0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

39 minut temu

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Były poseł Jacek Ż. zatrzymany przez CBA

Były poseł jest obiektem śledztwa Prokuratury Europejskiej. Był ważną postacią w aferze NCBiR

Co się wydarzyło

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dzisiaj Jacka Ż., byłego posła, współzałożyciela m.in. partii Porozumienie, byłego posła z list PO i PiS. Ż. spędził w Sejmie cztery kadencje. W latach 2020-2023 pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Zatrzymanie ma mieć związek ze śledztwem Prokuratury Europejskiej.

Jaki jest kontekst

Ż. w 2023 roku podał się do dymisji ze stanowiska rządowego w związku z aferą w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Zarządzał on wówczas tą instytucją.

NCBiR to rządowa agencja zajmująca się dystrybucją funduszy (unijnych i krajowych) przeznaczonych na badania i rozwój. W 2023 roku media ujawniły, że wielomilionowe dotacje rozdzielane przez tę instytucję otrzymują podejrzane podmioty, w niejasny sposób powiązane z władzą.

Najgłośniejsze przypadki opisywane przez media w tamtym czasie to przyznanie niemal 55 mln złotych z programu „Szybka Ścieżka” firmie prowadzonej przez 26-letniego Kacpra W. Firmę zarejestrowano na 10 dni przed terminem zgłaszania ofert w konkursie. Największą, prawie 123-milionową dotację przyznano firmie Piotra M., znajomego Jacka Ż.

Przeczytaj także:

12:02 21-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Alexander KAZAKOV / POOL / AFPPhoto by Alexander K...

Putin w Pekinie. Brak postępu w sprawie gazociągu Siła Syberii 2

Rosji zależy na sprzedaży miliardów metrów sześciennych gazu, który od kilku lat nie płynie do Europy. Chińczycy wiedzą, że Rosjanie są pod presją

Co się wydarzyło

Zakończyła się wizyta Władimira Putina w Pekinie. Tak jak pisaliśmy, w jej trakcie oba kraje podpisały wiele dokumentów dotyczących współpracy gospodarczej. W przemówieniach obu przywódców padło wiele słów na temat przyjaźni i współpracy pomiędzy oboma narodami. Poza dyplomatyczną fasadą działo się jednak znacznie więcej i nie wszystko poszło po myśli Rosjan.

W rosyjskiej delegacji znaleźli się m.in. szefowie kluczowych rosyjskich firm energetycznych – Gazpromu i Rosnieftu. Mimo tego żaden z podpisanych dokumentów nie wspomina o planowanym przez Rosję gazociągu Siła Syberii 2, choć przed wizytą Rosjanie sugerowali, że będzie to tematem „bardzo szczegółowch dyskusji”.

Putin zdawał się sugerować gotowość do prac nad projektem, gdy mówił w Pekinie, że Rosja gotowa jest „kontynuować stabilne, nieprzerwane dostawy wszelkiego rodzaju paliwa dla szybko rosnącego chińskiego rynku”.

Rzecznik Kremla Dimitrij Pieskow tak mówił o postępie rozmów na temat Siły Syberii 2:

„Osiągnęliśmy postęp. Doszliśmy do porozumienia w przypadku wielu głównych aspektów Siły Syberii 2. Należy podkreślić postęp, ale wciąż jeszcze musimy sfinalizować tę umowę”.

Wbrew opowieści Pieskowa, chińskie media głównie milczą na temat rzekomego wielkiego postępu w tej sprawie.

Jaki jest kontekst

Słowa Pieskowa to głównie dobra mina do złej gry. Rosjanie mają w dyskusjach gospodarczych z Rosją słabe karty. Projekt Siła Syberii 2 to gazociąg do jednego odbiorcy – Chin. Po ataku na Ukrainę w lutym 2022 roku Europa odwróciła się od rosyjskiej energii. A przekierowanie jej w innym kierunku wcale nie jest prostą operacją. Chiny wiedzą, że Rosja nie ma łatwych alternawyw. Mogą więc stawiać twarde warunki.

Gazociąg miałby dostarczać do Chin około 50 mld metrów sześciennych gazu. W 2021 roku Rosja dostarczyła do Europy 150 mld metrów sześciennych (W 2025 – 36). W obecnej sytuacji Chiny mogą spokojnie wymagać od Rosji jak najkorzystniejszej ceny i jak największych ilości gazu. To Rosji bardziej zależy na tym projekcie.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

10:18 21-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Timur Matahari / AFPPhoto by Timur Matah...

Zatrzymani Polacy we Flotylli dla Gazy. Sikorski: stanowczo potępiamy postępowanie Izraela

W ciągu ostatnich dni Izrael przechwycił wszystkie statki płynącej z misją humanitarną globalnej flotylli Sumud. Izraelski minister wykorzystał zatrzymania do demonstracji siły

Co się wydarzyło

„Polska stanowczo potępia postępowanie przedstawicieli władz Izraela wobec zatrzymanych przez armię izraelską aktywistów Global Sumud Flotilla, wśród których znajdują się polscy obywatele. Poleciłem wezwać niezwłocznie chargé d’affaires Izraela w Warszawie celem przekazania mu wyrazów naszego oburzenia oraz żądania przeprosin za skrajnie niewłaściwe zachowanie członka izraelskiego rządu” – napisał w mediach społecznościowych minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Chodzi o aktywistów globalnej flotylli Sumud, którzy płynęli w stronę Strefy Gazy z pomocą humanitarną. To kolejna tego typu inicjatywa, i kolejny raz zostaje zatrzymana przez Izrael na morzach międzynarodowych. Izraelskie wojsko przechwyciło kilkadziesiąt statków. Wśród zatrzymanych jest cała polska delegacja: Kareem Awad, Łukasz Kozak i Agata Wisłocka. Izraelczycy zatrzymali ich w poniedziałek i wtorek.

Gdy minister Sikorski mówi o niewłaściwym zachowaniu członka izraelskiego rządu, chodzi mu o Itamara Ben Gwira. Wczoraj Ben Gwir opublikował filmik, na którym widać, jak ostro traktowani są zatrzymani aktywiści. Widać na nim m.in. przemoc wobec jednej z zatrzymanych. Ben Gwir na filmie wielokrotnie się uśmiecha, wymahuje też flagą izraelską.

Co ciekawe, na film zareagował izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa'ar. Napisał do Ben Gwira wprost, że spowodował szkody dla Izraela swoim żenującym przedstawieniem.

Radosław Sikorski domaga się natychmiastowego uwolnienia aktywistów. „To, że MSZ odradzało polskim obywatelom wyjazd do Izraela i Palestyny, nie oznacza, że akceptujemy naruszanie ich praw i ich godności” – dodał minister w swoim wpisie.

Jaki jest kontekst

Itamar Ben Gwir to najbardziej ekstremistyczna twarz i tak skrajnie prawicowego rządu Izraela. Polityk ten jest liderem ultranacjonalistycznej, antyarabskiej partii Żydowska Siła, przez wielu komentatorów opisywanej jako jawnie faszystowska. Żydowska Siła ma dziś sześciu przedstawicieli w Knesecie, a bez nich rząd Benjamina Netanjahu nie ma większości. W rządzie pełni funkcję ministra bezpieczeństwa narodowego.

Sytuacja humanitarna w Strefie Gazy jest daleka od normalności. Choć od października 2025 trwa zawieszenie broni, izraelska armia regularnie przeprowadza ataki na cele w Strefie; a także sukcesywnie zagarnia ziemię pod swoją kontrolę. Negocjacje co do kolejnych kroków z październikowego porozumienia stanęły w miejscu. Na dziś trudno wyobrazić sobie, by dało się w najbliższym czasie wrócić do realizacji ówczesnych ustaleń, wśród których było dobrowolne rozbrojenie Hamasu.

Pomoc, jaką wiozła flotylla, nie rozwiązałaby problemów żywnościowych Strefy Gazy. To symboliczna misja, która ma przypominać o tym, że sytuacja Palestyńczyków mieszkających w Strefie Gazy dalej jest bardzo trudna. Izrael nie zamierza jednak zezwolić nawet na symboliczną pomoc.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

08:32 21-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Senat odrzucił referendum prezydenta. Kosztowałoby 375 mln zł

Nie będziemy odpowiadać na pytanie prezydenta, które specjaliści uznali za wyjątkowo tendencyjne

Co się wydarzyło

„Wobec wyników głosowania stwierdzam, że Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta Polski ogólnokrajowego referendum i przyjął uchwałę w tej sprawie” – powiedziała po głosowaniu marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.

W senackim głosowaniu wzięło udział 95 senatorów. Przeciwko organizacji referendum było 62, przeciwko – 32. Jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Chodziło o referendum, w którym Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest pan/pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”

Według Państwowej Komisji Wyborczej przeprowadzenie referendum kosztowałoby niemal 375 mln zł. Podczas debaty senacki sprawozdawca Stanisław Gawłowski z Koalicji Obywatelskiej powiedział:

„374 miliony 900 tysięcy złotych na pytanie, które w zasadzie nie spełnia norm konstytucyjnych i które odnosi się do przeszłości. Nic nie daje na przyszłość, bo nie wiadomo, co z tego pytania władza publiczna, wysoki Senat, wysoki Sejm, rząd miałby zrobić. Bez względu na to, jaka będzie odpowiedź”.

Wyniki głosowania w Senacie skomentował w mediach społecznościowych szef prezydenckiego gabinetu Paweł Szefernaker:

„To głosowanie przeciwko prawu Polaków do wypowiedzenia się w sprawie rachunków, miejsc pracy i przyszłości naszej gospodarki” – napisał.

Jaki jest kontekst

Eksperci od polityki klimatycznej i energetycznej zgodnie oceniali, że zaproponowane przez Karola Nawrockiego pytanie jest tendencyjne.

„Wystąpienie prezydenta jest wyreżyserowanym komunikatem politycznym. Ceny rosną, więc trzeba było wskazać, a raczej wymyślić winnego. Już samo pytanie referendalne zostało sformułowane w sposób niepoważny” – komentował dla OKO.press Wojciech Kukuła, członek zarządu fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Przy innym sformułowaniu pytania badania pokazują, że Polacy popierają transfrmację energetyczną. Pracownia More in Common od kilku lat bada opinie Polaków o polityce klimatycznej i środowiskowej. Badanie z sierpnia 2025 roku pokazało, że Polacy wskazują OZE jako główne źródło energii dla Polski za 20 lat – opcję tę wybrało 59 proc. respondentów. Na drugim miejscu jest energetyka jądrowa (49 proc.) a dopiero na trzecim – węgiel (21 proc.).

Prezydent najpewniej wiedział, że pytanie to zostanie odrzucone przez większość parlamentarną. To polityczny zabieg, który pozwoli prezydentowi i opozycji z PiS mówić: rządzący boją się Polaków i ich opinii, wolą służyć unijnym elitom.

W XXI wieku odbyły się w Polsce trzy ogólnopolskie referenda. Pierwsze w 2003 roku dotyczyło akcesji do Unii Europejskiej. Dwa kolejne miały wymiar czysto polityczny i nie zostały potraktowane poważnie przez wyborców. W 2015 roku Bronisław Komorowski próbował przed drugą turą wyborów prezydenckich odzyskać inicjatywę polityczną i zaproponował referendum w sprawie trzech kwestii, w tym wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Referendum odbyło się we wrześniu 2015 roku, frekwencja wyniosła zaledwie 7,8 proc. i trudno będzie ten wątpliwy rekord pobić.

Podobnie do sprawy podeszło PiS w 2023 roku. Wraz z wyborami parlamentarnymi, partia Jarosława Kaczyńskiego zorganizowała referendum z pięcioma pytaniami, sformułowanymi podobnie, jak propozycja Karola Nawrockiego (m.in. „Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?”). Wyborcy masowo odmawiali przyjęcia kart referendalnych. Frekwencja w wyborach parlamentarnych przekroczyła 74 proc., w referendum była poniżej 41 proc. Z referendum i jego wyników nic nie wyniknęło.

Referendum Karola Nawrockiego próbowało kontynuować tę tradycję, ale nie zapisze się w historii jak dwa poprzednie referenda, bo się nie odbędzie.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

19:17 20-05-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Tysiące ludzi na marszu przeciwko Zielonemu Ładowi

Tysiące osób, m.in. związkowców Solidarności, protestowało w Warszawie przeciw ETS i Zielonemu Ładowi. W proteście uczestniczyli też politycy prawicy – zarówno z PiS, jak i z Konfederacji oraz otoczenia prezydenta.

Co się wydarzyło?

Kilkanaście tysięcy osób przeszło w środę ulicami Warszawy w marszu organizowanym przez NSZZ „Solidarność” pod hasłem „Razem dla Polski i Polaków”. Protestujący sprzeciwiali się unijnej polityce klimatycznej, systemowi ETS, Zielonemu Ładowi, umowie UE–Mercosur oraz polityce migracyjnej UE.

Demonstracja rozpoczęła się na placu Zamkowym, następnie przeszła pod Pałac Prezydencki i Senat. W marszu uczestniczyli związkowcy z całego kraju – m.in. górnicy, energetycy, stoczniowcy, strażacy i nauczyciele. W tłumie dominowały biało-czerwone flagi, transparenty przeciw Zielonemu Ładowi i hasła wymierzone w rząd Donalda Tuska.

W demonstracji licznie uczestniczyli politycy prawicy. Obecni byli m.in. politycy PiS, Konfederacji oraz działacze Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza. W demonstracji wziął udział były minister edukacji, wiceprezes PiS Przemysław Czarnek, kandydat partii na premiera w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Czarnek podczas demonstracji przekonywał, że polityka klimatyczna UE prowadzi do „deindustrializacji Polski” i wzrostu cen energii. „Tysiące ludzi Solidarności na ulicach Warszawy dzisiaj mówią: Zielony Ład nas wykończy. A my mówimy: nie dopuścimy do tego. Mamy gotową receptę na wyjście Polski z ETS-u, mamy gotową receptę na obniżenie rachunku za ciepło, za prąd, nawet o połowę. Mamy gotową receptę na ratowanie miejsc pracy w Polsce” – mówił polityk PiS.

Na wcześniejszej konferencji w Sejmie Przemysław Czarnek apelował do senatorów o zgodę na organizację zaproponowanego przez prezydenta referendum dotyczącego polityki klimatycznej UE. Twierdził, że Zielony Ład prowadzi do ucieczki firm z Polski i grozi utratą miejsc pracy. „To jest temat być albo nie być Polski. Jej suwerenności gospodarczej, jej możliwości rozwojowych” – mówił.

Pod Pałacem Prezydenckim do uczestników przemawiał Paweł Szefernaker z Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego. Dziękował „Solidarności” za wsparcie udzielone Nawrockiemu w kampanii prezydenckiej i podkreślał, że postulaty protestujących są częścią programu nowego prezydenta. „Dzisiaj trzeba doprowadzić do zmiany w Europie i także do zmiany w Polsce. Bez was tego się nie uda” – mówił.

W marszu uczestniczył też wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji. „Tysiące ludzi zgromadzonych dziś na proteście w Warszawie wyraża zdecydowany sprzeciw wobec szkodliwej, kosztownej i absurdalnej unijnej polityki klimatycznej” – napisał później w mediach społecznościowych. Ocenił, że Zielony Ład „niszczy konkurencyjność polskiej gospodarki i ogranicza niezależność energetyczną”.

Do protestu odniósł się również Jarosław Kaczyński. Prezes PiS napisał w mediach społecznościowych, że „patriotyczna Polska się budzi”, a demonstracja pokazuje sprzeciw wobec „fatalnych działań rządu Tuska”.

Marsz przebiegł spokojnie, choć spowodował poważne utrudnienia komunikacyjne w centrum Warszawy. Około godz. 15 uczestnicy zaczęli się rozchodzić.

Jaki jest kontekst?

Protest odbył się w dniu debaty Senatu nad wnioskiem prezydenta Karola Nawrockiego o przeprowadzenie 27 września referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej. Pytanie ma brzmieć: „Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Aby organizacja referendum była możliwa, zgodę musi wyrazić Senat. Jak dotąd wniosek o przeprowadzenie referendum odrzuciły połączone komisje Unii Europejskiej, gospodarki narodowej, infrastruktury, klimatu oraz rolnictwa.

PiS oraz związana z nim „Solidarność” próbują ponownie uczynić sprzeciw wobec Zielonego Ładu, ETS i polityki migracyjnej jednym z głównych tematów nadchodzącej kampanii parlamentarnej.

Przeczytaj także: