0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

10:18 21-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Timur Matahari / AFPPhoto by Timur Matah...

Zatrzymani Polacy we Flotylli dla Gazy. Sikorski: stanowczo potępiamy postępowanie Izraela

W ciągu ostatnich dni Izrael przechwycił wszystkie statki płynącej z misją humanitarną globalnej flotylli Sumud. Izraelski minister wykorzystał zatrzymania do demonstracji siły

Co się wydarzyło

„Polska stanowczo potępia postępowanie przedstawicieli władz Izraela wobec zatrzymanych przez armię izraelską aktywistów Global Sumud Flotilla, wśród których znajdują się polscy obywatele. Poleciłem wezwać niezwłocznie chargé d’affaires Izraela w Warszawie celem przekazania mu wyrazów naszego oburzenia oraz żądania przeprosin za skrajnie niewłaściwe zachowanie członka izraelskiego rządu” – napisał w mediach społecznościowych minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Chodzi o aktywistów globalnej flotylli Sumud, którzy płynęli w stronę Strefy Gazy z pomocą humanitarną. To kolejna tego typu inicjatywa, i kolejny raz zostaje zatrzymana przez Izrael na morzach międzynarodowych. Izraelskie wojsko przechwyciło kilkadziesiąt statków. Wśród zatrzymanych jest cała polska delegacja: Kareem Awad, Łukasz Kozak i Agata Wisłocka. Izraelczycy zatrzymali ich w poniedziałek i wtorek.

Gdy minister Sikorski mówi o niewłaściwym zachowaniu członka izraelskiego rządu, chodzi mu o Itamara Ben Gwira. Wczoraj Ben Gwir opublikował filmik, na którym widać, jak ostro traktowani są zatrzymani aktywiści. Widać na nim m.in. przemoc wobec jednej z zatrzymanych. Ben Gwir na filmie wielokrotnie się uśmiecha, wymahuje też flagą izraelską.

Co ciekawe, na film zareagował izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa'ar. Napisał do Ben Gwira wprost, że spowodował szkody dla Izraela swoim żenującym przedstawieniem.

Radosław Sikorski domaga się natychmiastowego uwolnienia aktywistów. „To, że MSZ odradzało polskim obywatelom wyjazd do Izraela i Palestyny, nie oznacza, że akceptujemy naruszanie ich praw i ich godności” – dodał minister w swoim wpisie.

Jaki jest kontekst

Itamar Ben Gwir to najbardziej ekstremistyczna twarz i tak skrajnie prawicowego rządu Izraela. Polityk ten jest liderem ultranacjonalistycznej, antyarabskiej partii Żydowska Siła, przez wielu komentatorów opisywanej jako jawnie faszystowska. Żydowska Siła ma dziś sześciu przedstawicieli w Knesecie, a bez nich rząd Benjamina Netanjahu nie ma większości. W rządzie pełni funkcję ministra bezpieczeństwa narodowego.

Sytuacja humanitarna w Strefie Gazy jest daleka od normalności. Choć od października 2025 trwa zawieszenie broni, izraelska armia regularnie przeprowadza ataki na cele w Strefie; a także sukcesywnie zagarnia ziemię pod swoją kontrolę. Negocjacje co do kolejnych kroków z październikowego porozumienia stanęły w miejscu. Na dziś trudno wyobrazić sobie, by dało się w najbliższym czasie wrócić do realizacji ówczesnych ustaleń, wśród których było dobrowolne rozbrojenie Hamasu.

Pomoc, jaką wiozła flotylla, nie rozwiązałaby problemów żywnościowych Strefy Gazy. To symboliczna misja, która ma przypominać o tym, że sytuacja Palestyńczyków mieszkających w Strefie Gazy dalej jest bardzo trudna. Izrael nie zamierza jednak zezwolić nawet na symboliczną pomoc.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

08:32 21-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Senat odrzucił referendum prezydenta. Kosztowałoby 375 mln zł

Nie będziemy odpowiadać na pytanie prezydenta, które specjaliści uznali za wyjątkowo tendencyjne

Co się wydarzyło

„Wobec wyników głosowania stwierdzam, że Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta Polski ogólnokrajowego referendum i przyjął uchwałę w tej sprawie” – powiedziała po głosowaniu marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.

W senackim głosowaniu wzięło udział 95 senatorów. Przeciwko organizacji referendum było 62, przeciwko – 32. Jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Chodziło o referendum, w którym Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest pan/pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”

Według Państwowej Komisji Wyborczej przeprowadzenie referendum kosztowałoby niemal 375 mln zł. Podczas debaty senacki sprawozdawca Stanisław Gawłowski z Koalicji Obywatelskiej powiedział:

„374 miliony 900 tysięcy złotych na pytanie, które w zasadzie nie spełnia norm konstytucyjnych i które odnosi się do przeszłości. Nic nie daje na przyszłość, bo nie wiadomo, co z tego pytania władza publiczna, wysoki Senat, wysoki Sejm, rząd miałby zrobić. Bez względu na to, jaka będzie odpowiedź”.

Wyniki głosowania w Senacie skomentował w mediach społecznościowych szef prezydenckiego gabinetu Paweł Szefernaker:

„To głosowanie przeciwko prawu Polaków do wypowiedzenia się w sprawie rachunków, miejsc pracy i przyszłości naszej gospodarki” – napisał.

Jaki jest kontekst

Eksperci od polityki klimatycznej i energetycznej zgodnie oceniali, że zaproponowane przez Karola Nawrockiego pytanie jest tendencyjne.

„Wystąpienie prezydenta jest wyreżyserowanym komunikatem politycznym. Ceny rosną, więc trzeba było wskazać, a raczej wymyślić winnego. Już samo pytanie referendalne zostało sformułowane w sposób niepoważny” – komentował dla OKO.press Wojciech Kukuła, członek zarządu fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Przy innym sformułowaniu pytania badania pokazują, że Polacy popierają transfrmację energetyczną. Pracownia More in Common od kilku lat bada opinie Polaków o polityce klimatycznej i środowiskowej. Badanie z sierpnia 2025 roku pokazało, że Polacy wskazują OZE jako główne źródło energii dla Polski za 20 lat – opcję tę wybrało 59 proc. respondentów. Na drugim miejscu jest energetyka jądrowa (49 proc.) a dopiero na trzecim – węgiel (21 proc.).

Prezydent najpewniej wiedział, że pytanie to zostanie odrzucone przez większość parlamentarną. To polityczny zabieg, który pozwoli prezydentowi i opozycji z PiS mówić: rządzący boją się Polaków i ich opinii, wolą służyć unijnym elitom.

W XXI wieku odbyły się w Polsce trzy ogólnopolskie referenda. Pierwsze w 2003 roku dotyczyło akcesji do Unii Europejskiej. Dwa kolejne miały wymiar czysto polityczny i nie zostały potraktowane poważnie przez wyborców. W 2015 roku Bronisław Komorowski próbował przed drugą turą wyborów prezydenckich odzyskać inicjatywę polityczną i zaproponował referendum w sprawie trzech kwestii, w tym wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Referendum odbyło się we wrześniu 2015 roku, frekwencja wyniosła zaledwie 7,8 proc. i trudno będzie ten wątpliwy rekord pobić.

Podobnie do sprawy podeszło PiS w 2023 roku. Wraz z wyborami parlamentarnymi, partia Jarosława Kaczyńskiego zorganizowała referendum z pięcioma pytaniami, sformułowanymi podobnie, jak propozycja Karola Nawrockiego (m.in. „Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?”). Wyborcy masowo odmawiali przyjęcia kart referendalnych. Frekwencja w wyborach parlamentarnych przekroczyła 74 proc., w referendum była poniżej 41 proc. Z referendum i jego wyników nic nie wyniknęło.

Referendum Karola Nawrockiego próbowało kontynuować tę tradycję, ale nie zapisze się w historii jak dwa poprzednie referenda, bo się nie odbędzie.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

19:17 20-05-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Tysiące ludzi na marszu przeciwko Zielonemu Ładowi

Tysiące osób, m.in. związkowców Solidarności, protestowało w Warszawie przeciw ETS i Zielonemu Ładowi. W proteście uczestniczyli też politycy prawicy – zarówno z PiS, jak i z Konfederacji oraz otoczenia prezydenta.

Co się wydarzyło?

Kilkanaście tysięcy osób przeszło w środę ulicami Warszawy w marszu organizowanym przez NSZZ „Solidarność” pod hasłem „Razem dla Polski i Polaków”. Protestujący sprzeciwiali się unijnej polityce klimatycznej, systemowi ETS, Zielonemu Ładowi, umowie UE–Mercosur oraz polityce migracyjnej UE.

Demonstracja rozpoczęła się na placu Zamkowym, następnie przeszła pod Pałac Prezydencki i Senat. W marszu uczestniczyli związkowcy z całego kraju – m.in. górnicy, energetycy, stoczniowcy, strażacy i nauczyciele. W tłumie dominowały biało-czerwone flagi, transparenty przeciw Zielonemu Ładowi i hasła wymierzone w rząd Donalda Tuska.

W demonstracji licznie uczestniczyli politycy prawicy. Obecni byli m.in. politycy PiS, Konfederacji oraz działacze Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza. W demonstracji wziął udział były minister edukacji, wiceprezes PiS Przemysław Czarnek, kandydat partii na premiera w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Czarnek podczas demonstracji przekonywał, że polityka klimatyczna UE prowadzi do „deindustrializacji Polski” i wzrostu cen energii. „Tysiące ludzi Solidarności na ulicach Warszawy dzisiaj mówią: Zielony Ład nas wykończy. A my mówimy: nie dopuścimy do tego. Mamy gotową receptę na wyjście Polski z ETS-u, mamy gotową receptę na obniżenie rachunku za ciepło, za prąd, nawet o połowę. Mamy gotową receptę na ratowanie miejsc pracy w Polsce” – mówił polityk PiS.

Na wcześniejszej konferencji w Sejmie Przemysław Czarnek apelował do senatorów o zgodę na organizację zaproponowanego przez prezydenta referendum dotyczącego polityki klimatycznej UE. Twierdził, że Zielony Ład prowadzi do ucieczki firm z Polski i grozi utratą miejsc pracy. „To jest temat być albo nie być Polski. Jej suwerenności gospodarczej, jej możliwości rozwojowych” – mówił.

Pod Pałacem Prezydenckim do uczestników przemawiał Paweł Szefernaker z Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego. Dziękował „Solidarności” za wsparcie udzielone Nawrockiemu w kampanii prezydenckiej i podkreślał, że postulaty protestujących są częścią programu nowego prezydenta. „Dzisiaj trzeba doprowadzić do zmiany w Europie i także do zmiany w Polsce. Bez was tego się nie uda” – mówił.

W marszu uczestniczył też wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji. „Tysiące ludzi zgromadzonych dziś na proteście w Warszawie wyraża zdecydowany sprzeciw wobec szkodliwej, kosztownej i absurdalnej unijnej polityki klimatycznej” – napisał później w mediach społecznościowych. Ocenił, że Zielony Ład „niszczy konkurencyjność polskiej gospodarki i ogranicza niezależność energetyczną”.

Do protestu odniósł się również Jarosław Kaczyński. Prezes PiS napisał w mediach społecznościowych, że „patriotyczna Polska się budzi”, a demonstracja pokazuje sprzeciw wobec „fatalnych działań rządu Tuska”.

Marsz przebiegł spokojnie, choć spowodował poważne utrudnienia komunikacyjne w centrum Warszawy. Około godz. 15 uczestnicy zaczęli się rozchodzić.

Jaki jest kontekst?

Protest odbył się w dniu debaty Senatu nad wnioskiem prezydenta Karola Nawrockiego o przeprowadzenie 27 września referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej. Pytanie ma brzmieć: „Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Aby organizacja referendum była możliwa, zgodę musi wyrazić Senat. Jak dotąd wniosek o przeprowadzenie referendum odrzuciły połączone komisje Unii Europejskiej, gospodarki narodowej, infrastruktury, klimatu oraz rolnictwa.

PiS oraz związana z nim „Solidarność” próbują ponownie uczynić sprzeciw wobec Zielonego Ładu, ETS i polityki migracyjnej jednym z głównych tematów nadchodzącej kampanii parlamentarnej.

Przeczytaj także:

16:46 20-05-2026

Prawa autorskie: 20.05.2026 Warszawa , ulica Wiejska , Senat , dziennikarz i dzialacz mniejszosci polskiej na Bialorusi Andrzej Poczobut (c), z zona Oksana (p) i byly posel Robert Tyszkiewicz (l) przed spotkaniem z marszalkinia Senatu Malgorzata Kidawa - Blonska . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl20.05.2026 Warszawa ...

Andrzej Poczobut w Senacie: „Ciągle jesteśmy jednym narodem”

Po wyjściu z białoruskiego więzienia Andrzej Poczobut odebrał akt powołania do Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu. Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi mówił o jedności ponad politycznymi podziałami.

Co się wydarzyło?

Na początku posiedzenia Senatu 20 maja Andrzej Poczobut odebrał z rąk marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej akt powołania do Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu. Kidawa-Błońska przypomniała, że zdecydowała o powołaniu Poczobuta już w 2024 roku, kiedy dziennikarz wciąż przebywał w białoruskim więzieniu.

Podczas uroczystości Poczobut apelował o pamięć o wspólnocie ponad podziałami politycznymi i granicami państw.

— Ciągle są sprawy, które potrafią nas wszystkich zjednoczyć ponad tymi podziałami. Ponad podziałami, ponad granicami państwowymi ciągle jesteśmy jednym narodem. I o tym warto pamiętać w naszej szarej, kłótliwej codzienności — podkreślił Poczobut (cytat za PAP).

Poczobut mówił też o wsparciu, jakie Związek Polaków na Białorusi otrzymywał od kolejnych polskich rządów po delegalizacji organizacji przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

— Wszystkie siły polityczne, które rządziły Polską od 2005 roku, czyli od momentu, kiedy Związek Polaków został zdelegalizowany, udzielały swego wsparcia dla Związku Polaków. Czy to był rząd lewicowy Marka Belki, czy to był rząd prawicowy Jarosława Kaczyńskiego, czy to koalicyjny rząd, na którego czele stoi Donald Tusk. Te wszystkie rządy mają swój udział we wspieraniu Związku Polaków na Białorusi. I chcę powiedzieć, że historia Związku Polaków, te 21 lat [działania] w warunkach nielegalności, to jest historia naszego wspólnego sukcesu — powiedział Poczobut.

Jaki jest kontekst?

Andrzej Poczobut wyszedł z białoruskiego więzienia 28 kwietnia w ramach wymiany więźniów. Wymieniono go na rosyjskich i białoruskich szpiegów po ponad pięciu latach spędzonych za kratkami.

W lutym 2023 roku białoruski sąd skazał go na osiem lat więzienia o zaostrzonym rygorze za rzekome „podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej” oraz „rehabilitację nazizmu”. Poczobut został też wpisany na specjalną listę osób „mających do czynienia z działalnością terrorystyczną”, co oznaczało surowsze traktowanie w więzieniu.

Międzynarodowe organizacje uznały go za więźnia sumienia. Podczas pobytu w kolonii karnej otrzymał liczne nagrody, w tym przyznawaną przez Parlament Europejski Nagrodę im. Andrieja Sacharowa. Poczobut wystąpi na sesji plenarnej europarlamentu w połowie czerwca.

Zwolnienie Poczobuta było m.in. skutkiem mediacji Johna Coale’a, wysłannika prezydenta Donalda Trumpa. Według „Gazety Wyborczej” Amerykanie obiecywali pomoc w uwolnieniu Poczobuta już w 2024 roku, gdy Polska na ich prośbę zwolniła z więzienia rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa. Rubcow, który podawał się za hiszpańskiego dziennikarza, został wymieniony za dysydentów więzionych w rosyjskich łagrach.

W sprawie Poczobuta Amerykanie mieli jednak natrafiać na opór Mińska. Łukaszenka miał osobisty stosunek do sprawy dziennikarza: Poczobut jest Polakiem, a w korespondencjach dla „Wyborczej” nazywał białoruskiego przywódcę wprost dyktatorem.

Poczobut to polsko-białoruski dziennikarz, publicysta, bloger i działacz mniejszości polskiej związany z Grodnem. Od lat 90. działał w Związku Polaków na Białorusi, a od 2006 roku był korespondentem „Gazety Wyborczej” w Grodnie.

Wielokrotnie aresztowany i skazywany przez reżim Łukaszenki, konsekwentnie opowiadał się za niezależnością ZPB od władz w Mińsku. 3 maja został odznaczony Orderem Orła Białego, formalnie przyznanym przez prezydenta Karola Nawrockiego pod koniec 2025 roku.

Przeczytaj także:

16:32 20-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dariusz Borowic...

Trzej mężczyźni mieli szpiegować dla Rosji. Zostali aresztowani

ABW zatrzymała trzech Polaków, podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Mężczyźni: A.Ć. (62 lata), D.C. (50 lat) i A.P. (48 lat) nie tylko zbierali dane o rozmieszczeniu wojsk NATO w Polsce, ale też gromadzili pieniądze na sprzęt dla wojsk rosyjskich i przechodzili specjalistyczne szkolenia. Działali na zlecenie Rosjanina współpracującego z FSB. 

Podejrzani o szpiegostwo zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy ABW na polecenie prokuratora z podlaskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Akcja miała miejsce 12 maja, ale służby poinformowały o niej dopiero teraz.

Co się wydarzyło

Prokuratura zarzuca mężczyznom, że działali na rzecz obcego wywiadu, a także wytwarzali i udostępniali materiały propagandowe i dezinformacyjne. Ponadto mieli publicznie pochwalać prowadzenie wojny napastniczej oraz propagować symbole wspierające agresję militarną Rosji przeciwko Ukrainie.

Jak ujawnili śledczy, mężczyźni angażowali się w gromadzenie pieniędzy na zakup sprzętu, przeznaczonego dla rosyjskiej armii. Zamierzali też realizować akcje sabotażowe i dywersyjne na terenie naszego kraju, a być może także w innych państwach Unii Europejskiej. Żeby się do tego przygotować, przechodzili szkolenia strzeleckie i z taktyki pola walki.

„Podejrzani należeli do nieformalnej prorosyjskiej organizacji paramilitarnej” – poinformował Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej. – „Wykonywali również działania o charakterze stricte wywiadowczym, między innymi udzielali informacji o rozmieszczeniu wojsk NATO na terenie Polski.”

Tego rodzaju działania podejrzani prowadzili od kilku lat, niektóre nawet od 2019 roku. Mężczyznom grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż osiem lat. Zatrzymani nie przyznają się do winy. Sąd zgodził się na zastosowanie wobec nich tymczasowego aresztowania na trzy miesiące.

Jaki jest kontekst

To już kolejne zatrzymanie w Polsce pod zarzutem szpiegostwa. Liczba szpiegów w Polsce wzrosła znacząco po wybuchu wojny w Ukrainie. W latach 2024-2025 na podstawie materiałów zebranych przez ABW wszczęto aż 69 śledztw, dotyczących współpracy z wywiadem rosyjskim lub białoruskim. Natomiast zatrzymano 91 osób podejrzanych o szpiegostwo. Byli to obywatele różnych państw, od Białorusi, Rosji i Ukrainy poczynając, przez Kanadę, na Kolumbii kończąc.

Wielu z nich to tak zwani „jednorazowi agenci”, werbowani przez rosyjskie służby na internetowych platformach, do przeprowadzenia akcji sabotażowych, na przykład podpalenia centrów handlowych. Ale w Polsce działała też kilkudziesięcioosobowa siatka, montująca kamery internetowe przy strategicznych liniach kolejowych. A jednym z ostatnich zatrzymanych był Polak, od lat pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Zobacz więcej

Przeczytaj także: