0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 09.08.2025 Krapiel ( a z kreska ) , woj. Zachodniopomorskie . Prezydent RP Karol Nawrocki podczas spotkania z rolnikami . Prezydent podpisal projekt inicjatywy ustawodawczej ws. ochrony polskiej wsi , ktory ma pomoc przeciwdzialac umowie miedzy Unia Europejska a krajami Mercosur . Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.pl09.08.2025 Krapiel (...

„Zwracam się do państwa w sprawie, która dotyczy życia milionów polskich rodzin” – powiedział w nagranym wystąpieniu Karol Nawrocki.

Chodzi o podejście Polaków do unijnej polityki klimatycznej, która – według prezydenta Polski – przynosi naszemu krajowi straty. „Żyjemy w czasach wielkich przemian. Decyzje podejmowane dziś, będą miały wpływ na nasze życie przez długie lata” – przekonuje prezydent.

I właśnie dlatego chce, by w tej sprawie zwołano referendum. Z wnioskiem o to zwrócił się już do Senatu.

Pytanie, które miałoby się znaleźć na karcie do głosowania, jest według Nawrockiego „proste i uczciwe”. Brzmi: „Czy jest pan/pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?".

Tak postawione pytanie zupełnie inaczej odbierają zajmujący się polityką klimatyczną i środowiskową eksperci. Jedni upatrują w tym kolejny krok w stronę „polexitu”, drudzy nie mogą się nadziwić, jak niepoważnie swoich wyborców traktuje prawica. Jeszcze inni mówią wprost, że to obraza naszej inteligencji.

Wszyscy są zgodni w jednym: trudno o pytanie bardziej tendencyjne.

Czy chcesz, by odpadły ci nogi?

„Wystąpienie prezydenta jest wyreżyserowanym komunikatem politycznym. Ceny rosną, więc trzeba było wskazać, a raczej wymyślić winnego. Już samo pytanie referendalne zostało sformułowane w sposób niepoważny” – komentuje dla OKO.press Wojciech Kukuła, członek zarządu fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Według niego równie dobrze można by spytać, czy mamy ochotę na lekarstwo na ból głowy, od którego od razu odpadają nogi. „Lekarstwa raczej nie weźmiemy, nawet jeśli odpadające nogi to nieprawda. Przykład jest groteskowy, ale tak właśnie wygląda pytanie sugestywne – retoryczna technika manipulacyjna, której sztab Nawrockiego użył dziś bezwstydnie” – twierdzi Kukuła.

I dodaje:

„Szczerze mówiąc, jest to obraza naszej inteligencji jako Polek i Polaków. Szkoda, że wychodzi od człowieka, który ma nas reprezentować i powinien nas szanować”.

Podobnie widzą to inni. „Tak postawione pytanie jest jawnie tendencyjne i jest robieniem sobie po prostu żartów z instytucji referendum i głosu obywateli” – uważa Mikołaj Gumulski, ekspert Greenpeace Polska specjalizujący się w polityce klimatycznej.

Nawrocki żeruje na Polakach…

W słowach nie przebierają też inni.

„Od kilkudziesięciu lat politycy słyszeli o tym, że klimat się zmienia i trzeba coś z tym zrobić, ale łatwiej było im szukać winnych zaniechań niż budować koalicje wokół skomplikowanego problemu. Teraz, gdy się okazuje, że prawa fizyki nie zmieniły się nagle i wciąż mamy problem z praktycznie ciągłą suszą, powodziami i brakiem wody, pojawił się nowy winny: polityka klimatyczna. Efekt mamy taki, że robota jest nie zrobiona, obywatel ma drożej, nikt nie może mu pomóc, a widzi polityków dowolnej frakcji mówiących, że to nie oni, to tamci” – załamuje ręce Michał Brennek, doktorant z Instytutu Geofizyki PAN Polskiej Akademii Nauk.

„Prezydent Nawrocki rzucił na stół polityczny slogan, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i cynicznie wykorzystuje swoją pozycję, by zbić kapitał dla swojej partii.

Żerowanie na tym, że Polacy – od lat zalewani antyunijną propagandą z Rosji – nie wiedzą już komu ufać, jest poniżej godności głowy państwa”

– komentuje dla OKO.press Diana Maciąga, specjalistka ds. energii i klimatu z Polskiej Zielonej Sieci.

Według Adama Traczyka, dyrektora wykonawczego More in Common Polska, inicjatywa referendalna ma jasny cel polityczny: wskazanie kozła ofiarnego ewentualnych wzrostów cen energii poza swoim obozem politycznym.

„Polska prawica przestała traktować swoich wyborców poważnie. To za jej czasów, z dużym poparciem społecznym, zaczęły się wielkie inwestycje w odnawialne źródła energii. Dziś dostajemy »OZE-SROZE«-bis. Nielogiczną, niespójną i nieprzekonującą narrację polityczną zastępującą realne rozwiązania. Zamiast szukać sposobów utrzymania niskich rachunków i przyspieszenia inwestycji w energetyce, mamy kolejną odsłonę politycznego teatru” – ocenia Traczyk.

Przeczytaj także:

Polityka klimatyczna? Polacy są „za”

Słowa Traczyka przywołujemy nieprzypadkowo. Pracownia More in Common od kilku lat bada opinie Polaków o polityce klimatycznej i środowiskowej. I tak badanie z sierpnia 2025 roku pokazało, że Polacy wskazują OZE jako główne źródło energii dla Polski za 20 lat – opcję tę wybrało 59 proc. respondentów. Na drugim miejscu jest energetyka jądrowa (49 proc.) a dopiero na trzecim – węgiel (21 proc.).

W badaniu tym spytano też Polaków o podejście do farm wiatrowych. Ich rozwoju chce 64 proc. osób, a tylko 24 proc. jest przeciwko. Co więcej, więcej zwolenników niż przeciwników wiatraków znajdziemy nie tylko wśród wyborców Lewicy czy Koalicji Obywatelskiej, lecz także wśród osób popierających PiS i Konfederację. Wyjątkiem jest tu tylko utworzona przez Grzegorza Brauna Konfederacja Korony Polskiej. Mimo wyraźnego poparcia społecznego prezydent Nawrocki postanowił jednak o zawetowaniu ustawy wiatrakowej.

Ale podobnych opracowań jest więcej. Na przykład z badania pracowni CORE wynika, że zdaniem 65 proc. Polaków nasza gospodarka może skorzystać na polityce klimatycznej.

Co ważne, dowodem na zainteresowanie społeczeństwa transformacją mogą też być ich decyzje inwestycyjne. W Polsce mamy już ponad 1,5 mln gospodarstw z przydomową fotowoltaiką. Jak niedawno pisaliśmy, w grudniu 2025 roku pojazdy elektryczne odpowiadały już za 20 proc. sprzedaży samochodów w Polsce. W obu przypadkach kluczem do sukcesu były rządowe programy wsparcia. Jeżeli politycy pomagają więc w transformacji, zainteresowanych udziałem w niej nie brakuje. Jeżeli wzorem Nawrockiego blokują ją i zniechęcają Polaków swoimi kampaniami, zainteresowanie spada.

Kłamstwa i manipulacje polityków wpływają też na to, jak Polacy postrzegają bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. W ostatnich latach importujemy prawie połowę energii, w tym niemal 100 proc. ropy i ponad 80 proc. gazu. Mimo to z niedawnego badania Ørsted wynika, że zdaniem 44 proc. ankietowanych Polska jest niezależna energetycznie.

Zagrywka pod wybory… i „polexit”?

Jakub Gogolewski z fundacji Mission Possible uważa, że w pewien sposób funkcję referendum w sprawie polityki klimatycznej UE wypełnią przyszłoroczne wybory parlamentarne. „Widać, że prawica oraz prezydent chcą z polityki klimatycznej oraz Zielonego Ładu uczynić kwestię wojny kulturowej” – twierdzi Gogolewski.

Według niego prezydent nie gra przy tym wyłącznie pod Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera, ale na cały prawicowo-konserwatywny elektorat. A także na niechęć tego elektoratu do nieuniknionych zmian, takich jak spadek liczby ludności, starzejące się społeczeństwo, wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy i „nową normalność” w zakresie bezpieczeństwa.

„Myślę, że zarówno prawica, jak i Nawrocki, dość sprytnie próbują połączyć w głowach odbiorców niechęć do bardzo silnych zmian, które będą konieczne z wielu różnych powodów, z koniecznością zmiany wynikającej z polityki klimatycznej UE”

– ocenia Gogolewski.

Zdaniem prof. Zbigniewa Karaczuna z SGGW, który od lat bada wpływ zmiany klimatu i degradacji środowiska na rolnictwo, ostatecznym celem prawicy może być wręcz „polexit”.

„Ta inicjatywa mnie nie zaskakuje. To element działań części polskich polityków mająca na celu wyprowadzenie Polski ze struktur Unii Europejskiej. Od pewnego czasu obserwujemy, że politycy Konfederacji i PIS namawiają do opuszczenia UE, teraz włączył się w to prezydent, który już od pewnego czasu opowiada jaka ta Unia jest zła” – zauważa prof. Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Nawrocki zapewnia: To nie „polexit”

Karol Nawrocki przekonuje, że nie to jest celem referendum.

„Chcę jasno powiedzieć: to referendum nie jest przeciwko ochronie środowiska czy naszemu członkostwu w zjednoczonej Europie. Ono jest za prawem Polaków do decydowania o tempie zmian, ich zakresie i kosztach, jakie ponoszą. Jest decyzją za przyszłością, za normalnością, ale przede wszystkim jest wyrazem prawa do wolnego i suwerennego decydowania o własnym losie” – powiedział prezydent podczas wystąpienia.

Nawrocki zaznaczył przy tym, że w ten sposób wywiązuje się ze zobowiązania, jakiego podjął się w ramach zawartego w trakcie kampanii porozumienia z NSZZ „Solidarność”.

„Zadeklarowałem w nim między innymi, że podejmę działania hamujące negatywne skutki wynikające z polityki Europejskiego Zielonego Ładu, w tym w szczególności złożę do Senatu RP wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie implementacji założeń polityki klimatycznej Unii Europejskiej” – wyjaśnia prezydent.

Dlaczego Nawrocki nie jeździ do Brukseli?

W zamieszczonym na stronie prezydenta uzasadnieniu do referendum znajduje się też wyjaśnienie, co kryje się za odpowiedzią „nie” – czyli sprzeciwem Polaków wobec polityki klimatycznej UE.

I tak oznacza to zobowiązanie właściwych organów państwa do:

  • aktywnego działania w ramach UE na rzecz zablokowania obecnych regulacji klimatycznych, których koszty są zbyt wysokie dla polskich obywateli, polskiej gospodarki oraz polskiego rolnictwa;
  • wynegocjowania dla Polski wyjątków i zwolnień, które ochronią polski przemysł i obywateli przed obciążeniami polityki klimatycznej;
  • wprowadzenia systemu finansowej ochrony przed kosztami polityki klimatycznej, który powinien objąć gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, a w szczególności przemysł i rolnictwo.

„Czyli referendum nie będzie miało skutków prawnych, tylko będzie sygnałem dla rządu, żeby aktywnie negocjował w Brukseli, co i tak robi. System finansowej ochrony to już zadanie na poziomie krajowym – w tym przypadku prezydent mógłby zaproponować konkret poprzez projekt ustawy, zamiast uruchamiać referendum” – zauważa Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform, który działa na rzecz transformacji energetycznej Polski.

„Jakby ekipa prezydenta chciała coś zmienić, to by jeździła do Brukseli. Zadajmy pytanie o to, ile razy urzędnicy prezydenta i on sam byli w Brukseli, ile razy złożyli swoje uwagi w konsultacjach publicznych, tak jak to robią inne państwa. Zwykły obywatel może to zrobić, tym bardziej pan prezydent” – komentuje Michał Hetmański, prezes specjalizującej się w energetyce fundacji Instrat.

I dodaje: „To klasyczne odwracanie uwagi od realnych problemów. Jak chcemy zmieniać europejską politykę, to musimy aktywnie ją współtworzyć – jak przystało na szósty największy kraj w UE i 20. największą gospodarkę na świecie”.

Transformacja to korzyści

Sven Harmeling, który kieruje sprawami klimatu w ogólnoeuropejskie organizacji CAN Europe, widzi w inicjatywie prezydenta próbę oddania głosu tym, którzy dziś czują się niesłyszani. „Ale jednocześnie daje ludziom mylne nadzieje, bo nie ma podstawy prawnej i procedur dla roli referendów w odchodzeniu od polityk UE” – tłumaczy w rozmowie z OKO.press.

Według niego z prawnego punktu widzenia takie referendum nie zmieniłoby więc niczego. „Polscy decydenci od lat dążą do ograniczania ambicji polityki klimatycznej UE i postulują łagodniejsze regulacje, dlatego w tym sensie referendum nie wniosłoby zasadniczo nowego przekazu” – twierdzi Harmeling.

Ekspert CAN Europe podkreśla przy tym, że przyjęta przez Nawrockiego narracja pomija płynące z polityki klimatycznej korzyści. „Polska odnotowała ostatnio ogromny wzrost wykorzystania odnawialnych źródeł energii i znacznie więcej osób i firm dostrzega korzyści: mniejsze uzależnienie od importu paliw kopalnych, większe bezpieczeństwo energetyczne i niższe ceny, a także czystsze powietrze” – wylicza.

Podobnie widzi to Kukuła. „Wystąpienie prezydenta sprawiało wrażenie politycznego spektaklu, w którym fakty dotyczące transformacji energetycznej zostały podporządkowane interesowi nadchodzącej kampanii wyborczej i walki o prawicowy elektorat. Rozwój czystej energii to korzyść dla obywateli i gospodarki. Niestety, na blokowaniu tych zmian zyskują przede wszystkim ci, którzy budują na tym polityczne emocje. Szkoda, że w tym gronie jest również głowa państwa. Na szczęście na ten ból głowy też są lekarstwa – takie jak prawo i prawda” – ocenia ekspert fundacji ClientEarth.

Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci: „Niech brexit będzie lekcją, że takie igranie z ogniem może doprowadzić do decyzji, których potem będą żałować całe pokolenia. Włącznie z tymi, którzy je wcześniej popierali, bo uwierzyli grupie żądnych władzy radykałów".

Na zdjęciu Szymon Bujalski
Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.

Komentarze