0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

6 minut temu

Prawa autorskie: il.: OKO.press, fot.: Agencja Gazeta; wizualizacja projektu budynku przy ul. Srebrnej 16il.: OKO.press, fot....

Prokuratura: Śledztwo ws. dwóch wież spółki Srebrna umorzone

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie tzw. dwóch wież spółki Srebrna. Zdaniem śledczych zgromadzony materiał nie daje podstaw do postawienia zarzutów. Pełnomocnik austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, mec. Roman Giertych, zapowiedział złożenie zażalenia.

Co się wydarzyło?

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo dotyczące planowanej budowy dwóch wieżowców na należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna działce przy ul. Srebrnej w Warszawie – poinformował we wtorek rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba. Postanowienie o umorzeniu wydano 25 czerwca.

Śledztwo obejmowało trzy główne wątki. Najważniejszy dotyczył podejrzenia, że austriacki biznesmen Gerald Birgfellner został doprowadzony do poniesienia szkody majątkowej przekraczającej 1,3 mln euro. Prokuratura sprawdzała, czy osoby działające w imieniu spółki Srebrna zapewniały go o realizacji inwestycji i zapłacie za wykonane prace przygotowawcze, mimo że – jak twierdził biznesmen – nie zamierzały wywiązać się z tych deklaracji.

Śledczy analizowali także zarzuty dotyczące możliwej korupcji w Fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz nakłaniania Birgfellnera do przekazania korzyści majątkowej jednemu z członków władz fundacji. We wszystkich trzech wątkach uznano, że zgromadzony materiał nie daje podstaw do przyjęcia, iż doszło do popełnienia przestępstwa.

Prok. Skiba poinformował, że szczegółowe uzasadnienie decyzji zostanie przedstawione po przetłumaczeniu postanowienia na język niemiecki dla pokrzywdzonego. Do tego czasu prokuratura nie będzie ujawniać motywów umorzenia.

Pełnomocnik Birgfellnera, mec. Roman Giertych, zapowiedział złożenie zażalenia.

Jaki jest kontekst?

Afera „dwóch wież” wybuchła w 2019 r. po publikacji przez „Gazetę Wyborczą” nagrań rozmów Geralda Birgfellnera z Jarosławem Kaczyńskim. Austriacki biznesmen, prywatnie spowinowacony z prezesem PiS, twierdził, że na zlecenie spółki Srebrna przez ponad rok przygotowywał wartą ok. 300 mln euro inwestycję polegającą na budowie dwóch wieżowców w centrum Warszawy. Odpowiadał m.in. za przygotowanie dokumentacji, utworzenie spółki celowej, negocjacje z bankiem dotyczące finansowania, współpracę z architektami i kancelarią prawną przygotowującą umowy z wykonawcami. Gdy w połowie 2018 r. inwestycja została wstrzymana – jak wynikało z nagrań, z powodów politycznych – Birgfellner nie otrzymał uzgodnionego wynagrodzenia w wysokości 1,3 mln euro. Biznesmen utrzymywał, że został wprowadzony w błąd co do uprawnień Jarosława Kaczyńskiego do podejmowania decyzji w imieniu spółki Srebrna oraz zamiaru rozliczenia wykonanych prac.

Po złożeniu zawiadomienia przez Birgfellnera w 2019 r. ówczesna Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła jednak wszczęcia śledztwa. Po zmianie władzy sprawa została objęta audytem Prokuratury Krajowej, która uznała wcześniejsze postępowanie za budzące poważne wątpliwości. W lutym 2025 r. prokuratura podjęła sprawę na nowo i wszczęła śledztwo, które zakończyło się obecnym umorzeniem.

Po ogłoszeniu decyzji Roman Giertych zapowiedział złożenie zażalenia. Zarzucił prowadzącej śledztwo prok. Małgorzacie Szeroczyńskiej błędną ocenę materiału dowodowego i przypomniał, że wcześniej bezskutecznie domagał się jej wyłączenia od sprawy. Skrytykował również odsunięcie od prowadzenia postępowania prok. Ewy Wrzosek. Wrzosek została odsunięta od sprawy po politycznych kontrowersjach, które wzbudziła śmierć Barbary Skrzypek – wieloletniej współpracowniczki Jarosława Kaczyńskiego kilka dni po przesłuchaniu. Politycy PiS zaczęli publicznie obarczać odpowiedzialnością za jej śmierć prok. Wrzosek, choć późniejsze śledztwo wykazało, że kobieta zmarła na zawał serca i nie stwierdzono udziału osób trzecich, a działania Wrzosek podczas przesłuchania – w tym odmowa udziału w przesłuchaniu pełnomocnika świadka – były zgodne z prawem.

Na początku czerwca, po raz pierwszy od wybuchu afery w 2019 r., w charakterze świadka przesłuchany został prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przez poprzednie sześć lat do jego przesłuchania nie doszło, ponieważ postępowanie zakończyło się odmową wszczęcia śledztwa. Dopiero po ponownym otwarciu sprawy w lutym 2025 r. prokuratura zdecydowała o wezwaniu prezesa PiS. Przesłuchanie trwało kilka godzin. Według prokuratury Kaczyński odpowiedział na wszystkie pytania i ani razu nie skorzystał z prawa odmowy odpowiedzi.

Przeczytaj także:

09:18 30-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Włodek / ...

Kośniak-Kamysz: Ukraina z Banderą do UE nie wejdzie

Polska nie poprze członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, jeśli Kijów będzie budował swoją politykę historyczną wokół postaci takich jak Stepan Bandera – zapowiada wicepremier Władysław Kośniak-Kamysz.

Co się wydarzyło?

Polska nie zgodzi się na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej, jeśli Kijów będzie budował swoją politykę pamięci na postaciach odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach – powiedział w programie „Gość Wydarzeń” wicepremier i minister obrony Władysław Kośniak-Kamysz. Nawiązując do słów prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że nikt nie będzie Ukrainie mówił, kogo ma czcić jako bohaterów narodowych, w odniesieniu do ewentualnego głosowania na forum UE za wejściem Ukrainy do unii, Kosiniak-Kamysz powiedział: „Nikt nam nie będzie mówił, jak mamy głosować za wejściem jakiego państwa do Unii Europejskiej”.

Szef MON ocenił, że prezydent Ukrainy wykorzystuje spór historyczny z Polską na potrzeby polityki wewnętrznej. – Prezydent Zełenski gra bardzo na siebie w wewnętrznej polityce. On zobaczył interes polityczny w budowaniu sporu historycznego z Polską (...) Ta spirala decyzji powoduje, że może prezydent Zełenski zyskiwać popularność, ale tracą oba państwa – i Polska, i Ukraina – powiedział. Dodał, że taka strategia szkodzi przede wszystkim Ukrainie i pogarsza relacje z państwem, które od początku rosyjskiej inwazji było jednym z jej najważniejszych sojuszników. Minister stwierdził również, że ma wrażenie, iż „nie wszyscy w Kijowie chcą do Unii”, a determinacja ukraińskich władz w sprawie integracji europejskiej jest dziś mniejsza niż jeszcze dwa lata temu.

Kośniak-Kamysz poinformował także, że Polska nie przekazała Ukrainie kolejnych myśliwców MiG, ponieważ – jak powiedział – Kijów nie wywiązał się z propozycji współpracy w zakresie technologii dronowych. – Ja zaproponowałem bardzo jasne podejście: Migi za drony. Ukraińcy na początku przyjęli to i nie zrealizowali. Więc nie ma migów dla Ukrainy, bo nie ma dronów czy zdolności dronowych dla Polski – powiedział. Dodał, że Polska oczekuje od Ukrainy partnerskiej współpracy i dzielenia się doświadczeniem zdobytym podczas wojny.

Minister bronił również decyzji o wyborze szwedzkiej oferty w programie zakupu okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej ORKA. Podkreślił, że po raz pierwszy od około 30 lat Polska rozstrzygnęła zakup nowych okrętów podwodnych. – Dokonaliśmy wyboru po 30 latach. To jest wielki sukces, że Polska kupuje okręty podwodne – powiedział. Według niego jednostki zostały wybrane zgodnie z wymaganiami Marynarki Wojennej, są dostosowane do działań na Bałtyku i w przyszłości będą mogły współpracować z systemami bezzałogowymi.

Kośniak-Kamysz odniósł się także do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi o utworzeniu w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich. Podkreśli, że Polska jest gotowa podjąć wszelkie zobowiązania niezbędne do utworzenia bazy, w tym do poniesienia kosztów i zapewnienia infrastruktury.

– My jesteśmy gotowi do podjęcia wszelkich zobowiązań. Zostałem upoważniony przez Radę Ministrów do tego, aby podejmować wszelkie zobowiązania – finansowe, lokalizacyjne i organizacyjne – powiedział minister. Dodał, że Polska otrzymała już od strony amerykańskiej „zielone światło do negocjacji”, ale ostateczna decyzja będzie należała do prezydenta Donalda Trumpa. Według Kośniaka-Kamysza przygotowanie infrastruktury pod stałą bazę mogłoby kosztować kilkanaście miliardów złotych, jednak byłaby to „inwestycja”, która zwiększy bezpieczeństwo i przyniesie korzyści gospodarcze. Kosiniak-Kamysz dodał też, że utrzymanie jednego amerykańskiego żołnierza w Polsce kosztuje średnio 15 tysięcy dolarów rocznie.

Jaki jest kontekst?

Spór historyczny między Warszawą i Kijowem zaostrzył się w ostatnich tygodniach po decyzji władz Ukrainy o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA”. Decyzja wywołała ogromne kontrowersje w Polsce, a prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, który został mu przyznany przez prezydenta Andrzeja Dudę w 2022 roku. Konflikt doprowadził do nasilenia antyukraińskich nastrojów, a władze Polski zmieniły narrację na temat ewentualnego wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej.

Polska zabiega o zwiększenie stałej obecności wojsk USA na swoim terytorium. Dwa tygodnie temu podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli sekretarz obrony Pete Hegseth zapowiedział sześciomiesięczny przegląd rozmieszczenia amerykańskich sił w Europie. W ostatnich miesiącach z Waszyngtonu płynęły sprzeczne sygnały dotyczące przyszłości obecności wojsk USA na kontynencie – od doniesień o możliwym ograniczeniu liczby żołnierzy po deklaracje prezydenta Donalda Trumpa o jej wzmacnianiu. Polska argumentuje, że wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę wzmocnienie wschodniej flanki NATO pozostaje kluczowe dla bezpieczeństwa Sojuszu.

Przeczytaj także:

16:02 29-06-2026

Prawa autorskie: Foto AFP / China OUT / CHINA OUTFoto AFP / China OUT...

Upał. Połowa ludzi odmówiła pracy. Do reszty karetka przyjechała 7 razy

Połowa pracowników popołudniowej zmiany w niedzielę odeszła od maszyn. Ci, którzy zostali na magazynie, mdleli. „Pogotowie ratunkowe przyjeżdżało do nas co najmniej siedem razy” – mówią związkowcy z firmy Rhenus w Swarzędzu, jednej z największych firm logistycznych w Polsce. Resort pracy zapowiada: od przyszłego roku praca w upały może być krótsza

Co się wydarzyło?

Miały być zmiany i konkretne wytyczne dotyczące tego, jak pracować w wysokich temperaturach. Projekt rozporządzenia w sprawie warunków pracy w trakcie upałów od 18 grudnia 2024 roku utknął na stronach Rządowego Centrum Legislacji. I kiedy wydawało się, że w tej zamrażarce pozostanie, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra pracy, ogłosiła, że Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się projektem w trybie nagłym, na specjalnym posiedzeniu.

Zgodnie z najnowszymi założeniami, przepisy miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku. I gwarantowałyby, że od przyszłego lata w Polsce przy 25-28 stopniach pracodawca musi zapewnić odpowiednie rozwiązania techniczne obniżające temperaturę, a jeśli temperatura wyniesie ponad 35 stopni (w przypadku wymagających prac fizycznych na powietrzu – 32 stopnie), praca miałaby zostać wstrzymana.

Resort rekomendował też wprowadzenie dodatkowych przerw w pracy lub pracę zmianową, zmniejszenie obciążenia fizycznego pracą w godzinach najwyższych temperatur czy możliwość odpoczynku w klimatyzowanym pomieszczeniu lub zacienionym miejscu – co oznacza, że pracodawcy muszą zainstalować w biurach klimatyzację i wentylatory, a w oknach – przeciwsłoneczne żaluzje.

Na trybie przypuszczającym (przynajmniej na razie) się skończyło. Posiedzenie rozpoczęło się o 13:30 i nie zyskało dostatecznej akceptacji w rządzie. Spotkanie SKRM spełzo na niczym, nie wydano ani pozytywnej, ani negatywnej opinii. O jego losach będzie decydował najpewniej premier Donald Tusk.

Regulacje są konieczne. Dziś bowiem nie dyskonujemy określonymi przepisami, które regulowałyby pracę w upały. Jak wskazywał w rozmowie z Antonem Ambroziakiem Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, mamy regulacje dotyczące pracy w niskich temperaturach – ale tych górnych limitów, przy rekordowo wysokich temperaturach, nie ma do dziś.

Mdleli, karetka kursowała siedem razy

Tymczasem upał, jakiego pracownicy doświadczają od kilku ostatnich dni w Polsce mocno dają się we znaki. Związkowcy z „Solidarności” (bezskutecznie) apelowali o skrócenie godzin pracy w sklepach, bowiem najgorętszy dzień tego roku przypadł na niedzielę handlową.

Inicjatywa Pracownicza działająca na terenie niemieckiej spółki Rhenus w Swarzędzu alarmuje, że w rekordowe, niedzielne (28 czerwca) upały, połowa pracowników popołudniowej zmiany po prostu odmówiła pracy.

Do tych, którzy zostali, pogotowie ratunkowe przyjeżdżało co najmniej 7 razy. Doszło do kilku zasłabnięć.

Firma wprowadziła na terenie zakładu dodatkową przerwę. Trwa 10 minut i jest opłacana przez koncern. Pracownicy podkreślają, że problemów jest więcej: nie ma wentylacji, systemów regulacji temperatury, a termometry zamontowane są tylko w biurach, nie w magazynie.

Jaki jest kontekst?

Pracodawca ma obowiązek zadbać o bezpieczne warunki pracy pracownika. Tyle że obowiązki te w praktyce sprowadzają się do ... zapewnienia pracownikom wody i bezpłatnych napojów – w ilości takiej, jakiej pracownik potrzebuje, jeśli temperatura przekroczy 28 stopni i 25 – na zewnątrz.

Pracodawca w teorii winien też tak zorganizować pracę, by ograniczyć narażenie na upał – w tym np. skierować na pracę zdalną czy skrócić czas pracy. Ale konkretnych regulacji i nakazów nie ma. Co jednak ważne: jeśli warunki pracy stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia:

pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania pracy. Musi o tym poinformować przełożonego (ale nie musisz uzyskać zgody). Zachowuje prawo do pełnego pobrania wynagrodzenia.

„Na budowach pracę rozpoczyna się wcześniej, potem wstrzymuje się na „sjestę” i wraca do obowiązków w godzinach wieczornych, kiedy słońce operuje słabiej. W halach fabrycznych, gdzie jest gorąco, bo maszyny wytwarzają dodatkowe ciepło, wprowadza się klimatyzowane pomieszczenia” – wylicza Ostrowski wskazując na indywidualne radzenie sobie pracodawców i pracowników z upałami.

Ministra Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Głównego Inspektora Pracy o podjęcie wzmożonych kontroli w czasie upałów. Ich celem ma być weryfikacja przestrzegania przez pracodawców obowiązków związanych z ochroną pracowników w czasie upałów.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:44 29-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Mikhail METZEL / POOL / AFPFot. Mikhail METZEL ...

Prowadził klub nocny. Rosja skazała go na więzienie

Jak informuje Reuters, właściciel klubu nocnego został skazany na siedem lat więzienia i milion rubli grzywny. Do więzienia trafi także dwójka pracowników klubu. To sprawa bez precedensu – Rosja po raz pierwszy sięgnęła po przepisy uznające ruch LGBT za ekstermistyczny i surowo ukarała trzy osoby za to, że w klubie odbywały się imprezy z udziałem drag queen

Co się wydarzyło?

37-letni Wiaczesław Chasanow jest właścicielem klubu Pose w Orenburgu. W poniedziałek, 29 czerwca, został skazany na siedem lat więzienia i grzywnę sięgającą miliona rubli. Diana Kamilyanova, menadżerka klubu, spędzi w więzieniu sześć lat i trzy miesiące, Aleksander Klimow, dyrektor artystyczny Pose, trafi za kratki na dwa lata i trzy miesiące.

Cała trójka została skazana na mocy przepisów z 2023 roku, uznających „ruch LGBT” (koncept stworzony przez rosyjskie władze) za organizację ekstermistyczną, a osoby wspierające lub w jakikolwiek sposób z nim związane uznaje za terrorystów. Wyrok dotyczący trójki osób z Orenburga jest sprawą bez precedensu – rosyjski sąd pierwszy raz bowiem sięgnął po ten zapis w wyroku skazującym.

Sąd, oprócz dotkliwej kary więzienia, zakazał całej trójce pracy w branży rozrywkowej i hotelarskiej na 2-3 lata po wyjściu z więzienia. W sądzie usłyszeli, że organizowali wydarzenia, które mają świadczyć o „powiązaniach z osobami o niekonwencjonalnej orientacji seksualnej, pod pretekstem prowadzenia lokalu”. Wiaczesław, Diana i Aleksander nie przyznali się do winy i postawionych im zarzutów.

Jaki jest kontekst?

Lokal Pose działa w Rosji od 2021 roku. Regularnie organizuje wieczory z udziałem drag queen. Kiedy przyjęto homofobiczne zapisy wiążące „ruch LGBT” z terroryzmem, klub nie zaprzestał działalności. W marcu 2024 roku doszło do nalotu policji – do klubu weszła Gwaria Narodowa Rosji i władze obwodu orenburskiego.

Jak informuje Reuters, rosyjscy prawnicy zajmujący się prawami osób LGBT+ stwierdzili, że sprawa Orenburga posłuży jako precedens dla przyszłych postępowań karnych przeciwko osobom LGBT i ich obrońcom, a także zniszczy „bezpieczne przystanie” dla osób LGBT w Rosji. Już dziś serwisy muzyczne i dystrybutorzy filmów online są regularnie karani grzywnami za udostępnianie równościowych czy tęczowych treści. Pracownicy rosyjskiego wydawnictwa książkowego zostali w kwietniu przesłuchani przez władze w związku z podejrzeniem „propagandy LGBT” w katalogu książek. Do tej pory nikt jeszcze nie został ukarany więzieniem – aż do dziś.

„Nie ma czegoś takiego jak jedna zjednoczona międzynarodowa organizacja LGBTQI+. Ten koncept został stworzony przez rosyjskie władze. Zatem każda osoba LGBTQI+, albo ktoś, kto organizuje coś związanego z tematem, może być oskarżony” – mówił na łamach OKO.press w styczniu ubiegłego roku Alex Bachinsky, Rosjanin, który w kraju zajmował się niezależnym dziennikarstwem. I wyliczał, że władzom Kremla wystarczy tęczowa przypinka. Albo wrzucone do sieci zdjęcie sugerujące bycie w jednopłciowym związku – nawet dziesięć lat temu. „Mamy w rosyjskim prawie przestępstwa, które się nie przedawniają, i dowody, które zawsze mogą świadczyć przeciwko tobie” – podnosił Alex.

„Jak stwierdzić przynależność do ”ruchu LGBT„? Jakie są kryteria? Tego nie wiadomo. Wielu obrońców praw człowieka w Rosji przypuszcza, że nawet liderzy organizacji w żaden sposób niezajmujący się tematem gender, płci, orientacji, będą także oskarżani i skazywani na podstawie tego prawa. Także prywatne osoby nigdy publicznie nieujawniające swojej przynależności do środowiska LGBTQI+. Wystarczy konto na Grinderze, nawiązanie kontaktu z jakąś osobą, która okazuje się być ze służb specjalnych. Niestety niewiele wiemy o szczegółach tych spraw, bo są one niejawne. W Rosji, jeśli sprawa dotyczy “terroryzmu” czy “ekstremizmu”, sąd może zdecydować o niedopuszczeniu osób postronnych” – podnosił Alex. Tak też było w sprawie właściciela i pracowników Pose.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

15:07 29-06-2026

Prawa autorskie: US President Donald Trump speaks about the conflict in Iran in the James S. Brady Press Briefing Room of the White House on April 6, 2026 in Washington, DC. (Photo by SAUL LOEB / AFP)US President Donald ...

Trump: Iran prosi o spotkanie. Iran: zaprzeczamy

Po weekendowej wymianie ognia USA i Iran wróciły do potyczek na komunikaty. Rozmowy w sprawie pełnego porozumienia pokojowego nie posuwają się do przodu

Co się wydarzyło

„IRAN POPROSIŁ O SPOTKANIE. ODBĘDZIE SIĘ JUTRO W AD-DAUSZE” – napisał lakonicznie Donald Trump we własnej sieci społecznościowej Truth Social. A Irańczycy szybko temu zaprzeczyli.

Irański wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi przekazał mediom już po wpisie Trumpa, że na ten tydzień Irańczycy nie mają żadnych zaplanowanych rozmów technicznych ze stroną amerykańską. Dodał jednak, że konsultacje z Katarczykami dalej trwają. Zamiast programu atomowego – jak woleliby Amerykanie – konsultacje te mają jednak dotyczyć sytuacji w cieśninie Ormuz. To tam bowiem kolejny raz doszło do eskalacji napięć. I to pomimo formalnego zakończenia wojny po podpisaniu wstępnego porozumienia 17 czerwca.

Jaki jest kontekst

W weekend w cieśninie Ormuz kolejny raz wróciło widmo wojny. Zaczęło się w piątek 26 czerwca, gdy rakieta uderzyła w singapurski statek, który próbował przepłynąć przez cieśninę Ormuz. Amerykanie w odpowiedzi uderzyli w kilka irańskich celów, m.in. na znajdującej się w cieśninie wyspie Keszm. W efekcie sporadyczna wymiana ognia trwała do niedzieli 28 czerwca, gdy obie strony zgodziły się na zaprzestanie ataków. Irańskie pociski uderzyły też w cele m.in. w Bahrajnie, a cała wymiana przypominała dni, gdy wojna dalej oficjalnie trwała.

Wymiana ta nie oznacza jednak, że obie strony porzucają wstępne porozumienie i wracają do walk.

Problem wynika jednak bezpośrednio z zapisów porozumienia i ich odmiennej interpretacji. Punkt piąty porozumienia mówi o:

  • Iran dołoży wszelkich starań, by zapewnić bezpieczną żeglugę przez cieśninę Ormuz w ciągu 60 dni obowiązywania porozumienia,
  • Iran w ciągu 30 dni usunie wszelkie przeszkody w cieśninie, takie jak miny,
  • Iran w dialogu z Omanem i innymi krajami Zatoki Perskiej ustali dalszy tryb kontroli ruchu w cieśninie Ormuz.

„Dołoży wszelkich starań” to sformułownie, które pozostawia przestrzeń do interpretacji. Iran dalej stara się kontrolować ruch w cieśninie. Wymusza na statkach poruszanie się po trasach wyznaczonych przez kontrolujący cieśninę Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Minister Spraw Zagranicznych Iranu Abbas Arakczi mówił w Bagdadzie, że decyzje dotyczące ruchu w cieśninie to obecnie wyłączna kompetencja Iranu. By to stanowisko podkreślić, Iran zaatakował statki w cieśninie, które nie stosowały się do jego komunikatów.

Weekendowa wymiana nie doprowadziła do dalszej eskalacji i można ją uznać za przedłużenie negocjacji. Te jednak posuwają się do przodu bardzo powoli. Dziś mija 12 z wyznaczonych w porozumieniu 60 dni na rozmowy. W tym czasie niemal na pewno nie dojdzie do szczegółowego porozumienia w sprawie irańskiego programu atomowego. Możemy więc spodziewać się albo przedłużenia tego terminu (porozumienie uwzględnia taką możliwość) lub kolejnego pogorszenia się stosunków USA i Iranu.

Przeczytaj także: