Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Izraelski rząd zapowiada pierwsze od lat bezpośrednie rozmowy z Libanem. Bejrut twierdzi jednak, że nic o tym nie wie, a wojna wciąż trwa.
Brytyjski dziennik The Guardian, Reuters, oraz izraelskie media podają, że premier Benjamin Netanyahu ma jeszcze dziś spotkać się z prezydentem Libanu Josephem Aounem – byłby to pierwszy taki kontakt od dekad.
Członkini izraelskiego gabinetu bezpieczeństwa Gila Gamli’el powiedziała, że rozmowa nastąpi „po wielu latach całkowitego braku dialogu między dwoma państwami” i wyraziła nadzieję, że „ostatecznie doprowadzi to do dobrobytu”.
Prezydent USA Donald Trump również zapowiedział kontakt między przywódcami. „Minęło dużo czasu od ostatniej rozmowy obu przywódców – około 34 lata. Dojdzie do niej jutro. To miłe!” – napisał Trump we wpisie na swojej platformie społecznościowej TruthSocial, nie podając jednak szczegółów.
W tle tych zapowiedzi izraelski gabinet bezpieczeństwa obradował w środę wieczorem nad możliwym zawieszeniem broni w Libanie. Pakistan, który pośredniczy w rozmowach USA–Iran, podkreślił, że „pokój w Libanie jest kluczowy” dla negocjacji szerszego porozumienia pokojowego na Bliskim Wschodzie.
Kancelarie premiera Izraela i prezydenta Libanu nie skomentowały doniesień medialnych, informuje Reuters. Biuro premiera Pakistanu, Nawafa Salama, również nie potwierdziło, że ma dojść do spotkania Netanjahu i Aouna.
Konflikt w Libanie zaostrzył się po tym, jak wspierany przez Iran Hezbollah rozpoczął ostrzał Izraela 2 marca w reakcji na wojnę USA i Izraela z Iranem. Izrael odpowiedział ofensywą, zapowiadając przejęcie kontroli nad południowym Libanem do rzeki Litani (ok. 20–30 km od granicy).
Jednocześnie rząd Libanu pozostaje w konflikcie z Hezbollahem. Na początku marca Liban zakazał tej organizacji działalności militarnej.
Izrael i USA podkreślają, że zawieszenie broni między USA i Izraelem a Iranem nie obejmuje wojny Izraela z Libanem. Z kolei Iran i Pakistan — który pośredniczy w rozmowach pokojowych — twierdzą, że porozumienie powinno obejmować także zakończenie walk izraelsko-libańskich.
W tym czasie Izraelska armia kontynuuje operacje lądowe na południu Libanu, a Hezbollah nadal ostrzeliwuje północ Izraela.
Wojna rozpoczęta 28 lutego bombardowaniami Iranu przez USA i Izrael dotknęła cały region Zatoki Perskiej oraz pośrednio – przez wzrost cen ropy i obawy związane z dostawami np. nawozów – całą gospodarkę światową.
„Minister Kierwiński oraz Berek robią wszystko, aby nie wykonać wyroku TSUE i nie przyznać nam praw wynikających z traktatów unijnych. Nie możemy stać bezczynnie” – mówi aktywista LGBT Bart Staszewski. 25 kwietnia, pod gmachem Kancelarii Premiera ma odbyć się protest w sprawie legalizacji w Polsce małżeństw par jednopłciowych zawieranych zagranicą
„Ta sytuacja to dla społeczności sygnał, że na ostatniej prostej rząd postanowił zablokować transkrypcję zagranicznych aktów. A to oznacza, że nie można siedzieć cicho. Musimy protestować. To idealny moment aby pokazać, że jesteśmy i nie pozwolimy się tak traktować” – mówi OKO.press Bart Staszewski.
Aktywista LGBT organizuje protest. W sobotę, 25 kwietnia o godzinie 14, pod budynkiem kancelarii premiera na Alejach Ujazdowskich chce zebrać tych, którzy nie zgadzają się na dalsze ignorowanie przez rząd par jednopłciowych. Te, nie mogąc liczyć na równe prawa i elementarne poczucie bezpieczeństwa w Polsce, zdecydowały się na wzięcie ślubu zagranicą.
Decyzja o proteście zrodziła się bezpośrednio po tekście OKO.press. Napisaliśmy w nim, że MSWiA zamierza ograniczyć skutki wyroku Trybunału Sprawiedliwości wyłącznie do jednej pary, której wyrok dotyczył. „Orzeczenie NSA zapadło w sprawie indywidualnej na gruncie obowiązujących przepisów i w tej konkretnej sprawie ma charakter wiążący” – czytamy w mailu przesłanym przez Wydział Obsługi Mediów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które zapytaliśmy o to, jak zamierzają wdrożyć wyrok Sądu.
„Kierownik urzędu stanu cywilnego będzie musiał zatem, w tej konkretnej sprawie, przeanalizować i rozpatrzeć ją biorąc pod uwagę treść orzeczenia i jego uzasadnienie oraz obowiązujące przepisy prawa” – przekazał nam resort, podkreślając jednostkowy charakter tej sprawy. W MSWiA potwierdziliśmy, że resort Marcina Kierwińskiego próbuje zminimalizować skutki przełomowych wyroków dotyczących małżeństw jednopłciowych. I zamiast systemowej zmiany próbuje sprowadzić ją do jednostkowej sprawy, która nie będzie miała przełożenia na rzeczywistość innych, niewidzialnych dla polskiego prawa, małżeństw między osobami tej samej płci.
„Urzędy Stanu Cywilnego są otwarte na wykonywanie wyroku. Potrzebne są zmiany w systemie teleinformatycznym do obsługi aktów stanu cywilnego oraz zmiany w rozporządzeniu o wzorach tych aktów. Ministerstwo Cyfryzacji jest gotowe, aby wprowadzić zmiany, które pozwolą USC działać. Przygotowano rozporządzenie, które musi być podpisane przez Ministra Cyfryzacji Gawkowskiego, ale także przez… Ministra Kierwińskiego z MSWiA, który zasłania się koniecznością zmian na poziomie ustawy (co wymagałoby podpisu Prezydenta Nawrockiego, który z pewnością tego nie zrobi). To sabotaż. Działania rządu to ignorowanie europejskich i polskich sądów, to działanie przeciwko praworządności i obietnicom oraz hasła, z którymi koalicja 15 X wygrała wybory” – pisze w zaproszeniu na udział w sobotnim (25 kwietnia) proteście Bart Staszewski.
Jakub i Mateusz pobrali się w Berlinie – i po latach sądowej batalii mają w ręku wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazuje Polsce transkrypcję ich aktu małżeństwa. Naczelny Sąd Administracyjny 20 marca potwierdził: trzeba dokonać wpisu małżeństwa do rejestru i uznać w Polsce ich małżeństwo.
Ich historia mogła dać podwaliny pod zmianę przepisów i umożliwienie tysiącom par godnego życia w kraju, w związku małżeńskim, które jest uznawane przez Polskę tak, jak w innych krajach Unii Europejskiej. To się jednak nie wydarzy, bo jak pisaliśmy w OKO.press, rząd Donalsa Tuska, z MSWiA na czele, nie chce wprowadzić zmian w przepisach drogą rozporządzenia, które opracowało Ministerstwo Cyfryzacji (Lewica). Przy Kancelarii Premiera powstała specjalna grupa pod przewodnictwa ministra Berka, której zadaniem jest maksymalne ograniczenie skutków tych wyroków tylko do jednej pary, która wygrała w TSUE i w NSA.
Tymczasem sądy dalej zgodnie orzekają – transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa w Polsce trzeba dokonywać. Jeszcze w marcu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie nakazał urzędnikom stanu cywilnego transkrypcję aktu Daniela i Dawida, którzy również pobrali się w Niemczech. „Dla mężczyzn walka o uznanie w Polsce ma wymiar symboliczny – ze względu na niepełnosprawność jednego z nich potrzebują żyć w kraju, który uznaje wszystkie ich prawa, w tym szeroki pakiet zabezpieczenia społecznego” – pisał w OKO.press Anton Ambroziak.
15 kwietnia Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie nakazał przetłumaczenie niemieckiego aktu małżeństwa trzeciej pary jednopłciowej, Krzysztofa i Jakuba, oraz wpisanie go do polskich akt stanu cywilnego w ciągu 30 dni.
Adwokatka Anna Mazurczak w rozmowie z OKO.press tłumaczy, że wyrok TSUE jest dla rządu wiążący. „I nie dotyczy on jednej pary, tylko każdej pary jednopłciowej, która zawarła ślub w innym kraju UE i chce potwierdzić swoje prawa, korzystając ze swobody przepływu” – komentuje Mazurczak. „Jeśli rząd wykona wyrok NSA, pozwalając na stworzenie tylko jednego aktu małżeństwa pary jednopłciowej, będzie to de facto nierówne traktowanie obywateli w postępowaniu administracyjnym” – komentuje adwokatka.
Przeczytaj także:
Rozwój Plus – tak nazywa się stowarzyszenie, którego utworzenie ogłosił w środę Mateusz Morawiecki, wiceprezes PiS. W partii Jarosława Kaczyńskiego zdecydowanie nie wszyscy są z tego zadowoleni
Mateusz Morawiecki ogłosił w środę 16 kwietnia wieczorem za pośrednictwem WP.pl utworzenie stowarzyszenia pod nazwą Rozwój Plus. W skład tej organizacji weszli przede wszystkim posłowie i działacze PiS związani z Morawieckim w ramach partyjnej frakcji określanej mianem „harcerzy” lub „M&M'sów”. Na liście są m.in. Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Marcin Horała, Paweł Jabłoński, Piotr Müller, Olga Semeniuk-Patkowska, Mirosława Stachowiak-Różecka czy Krzysztof Szczucki.
Ten ruch Morawieckiego zdecydowanie nie spodobał się zarówno partyjnej centrali PiS, jak i bardziej twardoprawicowym frakcjom tej partii – ze zwolennikami Przemysława Czarnka i ziobrystami na czele.
Jeszcze we wtorek późnym wieczorem w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej w Warszawie odbyło się pilne spotkanie władz partii z udziałem Morawieckiego. Jarosław Kaczyński i inni kluczowi politycy PiS próbowali na nim przekonać Morawieckiego, by wstrzymał się z uruchamianiem stowarzyszenia. Bez skutku.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek mówił PAP po spotkaniu, że członkowie PiS „okazali zaniepokojonie” działaniami Morawieckiego.
„Zwłaszcza teraz, kiedy jedność jest szczególnie potrzebna. Udział w tym przedsięwzięciu nie służy dobru partii” – mówił Bochenek.
Frakcyjna wojna w PiS zaczęła się jeszcze w latach rządów Zjednoczonej Prawicy, stronnicy ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego rywalizowali w jej ramach przede wszystkim z politykami Suwerennej Polski kierowanej przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Po utracie władzy przez PiS konflikt jeszcze narastał – zwolennicy twardoprawicowego kursu partii oskarżali Morawieckiego o przyczynienie się do wyborczej klęski. W ostatnich miesiącach prezes PiS Jarosław Kaczyński brał stronę twardogłowych, stopniowo marginalizując Morawieckiego i jego ludzi, a ostatecznie wyznaczając Przemysława Czarnka, jednego z głównych rywali byłego szefa rządu, na kandydata PiS na premiera w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Przeczytaj także:
W nocy 16 kwietnia armia rosyjska przeprowadziła zmasowany atak na ukraińskie miasta. Do ostrzału wykorzystała ponad 700 typów broni, w tym 44 rakiety. W Odessie ogłoszono dzień żałoby, w mieście zginęło 8 osób.
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w ciągu doby wojsko rosyjskie przeprowadziło dwie fale ataków kombinowanych na terytorium Ukrainy. Oddziały ukraińskich Sił Powietrznych wykryły 703 cele powietrzne, w tym 44 rakiety różnych typów (19 balistycznych). Według prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego większość rakiet balistycznych była skierowana na Kijów.
Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić 31 rakiet oraz 636 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów. Odnotowano uderzenia 12 rakiet i 20 bojowych dronów w 26 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych (odłamki) w 25 lokalizacjach.
„Najbardziej ucierpiały tej nocy Kijów, Odessa i Dniepr” – przekazał Ihor Kłymenko, minister spraw wewnętrznych Ukrainy.
Kijów
W dzielnicy Podilskiej doszło do uderzenia w budynek niemieszkalny, odłamki spadły w kilku miejscach. W jednym z nich, w budynku mieszkalnym, wybuchł pożar na pierwszym piętrze. W innym wieżowcu uszkodzono okna. Odłamki rakiety uderzyły również w 16-piętrowy budynek mieszkalny na poziomie 6. piętra. Odłamki częściowo zniszczyły trzypiętrowy budynek mini-hotelu i uszkodziły sąsiednie domy.
Ratownicy wydobyli spod gruzów prywatnego domu dziecko i kobietę, przekazali ich lekarzom.
Uszkodzenia odnotowano również w Obolońskiej, Dnieprowskiej i Desniańskiej dzielnicach.
Według danych władz lokalnych w stolicy zginęły 4 osoby, w tym 12-letni chłopiec. Poszkodowanych zostało 45 osób, z czego 26 trafiło do szpitala.
Później kijowska prokuratura poinformowała, że liczba poszkodowanych wzrosła do 54. Dodała, że wśród poszkodowanych znalazło się trzech policjantów, czterech pracowników służby zdrowia oraz dwóch obcokrajowców. W sumie w Kijowie uszkodzonych zostało 17 budynków wielopiętrowych, 10 domów prywatnych, hotel, centrum biurowe, salon samochodowy oraz stacja benzynowa.
Odessa
Tej nocy Odessa doświadczyła kilku fal ataków rakietowych i dronowych. Uszkodzono obiekty infrastruktury portowej, krytycznej oraz mieszkaniowej. W szczególności w co najmniej trzech wieżowcach zniszczono ściany elewacyjne i przeszklenia; został uszkodzony akademik oraz sąsiednie budynki. W wyniku ostrzałów w niektórych obiektach wybuchły pożary. (Wszystkie już zostały ugaszone przez służby ratownicze).
W jednej z dzielnic Rosjanie uderzyli w wielopiętrowy budynek mieszkalny. W wyniku trafienia wybuchł pożar, odnotowano znaczne zniszczenia, a część mieszkań została całkowicie zniszczona. Jak informuje Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, ratownicy pracowali w niezwykle trudnych warunkach, gasząc pożar i rozbierając zniszczone konstrukcje.
Wskutek ataku w Odessie zginęło osiem osób, 16 osób zostało rannych. Wśród nich są m.in. trzy kobiety w wieku od 20 do 56 lat oraz trzech młodych mężczyzn w wieku od 23 do 26 lat.
16 kwietnia ogłoszono w Odessie dniem żałoby.
Obwód dnipropetrowski
W obwodzie dnipropetrowskim zniszczenia są w 11 miejscach. W Dniprze płonęły budynki mieszkalne, budynek biurowy, garaże i samochody; pożar wybuchł również na terenie placówki edukacyjnej. W odwodzie dnipropetrowskim zginęły cztery osoby (w Dniprze – trzy kobiety, w rejonie nikopolskim – mężczyzna), 34 osoby zostały ranne.
Obwód charkowski
W Charkowie dwie osoby odniosły obrażenia. W jednej z dzielnic w wyniku upadku wrogiego drona na drogę uszkodzonych zostało kilka domów prywatnych, został przerwany gazociąg; płonęły samochody.
Przeczytaj także:
„Kolejna noc, która pokazuje, że Rosja nie zasługuje na żadne złagodzenie globalnej polityki ani zniesienie sankcji. Rosja stawia na wojnę i właśnie taka powinna być odpowiedź – trzeba z całych sił bronić życia i z całych sił dążyć do pokoju” – napisał rano prezydent Ukrainy. Podziękował partnerom za pomoc, podkreślając, że każdy przejaw wsparcia ma znaczenie dla ratowania ludzi.
„Nie może być mowy o żadnej normalizacji stosunków z taką Rosją. Nacisk na Rosję musi przynosić efekty. Ważne jest też, aby terminowo wywiązywać się z każdej obietnicy pomocy dla Ukrainy. Istnieje wiele zobowiązań politycznych partnerów, które zostały już ogłoszone, ale nie zostały jeszcze zrealizowane” – mówił Zełenski. Chodzi o rakiety dla Patriotów oraz innych systemów obrony przeciwlotniczej.
Rosyjski MON ogłosił, że drony z Ukrainy, które dewastują Rosję, są tak naprawdę z europejskich komponentów. Podał listę fabryk, gdzie te komponenty powstają, w tym dwie polskie fabryki. Postraszył „konsekwencjami”. „NATO ich nie obroni , bo NATO już nie ma”
„Według dostępnych informacji, 26 marca 2026 r. dowództwo kilku krajów europejskich, w obliczu rosnących strat i pogłębiającego się niedoboru kadr w Siłach Zbrojnych Ukrainy, podjęło decyzję o zwiększeniu produkcji i dostaw bezzałogowych statków powietrznych na Ukrainę w celu przeprowadzenia ataków na terytorium Rosji” – poinformował 15 kwietnia rosyjski MON
„Postrzegamy tę decyzję jako celowy krok prowadzący do gwałtownej eskalacji sytuacji militarno-politycznej na całym kontynencie europejskim i stopniowego przekształcania się tych krajów w strategiczne zaplecze Ukrainy”.
„Społeczeństwo europejskie powinno nie tylko jasno zrozumieć prawdziwe przyczyny zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa, ale także poznać adresy i lokalizacje „ukraińskich” i „wspólnych” przedsiębiorstw produkujących bezzałogowe statki powietrzne i ich podzespoły dla Ukrainy na terenie swoich krajów” – stwierdził MON, podając listę krajów i adresów oddziałów ukraińskich firm w Europie oraz zagranicznych przedsiębiorstw produkujących podzespoły do bezzałogowych statków powietrznych.
„Komponenty do ukraińskich dronów są produkowane przez firmy z Niemiec, Turcji, Izraela, Hiszpanii, Włoch i Czech. W Hiszpanii komponenty bezzałogowych statków powietrznych, którymi Kijów atakuje Rosję, w tym odbiorniki sygnałów radionawigacyjnych, są produkowane w Madrycie. We Włoszech produkcja odbywa się w czterech zakładach, w tym jednym w Wenecji. W Niemczech silniki tłokowe produkowane są w Hanau. W Czechach produkcja odbywa się w Pradze, w Izraelu w Hajfie i Or Yehuda oraz w Turcji w Ankarze i w mieście Yalova. Oprócz silników i odbiorników, w wielu zakładach produkowane są również moduły łączności komórkowej oraz włókna węglowe do płatowców”.
Natomiast „oddziały ukraińskich firm produkujących drony do ataków na Rosję znajdują się w miastach ośmiu krajów europejskich. Mowa tu o firmach Fire Point i Horizon Tech w Wielkiej Brytanii (Londyn, Mildenhall i Leicester), Da Vinci Avia i Airlogics w Niemczech (Monachium), Cort w Danii (Stevring) i na Litwie (Wilno), Terminal Autonomy na Łotwie (Ryga), Destinus w Holandii (Hengelo), Antonov State Enterprise i Ukrspetssystems w Polsce (Mielec i Tarnów) oraz Deviro w Czechach (Praga i Kolin).
Firmy te produkują następujące drony: FP-1, FP-2, Sticker, Da Vinci, Anubis, Khaki AK-1000, AQ-400 Scythe, Ruta, An-196 Lyuty, RAM-2X i Buława”.
Kremlowski jastrząb, były prezydent Miedwiediew, napisał od razu w mediach społecznościowych, że komunikat należy rozumieć „dosłownie” jako listę uzasadnionych celów dla Rosji.
Na zdjęciu: Kanclerz Merz i prezydent Zełenski podczas prezentacji dronów wytwarzanych we współpracy ukraińsko-niemieckiej, Berlin, 14.04.2026 r. Foto Ebrahim Noroozi / POOL / AFP
Broniąca się przed inwazją Rosji Ukraina dotkliwie atakuje państwo Putina niszcząc infrastrukturę wojskową i służącą do sprzedaży ropy i gazu. W marcu liczba dronów zestrzelonych nad Rosją była wyższa (7347) niż liczba rosyjskich dronów zestrzelonych nad Ukrainą (6462) . To wyraźna zmiana na wojnie.
Jednocześnie wojsko rosyjskie ma coraz większe kłopoty na froncie i rozpoczął się w Rosji poszukiwanie winnych tego stanu rzeczy.
Przeczytaj także:
Generałowie przedstawiają więc wytłumaczenie, że to nie ich wina, tylko europejskiego spisku. Jest to zgodne z główną linią narracyjną Kremla, że wojna w Ukrainie trwa piąty rok, ponieważ przeciwko Rosji wystąpił cały „kolektywny Zachód”.
Opowieść o wielkiej europejskiej zmowie ma wszelkie cechy przygotowywanej w pośpiechu, bo nie trzyma się kupy. Bo skoro do europejskiego spisku doszło dopiero 26 marca, to skąd wzięła się cała fala ukraińskich dronów nad Rosją w od początku marca.
Komunikat został jednak rozpowszechniony przez oficjalne rosyjskie media, a komentatorzy (np. w programie tv „60 minut”) rozpoczęli rozważania o konieczności całkowitego zakazu używania dronów na wojnie – tak jak to stało się z gazami bojowymi czy minami przeciwpiechotnymi.
Zgodnie z linia wskazaną przez Miedwiediewa telewizyjne „Wiesti” przypomniały natomiast, że choć rosyjskie „uzasadnione cele” leżą w krajach NATO, to NATO nie ma już znaczenia odkąd zamierza się z niego wycofać Trump. Być może Moskwa daje znak, że naprawdę jest zdesperowana.