Pominięci przez prezydenta czterej nowi sędziowie TK muszą zacząć orzekać, nawet jeśli ma w tym pomóc policja. Koalicja musi też w końcu wykonać wyroki TSUE i ETPCz i rozwiązać nielegalną neo-KRS oraz problem neo-sędziów SN. Czasu na debaty już nie ma, za rok są wybory.
„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.
Wprowadzenie nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, których niedawno wybrał Sejm, będzie testem dla rządzącej Koalicji, czy naprawdę chce przywrócić praworządność w Polsce. I czy jest sprawcza.
Praktycznie nie wykonano bowiem żadnego z najważniejszych wyroków ETPCz i TSUE, które dotyczą „reform” Ziobry. To, co do tej pory zrobiono, to raczej małe kroki, które nie wymagały zmiany ustaw. Najważniejsze problemy trawiące wymiar sprawiedliwości nie zostały jednak rozwiązane. Zaś kwestia naprawy sądów po czasach PiS zeszła w publicznej debacie na dalszy plan.
Premier Donald Tusk postawił w publicznym przekazie na kwestię bezpieczeństwa Polski. Czyli na sprawy obronne. Kilka miesięcy temu chwalił się też inwestycjami na kolei, co ma być nowym programem „Polska w budowie 2”. Rozliczenia i naprawa sądów Tuska już nie zajmują. A była to jedna z głównych obietnic wyborczych KO i już w przyszłym roku partia Tuska zostanie z tego rozliczona.
Co poszło więc nie tak, że nadal działa nielegalna neo-KRS? Że nadal wyroki wydają wadliwi neo-sędziowie SN, choć ich wyroki nie mają mocy prawnej, a Skarb Państwa płci za nie odszkodowania. Że działająca w SN Izba Odpowiedzialności Zawodowej de facto zablokowała rozliczenia ludzi Ziobry w sądach i w prokuraturze.
Że nadal działają rzecznicy dyscyplinarni ministra Ziobry, czyli Piotr Schab, Przemysław Radzik i Michał Lasota, choć formalnie zostali w 2025 roku odwołani. Że nadal działa wadliwy TK z dwoma sędziami dublerami i nieprawidłowo wybranym prezesem Bogdanem Święczkowskim, byłym zaufanym Ziobry. I wydaje kolejne wyroki po myśli PiS, tak by zablokować przywracanie praworządności.
Że nadal zastępcami Prokuratora Generalnego są prokuratorzy, którzy za czasów Ziobry robili błyskawiczne kariery. Nie zostali odwołani. Czy ktoś słyszał o rozliczeniach prokuratorów-ziobrystów w prokuraturze? O dyscyplinarkach dla nich? Nie ma też dyscyplinarek dla sędziów, którzy pomagali Ziobrze niszczyć niezależność wymiaru sprawiedliwości.
Taki jest stan przywracania praworządności przez rządzącą Koalicję. A już w przyszłym roku na jesieni są wybory parlamentarne. Na przywrócenie praworządności zostało de facto 9 miesięcy, bo od stycznia 2027 roku zapewne zacznie się kampania wyborcza.
Wydaje się, że Koalicji brak odwagi, by spełnić jedną z najważniejszych obietnic wyborczych. Czy boi się zemsty, gdy PiS wróci do władzy? Efekt jest taki, że dziś to PiS i powiązani z partią Kaczyńskiego ludzie mówią, że to oni przywrócą swoją „praworządność”.
Że rząd Tuska to dyktatura. I, że jak wrócą do władzy to oni będą wsadzać wszystkich do więzienia. Ci, co powinni być rozliczeni, śmieją się rządzącym w twarz. Czują się bezkarni. Dlatego sprawa wprowadzenia czterech pominiętych przez prezydenta sędziów do TK jest testem dla Koalicji na sprawczość i intencje w przywracaniu praworządności.
Koalicja w marcu 2026 roku wybrała 6 nowych sędziów TK. Prezydent Karol Nawrocki rozegrał jednak Koalicję. Przyjął ślubowanie tylko od dwójki sędziów, a czterech pozostawił w zawieszeniu. W sposób świadomy i z wyrachowaniem złamał Konstytucję i może kiedyś ktoś postawi go za to przed Trybunałem Stanu. Jeśli znajdzie się taka większość w Sejmie, by to przegłosować.
Koalicja ma jednak jasną sytuację prawną. Artykuł 194 Konstytucji mówi wyraźnie: „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Czyli to Sejm powołuje sędziów do TK. Rola prezydenta jest tylko tytularna, ceremonialna. I nie wynika ona z Konstytucji, tylko z ustawy.
Zgodnie z artykułem 4 uchwalonej przez PiS w 2016 roku ustawy o statusie sędziów TK, nowi sędziowie TK tylko składają wobec prezydenta ślubowanie. Prezydent nie uczestniczy więc w procesie ich powoływania. I mówią o tym wszystkie autorytety prawa. Co ważne, osoby wybrane do TK, sędziami stają się w momencie ich powołania przez Sejm i wtedy zaczyna się ich kadencja.
Prezydent Karol Nawrocki nie może więc unikać przyjęcia ślubowania, co wynika m.in. z wyroku TK z 2015 roku. Nie mógł też wybrać sobie tylko dwóch sędziów, którzy wobec niego ślubowanie złożyli. Był to celowy zabieg, by wbić klin w Koalicję, bo wybrał sędziów rekomendowanych przez PSL i Polskę 2050.
Nawrocki ograł też Koalicję. Bo tych dwóch sędziów sprawi, że w TK będzie mógł zbierać się pełny skład TK – minimum to 11 sędziów, teraz jest tam 9 sędziów – który będzie blokował przywracanie praworządności przez obecny rząd. Ponadto PiS będzie teraz domagał się publikacji wyroków TK.
A pozostałych czterech nowych sędziów z rekomendacji KO i Lewicy będzie w zawieszeniu. Prezydent może kiedyś umożliwi im złożenie wobec niego ślubowania, a może nie. Jeśli Koalicja na to pozwoli, to pokaże nie tylko, że nie jest sprawcza. Ale też, że pozwala, by prezydent łamał Konstytucję i de facto rządził. Choć nie ma takich uprawnień.
Sytuacja prawna czterech sędziów TK, których sabotuje Nawrocki, jest jednak klarowna. Zwłaszcza, że przyjmując ślubowanie tylko od dwóch sędziów prezydent pokazał, że wszyscy oni zostali wybrani legalnie. Dlatego ta czwórka musi zostać dopuszczona do orzekania. A rolą państwa, czyli Koalicji rządzącej, jest umożliwienie im objęcia obowiązków w Trybunale.
Są pomysły, by złożyli oni zastępcze ślubowanie przed notariuszem, Zgromadzeniem Narodowym lub w gabinecie Marszałka Sejmu. Wszak przepis ustawy o statusie sędziów TK mówi wyraźnie, że ślubowanie składa się wobec prezydenta, a nie przed nim osobiście. Więc podpisane ślubowanie można mu po prostu wysłać. Wystarczy więc zorganizować uroczystość ślubowania.
Znany z obrony represjonowanych za władzy PiS sędziów prof. Michał Romanowski z UW w rozmowie z OKO.press mówi, że uroczystość powinien zorganizować Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Bowiem to on zastępuje w państwie prezydenta, gdy ten nie może pełnić swoich obowiązków. Reprezentuje też Sejm, który sędziów wybrał. Przyjęcie ślubowania powinno być uroczyste, przy udziale mediów. Tak, by widziała to cała Polska.
Co dalej? Nowi sędziowie TK najlepiej razem – cała szóstka – powinni udać się do Trybunału. Jeśli nie wpuści ich straż trybunalska, to państwo jest od tego, by mogli oni zacząć swoją pracę. Owszem, za czasów prezeski TK Julii Przyłębskiej ponoć wymieniono zamki w Trybunale na lepsze.
Ale nie ma co od razu zakładać, że będzie to warowna twierdza. A straż trybunalska wykonuje nie tylko poleceń prezesa TK, który zarządza budynkiem, ale też podlega prawu. I ma je stosować. Podobnie jak pracownicy Trybunału. Ich nie chroni immunitet i prokuratura bez problemu może stawiać im zarzuty.
Pojawiają się głosy, że wariant z policją w TK jest nie do pomyślenia. Bo to będzie urągać powadze tego organu. Że tak nie można. Że będzie to precedens, który wykorzysta PiS jak wróci do władzy. Tylko, że TK nie ma teraz żadnego znaczenia jako sąd konstytucyjny. Jest upadłym organem, który trzeba szybko odbudować.
Poza tym, to państwo ma wykonywać prawo i zapewnić jego egzekucję. Taka egzekucja jest ws. wyroków sądowych. Dlaczego miałoby jej nie być ws. uchwał Sejmu i stosowania Konstytucji? Dlaczego państwo miałoby nie być strażnikiem najważniejszego aktu w państwie?
Owszem, w normalnych czasach nikt nawet by nie pomyślał, żeby wprowadzać policję do TK. Ale dzięki PiS w wymiarze sprawiedliwości już od dawna nie ma normalności, tylko jest permanentny kryzys. I państwo może, a nawet powinno, działać szybko i skutecznie. Tym bardziej, że ma do tego podstawy prawne, wynikające wprost z Konstytucji, ale też wyroków ETPCz i TSUE. Do dziś nie zostały one wykonane.
W przypadku TK chodzi o wyrok ETPCz z 2021 roku ws. wadliwych sędziów dublerów, przez których wyroki wydane z ich udziałem nie są wyrokami. Chodzi też o ważny wyrok TSUE z grudnia 2025 roku ws. TK. Wynika z niego, że dublerzy są wadliwi. TSUE orzekł też, że nieprawidłowo wybrano poprzednią prezes TK Julię Przyłębską m.in. z tego powodu, że w jej wyborze na kandydata na prezesa brali udział dublerzy.
Ten wyrok ma też zastosowanie do wyboru Bogdana Święczkowskiego na prezesa TK. To najlepsza podstawa prawna dla państwa do podjęcia działań w TK, by go w końcu uzdrowić i przywrócić mu znaczenie konstytucyjne.
Obecna władza nie powinna też się tłumaczyć, że to będą precedensy, które wykorzysta PiS. Bo jeśli partia Kaczyńskiego wróci do władzy, to w trzy miesiące przejmie władzę nad całym krajem. Szybko wyrzuci z zawodu niepokornych sędziów. Powoła specjalne Trybunały, by rozliczyć obecną władzę i wsadzić ją do celi, na czele z Tuskiem.
Zlikwiduje wolne media. A może nawet wyprowadzi Polskę z UE. Przesada? Nie. Politycy PiS na czele z Kaczyńskim mówią o tym otwarcie. Więc PiS nie potrzebuje żadnych precedensów, bo taki ma plan od dawna. I by go wdrożył, gdyby w 2023 roku nie stracił władzy.
Jeśli uda się wprowadzić nowych sześcioro sędziów do TK, to pada pytania co dalej. Czy dostaną pokoje do pracy? Czy prezes Święczkowski będzie wyznaczał ich do składów orzekających? Może on powiedzieć „nie”. Uzna za legalnych sędziów tylko tych dwoje, od których prezydent bezpośrednio przyjął ślubowanie. Ma zresztą w tym osobisty interes.
Są trzy powody, że tak postąpi.
Po pierwsze. Święczkowski jest gwarantem tego, że dopóki rządzi w TK – jego kadencja upływa w 2030 roku – to nie będzie żadnych zmian w Trybunale. Nadal ma być on uległy wobec PiS i wydawać wyroki po myśli tej partii. Czyli ma blokować przywrócenie praworządności w wymiarze sprawiedliwości.
Po drugie. Święczkowski broni swojego stanowiska. Obecnie w TK jest 9 sędziów wybranych przez PiS. Sędziowie wybrani teraz przez Koalicję rządzącą nie stanowią jeszcze większości. Ale w ciągu roku zwolnią się w TK trzy kolejne wakaty. I wtedy nowi sędziowie będą mieli większość. I na Zgromadzeniu Sędziów TK mogą blokować prezesa Święczkowskiego.
Po trzecie. Świeczkowskiemu grozi rozliczenie, za to, co robił jako Prokurator Krajowy za czasów Ziobry. Już jest jeden wniosek o uchylenie mu immunitetu, za skopiowanie tajnych materiałów z kontroli operacyjnej Romana Giertycha.
Podsłuchiwało Giertycha CBA przy pomocy Pegasusa. Przy okazji nagrano czołowych polityków na czele z Tuskiem. Materiały miały być zniszczone. Ale Święczkowski polecił je skopiować. Później taśmy z rozmów Giertycha wyciekły do powiązanej właścicielsko z PiS Telewizji Republika.
By pociągnąć Święczkowskiego do odpowiedzialności karnej, immunitet musi mu uchylić Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Jak na razie odmówiło. Prokuratura tego nie uznaje, bo w głosowaniu wzięli udział dublerzy. Więc wniosek może być głosowany jeszcze raz, po zmianach personalnych w TK.
Święczkowski na stanowisku prezesa TK jest problemem w uzdrowieniu TK. Nie tylko wyznacza składy orzekające. Ale też to on zwołuje Zgromadzenia Ogólne. Wydaje się, że jest nie do ruszenia. Nie można go odwołać, bo ma kadencję. A nowego prezesa TK i tak powołuje prezydent.
Sytuacja po wejściu nowych sędziów do Trybunału może być jednak dynamiczna. Nowi sędziowie mogą domagać się dyscyplinarek dla prezesa Święczkowskiego (np. za niedopuszczanie ich do orzekania) i dla obecnych sędziów TK, wybranych przez PiS, np. za orzekanie z dublerami.
A karą dyscyplinarną jest nawet złożenie sędziego TK z urzędu. Ale znowu może rozbić się to o prezesa Święczkowskiego. Bo to on najpierw powołuje (w drodze losowania) rzecznika dyscyplinarnego, a później jeśli ten sformułuje wniosek o ukaranie, powołuje sąd dyscyplinarny.
Prof. Michał Romanowski, ale też inni prawnicy (anonimowo) mówią OKO.press, że pomocny może być wyrok TSUE ws. TK z 2025 roku. Bo jeśli Święczkowski wadliwie został wybrany na prezesa, to ten wybór nie jest skuteczny. Więc jego obowiązki może przejąć wiceprezes – jest nim wybrany przez PiS do TK Bartłomiej Sochański – albo najstarszy stażem w wymiarze sprawiedliwości sędzia.
I to on mógłby zwołać Zgromadzenie Sędziów TK, powołać rzecznika dyscyplinarnego i wyznaczyć sąd dyscyplinarny. Wszystko to jednak będzie trwało i wiele zależy od dynamiki wydarzeń w Trybunale. Ale też od postawy nowych sędziów TK i Koalicji rządzącej.
Jest jeszcze jeden sposób na spowodowanie, by nowi sędziowie mogli zacząć orzekać. Droga sądowa. Mogą oni złożyć skargi do ETPCz. Ale to potrwa. Może wygrają za kilka lat i dostaną odszkodowanie. Wyrok będzie miał jednak wartość symboliczną.
Mogą oni złożyć też skargi na bezczynność prezydenta, który ślubowanie powinien przyjąć niezwłocznie. Ale nie wiadomo, czy sąd uzna, że ma kompetencje, by zająć się sprawą. Poza tym nowi sędziowie na to nie pójdą, bo uznaliby, że warunkiem ich powołania jest złożenie ślubowania wobec prezydenta.
Trzecia możliwość to pozew do sądu pracy o dopuszczenie do orzekania w roli sędziego TK. W ramach tego postępowania sąd pracy może wydać tzw. zabezpieczenie; w którym może nakazać prezesowi Święczkowskiemu dopuszczenie ich do orzekania. Zabezpieczenie jest natychmiast wykonalne.
Taką drogę przeszedł sędzia Paweł Juszczyszyn z Sądu Rejonowego w Olsztynie, w czasie gdy był bezprawnie zawieszony przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną. Sądy nakazały dopuścić go do orzekania najpierw w zabezpieczeniu, potem w prawomocnych wyrokach.
Ale nie wykonał tego były prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie i członek neo-KRS Maciej Nawacki. W efekcie sąd wszczął egzekucję zabezpieczeń i najpierw nałożył na Nawackiego 15 tysięcy złotych grzywny płatnej z własnej kieszeni. A potem zamienił ją na 15 dni aresztu. Immunitet sędziowski nie uchronił Nawackiego przed odpowiedzialnością cywilną, bo działał on jako organ administracyjny. Ws. obstrukcji prezesa Nawackiego trwa też śledztwo prokuratury.
Pełnomocnikiem Juszczyszyna w tej precedensowej sprawie był prof. Romanowski, który mówi OKO.press, że czterech nowych sędziów TK też może pójść tą drogą. Jeśli Święczkowski będzie ich blokował, mogą też złożyć na niego zawiadomienie do prokuratury. Tyle, że muszą oni uznać, że mają działać sami, nie czekając na państwo.
To, jak skończy się sprawa czterech sędziów TK, których blokuje prezydent Nawrocki, pokaże jeszcze dwie rzeczy. Nawrocki od miesięcy rozpycha się w państwie. Choć w Polsce jest system władzy parlamentarno-gabinetowy, to Nawrocki próbuje zamienić go na prezydencki. Mimo, że zgodnie z Konstytucją rola prezydenta jest głównie tytularna.
Nawrocki próbuje jednak rządzić. Wzywa na odprawę szefów służb specjalnych i kierownictwo armii. Odmawia nominacji sędziowskich, czyli chce rządzić sądami. Wetując SAFE chciał przejąć kontrolę nad zbrojeniami. Chce ustawiać TK. A teraz oczekuje, że rząd zaskarży do TSUE umowę z krajami Mercosuru. Wysłał nawet rządowi gotową skargę.
Nawrocki cały czas narzuca rządowi swoją narrację i agendę. Kreuje się na wybrańca narodu, który jako jedyny ma bezpośrednią legitymację od suwerena. Przekonuje, że jego władza jest najlepsza, bo pochodzi bezpośrednio od narodu. Co nie jest prawdą. Suweren wybrał też Sejm. Nawrocki pozuje na ojca narodu, wręcz Króla Polski, który w wszystkim ma ostatnie słowo.
Jeśli rząd tego nie zatrzyma pokaże, że jest słaby. I będzie cały czas w defensywie. A Nawrocki będzie de facto rządził.
Sprawa czterech nowych sędziów TK ma też wpływ na przywracanie praworządności. Do końca lipca 2025 roku w rządzie Tuska zajmował się tym minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Praworządność chciał przywrócić zmianą ustaw. Ale wetował je prezydent Duda.
Bodnarowi udało się usunąć byłego Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego i zmienić prezesów sądów. Zrobił to bez zmiany ustaw. Wygasił też represje wobec sędziów, ale rzecznicy dyscyplinarni Ziobry siedzibę okupują do dziś.
Cała koncepcja Bodnara opierała się na tym, że wybory prezydenckie wygra Rafał Trzaskowski i wtedy uda się uchwalić nowe ustawy, które podpisze przyjazny prezydent. Ale wybory wygrał Nawrocki, który nie kryje, że jego celem jest obalenie rządu Tuska.
Dlatego premier zmienił ministra sprawiedliwości. Bodnara zastąpił były sędzia Waldemar Żurek, symbol walki o wolne sądy. Tzw. fighter. Żurek zapewnia zawsze, że ma plan A, B, C itd. Plan A to projekt ustawy. Żurek daje szansę Nawrockiemu na podpis pod rządową ustawą, choć i tak wiadomo, że nic on nie podpisze. Że nie pozwoli na zmiany w sądach.
Efekt jest taki, że czas płynie. Żurek jest już na urzędzie 8 miesięcy. Miał mocne wejście – odwołał resztę prezesów sądów od Ziobry, powołał nowych rzeczników dyscyplinarnych. Ale stracił impet. Przywracanie praworządności zatrzymało się, buksuje.
Testem na skuteczność Żurka jest teraz TK. To on był zwolennikiem obsadzania wakatów. Ale za rogiem są już kolejne testy dla Żurka. W maju 2026 roku kończy się kadencja nielegalnej KRS. Rząd Tuska nie wygasił jej na początku rządów, pozwolił jej dalej działać i rzucać kłody pod nogi ministrowi Bodnarowi.
Żurek i większość sejmowa chcą uzdrowić KRS wybierając do niej 15 członków-sędziów, których popiera środowisko sędziowskie. Zgłosiło się 60 kandydatów, głównie sędziów, którzy awansowali za władzy PiS. Pytanie, czy jak Sejm wybierze nowy skład sędziowski do KRS, to przestanie działać neo-KRS, czy też się zabarykaduje. I czy władza odważy się wtedy wysłać tam policję.
To nie koniec.
Co z wadliwymi neo-sędziami w Sądzie Najwyższym? Jest już gotowy projekt ustawy ws. zmian w SN. Prezydent i tak go nie podpisze. I co dalej? Jest wiele orzeczeń TSUE i ETPCz, że neo-sędziowie SN nie tworzą legalnego sądu, a wydane z ich udziałem decyzje można pomijać. Minister Żurek zapowiadał wobec nich pozwy regresowe za wydawanie orzeczeń, które orzeczeniami nie są. Ale nie ma decyzji.
Czy władza zdecyduje się odsunąć fizycznie neo-sędziów SN od orzekania, by wykonać wyroki ETPCz i TSUE? A co z nielegalną Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN? Przestanie działać? Tu też władza musi pójść na zwarcie.
Bez zwarcia z prezydentem nie dojdzie również do odwołania powołanych za czasów PiS zastępców Prokuratora Generalnego.
I tu pada kluczowe pytanie.
Czy minister Waldemar Żurek wprowadzi w życie plany awaryjne? Bo po pierwsze, czy chce je wprowadzić. A po drugie, czy dostanie na to zgodę Koalicji rządzącej, a przede wszystkim premiera Tuska.
„Newsweek” w ostatnim wydaniu pisze, że minister Żurek w stanowczych działaniach jest blokowany przez Koalicję i premiera, którzy nie chcą iść na ostro. Z informacji OKO.press wynika, że tezy „Newsweeka” nie są pozbawione racji.
Z perspektywy czasu widać jednak już jakie błędy popełniła rządząca Koalicja w przywracaniu praworządności. Po wyborach był najlepszy czas na szybkie i zdecydowane działania. Pierwsze pół roku było kluczowe. Koalicja mogła wtedy zrobić dużo i dziś wielu problemów by już nie było.
Błędem było pozostawienie nielegalnej neo-KRS. Błędem było pozostawienie rzeczników dyscyplinarnych Ziobry i zostawienie problemu neo-sędziów SN. A nie wykorzystane szanse mszczą się. Rozliczani mieli czas, by zobaczyć, że nic im nie grozi. Przegrupowali się i dziś chcą rozliczać Żurka i Tuska.
Za kilka dni na Węgrzech są historyczne wybory. Opozycja ma szansę na odsunięcie Orbána od władzy. Jeśli jej to się uda, to jej największym problemem będą rozliczenia i przywrócenie praworządności. A tam będzie to o wiele trudniej. Bo Orbán rządził dłużej i zabetonował całe Państwo. Zmienił też Konstytucję. Opozycja węgierska obserwuje jak jest przywracana praworządność w Polsce. I już wie, że nie może pójść polską drogą, bo przegra.
W publikacjach pojawiają się wypowiedzi węgierskich ekspertów, że rozliczenia mają polegać na wsadzaniu odpowiedzialnych do więzienia. A nie wyglądać tak jak w Polsce, gdzie Kaczyński po upadku władzy PiS po prostu usiadł w ławach dla opozycji.
Przywracanie praworządności w Polsce jest dla nich przestrogą, że rozwiązywanie każdego supełka prawnego oddzielnie zajmuje dużo czasu i może doprowadzić do jeszcze większego zapętlenia. Zwłaszcza gdy pozostawi się na stanowiskach ludzi poprzedniej władzy, którzy robią wszystko, by utrudnić przywrócenie praworządności.
Węgrzy na przykładzie Polski widzą, że muszą znaleźć sposób na reset całego systemu Orbána. Jak w przypowieści o Aleksandrze Wielkim, który zamiast rozplątywać węzeł gordyjski, po prostu przeciął go mieczem.
Minister Żurek myśli podobnie. Mówi, że złamaną rękę zamiast mozolnie składać, lepiej jest złamać jeszcze raz, by lepiej się zrosła. Pytanie tylko, czy podobnie myśli premier Donald Tusk i liderzy partii koalicyjnych – Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty z Lewicy i wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL.
Sądownictwo
Adam Bodnar
Karol Nawrocki
Viktor Orban
Donald Tusk
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prezydent
Prokuratura Krajowa
Sąd Najwyższy
Sejm X kadencji
Trybunał Konstytucyjny
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Bogdan Święczkowski
Peter Magyar
praworządność
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze