Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Za skoordynowanym cyberatakiem na obiekty sieci energetycznej w Polsce, do którego doszło pod koniec grudnia 2025, najprawdopodobniej stała rosyjska grupa hakerska Electrum – ujawniła amerykańska firma Dragos, która brała udział w odpowiedzi na incydent.
Za skoordynowanym cyberatakiem na obiekty sieci energetycznej w Polsce, do którego doszło pod koniec grudnia 2025, najprawdopodobniej stała rosyjska grupa hakerska Electrum. Ta sama, która stała za atakami na ukraińską infrastrukturę energetyczną w 2015 i 2016 roku – informuje amerykańska firma Dragos, specjalizująca się w ochronie infrastruktury krytycznej.
Zgodnie z ustaleniami ekspertów, atak z 29 grudnia był wymierzony w systemy komunikacji i sterowania sieci elektroenergetycznych w wielu lokalizacjach w całej Polsce, w szczególności w elektrociepłownie oraz systemy zarządzające przesyłem energii ze źródeł odnawialnych, takich jak farmy wiatrowe i słoneczne.
Chociaż atak nie doprowadził do przerw w dostawach prądu, hakerzy uzyskali dostęp do systemów operacyjnych. W wielu przypadkach udało im się trwale uszkodzić kluczowe urządzenia w zaatakowanych obiektach, co wymagało ich fizycznej wymiany.
Premier Donald Tusk potwierdził w styczniu 2026 roku, że atak został udaremniony, a system przesyłowy nie był zagrożony. Jednak, jak zwracają uwagę eksperci, incydent obnażył podatność na cyberataki mniejszych obiektów w sieci.
„Był to pierwszy tak poważny skoordynowany atak wymierzony w rozproszone zasoby energetyczne na dużą skalę” – zwraca uwagę firma. „Chociaż nie doszło do przerw w dostawie prądu, przeciwnicy uzyskali dostęp do systemów technologii operacyjnej z możliwościami kontroli” – piszą eksperci.
Firma informuje, że jest w stanie „z umiarkowaną pewnością” przypisać autorstwo tego ataku rosyjskiej grupie hakerskiej Electrum, która w 2015 i 2016 roku przeprowadziła ataki na ukraińską sieć energetyczną.
Zdaniem ekspertów incydent w Polsce stanowi „strategiczny zwrot” w działaniach cyberprzestępców. W przeciwieństwie do głośnych ataków na Ukrainie w 2015 i 2016 roku, które celowały w scentralizowane systemy dystrybucji i przesyłu, atak na Polskę uderzył w „brzeg sieci” – setki mniejszych, rozproszonych instalacji.
Tego typu obiekty często mają niższy poziom zabezpieczeń cybernetycznych niż duże elektrownie konwencjonalne i wymagają szerokiej łączności zdalnej do celów handlowych i serwisowych, co zwiększa możliwości ataku.
Eksperci ostrzegają, że dla krajów, które tak jak Polska przechodzą transformację energetyczną i w coraz większym stopniu polegają na OZE, powinien być to sygnał alarmowy.
Mimo że nie doszło do blackoutu, Dragos wskazuje, że nagła utrata łączności i kontroli nad sieciami generującymi niemal 1,2 GW mocy (to szacunkowa moc zaatakowanych obiektów), mogłaby w innych warunkach doprowadzić do kaskadowych awarii.
Do ataku doszło 29 grudnia 2025 r. Skoordynowany cyberatak wymierzony był w wiele rozproszonych obiektów energetycznych w całej polskiej sieci energetycznej, w tym w elektrociepłownie oraz systemy dystrybucji energii odnawialnej z elektrowni wiatrowych i słonecznych. Dochodzenie w sprawie ataków cybernetycznych w Polsce prowadzi CERT.
Już w pierwszych dniach po ataku polskie służby miały podejrzenia, że za atakami może stać Rosja. Cyberataki na infrastrukturę krytyczną to istotny element modus operandi Rosji w wojnie hybrydowej prowadzonej przeciwko Zachodowi. Europejskie służby od wielu miesięcy przestrzegają, że nasilają się rosyjskie cyberataki w UE.
„Przez kampanię sabotażu, wandalizmu, szpiegostwa i tajnych działań, Rosja dąży do destabilizacji rządów europejskich, podważenia poparcia społecznego dla Ukrainy poprzez obciążenie Europy kosztami społecznymi i gospodarczymi. Dąży też do osłabienia zbiorowej zdolności NATO i Unii Europejskiej do reagowania na rosyjską agresję” – tak o tego rodzaju działaniach Rosji w sierpniu 2025 pisali eksperci międzynarodowego think tanku International Institute for Strategic Studies.
W październiku 2025 duński wywiad ostrzegał: „Rosja wykazuje coraz większą gotowość do stosowania środków hybrydowych przeciwko Europie i w Europie, co doprowadziło do wzrostu zagrożenia fizycznego sabotażu w Danii”.
Przeczytaj także:
Prezydent Donald Trump wskazał swojego kandydata na następcę Jerome’a Powella, szefa Rezerwy Federalnej, którego kadencja kończy się w maju. Trump określał Powella mianem “zbyt wolnego” po tym, jak ten przez wiele miesięcy nie ulegał presji na obniżkę stóp procentowych w USA.
Prezydent Donald Trump wskazał kandydata na następcę Jerome’a Powella, szefa Rezerwy Federalnej, którego kadencja kończy się w maju. To Kevin Warsh, były członek zarządu amerykańskiego banku centralnego, krytyk dotychczasowej polityki monetarnej Fedu.
„Znam Kevina od dawna i nie mam wątpliwości, że przejdzie do historii jako jeden z NAJWIĘKSZYCH prezesów Fed, a może nawet najlepszy. Co najważniejsze, jest idealnym kandydatem i nigdy cię nie zawiedzie” – powiedział Trump.
Trump oczekuje zmiany polityki monetarnej, a Kevin Warsh uważany jest za kandydata, który popiera przyspieszenie obniżek stóp procentowych.
Nominacja wymaga zatwierdzenia przez Senat Stanów Zjednoczonych. Uzyskanie akceptacji tej kandydatury może nie być proste, gdyż Senat jest obecnie podzielony niemal po równo między Republikanów i Demokratów. Kilka nagłych nieobecności może sprawić, że głosowanie nie pójdzie po myśli Republikanów.
Jak wskazują amerykańskie media Kevin Warsh jest dobrym znajomym prezydenta Donalda Trumpa i regularnie bywał gościem w posiadłości Trumpów na Florydzie. Media spekulują, że Warsh będzie dużo mniej niezależnym szefem Fed od Powella, któremu Trump nadał zgryźliwy przydomek „zbyt powolnego”. Powell przez wiele miesięcy stawiał opór presji prezydenta na obniżkę stóp procentowych w USA.
Niezależność szefa banku centralnego to jeden z najistotniejszych gwarantów stabilności polityki pieniężnej oraz długofalowej wiarygodności państwa w oczach rynków i obywateli. Naciski wywierane przez prezydenta Donalda Trumpa były krytykowane przez ekonomistów, przedstawicieli Rezerwy Federalnej, część polityków obu partii oraz rynki finansowe, jako zagrożenie dla niezależności banku centralnego i wiarygodności polityki pieniężnej USA.
Szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde napisała w obronie Jerome'a Powella, że „niezależność banków centralnych jest fundamentem stabilności cen i zaufania do instytucji publicznych”, a jej podważanie „osłabia wiarygodność całego systemu finansowego”. Oświadczenie w tej sprawie, podpisane przez szefów banków centralnych z 16 krajów, zostało opublikowane 11 stycznia 2026 na stronie EBC.
Przeczytaj także:
Dyrektor jednego z departamentów Komisji Europejskiej miał latać za darmo do Kataru, w czasie gdy negocjował w imieniu KE umowę lotniczą z Katarem. Linia, która oferowała mu darmowe loty, była jednym z beneficjentów umowy. To nie jedyne zarzuty wobec urzędnika.
Henrik Hololei, były dyrektor w Departamencie Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej, a później pracownik Departamentu Międzynarodowych Partnerstw, został zwolniony z pracy po tym, jak Komisja Europejska zakończyła trwające niemal rok śledztwo w jego sprawie – informuje portal Politico.eu.
Hololei był podejrzany o przyjmowanie drogich prezentów, konflikt interesów oraz pogwałcenie zasad przejrzystości. Wewnętrzne śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w marcu 2025 roku zakończyło w czwartek 29 stycznia 2026 zwolnieniem urzędnika.
O podejrzeniach wobec urzędnika portal Politico.eu informował już trzy lata temu. Portal ujawnił, że w okresie gdy negocjował w imieniu Komisji Europejskiej umowę lotniczą z Katarem, Hololei latał na spotkania biznesowe do Kataru za darmo, korzystając z prezentów od linii lotniczej, która była jednym z beneficjentów umowy.
Rok później francuski dziennik Libération ujawnił, że darmowe loty to tylko jedna z wielu korzyści, którą przyjął Hololei od Kataru. Urzędnik miał też m.in. nocować za darmo w pięciogwiazdkowych hotelach w Dosze, w zamian za udostępnianie poufnych informacji o negocjacjach.
Gdy te fakty wyszły na jaw, śledztwo w sprawie rozpoczął unijny urząd antykorupcyjny OLAF. Hololei zrezygnował z funkcji w Departamencie Mobilności i Transportu i przeniósł się na mniej eksponowane stanowisko doradcy do Departamentu Międzynarodowych Partnerstw.
W czwartek 29 stycznia Komisja Europejska ogłosiła, że zakończyła wewnętrzne postępowanie w sprawie i podjęła decyzję o zwolnieniu urzędnika. Hololei w Komisji przepracował 22 lata.
To pierwszy przypadek zwolnienia tak wysokiego rangą urzędnika Komisji Europejskiej w związku z podejrzeniami o korupcję. Zdaniem innych urzędników, z którymi anonimowo rozmawiał portal Politico.eu, surowsze potraktowanie Hololeia ma związek z tym, że kolejne afery korupcyjne kładą się cieniem na wizerunku unijnych instytucji, a opinia publiczna domaga się ich oczyszczenia i wzmocnienia antykorupcyjnych procedur.
W ostatnich latach na jaw wyszło kilka poważnych skandali korupcyjnych. Pod koniec 2022 roku „afera katarska” ujawniła, że Katar przekupywał członków Parlamentu Europejskiego, by ci przyjmowali przychylne wobec Kataru rezolucje, dotyczące rzekomo poprawy przestrzegania praw człowieka w Katarze. Półtora roku później na jaw wyszło, że Rosja, za pomocą sieci działających w UE organizacji pozarządowych lub mediów, przekupywała europosłów, by ci działali jak agenci wpływu Rosji.
Pod koniec 2024 roku na jaw wyszło, że były komisarz ds. sprawiedliwości UE Didier Reynders jest objęty śledztwem ws. domniemanego prania brudnych pieniędzy. Jednocześnie na jaw wyszło, że stosowana przez niego praktyka – pranie pieniędzy poprzez loterię lotto – została wyjęta spod kontroli europejskiej regulacji AML przyjętej w okresie jego urzędowania.
W grudniu 2025 na jaw wyszła kolejna sprawa korupcyjna. Tym razem dotyczyła ona utworzenia Europejskiej Akademii Dyplomatycznej przy Kolegium Europejskim. Prestiżowa europejska uczelnia, zarządzana przez byłą szefową unijnej dyplomacji Federikę Mogherini, wygrała wielomilionowy przetarg na utworzenie Europejskiej Akademii Dyplomatycznej, który zorganizował poprzedni pracodawca Mogherini, Europejska Służba Działań Zewnętrznych. Śledztwo w sprawie prowadzi Europejska Prokuratura, która podejrzewa, że przetarg został ustawiony.
Przeczytaj także:
Niemal 40 proc. Polaków uważa, że obecnie sytuacja w wymiarze sprawiedliwości nie jest lepsza niż za czasów Zjednoczonej Prawicy. Niemal co trzeci ankietowany nie ma za to zdania w tej sprawie.
Portal Onet.pl opublikował wyniki sondażu SW Research na temat sytuacji w wymiarze sprawiedliwości.
Największa grupa respondentów – 39,6 proc. – uważa, że od czasu objęcia władzy przez nową koalicję KO, PSL, Polski 2050 i Lewicy, sytuacja w wymiarze sprawiedliwości nie uległa poprawie. Jedna trzecia badanych (33,2 proc.) uważa, że jest lepiej niż w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy (2015-2023), a aż 27,3 proc. ankietowanych nie ma zdania w tej sprawie.
„Zapowiadane przez koalicję rządzącą rozliczenia PiS i przywracanie praworządności w wymiarze sprawiedliwości nie idą tempem, jakie zakładali politycy. Po ponad dwóch latach od przejęcia władzy wymieniona została część prezesów sądów, ale dopiero w ubiegłym tygodniu do Sejmu trafiła ustawa praworządnościowa, mająca na celu zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa. Swoje wątpliwości co do działań rządu wokół KRS zdążył jednak zgłosić już prezydent Karol Nawrocki” – zwraca uwagę Onet.pl, komentując wyniki sondażu.
Portal uważa, że taki wynik sondażu to „cios” dla ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka (na zdjęciu powyżej).
„Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek od początku urzędowania wzbudza duże emocje. Premier Donald Tusk przekonywał, że jego nominacja przyspieszy proces odwracania zmian, które w sądownictwie wprowadziło PiS, natomiast politycy opozycji niemal codziennie krytykują ministra i zarzucają mu bezprawne działania. Nowy sondaż pokazuje, że w ocenie decyzji Waldemara Żurka Polacy są mocno podzieleni” – pisze Onet.
Koalicja KO-PSL-Polska 2050-Lewica podjęła szereg starań o naprawę sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Pomimo że część dużych rozwiązań ustawowych – takich jak zmiana ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym czy KRS, przygotowanych jeszcze przez ministra Adama Bodnara, zostało zawetowanych przez prezydenta Andrzeja Dudę, to wiele udało się osiągnąć także środkami pozaustawowymi.
Wygaszenie represji wobec sędziów, odwołanie pisowskich rzeczników dyscyplinarnych, zmiana Prokuratora Krajowego, działania na rzecz rozliczenia pisowskich afer, takich jak afera Funduszu Sprawiedliwości, czy afera RARS, przyspieszenie informatyzacji sądów – to część ważnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, które udało się zrealizować.
Odblokowanie środków z KPO, przystąpienie Polski do Europejskiej Prokuratury, zamknięcie procedury z artykułu 7 TUE wobec Polski – to kolejne.
Minister Waldemar Żurek, odkąd objął urząd w lipcu 2025 roku, podjął też m.in. decyzję o odwołaniu 46 prezesów i wiceprezesów sądów, by pozbyć się z wysokich stanowisk w sądownictwie neosędziów. Ci bowiem, zgodnie z europejskim prawem nie są prawidłowo powołanymi sędziami, bo w ich powołaniu udział brała nielegalna KRS.
Ministerstwo Sprawiedliwości pod kierownictwem ministra Żurka przygotowało też m.in. tzw. pakiet praworządnościowy – nowelizację ustawy o KRS oraz ustawę regulującą status neosędziów.
Nowelizacja ustawy o KRS, której celem jest odpolitycznienie działalności tego organu, przeszła już przez Sejm i trafiła na biurko prezydenta. Zgodnie z nowelizacją 15 członków-sędziów do KRS nie będą już wybierać politycy, lecz – zgodnie z Konstytucją – sędziowie. Jeśli prezydent Nawrocki ustawy nie podpisze, to i tak na wiosnę odbędą się wybory do KRS na nowych zasadach.
Przeczytaj także:
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i przywódca Chin Xi Jinping ogłosili reset we wzajemnych relacjach. Trzydniowa wizyta brytyjskiego premiera w Chinach to pierwsza wizyta szefa brytyjskiego rządu w tym kraju od 2018 roku.
Obniżenie ceł na brytyjską whisky, bezwizowy wjazd do Chin dla brytyjskich obywateli przy podróżach na maksymalnie 30 dni oraz nowe, brytyjskie inwestycje w Chinach, w tym warta niemal 15 mld dol. inwestycja brytyjskiego giganta farmaceutycznego Astra Zeneca – to efekt wizyty premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera w Chinach w dniach 28-30 stycznia 2026.
Premier Wielkiej Brytanii i przywódca ChRL w czwartek 29 stycznia ogłosili reset we wzajemnych stosunkach, umawiając się na stopniowe ograniczenie barier handlowych między krajami celem intensyfikacji handlu i nowe inwestycje – donosi Reuters.
„Wzrost w kraju jest bezpośrednio związany z naszymi relacjami z największymi światowymi mocarstwami” – napisał Starmer w mediach społecznościowych 29 stycznia.
Brytyjski premier poinformował, że wspólnie z przywódcą Chin XI Jinpingiem podjęli decyzję o budowie „długoterminowego i strategicznego partnerstwa, które przyniesie korzyści obu krajom”.
„Jako premier zawsze będę działał w interesie narodu brytyjskiego” – podkreślił Starmer.
Wizytę Starmera w Chinach skrytykował prezydent Donald Trump, który uznał zbliżenie Pekinu i Londynu za „bardzo niebezpieczne”.
Komentując ocieplenie relacji Londynu i Pekinu tuż przed premierą filmu dokumentalnego o swojej żonie, Melanii, Trump nawiązał do Kanady, której premier Mark Carney także dopiero co wrócił z Chin.
„Mając problemy w kraju, nie można zwracać się w stronę Chin w poszukiwaniu rozwiązania” – powiedział Trump.
Amerykański prezydent kilka dni wcześniej zagroził nałożeniem 100 proc. ceł na kanadyjskie produkty importowane do USA, jeśli Kanada podpisze umowę handlową z Chinami.
Porozumienie między Kanadą i Chinami ma bardzo wąski zakres – dotyczy obniżenia chińskich ceł na eksportowany z Kanady olej rzepakowy oraz kanadyjskich ceł na niedużą liczbę samochodów elektrycznych importowanych z Chin. Prezydent Donald Trump zachowuje się jednak wobec Kanady coraz bardziej agresywnie.
Poprawa relacji z Chinami to, zdaniem części europejskich przywódców, sposób na wywarcie presji na Donalda Trumpa, który konsekwentnie psuje relacje transatlantyckie. W opozycji do Stanów Zjednoczonych, Chiny przedstawiają się jako godny zaufania i przewidywalny partner, a kolejne umowy handlowe zawierane z sojusznikami Stanów Zjednoczonych, to dla Pekinu wizerunkowy sukces.
Ale państwa europejskie mają bardzo ograniczone pole manewru w relacjach z ChRL, ponieważ wzajemne relacje cechuje niebezpieczne – zwłaszcza dla państw UE – uzależnienie od Chin w wielu dziedzinach. Odpowiadająca w pełni za politykę handlową UE Komisja Europejska dąży do zmniejszenia uzależnienia od Chin oraz zminimalizowania związanych z tym ryzyk.
Jak pisze Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w swojej analizie, już od 1997 roku UE notuje coraz większy deficyt w handlu towarami z Chinami – w 2024 r. wyniósł on aż 304,5 mld euro. W latach 2014–2024 unijny import z Chin wzrósł o ponad 100 proc., podczas gdy unijny eksport do Chin jedynie o 47 proc.
Analitycy PISM w swoim opracowaniu przywołują też ustalenia badaczy z Center for Economic Policy Research, którzy wyliczyli, że w latach 2017–2020 w krajach członkowskich UE dostęp do 240 produktów był w pełni zależny od zagranicznego importu, z czego z Chin pochodziła ponad połowa.
Niebezpiecznie duże jest też uzależnienie UE od współpracy z ChRL w sektorach strategicznych, np. medycznym (m.in. w odniesieniu do substancji czynnych do leków – API), obronnym i technologicznym (m.in. w związku z importowaniem z Chin przetworzonych surowców krytycznych), w infrastrukturze, w tym energetycznej (chińskie panele słoneczne, turbiny wiatrowe), elektromobilności, telekomunikacji i logistyce (m.in. w portach).
„Szybki rozwój relacji handlowych jest efektem wysokiej konkurencyjności chińskiej gospodarki oraz jej bezprecedensowego wzrostu w ostatnich dekadach, ale również bardzo dużej roli państwa w gospodarce” – piszą analitycy PISM.
Chiny to obecnie druga, po Stanach Zjednoczonych, największa gospodarka świata, z PKB o wartości 20,6 bln dolarów, niemal na równi z gospodarką UE. Unijne PKB w 2026 roku może sięgnąć 22,5 bln dol. Dla porównania PKB USA to ok. 31,8 bln dol.
Przeczytaj także: