Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Skutki dezinformacji mogą prowadzić do realnych zagrożeń dla zdrowia, życia i dobrostanu społecznego” – pisze Rada Upowszechniania Nauki PAN po wypowiedział prof. Grażyny Cichosz u Bogdana Rymanowskiego
Rada Upowszechniania Nauki PAN wydała komunikat po wypowiedziach prof. Grażyny Cichosz w programie Bogdana Rymanowskiego. Cichosz mówiła tam m.in. o ADHD, szkodliwości soi i olejów roślinnych. Pisaliśmy o tym tutaj:
Przeczytaj także:
"Rada Upowszechniania Nauki PAN podkreśla, że upowszechnianie wiedzy należy do podstawowych obowiązków uczelni wyższych, instytutów naukowych, a także towarzystw naukowych i indywidualnych badaczek i badaczy. W sytuacji coraz bardziej dotkliwego zalewu fałszywych informacji, manipulacji przekazów i treści negujących wiedzę naukową, szczególnie istotne jest to, by osoby reprezentujące środowisko naukowe, korzystające z autorytetu wynikającego z posiadanych stopni i tytułów naukowych oraz afiliacji przy instytucjach naukowych dbały o zachowanie jak najwyższych pod względem merytorycznym i etycznym standardów w działalności popularyzatorskiej.
W szczególności, za całkowicie niedopuszczalne uważamy posługiwanie się autorytetem akademickim dla prezentowania treści sprzecznych z obowiązującym stanem wiedzy naukowej.
Skutki dezinformacji mogą prowadzić do realnych zagrożeń dla zdrowia, życia i dobrostanu społecznego. Środowisko naukowe ma obowiązek traktować takie sytuacje jako poważne naruszenia etyki pracownika naukowego i adekwatnie na nie reagować.
Z najwyższym niepokojem przyjęliśmy, na przykład, tezy przedstawione przez prof. Grażynę Cichosz w wywiadzie udzielonym red. Bogdanowi Rymanowskiemu. Zaprezentowane tam opinie dotyczące mechanizmów powstawania otyłości, ADHD, bezpieczeństwa szczepień ochronnych, etc. pozostają w jawnej sprzeczności z dobrze udokumentowanym stanem wiedzy naukowej. Co więcej, ich publiczne rozpowszechnianie, w przestrzeni medialnej o dużym zasięgu, niesie istotne ryzyko szkód dla zdrowia publicznego i podważa zaufanie społeczne do instytucji nauki i medycyny.
Rada Upowszechniania Nauki PAN apeluje, by wszyscy przedstawiciele środowiska akademickiego, niezależnie od dyscypliny czy poglądów, pamiętali, że towarzyszący ich wypowiedziom autorytet naukowy jest dobrem publicznym. Zobowiązuje on nie tylko do rzetelności i rozwagi, lecz także do jednoznacznego odróżniania opinii od ustalonej wiedzy naukowej oraz unikania wypowiedzi mogących wprowadzać opinię publiczną w błąd.
Przewodniczący RUN PAN
Prof. Paweł Golik
Dokument wyraża poglądy Rady Upowszechniania Nauki i nie powinien być utożsamiany ze stanowiskiem Polskiej Akademii Nauk
Grażyna Cichosz, technolożka mleczarstwa i profesorka nauk rolniczych, wystąpiła 19 października 2025 r. w programie dziennikarza Bogdana Rymanowskiego. Od tej pory jej nazwisko stało się głośne (film na YT ma w tej chwili 2,9 mln wyświetleń). Cochosz podczas programu mówiła m.in. o szkodliwości soi i olejów roślinnych, o zdrowotnych walorach tłuszczów zwierzęcych. Prostowaliśmy te teorie tutaj:
Przeczytaj także:
Miesiąc później, 17 listopada, Cichosz została zaproszona na posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Życia i Zdrowia Polaków. Tam dalej przedstawiała niezgodne z wiedzą naukową teorie m.in. o pochodzeniu autyzmu i szkodliwości diety wegetariańskiej. Pisaliśmy o tym tutaj:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
„Jeżeli nie uzyskamy jednoznacznej i szybkiej deklaracji, będę rozważał, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków” — powiedział premier Tusk o niemieckim zadośćuczynieniu dla żyjących ofiar II wojny światowej
Podczas konferencji prasowej w Berlinie 1 grudnia 2025 dziennikarze pytali kanclerza Niemiec i premiera Polski o zadośćuczynienie dla ofiar II wojny światowej, a także o reparacje.
„Jeśli chodzi o symboliczne wsparcie ze strony Niemiec dla żyjących jeszcze ofiar, tych bezpośrednich, bezpośrednio poszkodowanych przez wojnę, żyjących polskich obywateli, to oczywiście będę o tym rozmawiał jeszcze dzisiaj i uświadomię dzisiaj taką oczywistą, smutną rzecz” – powiedział premier Donald Tusk.
„Jest ich w tej chwili, mówię o tych bezpośrednich ofiarach, według szacunków Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, kiedy rozmawiałem o tym z kanclerzem Scholzem, było to trochę ponad 60 tys. Dzisiaj to jest 50 tys. Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać taki gest. Będę rozważał, jeżeli nie uzyskamy jakiejś deklaracji jednoznacznej i szybkiej, to będę rozważał w przyszłym roku, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków” – mówił szef polskiego rządu.
W sprawie reparacji kanclerz Merz powtórzył stanowisko kolejnych niemieckich rządów, że z punktu widzenia prawnego i politycznego sprawa została wyjaśniona.
Tusk, Merz i dziennikarz odnosili się do słów byłego kanclerza Olafa Scholza sprzed półtora roku. W lipcu 2024 Polska i Niemcy próbowały naprawić relacje dwustronne zepsute za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Po konsultacjach międzyrządowych w Warszawie Scholz powiedział:
„Niemcy są świadome swojej historycznej odpowiedzialności. Proponujemy działania, to są nasze inicjatywy, np. wsparcie osób starszych, ocalałych. Niemcy będą starały się, aby realizować wsparcie na rzecz osób ocalałych z okupacji”.
Niemiecka prasa pisała wtedy o „geście humanitarnym”, a jednocześnie krytykowała Scholza za brak konkretów. Prasa polska, zwłaszcza prawicowa – krytykowała Donalda Tuska za uległość. Ostatecznie Niemcy zaproponowały 200 mln na odszkodowania, a Polska odrzuciła tę propozycję.
Na deklarację Donalda Tuska zareagował na portalu X Jarosław Kaczyński: „Aż nie chce się wierzyć! Polski premier w Berlinie mówi o wsparciu dla bezpośrednich ofiar niemieckiego nazizmu z polskiego budżetu? Tusk chce pieniędzmi polskich obywateli spłacać niemieckie zbrodnie?? Polskie wsparcie – jak najbardziej TAK, ale pod żadnym pozorem nie zamiast niemieckich odszkodowań wojennych!”
„Każdy z tych dokumentów to jest skarb” – powiedział premier Donald Tusk. Oprócz polsko-krzyżackich pism Polska odzyska też rzeźbę głowy św. Jakuba z XIV wieku z kościoła na zamku krzyżackim w Malborku
Podczas konferencji prasowej w Berlinie premier Donald Tusk i kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosili 1 grudnia 2025, że do Polski wrócą dokumenty zrabowane przez hitlerowców w 1939 roku.
„To najważniejszy i najcenniejszy zwrot zrabowanych obiektów dziedzictwa kultury we współczesnej historii Polski” – ogłosiło polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
„Do kraju wracają 73 dokumenty pergaminowe z XIII-XV w. ze zbiorów Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie oraz głowa św. Jakuba starszego z kościoła NMP na Zamku Wysokim w Malborku”.
„Wiem, że to była osobista decyzja kanclerza” – mówił Donald Tusk. „Kiedy przegląda się dokumenty, które trafią do Polski, widzi się pieczęcie Władysława Jagiełły, Kazimierza Wielkiego, Kazimierza Jagiellończyka, to naprawdę serce rośnie, że po tylu latach można było podjąć decyzję i te dokumenty wracają”.
Premier dodał:
„To jest m.in. historia polsko-krzyżacka. Symboliczny jest dokument, w którym papież Aleksander IV wzywa zakon krzyżacki do wspólnej obrony z Polakami do obrony przed Tatarami. To brzmi dość współcześnie, powiedziałbym. Cieszę się, że dziś nie potrzebujemy wezwań papieża [w sprawie takiej współpracy]”.
Dokumenty zostały zrabowane po zajęciu przez hitlerowców Warszawy w 1939 roku. Polska próbowała je odzyskać od 1948 roku. Próby odzyskania dokumentów podejmowały też rządy Prawa i Sprawiedliwości w 2022 i 2023 roku.
Ministra kultury Marta Cienkowska przekazała stronie niemieckiej kolejne dziewięć wniosków restytucyjnych. Obejmują one łącznie 35 obiektów odnalezionych na terenie Niemiec.
W połowie listopada 2025 ukazały się wyniki badań barometru stosunków polsko-niemieckich. Okazało się, że tylko co trzeci Polak lub Polka żywi sympatię do Niemców. „Po wieloletnim wzroście nastąpiło więc gwałtowne pogorszenie nastrojów wobec zachodniego sąsiada. To dramatyczny spadek” – napisali autorzy raportu.
Autorzy zwrócili uwagę, że Polacy coraz większą wagę przywiązują do kwestii historycznych w relacjach z Niemcami.
„Według 60 proc. Niemców ich kraj zrobił wystarczająco dużo na rzecz zadośćuczynienia za zbrodnie II wojny światowej. Pogląd ten podziela jedynie 17 proc. Polaków. Z kolei o tym, że Niemcy zrobiły zdecydowanie za mało przekonana jest jedna trzecia pytanych w Polsce. W Niemczech to zaledwie 3 procent.
Wśród osób, które uważają, że Niemcy niewystarczająco rozliczyły się z Polską, najczęściej wskazywaną formą zadośćuczynienia jest wypłata reparacji. Tego oczekuje 25 proc. ogółu badanych Polaków, ale jedynie 2 proc. Niemców” – pisał portal Deutsche Welle.
Przeczytaj także:
Po dwóch latach pustych zapowiedzi posłowie w końcu zajmą się projektem ustawy o związkach partnerskich. Nie rządowym, lecz Lewicy. Jak słyszymy, szczegóły ustawy o statusie osoby najbliższej poznamy za to „za kilka dni”
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty rozwiązał worek z niewygodnymi inicjatywami. Na pierwszy ogień, w piątek 5 grudnia posłowie zajmą się projektem ustawy o związkach partnerskich. Przepisy przygotował klub Lewicy, a tak naprawdę Katarzyna Kotula, która jeszcze jako ministra równości bliźniaczą ustawę proponowała rządowi.
Najpierw nie zgodzili się na nią koalicjanci z PSL, wskazując, że nie chcą instytucji konkurencyjnej wobec małżeństwa. Potem – jak mówiła Kotula w wywiadzie dla OKO.press – prace wstrzymał sam premier Donald Tusk. Powód? Kampania wyborcza Rafała Trzaskowskiego i kurs na agendę populistycznej prawicy.
Po wygranej Karola Nawrockiego rząd zmienił strategię, nastawiając się na stworzenie przepisów, które byłyby strawne dla konserwatystów w rządzie i akceptowalne dla Pałacu Prezydenckiego. Tak powstała ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i wspólnym pożyciu. A w zasadzie założenia ustawy, bo prace nad projektem wciąż trwają.
Jak słyszymy, przepisy zobaczymy „za kilka dni”.
To będzie jednak ustawa ogryzkowa w stosunku do wcześniejszych zapowiedzi, bo nie tworzy oddzielnej instytucji, a jedynie umożliwia zawieranie umowy u notariusza, rejestrowanej przez państwo. Jak pisaliśmy, rząd chce przyjąć przepisy przed końcem roku. Posłowie zajęliby się nim więc najwcześniej w styczniu 2026.
Projekt ustawy o związkach partnerskich, który 5 grudnia zaprezentuje Kotula, zakłada szeroki pakiet praw dla par, które uzyskałyby osoby zawierające taki związek: od alimentacji, przez dziedziczenie i prawo do informacji medycznej, po wspólność majątkową i ulgi podatkowe. Związek partnerski byłby, w odróżnieniu od umowy o wspólnym pożyciu, zawierany przed Urzędem Stanu Cywilnego.
Z ustawy o związkach partnerskich wykreślono za to punkt dotyczący małej pieczy zastępczej, czyli możliwości przysposobienia dzieci w parach jednopłciowych.
Przeczytaj także:
O tym, że Sejm tej kadencji zajmie się ustawą o związkach partnerskich, słyszmy od dwóch lat. Najpierw przeszkadzały kolejne tury wyborów i kampanii, potem konserwatywni koalicjanci i premier, a na koniec prezydent z wrogiego obozu.
Projekt Lewicy miał być procedowany już w październiku 2025, wtedy zatrzymał go sam klub, wskazując, że nie chcą, żeby ich propozycja przykryła „kompromis” wypracowany w rządzie pomiędzy PSL-em i Kotulą.
Wydaje się, że teraz dyskusja w końcu będzie możliwa, choć losy projektu są z góry znane. Podczas głosowania nie będzie obowiązywała dyscyplina klubowa, a arytmetyka jest bezlitosna. Bez poparcia większości ludowców i pełnej dyscypliny w Polsce 2050 oraz klubie KO, projekt przepadnie w pierwszym czytaniu.
Rozmowa o projekcie będzie toczyć się nie tylko w cieniu oczekiwanej od 1,5 miesiąca ustawy o statusie osoby najbliższej, ale także w kontekście wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że 25 listopada europejski sąd wydał orzeczenie, które nakazuje Polsce – a dokładnie wszystkim krajom członkowskim – uznanie skutków małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.
Rząd wciąż myśli, w jaki sposób wykonać wyrok: umożliwić transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa w drodze rozporządzenia lub zmian ustawowych (te drugie utkną na biurku prezydenta), czy nie robić nic, zostawiając sprawę urzędom. A urzędy, nawet najbardziej przyjazne, utykają na ograniczeniach systemowych: w systemie teleinformatycznym nie można dziś wpisać w rubrykę dwóch małżonków tej samej płci (system odrzuca wnioski na bazie rejestru PESEL).
Polska jest pod coraz większą presją: nie tylko wyrok TSUE, ale też wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazują, że Polska musi umożliwić parom jednopłciowym rejestrację ich związków w jakiejś formie. Jeśli chodzi o uregulowanie życia rodzinnego osób LGBT+, jesteśmy dziś w europejskim ogonie. Pierwszy raz posłowie głosowali nad ustawą o związkach partnerskich, wówczas złożoną przez Marię Szyszkowską z SLD, w 2005 roku. Walka o uznanie trwa więc dwie dekady, a wśród krajów UE, które nie wprowadziły choćby związków partnerskich obok Polski są tylko Litwa, Bułgaria, Rumunia i Słowacja.
Przeczytaj także:
„Od dzisiaj jestem w KPRM [Kancelaria Prezesa Rady Ministrów]” – poinformował Maciej Duszczyk. Wcześniej Polska 2050 podała, że odszedł z rządu
Polska 2050 poinformowała w poniedziałek 1 grudnia 2025 o odejściu wiceministra Macieja Duszczyka z rządu.
„Maciej Duszczyk, wiceminister Spraw Wewnętrznych i Administracji Polski z Polski 2050, podjął osobistą decyzję o odejściu z rządu. Dziękujemy za kawał świetnej roboty! Za ogromną wiedzę, chłodną analizę tam, gdzie była potrzebna, i merytoryczne podejście do najtrudniejszych tematów” – napisano na profilu partii.
„Za odpowiedzialność i konsekwencję, z jaką tworzyłeś politykę migracyjną opartą na faktach, nie na emocjach. Twoja praca dla Polski to pełen profesjonalizm i odwaga brania odpowiedzialności tam, gdzie inni woleli uciekać. Świetna robota” – podsumowuje pracę wiceministra Duszczyka Polska 2050.
Jednak Duszczyk zostaje w rządzie – nie w ministerstwie, lecz w Kancelarii Premiera.
Dr hab. Maciej Duszczyk jest naukowcem specjalizującym się w tematyce migracji. Od grudnia 2023 był wiceministrem administracji i spraw wewnętrznych. Rekomendowała go Polska 2050 Szymona Hołowni. O odejściu z resortu informował już w lipcu 2025
Wiosną opublikowaliśmy w OKO.press obszerny wywiad z Maciejem Duszczykiem. Na pytanie Magdaleny Chrzczonowicz i Reginy Skibińskiej, kto wymyślił zawieszczenie prawa do azylu, Duszczyk, wówczas wiceminister, odpowiedział:
„To był mój pomysł. A konkretnie sama możliwość zawieszenia prawa „do azylu” jest koncepcją fińską, ja jestem autorem przeniesienia tego rozwiązania do Polski i dostosowania go do naszych realiów. Taka możliwość znalazła się w strategii migracyjnej przyjętej przez rząd w październiku 2024 roku. Wyszedłem od tego, że dzisiejsze prawo międzynarodowe nie uwzględnia zmieniającej się sytuacji migracyjnej. Szczególnie nie ma odpowiedzi na instrumentalizację [wykorzystywanie procesu migracji oraz osób migrujących do osiągnięcia własnych celów np. destabilizacji systemów azylowych i socjalnych – przyp.red] oraz to, co nazywa się weaponizacją migracji [posługiwanie się migracją jako bronią – przyp. red.]”.
Przeczytaj także:
Mówił też w rozmowie z OKO.press:
„Zawsze byłem dużym zwolennikiem migracji selektywnej. Wprowadziłem ten termin do rozmowy o migracji w Polsce. W strategii [migracyjnej rządu] znalazło się odzwierciedlenie tej selektywności, gdy mówimy o tym, że Polska przyjmuje na swoje terytorium migrantów o pewnych cechach. Nie każdy może do Polski wjechać”.
Wcześniej z rządu odeszło kilkoro wiceministrów z Polski 2050. Rezygnację złożyła Zuzanna Rudzińska-Bluszcz – wiceministra sprawiedliwości.