Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Do politycznej awantury doszło podczas obrad Rady Miasta Poznania, gdzie dyskutowano nad absolutorium i wotum zaufania dla prezydenta miasta. Jacek Jaśkowiak został przez jednego ze wzburzonych mieszkańców zaatakowany tortem. Zatrzymała go policja. „To był fizyczny atak w miejscu pracy” – grzmi prezydent Poznania.
„Pycha kroczy przed upadkiem” – krzyczał wyprowadzany przez policjantów mężczyzna, który podczas sesji Rady Miasta Poznania zaatakował prezydenta miasta tortem.
Było króko po godzinie 10. Prezydent najpierw przedstawił raport o stanie miasta, a potem usiadł na ławce, czekając na udzielenie mu absolutorium i wotum zafuania. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupa osób. Większość rozdawała radnym ulotki z hasłem: „Wilczy bilet dla Jacka Jaśkowiaka za antyspołeczną politykę”. Jeden z nich wykrzyczał: „Pogrążasz to miasto (...) i właśnie na to zasługujesz”. Potem uderzył prezydenta tortem z bitą śmietaną. Moment ataku uwiecznili m.in. dziennikarze lokalnego „Głosu Wielkopolski”.
„To był fizyczny atak w miejscu pracy. Pewnie mam zniszczony garnitur, może mi się uda go uratować” – mówił dziennikarzom tuż po incydencie prezydent Jaśkowiak. I wskazywał, że za atakiem mogą stać anarchiści i symaptycy partii Razem, która już potępiła atak tortem. „Dobrze, że to nie był kwas solny, bo przecież mógł być!” – grzmiał prezydent Poznania.
Atak skrytykowali lokalni działacze tak obozu władzy, jak i opozycji wobec Jaśkowiaka.
Jak wskazuje Piotr Żytnicki z poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej” tortem rzucił jeden z poznańskich anarchistów związanych z kolektywem Rozbrat. Środowisko to wspiera protest mieszkańców osiedla Maltańskiego, wokół którego od miesięcy toczy się spór.
Osiedle bowiem formalnie należy do Kościoła, a mieszkańcy (ponad sto rodzin) płacili za dzierżawę terenu symboliczne pieniądze. Archidiecezja w styczniu tego roku sprzedała ten teren za, bagatela, 421 milionów złotych. Deweloper chce zbudować tu nowe osiedle, a dotychczasowym mieszkańcom polecono się wyprowadzić.
Co wspólnego z tą sytuacją ma prezydent? Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego liczy na pomoc miasta, w tym np. wykup tego terenu czy zamianę działek z kościołem, na co prezydent zgodzić się nie chce. Mieszkańców w sporze wspierają anarchiści i przedstawiciele partii Razem.
Nie wiadomo, jakie konsekwencje grożą mężczyźnie, który zaatakował prezydenta Poznania tortem. Przed ponad dekadą, w czerwcu 2013 roku Zygmnut Miernik rzucił tortem w tył głowy sędzi Anny Wielogolewskiej w czasie procesu Czesława Kiszczaka. Mężczyznę skazano na karę więzienia m.in. za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie sędziego w czasie sprawowania urzędu.
„Swoboda dotyczy różnych metod ekspresji (nie tylko słowa, ale i innych form artystycznych, a nawet w pewnym zakresie krzyku i hałasu, a także takich form protestu jak np. kładzenie się przed maszynami w proteście przed budową autostrady). Istotne tu jest jednak, że te formy wyrazu nie naruszają nietykalności cielesnej osoby, wobec której są kierowane. W przypadku działania pana Miernika doszło tymczasem do naruszenia nietykalności cielesnej sędziego. To, że był to akt publiczny rejestrowany przez media, nie powoduje, że należy traktować to zachowanie wyłącznie jako noszące cechy dozwolonej krytyki. Naruszenie nietykalności zwykłego obywatela – nie pełniącego funkcji publicznej – też jest czynem zabronionym i karalnym” – twierdził wówczas Rzecznik Praw Obywatelskich.
Przeczytaj także:
Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej. Informację oficjalnie potwierdziła policja i prokuratura. Jedna z hipoteza zakłada, że była to egzekucja. Śledczy zatrzymali dwóch Białorusinów, ale nikomu nie postawiono zarzutów.
„W toku szeroko zakrojonych działań śledczych doszło do zatrzymania dwóch obywateli z Białorusi. Mężczyźni, w wieku około 33 i 37 lat, zostali zatrzymani w okolicy białoruskiego konsulatu w Białej Podlaskiej” – przekazał dziennikarzom Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie.
Śledczy oficjalnie potwierdzili, że rosyjski artysta i krytyk Władimira Putina, Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej.
Do zabójstwa doszło w poniedziałek 15 czerwca rano, między 9:30 a 9:45, na jednym z osiedli na parkingu za pawilonami handlowymi na ulicy Królowej Jadwigi. „Do ofiary podszedł mężczyzna, oddał trzy strzały z broni krótkiej. Gdy pokrzywdzony upadł na chodnik, mężczyzna podszedł i oddał jeszcze dwa strzały” – opisuje prokurator Marcin Kozak, rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która przejęła sprawę od Prokuratury Rejonowej. Kuzowkow został śmiertelnie zraniony w głowę i klatkę piersiową. Na wtorek zaplanowano sekcję zwłok artysty.
„Komendant policji od razu powołał wszystkich policjantów do służby. Zarządzono alarm” – opisuje Fijołek z policji w Lublinie. Na komendzie zawiązano specjalną grupę śledczą, wystosowano również apel do mieszkańców Białej Podlaskiej i potencjalnych świadków zdarzenia o kontakt.
Jak potwierdza prok. Kozak śledczy zatrzymali dwóch obywateli Białorusi. Mężczyznom nie postawiono zarzutów, ich związek ze sprawą jest jeszcze przedmiotem ustaleń. Policjanci odblokowali ulice, nie prowadzą już patroli na granicach miasta.
„Może się okazać, że mamy do czynienia ze zbrodnią polityczną i zabójstwem na zlecenie” – pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Skriepecki był bowiem niewygodny dla reżimu Władimira Putina ze względu na swoją działalność, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
Skriepecki przyjechał do Polski w 2021 roku. Trafił do ośrodka dla uchodźców w Białej Podlaskiej, a gdy z niego wyszedł, zamieszkał w mieście w granicą. Biała Podlaska to miasto położone blisko granicy z Białorusią, dlatego mieszka tam wielu uchodźców z tamtego państwa.
Skriepecki jeździł jednak po różnych krajach europejskich. Organizował w nich akcje ośmieszające Putina. W ostatni weekend był w Berlinie, gdzie chodził po ulicach z portretem Stalina w rękach i przywiązaną do spodni flagą Rosji, która ciągnęła się za nim po ziemi. Śpiewał też własną wersję radzieckiej piosenki „Sołnecznyj krug”. Robił to w czasie, gdy w rosyjskiej ambasadzie odbywały się uroczystości z okazji państwowego święta – Dnia Rosji.
Jak pisze Mierzyńska, artysta po akcji w Berlinie miał dostawać pogróżki. Ostatni wpis, prezentujący groźby śmierci, opublikował na swoim kanale na Telegramie w poniedziałek, krótko po godzinie 8.
Przeczytaj także:
Założyli zielone ubrania przypominające żołnierskie mundury, naszyli flagą biało-czerwoną i chodzą po korytarzach warszawskiego Dworca Centralnego legitymując osoby, które mogą być obcokrajowcami. Członkowie grupy Bronimy Polskiej Granicy najpierw paradowali wzdłuż wschodniej granicy. Potem na wiecach Grzegorza Brauna. Teraz „tropią” ludzi w centrum Warszawy
Od niedzieli do sieci trafiają krótkie filmy promujące nocną działalność grupy Bronimy Polskiej Granicy – samozwańczych „obrońców” znanych między innymi z tropienia migrantów na granicy polsko-białoruskiej, których ... nie mogli znaleźć. Ich działalność, skoncentrowana głównie na nakręcaniu spirali nienawiści i autopromocji, dokładnei opisała w OKO.press Anna Mierzyńska.
Przeczytaj także:
Na filmach opublikowanych w niedzielę i poniedziałek widać, jak grupa mężczyzn, ubrana w charakterystyczne uniformy do złudzenia przypominające oficjalne stroje strażników, przechadza się w nocy po Dworcu Centralnym i legitymuje, wypytuje, nachodzi osoby, które wyglądają na obcokrajowców.
„Będziemy wypytywali, skąd są ci przybysze, po co tu przyjechali” – odgraża się jeden z mężczyzn na filmie. „Takich patroli będzie coraz więcej, nie tylko w Warszawie, ale i całej Polsce” – słychać w nagraniu. Materiały opublikował Paweł Jaworski, założyciel wspólnoty „Żołnierze Chrystusa”, jeden z liderów Marszu Niepodległości, opisany m.in. przez „Newsweeka”. Niegdyś chronił kraj przed społecznością LGBT. Potem atakował uczestniczki Strajku Kobiet. Dziś uderza w migrantów.
Kamil Syller, prawnik i aktywista, już zaapelował do PKP o zwrócenie uwagi na mężczyzn i wyciągnięcie konsekwencji z ich działań.
Jak podał Paweł Marcinkiewicz z „Gazety Wyborczej”, który opisał działalność nocnych ultraprawicowych bojówek w rejonie Dworca Centralnego, sprawę bada również Stołencza Policja.
Weryfikujemy te informacje – mówi mł. asp. Jakub Pacyniak, rzecznik Komendy Rejonowej Policji nr 1. Zapowiada, że reakcja policji, jeśli doniesienia na temat patroli się potwierdzą, będzie stanowcza. – Nie ma naszej zgody, by ktoś podawał się za funkcjonariuszy – zapewnia.
„To wyzwanie rzucone państwu. Wiadomo, że celem tych patroli jest wytworzenie atmosfery strachu” – mówi „Wyborczej” prof. Rafał Pankowski, współzałożyciel Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”.
Działanie grupy wpisuje się bowiem w coraz poważniejszą spiralę nienawiści wobec obcokrajowców. Nie chodzi tylko o hejterskie wiadomości i nagonkę w sieci, ale i bezpośrednie akty przemocy.
W piątek taksówkarz z Azerbejdżanu został pobity przy Dworcu Gdańskim w Warszawie. 8 czerwca w Sulechowie osiemnastolatek zaatakował siedzącego na przystanku obcokrajowca, zabrał mu plecak z dokumentami, a następnie spalił go wraz z zawartością. Kieleccy radni pod koniec tygodnia woleli oddać piętnaście starych, zużytych i nienadających się do jazdy po polskich drogach autobusów ukraińskiej Winnicy, bo ci „nie są dość wdzięczni”. Prezydent Karol Nawrocki rozważa odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. A pod koniec maja w Lublinie wybuchła afera dotycząca studiujących tam (od lat) obcokrajowców z Afryki.
„Jeśli naprawdę chcecie Polski, gdzie jest tylko jeden wzór etniczny i polityczny, to w tej Polsce będzie jedno miejsce, tylko dla jednego człowieka. Janusz Kowalski. Tak, to brzmi arcypolsko. Miejsca dla innych już nie będzie” – mówił 10 czerwca w Sejmie premier Donald Tusk, przestrzegając przed „marszem w stronę brunatnego krajobrazu”, którą to drogą prowadzi Polskę prawica w swej coraz bardziej i bardziej radykalnej kampanii nienawiści.
Jak jednak wskazał Witold Głowacki, Tusk i polityka prowadzona przez niego i jego rząd wobec Ukraińców i Ukrainy w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy doskonale wpisuje się w ten brunatny marsz. „Tusk mówi więc zupełnie co innego, niż rzeczywiście robi. A część odpowiedzialności za postępujące brunatnienie Polski ponosi on sam wraz ze swoją formacją” – pisał nasz dziennikarz.
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony, atakujące Moskwę od tygodnia, przebiły się w końcu przez obronę. Płonie moskiewska rafineria Kapotnia
Mer Moskwy Siergiej Sobianin ogłosił, że 16 czerwca po godzinie 5:00 rano obrona miasta zestrzeliła 60 dronów podczas zbliżania się do stolicy. Wszystkie cztery moskiewskie lotniska – Szeremietiewo, Domodiedowo, Wnukowo i Żukowski – zostały zamknięte. Dopiero rano ograniczenia zostały zniesione — podaje portal Meduza.
Ukraiński kanał telegramowy Exilenova+ donosi, że w moskiewskiej rafinerii Kapotnia wybuchł pożar po ataku drona. Władze Moskwy wkrótce potwierdziły atak na rafinerię. Położona jest 15 km od Kremla. Sobianin poinformował, że jeden z dronów uszkodził rafinerię. Nie było ofiar śmiertelnych.
„Tym razem obwód moskiewski odczuł w pełni potencjał Ukrainy w zakresie broni dalekiego zasięgu. Trafiona została rafineria ropy naftowej odległa o 500 kilometrów” – napisał Zełenski w Telegramie, który w przeciwieństwie do X, którym zazwyczaj komunikuje się prezydent Ukrainy, dostępny jest ciągle w Rosji. Podziękował też wojsku i służbom „za skuteczną pracę”.
Ukraińcy trafili też skład ropy na południu Rosji, w Kraju Krasnodarskim.
Ponieważ Rosja coraz gorzej daje sobie radę z atakami Ukrainy, szczególnie na zapleczu frontu i na Krymie, Putin zapowiedział, że wobec tego Rosja zintensyfikuje ataki na ukraińskie miasta. Taki krwawy atak, m.in. na Kijów, miał miejsce wczoraj. Ucierpiała Ławra Peczerska — zabytek z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Wzbudziło to na świecie oburzenie — Ławra porównywana jest w komentarzach do Notre Dame w Paryżu czy krakowskiego kościoła mariackiego. UNESCO informuje, że zniszczenia zabytkowego kompleksu są poważne.
Ukraińcy w komunikatach o atakach na Rosję podają koordynaty celów, a potem pokazują zdjęcia potwierdzające trafienia. Rosjanie zrezygnowali natomiast z określenia „precyzyjne” na określenie swoich ataków. Wydaje się, że teraz strategia rosyjska polega na zmasowanym ostrzale,
Problem Ławry jest jednak dla Rosji duży — dotychczasowa narracja podkreślała, że jest to kolebka rosyjskiej państwowości. Rosyjska propaganda opowiada więc teraz, że Ławrę zniszczyła niechcący ukraińska obrona albo że w ogóle jest to „mistyfikacja spreparowana przez Macrona” (rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa).
Tymczasem w Evian we Francji spotykają się przywódcy G7. Będzie tam prezydent Trump, ale także prezydent Ukrainy. Atak na Ławrę i kolejne trafienia ukraińskie w rosyjski przemysł naftowy będą tłem toczonych tam rozmów
Przeczytaj także:
Nawrocki był jedynym prezydentem innego państwa na kolacji Trumpa – przekazał Marcin Przydacz, szef Biura Spraw Międzynarodowych. „Jest gotowość, żeby zwiększać obecność amerykańskich żołnierzy”
W niedzielę 14 czerwca 2026 prezydent Donald Trump zorganizował urodziny w formie walki MMA na trawniku przed Białym Domem. Wśród gości był Karol Nawrocki. Polski prezydent rozmawiał z Trumpem dwukrotnie. Raz w czasie gali, co uwieczniły kamery.
Wcześniej jednak miał też okazję do rozmowy podczas dwugodzinnego urodzinowego bankietu. Czy to była „rozmowa w cztery oczy”, którą wcześniej zapowiadał Pałac Prezydencki? Tego nie wiemy. W kolacji wzięli udział też amerykańscy politycy i biznesmeni reprezentujący największe amerykańskie firmy, m.in. Sam Altman (Open AI) i Mark Zuckerberg (Meta/Facebook).
Nawrocki miał być jedyną głową państwa na kolacji Trumpa – poinformował dziennikarzy prezydencki minister Marcin Przydacz. Nie towarzyszył mu tam żaden z urzędników czy dyplomatów, lecz Jan Błachowicz – były mistrz UFC. Jak stwierdził Przydacz, Nawrocki dostał zaproszenie dla siebie i jednej osoby towarzyszącej, wybrał Błachowicza, by promować polski sport. Według ministra Przydacza „Obecność Błachowicza wzbudziła gigantyczne zainteresowanie polityków, biznesmenów i członków rodzin”.
Co uzyskał Nawrocki? – pytali Przydacza dziennikarze w poniedziałek 15 czerwca 2026.
„Zobowiązanie sojusznicze” – odpowiedział minister. „Polska jest great ally, jest modelowym sojusznikiem” – cytował Trumpa. Sojusz polsko-amerykański jest silny, a „zawierucha wynikająca ze zmian obecności amerykańskiej w Europie nie dotknie Polski”.
Dopytywany o szczegóły Przydacz odpowiedział, że „ze strony Białego Domu jest pełna gotowość do tego, żeby zwiększać obecność [w Polsce]”. „Drzwi w kontekście stałej obecności amerykańskiej w Polsce są otwarte. Ale te deklaracje trzeba wypełnić konkretami, a za te konkrety odpowiada minister obrony” – mówił Przydacz. „Decyzje podejmuje Biały Dom, a dokumenty przygotowuje Pentagon, teraz jest czas, żeby wysiłki polityczne zintensyfikować”.
Po powrocie Nawrocki ma zaprosić wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza do rozmowy o tych szczegółach.
„Finalną decyzję podejmie osobiście Donald Trump” – zaznaczył Przydacz. „Dlatego warto inwestować w dobre personalne relacje. A to wczorajsze wydarzenie przekonuje nas wszystkich, że te relacje osobiste między prezydentami są jak najlepsze”.
Nawrocki rozmawiał też z wiceprezydentem JD Vancem, zięciem Trumpa i nieformalnym negocjatorem porozumień pokojowych Jaredem Kushnerem oraz sekretarzem energii o współpracy gazowej Polski z USA.
Jeszcze kilka dni temu wokół obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce trwała polityczna burza. Zza oceanu płynęły sprzeczne komunikaty: Pentagon twierdził, że rotacja żołnierzy zostanie wstrzymana, a Donald Trump – że wysyła kolejnych.
Przeczytaj także:
Kosztująca 60 milionów dolarów impreza była de facto reklamą firmy UFC, której szef od lat wspiera Trumpa. „Żadna kampania promocyjna na świecie nie byłaby w stanie kupić takiej skali rozgłosu” – podsumował sportowy portal The Athletic.
Również główny sponsor gali, giełda kryptowalut Crypto.com, jest powiązana biznesowo z Trumpem. Korzyści biznesowe odniesie też transmitujący galę Paramount: „Dla Paramount+ transmisja tego wydarzenia stanowi znakomitą okazję do zaprezentowania, jakie będą efekty wartej 7,7 mld dolarów umowy, i to w czasie, gdy amerykańskie władze dokładnie analizują planowaną megafuzję Paramount i Warner Bros. Discovery”.
Zorganizowana przez Trumpa gala mieszanych sztuk walki wzbudziła ogromne emocje. Według sondażu Ipsosa dla Reutersa tylko 16 procent Amerykanów uważało tę imprezę za stosowną, a 46 procent było jej przeciwne. Co ciekawe – nawet wśród republikanów zaledwie jedna trzecia ją popiera.
Jednak ci, którzy brali w niej udział, bawili się świetnie. Jak relacjonuje „The Athletic”, na obrzeżach parku przed Białym Domem, gdzie dziesiątki tysięcy osób oglądało walki na telebimach, ustawiono dziesiątki namiotów z jedzeniem i innymi atrakcjami. „Całość przypominała po części festiwal muzyczny, a po części tradycyjny jarmark, i w jakiś sposób tworzyła niezwykle atrakcyjne doświadczenie dla oglądających”.
Przeczytaj także: