Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Zastępca szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha zapowiedział, że USA będą blokować europejskie pomysły na zwiększenie potencjału atomowego
„Stany Zjednoczone nie poprą rozwoju niezależnych zdolności nuklearnych przez takie kraje jak Polska, Niemcy czy państwa skandynawskie” — mówił w trakcie debaty w think tanku Council on Foreign Relations Elbridge Colby, zastępca Pete'a Hegsetha, sekretarza wojny USA.
„Nie słyszałem wiarygodnych informacji na temat tego, by europejskie rządy naprawdę myślały o niezależnym nabyciu (broni atomowej) i złamaniu ich zobowiązań wynikających z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Myślę, że, oczywiście, co najmniej stanowczo byśmy się temu sprzeciwiali. To hipotetyczne, ale jesteśmy przeciwni takiej ewentualności” – mówił Elbridge Colby.
Rosnące zagrożenie wojną ze strony Rosji i malejąca wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako sojusznika stały się motywami, dla których w Europie ożyła na nowo dyskusja na temat ewentualnych możliwości zwiększenia potencjału atomowego krajów europejskich.
W lutym prezydent Karol Nawrocki stwierdził w wywiadzie z Polsatem, że jest zwolennikiem budowy przez Polskę własnego potencjału nuklearnego. Pokrewne głosy pojawiały się też w debacie publicznej krajów skandynawskich i Niemiec.
Przeczytaj także:
W marcu premier Donald Tusk ogłosił, że jest w trakcie rozmów z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem na temat objęcia krajów europejskich (w tym Polski) francuskim parasolem atomowym. Gotowość do tego deklarował również sam Macron. Jeszcze w styczniu w podobnym tonie wypowiadał się premier Szwecji. „Rozmawiamy o potencjale nuklearnym z Wielką Brytanią i Francją. Dopóki niebezpieczne kraje posiadają broń jądrową, zdrowe demokracje również powinny być w stanie ją posiadać” – mowił Ulf Kristersson. W podobnym tonie wypowiadał się premier Norwegii Jonas Gahr Støre. W piątek 13 lutego kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił na konferencji w Monachium, że rozpoczął rozmowy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem na temat stworzenia europejskiego systemu odstraszania nuklearnego.
Przeczytaj także:
Iran zaatakował jeden z tankowców oczekujących w Zatoce Perskiej na odblokowanie cieśniny Ormuz
W nocy z 4 na 5 marca w północnej części Zatoki Perskiej, około 60 km od wybrzeży Kuwejtu, ale poza jego wodami terytorialnymi Iran zaatakował tankowiec. Poinformowało o tym brytyjskie centrum operacji handlowych morskich (UKMTO). Według irańskich deklaracji tankowiec miał należeć do Stanów Zjednoczonych. Choć statek nabiera wody, a możliwy wyciek z niego stanowi zagrożenie ekologiczne, załoga jest już całkowicie bezpieczna. Po ataku z tankowca zaobserwowano odpływającą w kierunku wybrzeży Iranu niewielką łódź. „W wodzie ze zbiornika ładunkowego znajduje się olej, który może mieć negatywny wpływ na środowisko, statek nabrał wody, nie zgłoszono żadnych pożarów, a załoga jest bezpieczna” – poinformowało UKMTO.
Od pierwszych godzin wojny USA i Izraela z Iranem zablokowana pozostaje strategiczna cieśnina Ormuz stanowiąca wyjście z Zatoki Perskiej do Zatoki Omańskiej i następnie na wody Morza Arabskiego. Irański Korpus Strażników Rewolucji regularnie powtarza deklaracje, że każdy statek próbujący przepłynąć przez cieśninę zostanie zaatakowany. Choć amerykańska flota zniszczyła już do 20 okrętów irańskiej marynarki wojennej i nadal ściga pojedyncze jednostki, Iran może blokować cieśninę i bez własnej floty wojennej. Cieśnina ma w najwęższych miejscach około 60 km szerokości – w pogodne dni z irańskiego wybrzeża widać Oman. Do Iranu należą też położone niemal w środkowej części wejścia do cieśniny 4 niewielkie wyspy – na 3 z nich znajdują się lotniska, każda jest ufortyfikowana. Statki przepływające przez cieśninę mogą więc być atakowane z lądu lub w sposób, w jaki został zaatakowany tankowiec w północnej części Zatoki Perskiej. Iran może posługiwać się prymitywnymi środkami, bowiem cywilne statki nie są uzbrojone w zaawansowane systemy obronne.
Siłowe odblokowanie cieśniny Ormuz wymaga więc nie tylko panowania na morzu – co flota Stanów Zjednoczonych w zasadzie już osiągnęła – lecz także kontroli nad położonym w rejonie cieśniny wybrzeżem Iranu i należącymi do tego państwa wyspami.
Blokada cieśniny Ormuz uniemożliwia wychodzenie z Zatoki Perskiej tankowców ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Omanu, Bahrajnu i wschodnich wybrzeży Arabii Saudyjskiej. Znaczna liczba załadowanych już statków oczekuje na odblokowanie cieśniny na wodach Zatoki. Statki płynące po ładunek oczekują z kolei na Morzu Arabskim. Ma to ogromny negatywny wpływ na gospodarki krajów Azji Południowej (bo to one są przede wszystkim odbiorcami ropy i gazu z Zatoki) a pośrednio na stan gospodarki światowej. Możliwe skutki przedłużającej się blokady opisał w OKO.press Marcel Wandas:
Przeczytaj także:
Polska wysyła samoloty wojskowe do ewakuacji swoich obywateli z Bliskiego Wschodu, Podobnie robią inne państwa, które do tej pory zachęcały do korzystania z rozwiązań komercyjnych. Wojna się zaostrza, zgodnie z zapowiedzią Trumpa Amerykanie zamierzają eskortować tankowce przez Cieśninę Ormuz, ale na razie „skupiają się na konflikcie”
Rano Samoloty Sił Powietrznych RP wystartowały z Polski, aby wesprzeć działania związane z ewakuacją polskich obywateli z rejonu Bliskiego Wschodu – poinformowało w czwartek po godz. 6 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Premier Tusk w środę ogłosił, że podjął decyzję o wykorzystaniu wojskowych samolotów do wsparcia ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu i skierował taki wniosek do prezydenta Nawrockiego. Prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych podpisał postanowienie „o użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego Bliski Wschód w działaniach ewakuacji polskich obywateli przebywających w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Egipcie, Izraelu, Katarze, Kuwejcie, Omanie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich”.
Zgodnie z postanowieniem od 5 do 31 marca 2026 r. do 150 żołnierzy może zostać zaangażowanych przy ewakuacji z krajów Bliskiego Wschodu obywateli polskich, w szczególności osób wymagających wsparcia medycznego.
Wcześniej polski rząd wykluczał używanie wojska do ewakuacji – podobnie postępowało wiele innych krajów. Ale wojna USA–Izrael z Iranem wkracza w szósty dzień i gwałtownie się zaostrzyła.
Rząd Australii wysłał więc wojsko w ramach planowania awaryjnego [po swoich obywateli. Australijski departament obrony wysłał dziś ciężki samolot transportowy C-17A Globemaster Królewskich Australijskich Sił Powietrznych oraz wielozadaniowy samolot transportowy-cysternę KC-30A. Rząd Australii nadal jednak apeluje do Australijczyków o skorzystanie z komercyjnych opcji powrotu do domu.
Czarterowy lot rządu USA przywiózł Amerykanów z Bliskiego Wschodu do USA, a dodatkowe loty są organizowane do różnych miejsc w regionie W poniedziałek Departament Stanu wezwał Amerykanów z 14 krajów Bliskiego Wschodu do natychmiastowego opuszczenia regionu, korzystając z „dostępnych środków transportu komercyjnego”. Ale wielu obywateli USA nie jest w stanie wydostać się z zagrożonego regionu. Krytykowany za opieszałość Departament wyjaśnił, że „ułatwia loty czarterowe” ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Jordanii dla obywateli USA potrzebujących takiej pomocy.
W środę rozkaz ewakuowania Rosja z terenów zagrożonych wojną wydał też Putin.
Z powodu zamknięcia większości przestrzeni powietrznej regionu dziesiątki tysięcy podróżnych utknęło w martwym punkcie z powodu konfliktu. Linie lotnicze na Bliskim Wschodzie zostały w tym tygodniu praktycznie sparaliżowane. Linie Emirates i Etihad Airways obsługują obecnie ograniczoną liczbę połączeń z Dubaju i Abu Zabi.
Na zdjęciu – tablica informacyjna na loitnisku Balice w Krakowie. Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.pl
Szósty dzień wojny USA i Izraela z Iranem zaczął się irańskim atakiem na Izrael. Wojsko izraelskie poinformowało, że rozpoczyna nową, szeroko zakrojoną falę ataków na Teheran.
W środę amerykański okręt podwodny zatopił irański okręt wojenny u wybrzeży Sri Lanki, a obrona powietrzna NATO zniszczyła irański pocisk balistyczny wystrzelony w kierunku Turcji. Premier Kanady Mark Carney powiedział w czwartek, że nie może wykluczyć udziału swojego kraju w eskalującej wojnie na Bliskim Wschodzie.
Wojna nadal paraliżowała żeglugę przez Cieśninę Ormuz w czwartek, blokując kluczowe dostawy ropy naftowej i gazu z Bliskiego Wschodu. Trump zobowiązał się do zapewnienia ubezpieczenia i eskorty morskiej dla statków, aby powstrzymać wzrost cen ropy. Według szacunków Reutersa, co najmniej 200 statków pozostaje zakotwiczonych u wybrzeży.
Marynarka Wojenna USA ma zatem eskortować tankowce przez Cieśninę Ormuz „tak szybko, jak to możliwe”. Na razie jednak skupia się na konflikcie
- powiedział sekretarz energii USA Chris Wright w środę w Fox News.
Próba zatrzymania wojny nie udała się a amerykańskim Senacie. Republikanie stosunkiem głosów 53 do 47 zablokowali w nocy rezolucję zakładającą, że działania militarne muszą być zatwierdzone przez Kongres
Przeczytaj także:
Po telefonicznej rozmowie Orbán-Putin do Moskwy przyjechał szef węgierskiej dyplomacji Szijjártó, by rozmawiać o dostawach taniej rosyjskiej ropy. Putin przyznał jednak publicznie, że „nie wszystko zależy od Rosji”. Oddał jednak z niewoli dwóch żołnierzy ukraińskich węgierskiego pochodzenia, żeby Szijjártó „zabrał ich swoim samolotem” i miał sukces.
Szef MSZ Węgier Péter Szijjártó przyleciał do Moskwy 4 marca, by dostać „gwarancje, że nawet w czasie kryzysu będziemy mieli ropę naftową i gaz ziemny po cenach, które pozwolą obniżyć ceny usług komunalnych. To dla nas bardzo ważne” – powiedział.
Dzień wcześniej o taniej ropie dla Węgier rozmawiał z Putinem przez telefon premier Viktor Orbán.
Za miesiąc na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Sondaże sugerują zwycięstwo ugrupowania TISZA pod wodzą Pétera Magyara.
Przeczytaj także:
Putin w publicznej części spotkania niczego obiecać ekipie Orbána nie mógł: „Nie wszystko zależy od nas, ale, powtarzam, zawsze byliśmy wiarygodnymi dostawcami” – mówił. Potem specjalnie wypowiedział się w rosyjskiej telewizji, co jest wydarzeniem nadzwyczajnym (na zdjęciu głównym). Powtórzył, że Rosja byłaby pewnym kontrahentem, gdyby ktoś chciał jej ropę kupić.
„Europa dostarcza niekończącej się pomocy Ukrainie, a ona sprawa Europie coraz więcej problemów” – tłumaczył. – „Nie dość, że Europa nie chce kupować rosyjskiej ropy, to jeszcze podrożała ropa bliskowschodnia. A Rosja sprzedawałaby węglowodorowy po korzystnych cenach. I będzie je sprzedawać – ale komu innemu, nie Europie”.
Wcześniej rzecznik Putina Pieskow przyznał, że kraje europejskie nie zwróciły się do Rosji o wznowienie lub zwiększenie dostaw energii w związku z sytuacją w Iranie.
Przy okazji Putin przyznał, że jego zdaniem to Ukraińcy wysadzili rurociąg Nord Stream w 2022 r. – tę wersję do tej pory Moskwa odrzucała. Bo przecież Ukraina, jaką widzi ją Rosja, nie byłaby w stanie do takich operacji. Musiał to zrobi ktoś naprawdę potężny – np. USA w czasach „błędnej polityki” Joe Bidena. Teraz Putin twierdzi, że Ukraińcy planują też wysadzić Blue Stream z Turcji.
Przeczytaj także:
Z Kremla Węgrzy wyszli z gwarancjami, że Rosja nie podniesie im cen ropy. Rosja i Węgry „zgodziły się szukać alternatywnych dróg dostaw energii, jeśli rurociągi będą niedostępne”.
Po ataku Amerykanów i Izraelczyków na Iran Putin znowu – drugi raz w ciągu tygodnia – nie może pomóc sojusznikowi. To zaś, że na jej ropę nie ma tylu chętnych, co w przeszłości, boleśnie godzi w jej budżet.
Węgry do tej pory kupowały tanio rosyjską ropę gazociągiem „Przyjaźń”, który jednak w styczniu Rosjanie uszkodzili. Od 27 stycznia ta droga jest dla Węgier zamknięta. Ukraińcy powtarzają, że rurociąg wymaga naprawy, a oni mają też do naprawienia inne, ważniejsze dla Ukrainy szkody wyrządzone przez Rosję. Tymczasem – jak alarmuje rosyjska telewizja – zapasy ropy się Węgrom kończą.
Przeczytaj także:
4 marca Ukraina poinformowała Słowację, drugi obok Węgier zależny od rosyjskiej ropy kraj europejski, że w najbliższych dniach nie należy się spodziewać wznowienia przesyłu ropy rurociągiem „Przyjaźń”. Kolejna aktualizacja ma zostać opublikowana w piątek.
Węgry mogą teraz kupować ropę od innych dostawców, po cenach rynkowych. Ta jednak podrożała po ataku USA i Izraela na Iran. Sprzedac ją mogą Chorwaci. I Węgrzy próbowali wymusić na nich, by brali dla Węgier rosyjską ropę z tankowców. Chorwaci odmówili, więc 4 marca węgierska spółka naftowa MOL i jej słowacka spółka zależna Slovnaft zgłosiły chorwackiego operatora rurociągów naftowych JANAF do unijnego organu nadzoru konkurencji za nadużywanie pozycji monopolistycznej.
Przeczytaj także:
Orban próbuje też na Unii wymusić, by skłoniła Ukrainę do przepuszczania ropy z Węgier. Od tego uzależnił 3 marca poparcie dla kolejnego pakietu wsparcia dla Ukrainy oraz kolejnego pakietu sankcji dla Rosji. Równocześnie negocjuje z Rosją – być może o tankowcach z floty cienia, bo nieoczekiwanie i o nich Putin wypowiedział się dla swojej telewizji. Powiedział m.in., że wczorajszy pożar takiego tankowca na Morzu Śródziemnym był wynikiem aktu terrorystycznego, a nie wypadku.
Na razie Szijjártó dostał od Putina dwóch uwolnionych z niewoli żołnierzy ukraińskich węgierskiego pochodzenia. Mieli podwójne ukraińsko-węgierskie obywatelstwo, a nad jednym z nich zdążyli już popracować Rosjanie. Ich ministerstwo obrony opublikowało apel tego jeńca o uwolnienie z opowieścią o tym, jak Ukraińcy zmobilizowali go, chociaż był ciężko chory, i zabrali „jak do Auschwitz”.
„Dbamy o każdego Węgra, chronimy każdego Węgra, niezależnie od tego, gdzie na świecie się znajduje. Niestety, ostatnio wielu Węgrów zostało wysłanych na front ukraiński w wyniku przymusowej mobilizacji na Ukrainie” – skomentował Szijjártó.
Prezydent Karol Nawrocki spotkał się dziś z prezesem NBP Adamem Glapińskim. Ogłosił po spotkaniu, że ma alternatywę dla unijnego programu SAFE. Zbrojenia armii mają być finansowane z zysku NBP. Szef MON: każde dodatkowe środki są ok, ale to nie jest alternatywa dla SAFE
Prezydent Karol Nawrocki wystąpił w środę 4 marca 2026 r. wieczorem z kontrpropozycją dla unijnego programu sfinansowania europejskich zbrojeń – SAFE. Jak podał PAP, prezydent jeszcze w środę wystosuje do premiera Donalda Tuska i wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza pismo z zaproszeniem na spotkanie ws. SAFE 0 proc.
Wcześniej Nawrocki spotkał się z prezesem NBP Adamem Glapińskim. Na platformie X opublikował po tym spotkaniu kilka tweetów. Dla wygody czytelników połączyliśmy je w jeden tekst:
"Spotkaliśmy się dziś z Prezesem NBP, aby znaleźć korzystną, suwerenną, bezpieczną, dobrą i efektywną alternatywę dla SAFE. Po tygodniach spotkań ekspertów w KPRP, ale także po działaniach prezesa Glapińskiego, doszło do naszego spotkania, na którym dyskutowaliśmy o Polskim SAFE 0 proc.
Dzięki pracy prezesa, całego zarządu NBP Polacy zarobili znacznie więcej niż 185 miliardów złotych potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa w najbliższych 5 latach.
Mamy dla SAFE konkretną i bezpieczną alternatywę, która nie będzie wiązała się z żadnymi odsetkami. Spotkaliśmy się dziś, by dograć szczegóły tego projektu, który zagwarantuje 185 miliardów złotych, które nie będą wiązać się z kredytem, zmianą sytuacji w UE, będą miały potrzebną polskim siłom zbrojnym elastyczność w wyborze sprzętu.
W kontekście decyzji o SAFE należy też brać pod uwagę potencjalne zmiany demokratyczne w całej Europie. Do roku 2070 mogą zostać wybrane rządy, które będą miały inny stosunek choćby do Federacji Rosyjskiej, a my nie możemy sobie pozwalać na brak stabilności jako państwo przyfrontowe. A więc zakres warunkowości zapisany w SAFE jest zagrożeniem dla stabilizacji i rozwoju polskich sił zbrojnych.
Dla Prezydenta Polski nasza narodowa wspólnota i Rzeczpospolita to wspólnota wszystkich pokoleń – także tych, które nie brały udziału w ostatnich wyborach, a będą odpowiadać za pożyczkę zaciągniętą w ramach SAFE. Pożyczkę tę będą spłacać ci, którzy mają dzisiaj 10, 11, 12 lat. Musimy brać tutaj pod uwagę konkretne problemy wokół konstytucyjności rozwiązań SAFE z jednej strony, a z drugiej – że są one niezgodne z art. 4 traktatu o UE, gdzie bezpieczeństwo należy do państw członkowskich, a nie do samej Unii Europejskiej.
Toczy się w opinii publicznej dyskusja o SAFE. W moim uznaniu, ta dyskusja jest nazbyt emocjonująca, co nie służy sytuacji w Polsce. Ja podejmę decyzję biorąc pod uwagę wszystkie argumenty i będzie to decyzja najlepsza dla Polski.
Jesteśmy w sytuacji międzynarodowej, w której wysiłki na zbrojenie Rzeczpospolitej, rozwój polskich Sił Zbrojnych, wzmacnianie polskiego przemysłu zbrojeniowego są jednym z priorytetów działań Prezydenta Polski. Mam głębokie przekonanie, że bezpieczeństwo to stabilizacja".
Obecny na konferencji szef NBP Adam Glapiński był z kolei pytany o to, z jakich aktywów rezerwowych bank centralny planuje sfinansować SAFE 0 proc. – Z żadnej części rezerw (...) nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu. (...) Przyjdzie czas na szczegóły, że będziemy je relacjonować – powiedział Glapiński.
- Na przykład zysk, w większości, w 95 proc. przekazujemy rządowi. On jest używany w określonym celu. W tym wypadku spodziewamy się, że w celu właśnie wzmacniania polskiej obronności – dodał Glapiński.
Na wystąpienie prezydenta zareagował minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Napisał na platformie X:
„Program SAFE daje najszybsze i konkretne środki na modernizację polskiej armii dlatego wojskowi, przemysł zbrojeniowy oraz wszyscy, którym na sercu leży wzmocnienie siły naszej armii apelują i liczą na podpis pod ustawą przez @prezydentpl. Jeśli jednak pojawią się kolejne instrumenty finansowania armii, Wojsko Polskie tylko na tym zyska. Nie jako alternatywa dla SAFE, ale dodatkowe środki wzmacniające bezpieczeństwo”.
W wieczornych Faktach po Faktach w TVN24 sprawę komentował wiceminister obrony Cezary Tomczyk.
TVN24: Prezydent zaproponował polski SAFE 0% jako alternatywę dla europejskiego SAFE. Jaka jest reakcja rządu?
Cezary Tomczyk, wiceminister ON: Sprawa jest bardzo prosta. My potrzebujemy dzisiaj uruchomić ogromne środki na modernizację polskiej armii. I to jest ta oferta dla pana prezydenta. Panie prezydencie, proszę podpisać ustawę o SAFE, tak żebyśmy mogli te 200 miliardów złotych wykorzystać. Jeżeli jest możliwość wykorzystania jakichś dodatkowych środków, które pan prezydent ma czy proponuje, chętnie z tego skorzystamy.
A teraz kilka wątpliwości.
Po pierwsze, w ostatnim roku Narodowy Bank Polski przyniósł ponad 20 miliardów złotych straty. Zresztą podobnie jak rok wcześniej. Po drugie, zastanawiam się, gdzie był prezes Glapiński razem z Narodowym Bankiem Polskim wtedy, kiedy Mariusz Błaszczak pożyczał pieniądze w Korei na 6%, a na 7% w Stanach Zjednoczonych.
No i wreszcie ostatnie pytanie. Nie sądzę, żeby na stole była propozycja zastawienia polskiego złota, które jest rezerwą narodową, rezerwą dla przyszłych pokoleń, od dziesiątek lat zbierana przez Narodowy Bank Polski na wypadek wojny czy kryzysu.
Więc powtórzę jeszcze raz. Najlepiej, żeby traktować te sprawy łącznie. Niech pan prezydent podpisze SAFE, te 200 miliardów złotych jest potrzebne. Każde dodatkowe pieniądze chętnie na polską armię przyjmiemy, bo one są po prostu potrzebne.
Czy odebrał pan tę propozycję prezydenta jako zapowiedź weta?
Pani redaktor, ja sobie nie wyobrażam weta w sprawie SAFE, po prostu. Jeżeli pan prezydent chce taką decyzję podjąć, niech zrobi to po męsku i niech weźmie za to odpowiedzialność.
My po prostu tych pieniędzy potrzebujemy natychmiast. Agencja uzbrojenia jest gotowa do zawierania kontraktów. Cały plan został przygotowany przez sztab generalny Wojska Polskiego.
Jeśli będą dodatkowe środki, w żaden sposób nie traktujemy je jako alternatywę dla SAFE, tylko na dodatkowe wzmocnienie armii. Z wielką przyjemnością będę mógł powiedzieć żołnierzom, że mamy dodatkowe miliardy złotych. Jeżeli tylko ta propozycja ma jakiekolwiek znamiona powagi.
Czy rząd odrzuci tę propozycję prezydenta?
Ja powiedziałem bardzo jasno. Rząd każde pieniądze, które mogą być wydane na polską armię, na pewno na polską armię wyda. To jest dzisiaj dla nas polisa bezpieczeństwa.
W pierwszej kolejności inwestujemy we własne siły zbrojne i własny przemysł zbrojeniowy. To jest absolutnie fundament naszego działania. Więc jeżeli pan prezydent uważa, że są jakieś dodatkowe środki, śmiało.
A czy to zaproszenie od prezydenta już przyszło do premiera i ministra obrony narodowej?
Nic o tym nie wiem. Wydaje mi się, że sprawa ma kontekst póki co czysto medialny. Zresztą podobnie jak wiele wydarzeń, które dzieje się po stronie PiS-u.
Na biurku prezydenta leży od kilku dni ustawa o finansowaniu polskiego przemysłu zbrojeniowego w ramach unijnego programu SAFE. Prezydent zwleka z jej podpisaniem. Z dzisiejszych wypowiedzi wynika, że odmówi jej podpisania.
Rząd twierdzi, że znajdzie sposób na skorzystanie z programu SAFE bez tej ustawy. OKO.press opisało zarówno założenia jak i szczegóły unijnego programu SAFE, oraz zażarty opór Konfederacji i PiS przeciwko temu unijnemu programowi.
SAFE (od angielskiego Security Action for Europe) to unijny program wart 150 mld euro. Polska dostanie z niego blisko 44 mld euro na modernizację i dozbrojenie armii. Pieniądze mają być inwestowane przede wszystkim w polskie firmy zbrojeniowe.
SAFE będzie niskooprocentowaną pożyczką (ok. 3 proc.) gwarantowaną przez UE, spłacaną od 2030 do 2070 r. Zakupów trzeba zaś dokonać do 2030 r. Odpowiednia ustawa w tej sprawie została przyjęta – przy sprzeciwie PiS i Konfederacji – przez parlament i leży na biurku prezydenta Nawrockiego. Partia Jarosława Kaczyńskiego i Konfederacja nawołują do jej zawetowania.
PiS – wbrew faktom – szermuje hasłem „niemieckiego uzależnienia”, bo na unijnej pożyczce miałyby głównie skorzystać firmy naszego zachodniego sąsiada. Rząd Donalda Tuska tłumaczy, że co najmniej 80 proc. pieniędzy trafi do polskich przedsiębiorstw.
Partii Kaczyńskiego nie podoba się też zasada warunkowości – podobnie jak przy dystrybucji wszystkich unijnych pieniędzy Komisja Europejska może wstrzymać ich wypłacanie, jeśli dany kraj łamie unijne prawo. Chodzi głównie o korupcję i wydawanie pieniędzy niezgodnie z celem.
Przeczytaj także: