Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
O godzinie 12:30 rozpocznie się ślubowanie czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których powołanie od miesiąca ignoruje prezydent Karol Nawrocki. Uroczystość organizują sobie sami, a potem zamierzają od razu przystąpić do pracy w TK, nawet jeśli będą musieli wezwać policję.
Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska zaprosili prezydenta Karola Nawrockiego do Sejmu, na swoje ślubowanie. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego od miesiąca nie mogą złożyć przysięgi przed prezydentem, bo ten konsekwentnie nie wyznacza terminu. Uroczystość zorganizowali więc sami.
Notarialne ślubowanie sędziów TK odbędzie się w czwartek o godzinie 12:30 w Sali Kolumnowej Sejmu. Do sali nie będą wpuszczone media.
Według ustaleń portalu TVN24 sędziowe odbiorą uchwały o ich wyborze na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego z rąk marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Potem odczytają treść ślubowania i podpiszą w obecności notariusza. Zaproszenie na udział w uroczystości otrzymał Karol Nawrocki (wcześniej dwukrotnie otrzymując pisma i prośby od czwróki sędziów z prośbą o wyznaczenie terminu ślubowania) – ale nikt nie spodziewa się jego obecności.
To istotne, bowiem przepisy regulują, że ślubowanie trzeba złożyć wobec prezydenta. Sędziowie TK twierdzą, że nie oznacza to zarazem, iż ślubowanie musi odbyć się przy fizycznej obecności głowy państwa. Innego zdania jest Kancelaria Prezydenta.
Szef kancelarii Karola Nawrockiego Zbigniew Bogucki w opublikowanym w czwartek oświadczeniu podkreślił, że „jedynym organem, wobec którego może zostać skutecznie złożone ślubowanie osoby wybranej na urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego, jest Prezydent RP”. Dodał, że w przypadku podjęcia przez osoby wybrane przez Sejm na sędziego TK czynności innych niż złożenie ślubowania wobec prezydenta, działania te będą musiały zostać ocenione jako świadome i jawne naruszenie prawa.
Sędziowie TK w planach mają wizytę w Pałacu Prezydenckim i osobiste doręczenie Nawrockiemu podpisanych dokumentów. Potem udadzą się do budynku TK, bowiem formalnie, po ślubowaniu, mogą rozpocząć pracę. Patryk Michalski z TVN24 ustalił, że sędziowie mogą nie zostać wpuszczeni do budynku. Niewykluczone, że na miejsce zostanie wezwana policja.
Do ślubowania sędziów TK odniósł się były prezydent Andrzej Duda, który skrytykował postawę Karola Nawrockiego. „Prezydent jest związany uchwałą Sejmu i nie może być tak, że prezydent sobie przyjmie ślubowanie [do TK] od kogoś innego albo tylko od niektórych” — powiedział w rozmowie z zawieszonym posłem PiS Krzysztofem Szczuckim na YouTube.
„Jeżeli Sejm stwierdził: tamta uchwała nasza nie obowiązuje, my zmieniamy ją w trybie swoistej autokontroli i dzisiaj podejmujemy inną uchwałę i oto są kandydaci na sędziów, to prezydent jest tą decyzją Sejmu związany. Prezydent nie może mówić, że Sejm nie zdecydował. Teoretycznie może, ale wchodzi wtedy w bardzo poważną batalię ustrojową, na którą konstytucja nie przewiduje miejsca” – dodał Andrzej Duda. On sam również jednak przez tygodnie nie odbierał ślubowania od powołanych przez Sejm sędziów. Po wygranych przez Zjednoczoną Prawicę wyborach doszło do unieważnienia wcześniejszego powołania i wyłonienia nowych sędziów TK, posłuszniejszych władzy.
Prezydent odebrał wówczas ślubowanie od nowej piątki i nie zaczekał na wyrok TK, który dzień później uznał, że pierwotny wybór trzech z pięciu sędziów był zgodny z konstytucją.
13 marca Sejm wybrał sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent jak dotąd odebrał ślubowanie jedynie od dwóch z nich: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka.
Pozostała czwórka jest w patowej sytuacji. Sędziowie nie mogą objąć urzędu, dopóki nie złożą ślubowania – ale wyznaczenia terminu konsekwnetnie odmawia im sam prezydent RP. Dlatego sami organizują tę uroczystość.
Skąd wynika decyzja Karola Nawrockiego? Pałac Prezydencki i prawica stoją na stanowisku, że podczas kadencji Nawrockiego w TK powstały jedynie dwa wakaty, po tym, jak Krystyna Pawłowicz oraz Michał Warciński przeszli w stan spoczynku. Dlatego prezydent odebrał ślubowanie tylko od dwóch sędziów. Zdaniem Nawrockiego, ustawowy wymóg 11 sędziów w TK został spełniony.
Mariusz Jałoszewski na łamach OKO.press wyjaśnia:
Artykuł 194 Konstytucji mówi wyraźnie: „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Czyli to Sejm powołuje sędziów do TK. Rola prezydenta jest tylko tytularna, ceremonialna. I nie wynika ona z Konstytucji, tylko z ustawy.
I dodaje, że pominięci przez prezydenta czterej nowi sędziowie TK muszą zacząć orzekać, nawet jeśli ma w tym pomóc policja.
W marcu zeszłego roku Sejm podjął uchwały mówiące o tym, że TK jest wadliwy nie tylko ze względu na zasiadających w nim sędziów-dublerów, ale i szerzej – ze względu na funkcjonowanie i zarządzanie nim z naruszeniem przepisów przez prezesa (wtedy Julię Przyłębską). Jak przypominała w OKO.press Dominika Sitnicka, odd tamtej pory rząd nie publikuje żadnych orzeczeń Trybunału (nie tylko tych, w których składach orzeczniczych zasiadali tak zwani dublerzy). Wiele wskazuje na to, że rządzący liczyli na zmianę w Pałacu Prezydenckim, która pozwoliłaby na drugie podejście do reformy Trybunału. Zmiana w „Dużym Pałacu” nastąpiła, ale nie taka, jakiej się spodziewała koalicja. W drugiej połowie 2025 roku wiadomo już było, że nie ma na co czekać i trzeba powoływać sędziów do Trybunału takiego, jakim on jest.
Przeczytaj także:
9 kwietnia ministra edukacji narodowej Barbara Nowacka ogłosiła, że od 1 września edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa. Ale nie cała
Tak, edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa – ogłosiła ministra Barbara Nowacka w W programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN 24 9 kwietnia rano.
Ale z tych lekcji będzie wyłączona edukacja zdrowotna, która będzie nieobowiązkowa.
W rozmowie w TVN 24 Nowacka powiedziała: „Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września, od klasy czwartej w szkole podstawowej i dwa lata w szkołach ponadpodstawowych w zależności od wyboru danej szkoły. Natomiast przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch przedmiotów, czyli przedmiotu edukacja zdrowotna takim, jakim jest i nieobowiązkowego przedmiotu, który będzie prawdopodobnie około jedną dziesiątą całości i będzie dotyczył wiedzy o zdrowiu seksualnym”.
O posłaniu dzieci na część nieobowiązkową (ministra podkreśliła, że będą to 1-2 godziny w roku) będą decydować rodzice lub pełnoletni uczniowie. Co będzie obowiązkowe?
Nowacka: "Obowiązkowa edukacja zdrowotna z wszystkimi niezbędnymi komponentami dotyczącymi higieny, ruchu, zdrowia psychicznego, odżywiania, tej wiedzy o zdrowiu ogólnej, czyli postulat środowisk medycznych.
Natomiast, respektując pewne konstytucyjne uwarunkowania i presję bardzo dużą części środowisk, że o tym chcą móc zdecydować, czy dzieci się dowiadują o zdrowiu seksualnym z fachowego źródła, czyli od nauczyciela, czy wolą zostawić dzieci albo swojej wiedzy lub internetowi, te jedna, dwie godziny w roku, w zależności jak nam przygotują eksperci program, będą do decyzji rodziców".
Na pytanie red. Piaseckiego, co konkretnie będzie nieobowiązkowe, a co obowiązkowe. Nowacka odpowiedziała: o tym zdecydują eksperci, lekarze, specjaliści.
Edukację zdrowotną, po długich sporach w ramach koalicji, wprowadzono 1 września 2025 r. Spory dotyczyły tego, czy edukacja ta ma być obowiązkowa. Jako że decyzja musiała przypaść na czas prezydenckiej kampanii wyborczej, koalicja zdecydowała, że lekcje będą nieobowiązkowe. Powodem był sprzeciw prawicy – koalicja obawiała się, że taki „lewacki” projekt zniechęci do Rafała Trzaskowskiego prawicowych wyborców, a Karol Nawrocki zyska nowe paliwo wyborcze. To nie pomogło, Trzaskowski wybory przegrał, a edukacja pozostała nieobowiązkowa.
W rezultacie na edukację zdrowotną chodziło w 2025/2026 r. tylko 30 proc. uczniów i uczennic:
Przeczytaj także:
W OKO.press śledzimy uważnie spory naokoło edukacji zdrowotnej:
Przeczytaj także:
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że Donald Trump cały czas rozważa wycofanie USA z NATO i ma omówić tę kwestię w trakcie spotkania z sekretarzem generalnym sojuszu Markiem Rutte jeszcze dziś.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała w środę (8 kwietnia), że prezydent USA rozważa możliwość wycofania Stanów Zjednoczonych z NATO i wkrótce podejmie ten temat z sekretarzem generalnym Markiem Rutte.
— To coś, co prezydent omawiał i myślę, że to coś, co będzie omawiał za kilka godzin z sekretarzem generalnym Rutte. Być może dowiedzą się państwo [więcej] bezpośrednio od prezydenta po tym spotkaniu — powiedziała Leavitt podczas briefingu dla mediów. Rutte przybył do Waszyngtonu na spotkanie z Trumpem w środę wieczorem polskiego czasu.
Jaki jest kontekst? Według Leavitt prezydent uważa, że NATO „zostało poddane próbie i zawiodło” w trakcie wojny z Iranem. „To dość smutne, że NATO odwróciło się od narodu amerykańskiego w ciągu ostatnich sześciu tygodni, podczas gdy to Amerykanie finansują ich obronę” — powiedziała rzeczniczka.
Administracja USA zarzuca europejskim sojusznikom brak wystarczającego wsparcia dla amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi. W ostatnich tygodniach Trump wielokrotnie krytykował NATO, nazywając je np. „papierowym tygrysem” i sugerując, że nie spełnia swojej roli w momentach kryzysowych.
Prezydent USA wezwał też państwa zależne od dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej do przeciwdziałania irańskiej kontroli nad cieśniną Ormuz. Ale europejskie kraje NATO mniej lub bardziej jednoznacznie odmówiły udziału w wojnie w Zatoce Perskiej.
Wojna w Iranie może oznaczać dalsze napięcia wewnątrz sojuszu. Skupienie Waszyngtonu na konflikcie bliskowschodnim może poskutkować ograniczeniem dostaw broni dla Ukrainy. Ponadto krytyka Ukrainy przez Trumpa, jego kontakty z Rosją oraz sugestie przejęcia Grenlandii od Danii od dłuższego czasu budzą niepokój wśród sojuszników.
Dziennikarki OKO.press relacjonują wybory na Węgrzech. Dziś byliśmy na wiecach lidera opozycji w Szekszárd i Kaposvár na południu Węgier
„Uczynili nasz kraj najbiedniejszym i najbardziej zadłużonym w Europie” – mówił o rządach Fideszu Peter Magyar w miejscowości Szekszárd . Kandydat opozycyjnej partii Tisza od wielu tygodni intensywnie jeździ po Węgrzech, każdego dnia odwiedza po kilka miejscowości.
Cztery dni przed niedzielnymi wyborami, w środę 8 kwietnia 2026, Magyar był w pięciu miejscach. W Szekszárd i Kaposvár na południu Węgier, gdzie byliśmy, do tej pory zwyciężał Fidesz.
„Ja i 80 procent moich znajomych głosowaliśmy na Fidesz Orbana” – przyznała w rozmowie z OKO.press pięćdziesięcioletnia mieszkanka Szekszárd. Nie podoba jej się, że ostatnio codzienne życie jest coraz droższe, trudno jest się dostać do szpitala.
„Orban to mafiozo” – nie owija w bawełnę inny mieszkaniec Szekszárd. Gdy Magyar mówi o korupcji rządu Orbana, zbiera największe oklaski.
Podczas wieców Magyar obiecuje, że „stworzy rząd, który będzie reprezentował wszystkich Węgrów”. Magyar, który jeszcze trzy lata temu należał do ekipy Orbana, dziś mówi o wyborach Fideszu: „Oni też nie na to głosowali, nie chcieli takiej władzy”. „Ta władza wydaje miliony z naszych podatków na podłą, kłamliwą propagandę, zamiast ratować węgierską służbę zdrowia, zamiast toworzyć miejsca pracy na węgierskiej prowincji, aby nie trzeba było godzinami dojeżdżać do pracy”.
W niedzielę 12 kwietnia 2026 na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Niezależne sondaże pokazują znaczną przewagę opozycyjnej partii Tisza. W sondażach zlecanych przez rządzący od 16 lat Fidesz dominuje partia Viktor Orbána.
W środę pojawił się sondaż, który daje opozycyjnej Tiszy nawet większość konstytucyjną. Według pracowni Medián Tisza ma szansę zdobyć w niedzielę między 138 a 143 miejsca w węgierskim parlamencie. Natomiast rządzący Fidesz zaledwie 49-55 miejsc. Taki wynik byłby jednak sensacją. Zwolennicy opozycji według tego samego sondażu są w większości przekonani, że Fidesz może wygrać tylko wtedy, gdy sfałszuje wybory.
We wtorek ujawniono nagranie rozmowy Viktora Orbána z Władimirem Putinem z października 2025. Premier Węgier obiecuje dyktatorowi Rosji pomóc, a o sobie mówi jako o myszy, która może wesprzeć lwa.
Inne nagrania ujawniło w środę 8 kwietnia konsorcjum kilku śledczych redakcji: VSquare, FRONTSTORY, Delfi Estonia, The Insider i ICJK. Na nagraniach są rozmowy szefa MSZ Węgier Petera Szijjarto z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem z lat 2023-2025. Wynika z nich, że Budapeszt przekazywał Moskwie informacje o rozmowach UE i NATO dotyczących Ukrainy.
Do tych nagrań i relacji rządu Orbána z Rosją odnosi się na wiecach Magyar. „W zasadzie Rosjanie tu są. Mają tu swoje siły. A ludzie z rosyjskich tajnych służb wojskowych chcą wywierać na was wpływ, a także na węgierskie wybory – na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Cóż, mam dla nich i premiera Orbana złą wiadomość: węgierski naród, kochający wolność, zazwyczaj nie reaguje dobrze, gdy próbuje się wpływać na węgierską historię. Węgierskiej historii nie pisze się w tych dniach ani w Brukseli, ani w Waszyngtonie, ani w Moskwie, ale na węgierskich uliach, w Szekszárd” – mówił dziś Magyar.
Przeczytaj także:
W środę (8 kwietnia) wieczorem Iran ogłosił ponowne zamknięcie kluczowej dla światowego handlu ropą cieśniny Ormuz w Zatoce Perskiej. Decyzja zapadła w odpowiedzi na izraelskie ataki na libańską stolicę Bejrut, mimo obowiązującego od kilku godzin warunkowego zawieszenia broni między USA a Iranem, mającego obejmować także działania Izraela w Libanie.
Iran poinformował, że zamknął cieśninę Ormuz po izraelskich uderzeniach na Liban. Według dostępnych informacji zginęło ponad 250 osób, a blisko 1 200 zostało rannych. Według prezydenta Trumpa Liban nie był objęty porozumieniem o zawieszeniu broni. Twierdzenie to stoi w sprzeczności z oświadczeniem Premiera Pakistanu Szehbaza Szarifa, który powiedział, że Iran i USA “zgodziły się na natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i innych miejscach, Z NATYCHMIASTOWYM EFEKTEM”.
Według irańskich mediów państwowych władze traktują szlak przez cieśninę Ormuz jako zamknięty, mimo wcześniejszych ustaleń dotyczących jego tymczasowego otwarcia (w momencie ogłoszenia przez Iran ponownego zamknięcia cieśniny tranzyt nie został jeszcze wznowiony).
Teheran zapowiedział, że może zapewnić bezpieczny tranzyt, ale wyłącznie w koordynacji z własnymi siłami zbrojnymi. Irańska straż przybrzeżna ostrzegła, że jednostki próbujące przepłynąć bez zgody mogą zostać „namierzone i zniszczone”.
Wcześniej tego samego dnia ogłoszono dwutygodniowe warunkowe zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jednym z jego elementów miało być przywrócenie ruchu w cieśninie. Do zawieszenia broni doszło tuż przed upływem ultimatum prezydenta Donalda Trumpa, który zagroził Iranowi “zniszczeniem”.
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków światowego handlu ropą naftową — przez przesmyk przepływa ok. 20 proc. globalnych dostaw tego surowca. Każde zakłócenie ruchu natychmiast wpływa na rynki energii i ceny paliw – jeszcze wczoraj przed upływem ultimatum Trumpa dla Iranu ceny ropy Brent i WTI znajdowały się na poziomie ok. 110 dolarów za baryłkę. Po ogłoszeniu – jak się okazuje bardzo kruchego – zawieszenia broni spadły do ok. 95 dolarów.
Mimo zawieszenia broni w Iranie, Izrael wciąż atakuje Liban, twierdząc, że zawieszenie broni ogłoszone przez Donalda Trumpa nie dotyczy tego kraju i wojny z Hezbollahem. To może doprowadzić do odwołania sobotnich rozmów USA-Iran w Islamabadzie.