Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
PSL złoży projekt ustawy zakazujący adopcji w parach jednopłciowych – zapowiedział na antenie TV Republika europoseł PSL Krzysztof Hetman. Polityk wielokrotnie podkreślał, że transkrypcja zagranicznych aktów małżeństwa w Polsce nie daje osobom LGBT nic
Przed tygodniem lider narodowego skrzydła Konfederacji Krzysztof Bosak poinformował, że jego klub złożył w Sejmie projekt ustawy zakazującej adopcji dla par jednopłciowych. Konfederacja chce rozciągnąć zakaz na pary, które sformalizowały swój związek (dokonując transkrypcji lub korzystając z innych przepisów), a także osoby, które pozostają w związkach nieformalnych. Co więcej, taki zakaz miałby obejmować zarówno adopcję zewnętrzną, jak i przysposobie wewnętrzne (np. biologiczne dziecko partnera/partnerki).
26 maja Krzysztof Hetman zapowiedział, że PSL pójdzie tą samą drogą i złoży własny projekt ustawy w tej sprawie.
Dopytywany przez pracownika TV Republiki o prawne skutki transkrypcji zagranicznych małżeństw, odpowiedział: „Ta transkrypcja nie daje nic tym osobom. Nic w Polsce. Nie daje im nic”. I dalej: „To jest tylko i wyłącznie wpisanie do akt urzędu stanu cywilnego. Ci ludzie nadal będą mieli te wszystkie problemy, które zgłaszali”.
Hetman dodał, że wbrew temu, co mówi pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula, pary jednopłciowe, które uzyskają w Polsce transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa, nie będą mogły liczyć na nic poza symbolicznym uznaniem, że są małżeństwem.
Pod koniec wakacji w życie wejdzie rozporządzenie umożliwiające dokonywanie transkrypcji zagranicznych małżeństw w każdym urzędzie stanu cywilnego w Polsce. Już dziś pary jednopłciowe mają jednak możliwość uzyskania odpisu swojego aktu małżeństwa w niektórych miastach, m.in. w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi czy Krakowie. To konsekwencja wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także decyzji polskich sądów administracyjnych, które nakazały uznawać zagraniczne śluby w Polsce.
Z naszych ustaleń wynika, że teraz rząd pracuje nad ustawą, która ureguluje prawne skutki transkrypcji. W skrócie, rząd chce w niej zapisać, że pary jednopłciowe będą mogły korzystać z uprawnień wynikających z prawa europejskiego. Chodzi m.in. o prawo do świadczeń, dziedziczenie, ubezpieczenie zdrowotne czy podatki.
ZUS i NFZ już wcześniej ogłosiły, że transkrypcja ma być w kwestii ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych traktowana tak samo jak małżeństwa osób różnej płci zawarte w Polsce.
Inaczej będą traktowane sprawy rodzinne, podlegające pod jurysdykcję krajową. Jak wynikało z informacji Wirtualnej Polski, rząd sam chciał przygotować projekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wskazującego, że przysposobienia dzieci mogą dokonać tylko pary z heteroseksualnych związków. Szczegółów wciąż brak.
Jak wylicza Kampania Przeciw Homofobii, w Polsce nawet ok. 50 tysięcy dzieci wychowuje się w tęczowych rodzinach, czyli ma rodziców tej samej płci. „Dzieci wychowywane w tych rodzinach to najczęściej biologiczne dzieci jednej z kobiet. Druga mama, nazywana też czasem „mamą społeczną”, w świetle polskiego prawa nie ma wobec wychowywanych przez siebie dzieci ani żadnych obowiązków, ani żadnych praw” – podkreśla KPH.
Przeczytaj także:
To najgorętszy maj w historii. Pomiary w niektórych miejscach w Europie są wyższe o 16°C od średniej z ostatnich lat
W poniedziałek 25 maja w Londynie padł krajowy rekord temperatur w maju – termometry pokazały aż 34,8°C. To najwyższy pomiar od 80 lat. Z falą upałów mierzy się też Francja. W poniedziałek wieczorem lokalne służby meteorologiczne podały, że nowe rekordy miesięczne dla maja odnotowano w 352 miastach, głównie w zachodniej Francji. Najwyższą temperaturę – 37,1°C – zarejestrowano w pobliżu Hossegor, na południowo-zachodnim wybrzeżu, tuż przy granicy z Hiszpanią. Kraj wydał ostrzeżenia dla mieszkańców w związku z pierwszymi zgonami wywołanymi wysokimi temperaturami. Chodzi przede wszystkim o osoby amatorsko uprawiające sport oraz osoby starsze. „To bezprecedensowe zjawisko, którego prawdopodobieństwo wystąpienia o tej porze roku wynosi 1 na 1000" – oceniał klimatolog Christophe Cassou w rozmowie z dziennikiem „Le Monde”.
Fala upałów, która dotyka dziś już niemal całą Europę, utrzyma się do końca tygodnia. Miejscami temperatury są wyższe nawet o 16°C niż średnie z ostatnich lat. W Portugalii, Hiszpanii czy Francji odnotowuje się pomiary rzędu 35-38°C, we Włoszech do 31-34°C, w Niemczech do 31-34°C. Upalnie jest też na Bałkanach, gdzie w niektórych regionach notuje się pomiary 30-33°C.
W Polsce temperatury również przekraczają normę. We wtorek 26 maja IMGW wydał ostrzeżenia I stopnia przed upałami dla większości obszaru woj. lubuskiego, zachodniej części woj. wielkopolskiego oraz powiatów położonych na południu woj. zachodniopomorskiego i na północy woj. dolnośląskiego. Temperatury w tych regionach mogą wynieść 28-30°C.
Jak wyjaśniają meteorolodzy, kopuła cieplna zatrzymała nad Europą gorące powietrze z Afryki Północnej. Takie zjawisko powstaje, gdy w górnych warstwach atmosfery rozwija się układ wysokiego ciśnienia. Wtedy powietrze poniżej opada i spręża się, co podnosi temperaturę bliżej powierzchni ziemi. Gorące powietrze rozszerza się, tworząc wybrzuszoną „kopułę”, która zatrzymuje ciepło w swoim wnętrzu. Zwykle w takich sytuacjach pomagają wiatry, które przenoszą wyże baryczne. Jednak kopuły ciepła sięgają tak wysoko w atmosferę, że cały układ pogodowy staje się niemal nieruchomy. To sprawia, że temperatury przez wiele dni utrzymują się znacznie powyżej norm, wysuszając ziemię i zwiększając ryzyko pożarów.
Badanie z 2025 roku, opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences, wykazało, że wzorce atmosferyczne „blokujące” skrajne zjawiska pogodowe – takie jak kopuły gorąca i długotrwałe powodzie – od lat 50. niemal się potroiły z powodu zmian klimatu wywołanych działalnością człowieka.
Przeczytaj także:
Stanisław Kracik, dotychczasowy wiceprezydent Krakowa, obejmie funkcję komisarza i pokieruje miastem do sierpniowych wyborów. Oficjalna decyzja ma zapaść w środę, ale Kracik już potwierdził tę nominację. Zrobił to również wojewoda małopolski.
- Kryzys nastąpił i tym kryzysem wspólnymi siłami zarządzimy tak, żeby mieszkańcy go w ogóle nie odczuli – powiedział dziennikarzom w poniedziałek sekretarz Krakowa Antoni Fryczek. Mieszkańcy odwołali bowiem prezydenta Aleksandra Miszalskiego z funkcji, co oznacza nie tylko przedterminowe wybory, które muszą zostać zorganizowane w ciągu 90 dni, ale i konieczność natychmiastowego opuszczenia stanowiska przez prezydenta.
Prezydent i jego zastępcy formalnie sprawują urząd do momentu publikacji wyników referendum w Dzienniku Urzędowym przez wojewodę. To jeszcze nie nastąpiło. Po publikacji wyników, premier ma obowiązek niezwłocznie wyznaczyć osobę, która będzie pełnić funkcję prezydenta.
Z informacji podanych przez TVN24 wynika, że komisarzem, który tymczasowo przejmie obowiązki prezydenta, będzie Stanisław Kracik – obecny wiceprezydent Krakowa.
Kracik w rozmowie telefonicznej z portalem potwierdził tę informację. Oficjalnie potwierdził ją także wojewoda małopolski, Krzysztof Klęczar, który rekomenduje komisarza najpierw MSWiA, a potem premierowi. Oficjalnie urząd miałby przejąć w środę, 27 maja. Krakowem pokieruje przez trzy miesiące, bowiem pierwsza tura wyborów prezydenckich w Krakowie musi odbyć się w terminie do 90 dni od momentu publikacji wyników referendum.
Stanisław Kracik jest politykiem i samorządowcem z wieloletnim doświadczeniem. Między 1993 a 2001 rokiem był posłem na Sejm. Przez niemal dwie dekady był burmistrzem podkrakowskich Niepołomic, a potem – wojewodą małopolskim. Kracik w 2010 roku walczył też o fotel prezydenta Krakowa, z ramienia PO. Wszedł nawet do drugiej tury, przegrywając jednak z Jackiem Majchrowskim.
Odwołanie prezydenta Krakowa z KO obudziło polityczne apetyty. Prawo i Sprawiedliwość już poniedziałkowego poranka rozpoczął ofensywę na inne samorządy kierowane przez polityków Koalicji Obywatelskiej. „To jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Tuska” – deklarował w Krakowie sam Przemysław Czarnek.
W Rzeszowie już ogłoszono zamiar złożenia wniosku ws. referendum odwołującego Konrada Fijołka ze stanowiska prezydenta. O referendum mówi się też w Częstochowie czy Wrocławiu, w Będzinie trwa liczenie głosów pod już złożonym wnioskiem o referendum.
Chęć przejęcia władzy w toku referendum to jeden z politycznych planów prawicy. Ale wybory w Krakowie (i być może w innych miastach Polski) będą ważne również dlatego, że kampania wyborcza odbywać się będzie na rok przed wyborami do Sejmu i Senatu.
Przeczytaj także:
Możemy spodziewać się więc wysypu kandydatów, którzy będą próbować budować popularność przed wyborami parlamentarnymi i traktować krakowskie wybory jako prekampanię do właściwych wyborów. Karuzela nazwisk już ruszyła. Swoich kandydatów wystawią właściwie wszystkie ugrupowania – od Polski 2050, reprezentowanej najpewniej przez Pawła Śliza, przez Nową Lewicę i Darię Gosek-Popiołek i osobno, partię Razem, którą do wyborów ma poprowadzić Aleksandra Owca. Zamiar startu ogłosił też Marian Banaś czy Grzegorz Braun, swojego kandydata wystawi Konfederacja – to były szef sztabu Sławomira Mentzena, Bartosz Bocheńczak. W wyborach wystartuje też prawdopodobnie Łukasz Gibała, który od lat
Swoich kandydatów wystawi PiS oraz KO. W przypadku partii Donalda Tuska mówi się o polityku z doświadczeniem i autorytetem, znanego w całym kraju. W politycznych dyskusjach przejawiają się nazwiska Bartłomieja Sienkiewicza, który do Sejmu dostał się właśnie z pierwszego miejsca z Krakowa, ale i senatorce Monice Piątkowskiej, Bogdanie Klichu czy Pawle Kowalu. KO jednak konsekwentnie milczy, nie tylko w sprawie potencjalnego kandydata, ale i przegranego referendum. Miszalski stoi bowiem na czele krakowskiej KO, nie wykluczone są więc wewnątrzpartyjne roszady.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
MSZ sprawdza doniesienia o zatrzymaniu Polki z Globalnego Konwoju Lądowego Sumud – przekazał rzecznik resortu Maciej Wewiór
Laura Kwoczała-Alsubaih zaginęła w Libii. Jak relacjonuje mama polskiej aktywistki, kontakt z córką urwał się w niedzielę 24 maja. „Powiedziała, że razem z innymi uczestnikami konwoju lądowego Sumud po raz kolejny idzie negocjować w sprawie bezpiecznego przejazdu przez checkpoint strzeżony przez żołnierzy Khalifa Haftara. Chcieli poprosić o zgodę na przejazd w kierunku Egiptu przez Libię Wschodnią” – opowiadała w rozmowie z Newsweekiem Sylwia Kwoczała.
Grupa stara się dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy drogą lądową. 17 maja aktywiści zostali zatrzymani w Sirte przez siły samozwańczego przywódcy Wschodniej Libii generała Khalifa Haftara. Uczestnicy konwoju rozbili obóż i negocjowali możliwość bezpiecznego przejazdu. „Grupy Haftara żądają od nas, abyśmy pozostawili pomoc humanitarną w Sirte, co nie jest możliwe z kilku powodów, ale jednym z najistotniejszych powodów jest to, że poza pomocą humanitarną są wśród nas medycy i inni specjaliści, którzy są gotowi wjechać do Gazy i rozpocząć udzielanie niezbędnej pomocy potrzebującym” – relacjonowała Laura kilka dni temu.
Rzecznik Global Sumud Polska Rafał Piotrowski przekazał, że grupa, która w niedzielę wyruszyła w stronę Libii Wschodniej, została zatrzymana i od tego czasu nie ma z nimi kontaktu.
Aktywiści i mama Laury apelują do polskich służb konsularnych o pomoc w odnalezieniu aktywistki. „Chciałabym po prostu wiedzieć cokolwiek. Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, czy ktoś się tym tematem zajął naprawdę, bo Laura nie pojechała tam przecież na urlop, tylko z konwojem wiozącym pomoc humanitarną” – mówiła Sylwia Kwoczała.
Polski MSZ poinformował w poniedziałek, że sprawdza medialne doniesienia o zatrzymaniu Polki w Libii.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że część zatrzymanej grupy została już przewieziona do Bengazi i potraktowano ich jak „nielegalnych imigrantów”. O losie Laury nic nie wiadomo.
Od 2011 roku, czyli obaleniu rządów dyktatora Muammara Kadafiego, Libia jest podzielona na część zachodnią, uznawaną na arenie międzynarodowej i wschodnią, zarządzaną przez samozwańczą Libijską Armię Narodową.
Globalny Konwój Lądowy Sumud tworzy 200 osób z 25 krajów. To lądowy odpowiednik Globalnej Flotylli Sumud, która w połowie maja wyruszyła z Turcji w stronę wybrzeża Strefy Gazy, by przełamać izraelską blokadę palestyńskiej enklawy i stworzyć prowadzący do niej korytarz humanitarny. Izrael twierdzi, że inicjatywę wspiera terrorystyczny Hamas i nie przepuszcza aktywiostów. Według Globalnej Flotylli w ostatnich dniach siły izraelskie przechwyciły wszystkie 50 jednostek wchodzących w skład konwoju. W sumie chodzi 428 osób, w tym osoby z Polski.
Laura Kwoczała-Alsubaih od lat angażuje się w działalność aktywistyczną. W kraju organizowała protesty w sprawie obrony klimatu, praw osób LGBT+, kobiet, edukacji.
Przeczytaj także:
Po sukcesie prawicy (i częściowo opozycyjnej lewicy) w Krakowie nie trzeba było długo czekać na zapowiedź kolejnego referendum w sprawie odwołania zwiaznego z koalicja rzadzaca prezydenta dużego miasta. Tym razem padło na Rzeszów.
Radny Rzeszowa Jacek Strojny zapowiedział w poniedziałek (25 maja), że złoży wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Konrada Fijołka – poinformował Polsat News.
Samorządowiec i lider miejskiego ruchu „Razem dla Rzeszowa” ogłosił decyzję w mediach społecznościowych. Zapowiedź pojawiła się dzień po referendum w Krakowie, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej.
„Drodzy Mieszkańcy Rzeszowa. Informuję, że w związku z pogarszającym się stanem finansów Miasta, bezprecedensową próbą przepchnięcia zamiany po zaniżonej wartości działek miejskich, utajnieniem planu ogólnego, licznymi kontrowersjami wokół kluczowych inwestycji miejskich oraz wieloma innymi grzechami wobec Miasta i jego Mieszkańców nadszedł czas na odwołanie najgorszego po 1990 r. prezydenta” — napisał Strojny.
Radny zapowiedział, że przedstawi Radzie Miasta Rzeszowa wniosek o referendum wraz z uzasadnieniem. Strojny zwrócił się też do innych radnych o poparcie inicjatywy.
Wsparcie kolegów z rady będzie Strojnemu niezbędne, gdyż – jak przypomina Polskie Radio Rzeszów – aby wniosek referendalny mógł zostać złożony, potrzeba siedmiu podpisów radnych. Opozycyjny ruch „Razem dla Rzeszowa” ma w radzie miasta tylko czterech przedstawicieli.
Fijołek ocenił, że inicjatywa radnego ma charakter osobisty i wynika z porażki Strojnego w wyborach samorządowych w 2024 roku, podał portal Rzeszów News. Strojny ubiegał się wtedy o prezydenturę Rzeszowa, ale odpadł w pierwszej turze z wynikiem 20,61 proc.
Do drugiej tury weszli Fijołek, który w pierwszym głosowaniu zdobył 37,92 proc., oraz kandydat PiS Waldemar Szumny z wynikiem 24,23 proc. W dogrywce zwyciężył Fijołek, uzyskując 54,90 proc. głosów.
Zapowiedź z Rzeszowa wpisuje się w polityczny efekt referendum w Krakowie. W niedzielnym głosowaniu za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego opowiedziała się wymagana liczba mieszkańców.
Przeczytaj także:
Frekwencja w referendum odwoławczym wyniosła 29,99 proc, z czego prawie 98 proc. opowiedziało się przeciw Miszalskiemu. Do ważności głosowania wystarczało 26,98 proc. mieszkańców. Po stwierdzeniu ważności referendum przez Miejską Komisję Wyborczą Miszalski straci urząd. Razem z prezydentem odwołani zostają też wiceprezydenci. Kraków ma 90 dni na wybór nowego włodarza.
Rada Miasta pozostaje na urzędzie, bo w głosowaniu dotyczącym jej odwołania frekwencja wyniosła 29,7 proc., poniżej wymaganego progu 30,6 proc.
Według sondażu exit poll Ogólnopolskiej Grupy Badawczej dla Polsat News najczęściej wskazywanym powodem głosowania za odwołaniem Miszalskiego było wprowadzenie w mieście Strefy Czystego Transportu. Tę decyzję jako powód głosownia za odwołaniem prezydenta – który objął władzę dopiero w 2024 roku – wskazało 28 proc. badanych.
Drugim istotnym powodem było wysokie zadłużenie miasta. Część mieszkańców wskazywała też na zarządzanie spółkami miejskimi, nepotyzm i obsadzanie stanowisk osobami związanymi z otoczeniem prezydenta.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział już, że referendum w Krakowie to „dopiero początek”. PiS-owskie media nazwały odwołanego Miszalskiego „krakowskim Tuskiem”, sugerując – za liderami partii – że ewentualne referenda skierowane przeciwko prezydentom miast związanym z Koalicją Obywatelską będą przygotowaniem do zwycięskich wyborów parlamentarnych w przyszłym roku.