0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

W debacie nad wotum nieufności do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego (wotum nie przeszło) 10 czerwca 2026 premier zwrócił się do posłów z 12-minutowym wystąpieniem przeciw antyukraińskiemu hejtowi rozlewającemu się po kraju. Oskarżył oń prawicową opozycję i ostrzegł, że czystki etniczne obrócą się przeciw każdemu, kto nie jest „Januszem Kowalskim”.

Przeczytaj także:

Nie tylko prawicowi politycy o obco brzmiących nazwiskach z tej wspólnoty wylecą. Nie będzie dla nich miejsca dla Chopina, Kopernika, Piłsudskiego i Kościuszki. I trzeba będzie się pozbyć kolumny Zygmunta III Wazy, gdyż „był Szwedem, mężem Habsburżanki”.

Premier przypomniał, że państwo polskie jest silne dzięki różnorodności i otwartości – wtedy jest prawdziwą Rzecząpospolitą, res publiką, która jest szanowana w świecie i ma wpływ na to, co się dzieje w świecie. To zauważalna zmiana retoryki, na razie trudno powiedzieć, czy nie tylko doraźna – w ostatnich miesiącach Tusk raczej wychodził naprzeciw ksenofobicznej fali, niż z nią walczył.

Antyukraińska kampania – nie tylko na nacjonalistycznej prawicy

Ostatnią kampanię nienawiści rozpętali politycy po tym, jak prezydent Ukrainy nadał jednemu z oddziałów walczących na rosyjskim froncie imię „Bohaterów UPA”. Jednak od wielu miesięcy – a właściwie lat – polscy politycy nie tylko nie przeciwdziałają niechęci wobec potrzebujących wsparcia Ukraińców, ale starają się na niej ugrać polityczne poparcie. Dotyczy to także sporej części polityków koalicji rządzącej, w tym przede wszystkim samego Tuska – to oni pozbawili starszych uchodźców z Ukrainy dostępu do ochrony zdrowia i organizują pokazowe deportacje obywateli Ukrainy, często całkowicie niewspółmierne do ich winy.

W politycznej rozgrywce prezydenta Nawrockiego z premierem Tuskiem politycy zapędzili się jednak w ślepy zaułek. Nawrocki ogłosił odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu, licząc zapewne, że decyzję tę zablokuje Tusk, a prawica dostanie nowe paliwo do politycznej walki.

Tusk jednak nieoczekiwanie ogłosił, że „prezydenta i premiera nic nie podzieli”. Nawrocki znalazł się w trudnym położeniu, a hejt w całym kraju narasta – stąd przypomniane w mowie premiera ekscesy posłów Czarnka i Kowalskiego.

Dzieje się to w kluczowym momencie na froncie wojny Ukrainy z Rosją, gdy prezydent Ukrainy prowadzi rozmowy o przyszłości kraju i Europy z Wielka Brytanią, Francją i Niemcami. Zacietrzewiona w politycznym hejcie Polska nie jest ani partnerem w tych rozmowach, ani nawet miejscem, skąd prezydent Ukrainy zaczyna europejskie podróże – w ostatniej wyprawie do Londynu skorzystał nie z lotniska w Rzeszowie, ale z Kiszyniowa.

A prezydent Nawrocki nadal się zastanawia, co z Orłem Białym dla prezydenta walczącej Ukrainy, orderem, którego nie odebrał ani rosyjskim carom, ani prorosyjskim politykom. Lista od XVIII wieku jest długa.

Co powiedział premier [TEKST WYSTĄPIENIA]

Jako premier polskiego rządu muszę wspomnieć o tym, co się dzieje w ostatnich tygodniach, ale w ostatnich dniach naprawdę nabrało to szczególnie mocnej barwy.

Dzieją się rzeczy, padają słowa, pojawiają się idee, które są upokorzeniem dla każdego patrioty.

Padają słowa w tej Izbie, padają słowa w mediach, w debatach publicznych, które coraz częściej wskazują, że z pojedynczych incydentów, z pojedynczych wyzwisk, z pojedynczych wyskoków medialnych zaczyna robić się fala.

[To] fala, która nie tylko upokarza przyzwoitych, uczciwych, Polaków, ale zaczyna być niebezpieczna z punktu widzenia istoty Rzeczpospolitej.

Mówię tutaj o swoistym polowaniu.

Takim polowaniu, którego byliśmy świadkami tu w Europie w ostatnich 150 latach wielokrotnie. I to polowanie z reguły kończyło się katastrofą.

Taką katastrofą dziejową, jaką była np. II wojna światowa.

Mówię o słowach takich jak tu – cytuję: „Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim jest wiceministrem w polskim rządzie”.

Pamiętam też słowa politycznego watażki, pana Bąkiewicza sprzed kilku tygodni, że tych, którzy mają inny pogląd niż on, powinno się napalmem wypalić z polskiej ziemi. Pamiętam słowa o Żydach, o Niemcach, a teraz przede wszystkim o ludziach pochodzenia ukraińskiego. To się składa w jedną, coraz bardziej niepokojącą całość.

Nikt nie może pozostać obojętnym wobec tego, co coraz częściej słyszymy.

Już nie z ust politycznych chuliganów, ale z ust politycznych liderów opozycji. Słowa, które są wypowiadane przez teoretycznie poważnych ludzi, będą ośmielać teraz większe grupy ludzi do tego, aby siać pod tę ksenofobię, pogardę dla ludzi o innych poglądach, pogardę o ludziach o pochodzeniu, które nie odpowiada wzorom czystej polskości, czystej rasy itd.

Wiemy, czym to się kończy.

Pan Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, nazwał te rzeczy już tak wprost, te sprawy i tych ludzi, którzy mu nie odpowiadają, bo np. mają inne pochodzenie niż on: „Wy jesteście pasożytami, powiedział. Wy jesteście zdrajcami narodu polskiego i interesu narodu polskiego”. To jest dokładny cytat z jego wypowiedzi.

Jeśli naprawdę będziecie kontynuować ten marsz w stronę tego brunatnego politycznego krajobrazu, jeśli naprawdę będziecie śledzili i lustrowali, tak jak zaczęli to już niektórzy posłowie z prawej strony, lustrować i pilnować, i sprawdzać, kto w urzędach polskich ma jakie pochodzenie… – ja swoje doświadczyłem w słynnej sprawie dziadka, ale wy też tego doświadczycie niedługo.

Bo ci, którzy uważają, że kwestia przodków, pochodzenia, nie obywatelstwa, nie służba Rzeczypospolitej, nie tego, co znaczy być obywatelem lojalnym wobec własnej ojczyzny, ale pochodzenie, rasa, kolor skóry.

Dzisiaj napędzacie tę falę, ale sami padniecie ofiarą tej fali, jeśli się nie zatrzymacie.

To nie ja was straszę, to wy musicie zacząć się bać tych ludzi z waszych szeregów, którzy tę histerię, tę falę niechęci do innych, do obcych, nie takich jak wy, albo nie takich jak niektórzy z was, to oni zabiorą się za chwilę za was.

Czy naprawdę chcecie po nazwiskach i drzewach genealogicznych sprawdzać, kto pracuje w jakim urzędzie?

Wiecie, czym to się skończy na tej sali?

Zaczną się pytać posła Szrota, posła Schreibera, posła Fogla, posła Webera, skąd są.

A może ci posłowie wezmą się za łby z posłem Mentzenem, z panem Braunem, z panem Fritzem i będą się bić o to, kto jest bardziej polski, a kto jest mniej polski.

Tylko że poszkodowaną będzie Rzeczpospolita.

Im więcej ludzi, którzy pełnią jakieś poważne funkcje polityczne, zacznie się bawić w tego typu argumentacje, tym bardziej zagrożone będą fundamenty Rzeczpospolitej.

Wy uważacie, że ludzie o pochodzeniu, które nie jest stuprocentowo czyste (nie wiem, kto to kryterium będzie sprawdzał, chętni wśród was są), ale wy uważacie, że tacy ludzie nie powinni pełnić ról w życiu publicznym Polski.

To jest ciekawe, bo jako historyk ja nie mogę nie wspomnieć o tym, że

w historii Polski mieliśmy takich podejrzanych typów jak Kopernik, Chopin, Kościuszko

Piłsudski taki nie do końca pewny. Władysław Jagiełło, słabo bardzo mówił po polsku, ba, cała dynastia Jagiellonów.

Zygmunt III Waza. Panie Antoni, idź pan tam i zburz kolumnę Zygmunta III Wazy, bo to był Szwed. Za żonę miał Niemkę albo Austriaczkę, nie wiem co gorsze. Habsburżankę.

Władysław IV, Szwedo-Niemiec, Jan Kazimierz to samo. Stefan Batory słowa po polsku nie mówił. Lustrujcie ich, nie zwlekajcie ani chwili, sprawdźcie, czy mieli polskie korzenie. (...)

Chcę wam powiedzieć, że nie chodzi tutaj tylko o absolutnie zrozumiałe i mam nadzieję, że coraz bardziej powszechne oburzenie natury etycznej.

Nie chodzi tylko o refleksję historyczną (...). Pamiętajcie, te najgorsze katastrofy zaczęły się od słów, później incydentów, później to przeradzało się w fale.

Wiecie, kiedy to się przeradzało w fale? Kiedy pozornie poważni politycy zaczynali używać tej argumentacji i tej retoryki.

Jesteście w przededniu tego. Opamiętajcie się, zatrzymajcie się, jest jeszcze czas.

Wiem, że nie wszyscy posłowie na tej sali są przekonani, że Polska to republika, Rzeczpospolita, Res Publika po łacinie.

Ale tak, jesteśmy Rzecząpospolitą. Najważniejsze są dla nas w tym politycznym wymiarze, czy powinny być ideały republikańskie. Nie lustrowanie, kto, z jakiej rodziny pochodzi, tylko kto jak służy Rzeczpospolitej. Kto przestrzega prawa, kto przestrzega równości obywateli wobec prawa. To są fundamenty każdej republiki, to są fundamenty Rzeczypospolitej.

Chcę Wam przypomnieć (…) te dwa piękne momenty w naszej historii niedawnej.

  • Pierwsza wielka Solidarność. Obok Michnika siedział Kaczyński, obok Kaczyńskiego siedział Tusk, obok Tuska siedział Geremek, obok Geremka siedział Buzek. Różne pochodzenia, różne regiony, różne tradycje, różne religie. Wszyscy pracowali wtedy na rzecz dobra Rzeczypospolitej. Wszyscy bez wyjątku. Był taki moment, właśnie moment pełnej republiki, Rzeczypospolitej. (...)
  • Po raz drugi pokazaliśmy wielką Solidarność, która znowu zaimponowała całemu światu. To było wtedy, kiedy pomogliśmy rodzinom ukraińskim, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Też ten sam moment. Wszyscy też dzieliliśmy się tym, co mieliśmy do dyspozycji. Mieszkaniem pieniędzmi, pracą z Ukrainkami i Ukraińcami, którzy uciekali przed agresją, przed wojną. To jest fundament Rzeczypospolitej.

(...)

Dwa razy tu zdarzył się cud. Polska pokazywała najpiękniejszą twarz polityki, jaką można sobie wyobrazić.

Ale to się przekładało nie tylko na wielką satysfakcję moralną Polaków. W tym też jest interes, czysty, zimny interes polityczny. (…)

  • Polacy żyjący w elementarnej zgodzie. Polacy nieszczujący siebie nawzajem i szukający różnic etnicznych, genealogicznych. Tacy Polacy nie tylko imponują światu, ale budują naprawdę potęgę Rzeczypospolitej.
  • Polacy skłóceni. Polacy, którzy jeden szczuje na drugiego. Polacy, którzy szukają wewnętrznych wrogów z jakąś obsesją w oczach, to jest nieszczęście Rzeczypospolitej. To jest realne ryzyko. To jest działanie wbrew fundamentalnym interesom Rzeczypospolitej.

Przecież chyba każdy z was rozumie, że bogactwem Rzeczypospolitej, tamtej wielkiej Rzeczypospolitej i ambitnej Rzeczypospolitej, którą dzisiaj budujemy, była [i jest] także różnorodność. Wiara w to, że skądkolwiek przychodzimy, służymy jednej Rzeczpospolitej. I nie analizowaliśmy nazwisk.

(Kolejny niemądry człowiek krzyczy „z Berlina, z Berlina”. Jesteście kompletnie opętani tymi obsesjami).

Jeśli naprawdę chcecie Polski, gdzie jest tylko jeden wzór etniczny i polityczny, to w tej Polsce będzie jedno miejsce, tylko dla jednego człowieka.

Janusz Kowalski.

Tak, to brzmi arcypolsko. Miejsca dla innych już nie będzie.

Ale nie sądzę, żeby wszyscy nawet po tej prawej stronie o takiej Polsce marzyli. Polska dzięki temu, że potrafiliśmy wznieść się czasami w naszej historii ponad podziały, buduje także swoje bezpieczeństwo.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze