Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Francuska Narodowa Agencja Zdrowia Publicznego poinformowała, że w trakcie czerwcowej fali upałów liczba zgonów w kraju wzrosła o prawie 30 procent. Przekłada się to na ponad 2000 zgonów więcej
Francuska Narodowa Agencja Zdrowia Publicznego opublikowała w piątek 3 lipca dane dotyczące liczby zgonów w trakcie fali upałów, która miała miejsce pod koniec czerwca. Między 22 a 28 czerwca liczba zgonów w kraju wzrosła aż o 29,5 procenta w porównaniu z poprzednim tygodniem. Przekłada się to na nie mniej niż 2025 nadmiarowych zgonów w okresie największego natężenia czerwcowej fali upałów. Były jednak regiony Francji, w których wzrosty liczby nadmiarowych zgonów przekroczyły nawet 50 punktów procentowych. „Wzrost jest szczególnie wyraźny w regionach Île-de-France (+62,8 proc., czyli +619 zgonów), Centre-Val de Loire (+47,3 proc., czyli 121 zgonów), Normandii (+53,1 proc., czyli 216 zgonów), Pays de la Loire (+62,0%, czyli +178 zgonów)” – podaje w swym raporcie Narodowa Agencja Zdrowia Publicznego.
Druga połowa czerwca była w Europie jednym z najgorętszych okresów w historii dotychczasowych pomiarów. Jak podaje agencja AFP, która w swoich obliczeniach opiera się na danych dotyczących temperatury z Europejskiego Obserwatorium Suszy oraz danych demograficznych ze Wspólnego Centrum Badawczego UE, ponad dwie trzecie Europejczyków doświadczyło w czerwcu temperatur przekraczających 35 stopni Celsjusza.
Fale upałów dotknęły w Europie obszary zamieszkane przez około 410 milionów ludzi, w tym niemal całą populację Francji kontynentalnej i ponad trzy czwarte łącznej populacji Hiszpanii i Włoch. Rekordy temperatur wszech czasów padły w Niemczech, Polsce, Słowacji, Czechach i na Węgrzech, a rekordy czerwca w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Francja odnotowała najgorętszy czerwiec od rozpoczęcia pomiarów w 1947 roku, ze średnią temperaturą o 3,8°C wyższą od norm sezonowych w latach 1991–2020, podała Météo-France.
W Bourdeaux we Francji odnotowano w trakcie czerwcowej fali upałow rekordową temperaturę 44,6 stopnia C.
Radosław Sikorski i Władysław Kosiniak-Kamysz wystąpili na konferencji poprzedzającej szczyt NATO w Ankarze. Zapowiedzieli działania na rzecz demonstracji jedności Sojuszu. Pojawił się też wątek wizyty w Polsce szefa MSZ Ukrainy
Wicepremierzy Radosław Sikorski (szef MSZ) i Władysław Kosiniak-Kamysz (szef MON) wystąpili na wspólnej konferencji prasowej poprzedzającej zaplanowany na 7 i 8 lipca w tureckiej Ankarze doroczny szczyt NATO.
Na szczycie będzie obecna dziennikarka OKO.press Paulina Pacuła, będziemy relacjonować jego przebieg.
„Celem szczytu jest pokazanie Władimirowi Putinowi jedności Zachodu. (...) Pokażemy, że Sojusz jest nie tylko zjednoczony, ale i – po wejściu Szwecji i Finlandii – wzmocniony i że będzie wielką nieostrożnością i szaleństwem, gdyby Władimir Putin zdecydował się przetestować jedność Sojuszu jakimiś nieprzemyślanymi działaniami” – mówił Radosław Sikorski.
Obaj ministrowie podkreślali, że Polska uzyskała status „modelowego” członka NATO, zarówno jeśli chodzi o poziom wydatków zbrojeniowych, jak i stopień zaangażowania w sprawy sojuszu.
„Spełniamy wszystkie wyznaczone przez ostatni szczyt Hadze kryteria dobrego sojusznika. Chodzi o wydatki zbrojeniowe na poziomie 5 proc. Sojusz określił, że taki limit trzeba uzyskać w 2035 roku. Polska go osiąga w 2026 roku” – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.
Ministrowie byli pytani o doniesienia dotyczące rosyjskich przygotowań do testu jedności NATO, który miałby polegać na selektywnym, hybrydowym lub dronowo-rakietowym uderzeniu na jedno z państw wschodniej flanki Sojuszu (wymieniane są kraje bałtyckie, Szwecja, Finlandia i Polska).
Przeczytaj także:
„Te prowokacje trwają każdego dnia. W tym momencie jak rozmawiamy, pewnie któraś z domen, któryś z naszych systemów obrony cyberprzestrzeni jest aktywne i chroni nas przed dezinformacją, agresją, manipulacją, w tej przestrzeni, gdzie spustoszenie w głowach jest czynione najbardziej” – mówił Kosiniak-Kamysz. Minister obrony narodowej podkreślił, że doniesienia o możliwym ataku lub prowokacji skierowanej wobec Polski są przez rząd traktowane „bardzo poważnie”.
Pojawiły się też pytania dotyczące wizyty w Polsce ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sibihy. Szefowie MSZ Polski i Ukrainy rozmawiali o sposobach przezwyciężenia kryzysu w relacjach obu krajów. „W tym wypadku dyplomacja naprawdę potrzebuje ciszy” – tak skwitował dociekania dziennikarzy Sikorski. Minister odesłał do bardzo lakonicznego komunikatu MSZ dotyczącego wizyty.
Przeczytaj także:
Sytuację przed szczytem NATO w Ankarze analizuje dziś w OKO.press w obszernym materiale Paulina Pacuła. Według naszej dziennikarki najważniejsze wyzwania stojące przed uczestnikami szczytu sprowadzają się do następujących kwestii:
Przeczytaj także:
Sejm niemal jednomyślnie przyjął ustawę wprowadzającą zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych i przedszkolach. Od zakazu będą pewne wyjątki
420 posłów głosowało za przyjęciem nowelizacji ustawy Prawo Oświatowe wprowadzającej zakaz używania telefonów komórkowych przez uczniów na terenie szkół podstawowych i przedszkoli. Przeciwko było tylko 6 posłów, wstrzymało się od głosu 4. Zakaz ma obowiązywać od 1 września, o ile tylko ustawę przyjmie Senat a następnie podpisze prezydent – jedno i drugie jest wysoce prawdopodobne.
Od zakazu mają obowiązywać następujące wyjątki:
Zakaz ma nie obowiązywać podczas wycieczek szkolnych, na terenie burs i internatów oraz podczas korzystania z infrastruktury szkolnej poza godzinami lekcyjnymi (zajęcia dodatkowe, aktywności sportowe itp).
Dyrektorzy szkoły (po konsultacjach z radą pedagogiczną i radą rodziców) będą mogli tworzyć w szkołach miejsca do przechowywania należących do uczniów telefonów na czas ich pobytu na zajęciach lekcyjnych.
Zakaz nie obejmie szkół ponadpodstawowych, jednak nowelizacja ustawy nakłada na te placówki obowiązek określenia w ich statutach precyzyjnych zasad używania telefonów komórkowych przez uczniów.
Projekt nowelizacji ustawy zakazującej używania telefonów komórkowych przez uczniów szkół podstawowych złożył w Sejmie rząd. Został on poparty przez wszystkie kluby poselskie. Kluczowa poprawka – rozszerzająca zakaz również na przedszkola – została zgłoszona przez klub Prawa i Sprawiedliwości – tu również nie było sprzeciwów ze strony pozostałych klubów parlamentarnych.
Celem prowokacji ma być eskalacja napięć i zmuszenie zachodnich sojuszników do zawieszenia pomocy dla Ukrainy. Źródła cytowane przez polski Onet i brytyjski „The Telegraph” podają, że operacja może rozpocząć się za kilka miesięcy.
Według Onetu (w tekście z 30 czerwca) wśród rozważanych scenariuszy ataku na Polskę znajdują się m.in. ataki dronów lub rakiet na infrastrukturę krytyczną, np. elektrownie, a także symulowane ataki powietrzne, które zmusiłyby Polskę do rozmieszczenia systemów obrony powietrznej.
3 lipca relację tę zacytował „The Telegraph” i dodał swoje źródła.
To już kolejne publiczne ostrzeżenie pochodzące ze źródeł wywiadowczych. 26 czerwca takie informacje opublikował brytyjski „The Guardian”. Dziennik pisał, że Rosja może zaatakować Polskę lub kraje bałtyckie. Powoływał się na podobne źródła.
Przeczytaj także:
Teraz jedno z polskich źródeł przekazuje, że w ekstremalnym scenariuszu mógłby dojść do „ataku hybrydowego w rejonie przygranicznym”, a także do niewielkiej inwazji lądowej sił rosyjskich lub białoruskich — przez Kaliningrad na północy lub Białoruś na wschodzie. Rosja mogłaby też upozorować naruszenie terytorium Polski awarią GPS lub operacją ratunkową mającą na celu odzyskanie uszkodzonego śmigłowca.
Moskwa kalkuluje, że pod presją USA Polska będzie zmuszona do negocjacji. Moskwa się w końcu wycofa z zajętych terenów, ale fakt, że NATO nie użyło siły, uzna za sukces. Przy tym jednym z warunków negocjacyjnych Moskwy może być zaprzestanie wspierania Ukrainy.
Ryzyko prowokacji potwierdziło kilka źródeł: ambasador jednego z sojuszników Polski w NATO, źródło w polskim Ministerstwie Obrony Narodowej oraz źródło w służbach bezpieczeństwa w krajach bałtyckich. To ostatnie potwierdziło dziennikowi „The Telegraph”, że takie plany są omawiane w Moskwie. Po prowokacji Rosja może próbować twierdzić, że to Ukraina ją przeprowadziła.
Publikacja „The Telegraph” zawiera dodatkowo ostrzeżenie dla Moskwy.
Wedle źródeł dziennika NATO może odpowiedzieć na prowokację bezpośrednimi atakami na Kaliningrad. Niedawne ćwiczenia morskie na Łotwie z udziałem Marynarki Wojennej i Piechoty Morskiej USA miały pokazać Moskwie, że każdy atak na wschodnią flankę będzie de facto atakiem na siły amerykańskie.
Źródła Onetu podkreślają, że żadna prowokacja nie będzie miała charakteru „klasycznej wojny” i że Rosja nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji.
7 i 8 lipca w Ankarze, z udziałem Donalda Trumpa zaczyna się szczyt NATO. Jak pisze w analizie dla OKO.press Paulina Pacuła, stawką szczytu jest to, czy uda się przekonać Moskwę, że art. 5 pozostaje realną gwarancją bezpieczeństwa, a nie tylko pustą deklaracją. Sposób, w jaki Waszyngton ogranicza swoje zaangażowanie w NATO, może podważać zaufanie, na którym opiera się odstraszanie.
Przeczytaj także:
Rosja Putina znajduje się w coraz trudniejsze sytuacji. A sam Putin lubi opowiadać, że w sytuacji zagrożenia należy przejść do ataku. Ukraińcy przenieśli wojnę do Rosji, otwarli tam praktycznie drugi front. Rosjanie zakosztowali więc skutków wojny Putina. Gubernator wspomnianego przez „The Telegraph” obwodu królewieckiego (kaliningradzkiego) zabiegał 2 lipca osobiście u Putina do dostawy paliw. Z powodu kłopotów z komunikacją z Rosją kontynentalną obwód znalazł się na końcu wydłużającej się kolejki po paliwo do samochodów i samolotów.
Propaganda Kremla od wielu miesięcy „operację specjalną” w Ukrainie nazywa już wojną — ale z całym Zachodem, a w szczególności z Europą. To ma tłumaczyć brak sukcesów rosyjskiej armii. Jednocześnie Kreml próbuje osłabić determinację Europy w pomocy Ukrainie. Stąd wspieranie wszystkich antyukraińskich ruchów politycznyuch (łącznie z polską akcją odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy, co opisała w OKO.press Anna Mierzyńska). Ale też nieustające straszenie, że skoro Europa wspiera Ukrainę, to Rosja może ją uznać za stronę konfliktu.
„Eskalacja napięć w Europie wobec Rosji zmusza Moskwę do zaplanowania dodatkowych środków mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa narodowego” – oznajmił np. 2 lipca rzecznik Putina Pieskow. Kreml eskaluje groźny, bo krwawe ataki na Ukrainę nie przynoszą efektów.
„Póki co to jest straszenie, wojna psychologiczna — mówił w niedawnej rozmowie z OKO.press ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Marek Menkiszak. – Ale jeśli będzie nieskuteczna, a Kreml postrzegać będzie Zachód jako osłabiony, podzielony i niegotowy do czynnego oporu, to może zaryzykować spełnienie części gróźb”.
To, że Rosja może spróbować zniszczyć Sojusz przy pomocy hybrydowego ataku, analizują wojskowi od wielu miesięcy. Opisała to Paulina Pacuła:
Przeczytaj także:
Donald Tusk na konferencji prasowej poinformował, że ministra zdrowia i prezes NFZ mają do wtorku czas na przedstawienie rekomendacji dotyczących zmian w systemie ochrony zdrowia, które miałyby ograniczyć występujące w nim patologie. Dymisji na razie nie ma
Premier rządu Donald Tusk wystąpił w piątek 3 lipca na konferencji prasowej poświęconej sprawie Szpitala Południowego. Po tym wystąpieniu jest jasne, że szef rządu ewidentnie stara się ograniczyć odpowiedzialność polityczną za aferę Szpitala Południowego do władz Warszawy (godzinę wcześniej prezydent miasta Rafał Trzaskowski ogłosił dymisje dwóch swoich zastępczyń – Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry). Ze słów premiera wynika, że dymisji w rządzie – przynajmniej na razie – nie będzie, jednak Tusk zapowiedział, że ewentualne decyzje w sprawie ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy i prezesa NFZ Filipa Nowaka podejmie w najbliższą środę (8 lipca). Do wtorku 7 lipca ministra zdrowia i prezes NFZ mają przedstawić premierowi swoje rekomendacje dotyczące metod ograniczenia patologii w służbie zdrowia.
A jeśli chodzi o patologie w służbie zdrowia, to Donald Tusk mówił przede wszystkim o trzech z nich – i temu poświęcił zdecydowaną większość swego wystąpienia. Intencja tego wydaje się czytelna – premier stara się przesunąć uwagę opinii publicznej z kwestii odpowiedzialności politycznej na sferę nieprawidłowości i patologii w służbie zdrowia.
Po pierwsze więc, premier domagał się zniknięcia „saloników VIP” z tych szpitali, w których funkcjonować by miały analogiczne do tych ujawnionych w Szpitalu Południowym mechanizmy. Po drugie, mówił o „zeszytach” i skracaniu kolejek czy ułatwianiu dostępu do procedur medycznych po znajomości. Po trzecie – piętnował gigantyczne zarobki części lekarzy i mówił o „niemoralnych jednostkach”, których działania rzutują na wizerunek całej służby zdrowia.
Godzinę przed premierem wystąpił na konferencji prasowej prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Przypomniał, że w związku z aferą Szpitala Południowego wymienione zostały zarząd i rada nadzorcza placówki, poinformował też o dymisji dwóch kluczowych wiceprezydentek miasta, które współodpowiadały za warszawską służbą zdrowia – Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry. Synchronizacja obu konferencji wydaje się świadczyć o tym, że mamy do czynienia z określoną strategią polityczną. Odpowiedzialność za aferę ma ograniczać się do władz Warszawy i zarządu oraz rady nadzorczej szpitala. Rząd ma natomiast podjąć próbę ucieczki do przodu, przygotowując projekt zmian w systemie ochrony zdrowia, które miałyby ograniczyć występujące w nim patologie.
Przeczytaj także: