowały Dania i Grenlandia. Premierka Mette Frederiksen we wpisie na Facebooku zaznaczyła, że Królestwao Dania, a tym samym Grenlandia, są członkiem NATO. „I dlatego są objęte gwarancją bezpieczeństwa sojuszu. Mamy już dziś umowę obronną między Królestwem a Stanami Zjednoczonymi, która daje Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do Grenlandii” – przypomniała. I zapowiedziała: „W związku z tym chciałabym stanowczo wezwać Stany Zjednoczone do zaprzestania gróźb wobec historycznie bliskiego sojusznika oraz wobec innego kraju i narodu, którzy jasno powiedzieli, że nie są na sprzedaż” – dodała.
Jak pisała na łamach OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, Trump jeszcze w grudniu mianował „specjalnego wysłannika”, który ma przejąć Grenlandię dla USA. Został nim gubernator Luizjany, Jeff Landry. Nominacja ta została potępowania przez Danię i Grenlandię.
Jak podaje telewizja CNBC, Katie Miller, żona ważnego doradcy Białego Domu Stephena Millera, tuż po pojmaniu Nicolasa Maduro i przejęciu przez USA władzy w Wenezueli, opublikowała na portalu X mapę Grenlandii pokrytą amerykańską flagą i napisała: „już wkrótce”.
Położona u wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej Grenlandia jest największą wyspą świata. Donald Trump chce jej zajęcia z uwagi na bogactwo wyspy (i jej szczątkowej eksploatacji) w złoża metali ziem rzadkich, istotnych m.in. dla transformacji energetycznej, oraz złóż diamentów, złota, uranu, żelaza, ołowiu i złóż naftowo-gazowych.
Przeczytaj także: