0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Szef kancelarii prezydenta na liście „wrogów Ukrainy”

Zbigniew Bogucki odpowiada, że jest wrogiem, ale proputinowskiej Rosji. „Żeby jednak to zrozumieć, niektórzy na Ukrainie musieliby stanąć w prawdzie historycznej oraz w prawdzie bieżących wydarzeń i wyleczyć się z antypolonizmu”

Co się wydarzyło

Ukraińska organizacja pozarządowa Centrum Myrotworeć uznała, że wypowiedzi szefa kancelarii prezydenta RP zagrażają suwerenności i integralności Ukrainy. Chodzi o komentarz Zbigniewa Boguckiego do projektu ustawy, na podstawie której ma powstać panteon ukraińskich bohaterów narodowych. „To jest ustawodawstwo państwa ukraińskiego, mają suwerenność i swobodę decyzji. W mojej ocenie, a przede wszystkim w ocenie pana prezydenta, ale myślę, że i olbrzymiej większości Polaków, sławienie Bandery, sławienie zbrodniarzy, którzy dopuścili się nieludzkich zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, to nie jest kierunek do świata Zachodu, do świata cywilizacji, wspólnych wartości europejskich czy transatlantyckich” – ocenił Bogucki.

Dla ukraińskiej organizacji słowa o „Małopolsce Wschodniej” na opisanie dzisiejszych terenów ukraińskich było podstawą do uznania Boguckiego za „wroga państwa”.

„Nadal będę robił to, co dobre i słuszne, po prostu to, co ludzkie. Będę wspierał ludzi, którzy cierpią na Ukrainie przez ruskie hordy realizujące neoimperialistyczną politykę Putina. Jednocześnie będę nadal nazywał po imieniu ukraińskich szowinistów z UPA i OUN zbrodniarzami, którzy dokonali bestialskiego ludobójstwa na ludności cywilnej: dzieciach, kobietach i osobach starszych na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej” – skomentował tę decyzję Bogucki na platformie X. Dodał, że ziemie, o których mówi, są dziś „integralną częścią Ukrainy”.

Bogucki przypomniał, że jako wojewoda koordynował pomoc dla ukraińskich uchodźców na Pomorzu Zachodnim, a tuż po wybuchu wojny pojechał ze znajomymi do Ukrainy z transportem pomocy humanitarnej. Szef kancelarii prezydenta dodał, że jest wrogiem, ale proputinowskiej Rosji. „Żeby jednak to zrozumieć, niektórzy na Ukrainie musieliby stanąć w prawdzie historycznej oraz w prawdzie bieżących wydarzeń i wyleczyć się z antypolonizmu” – ocenił Bogucki.

Jaki jest kontekst

Ukraińska organizacja potraktowała słowa o Małopolsce Wschodniej analogicznie do kremlowskich zapędów, by Ukrainę nazywać Małorosją. Małopolska Wschodnia to jednak tylko termin historyczny, używany w dwudziestoleciu międzywojennym w odniesieniu do regionu obejmującego województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Nikt w Polsce powszechnie nie używa tego określenia, żeby podważyć suwerenność Ukrainy. Widać jednak wyraźnie, że spór o historię i ukraiński nacjonalizm, coraz bardziej eskaluje.

Warto zaznaczyć, że „lista wrogów” Ukrainy, tworzona od 2014 roku przez Centrum Myrotworeć, to kontrowersyjna inicjatywa także w samej Ukrainie. Za publikowanie danych osobowych w takiej formule krytykowały go organizacje działające na rzecz praw człowieka. Pod każdym wpisem znajduje się bowiem następująca deklaracja: „Centrum Myrotworeć zwraca się do organów ścigania z prośbą o potraktowanie niniejszej publikacji na stronie internetowej jako oświadczenia, że ​​obywatel ten dopuścił się umyślnego czynu godzącego w bezpieczeństwo narodowe Ukrainy, pokój, bezpieczeństwo ludzkości i międzynarodowy porządek prawny, a także innych przestępstw”.

Przeczytaj także:

08:02 07-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.plFot. Marcin Stepien ...

Błaszczak: Nie należy przekazywać uzbrojenia Ukrainie

„To, co należało już zrobić, zrobiliśmy” – mówi szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, pytany o donacje na sprzęt wojskowy dla Ukrainy.

Co się wydarzyło

W latach 2022-2023 Polska przekazała Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości 15 mld zł. Wtedy rządziła Zjednoczona Prawica, dla której wsparcie Kijowa, broniącego się przed rosyjską agresją, było kwestią racji stanu. Dziś Prawo i Sprawiedliwość radykalnie zmieniło zdanie, skręcając w stronę skrajnej prawicy.

7 lipca na antenie Polsat News, szef klubu PiS i były szef MON Mariusz Błaszczak, pytany o to, czy Polska nadal powinna przekazywać uzbrojenie Ukrainie, odpowiedział, że nie. „Myślę, że w tej sytuacji, w której się znaleźliśmy — nie, ze względu na to, że to, co należało zrobić, już zrobiliśmy” – odparł Błaszczak.

Jak dodał, ewentualnie Polska mogłaby wysyłać Ukrainie stary postsowiecki sprzęt. „Jeszcze trochę tego sprzętu zostało. Taki sprzęt rzeczywiście, na przykład MiGi-29, można przekazać. Nie mamy części do tych samolotów. A więc żeby uniknąć kosztów utylizacji, to taki sprzęt można przekazać na Ukrainę. Ale nie pociski do systemu Patriot” – mówił Błaszczak.

Jaki jest kontekst

W ten sposób Błaszczak nawiązał do dyskusji, którą wywołał Krzysztof Bosak. Lider narodowego skrzydła Konfederacji jako pierwszy zarzucił polskiemu rządowi, że przekazując Ukrainie pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot, osłabił zdolności obronne kraju. Do tej przepychanki szybko dołączyli politycy PiS.

W odpowiedzi na krytykę wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz odtajnił wartość udzielonej pomocy wojskowej od początku pełnoskalowej wojny. Jak już pisaliśmy, w latach 2022-2023 rząd Mateusza Morawieckiego wsparł Ukrainę sprzętem o wartości 15 mld zł. Chodzi m.in. czołgi T72, PT-91 i Leopard 2A4; transportery opancerzone i bojowe wozy piechoty Rosomak, BRDM i BWP-1; sprzęt artyleryjski: AHS KRAB, 2S1 Goździk, BM21, moździerze 120mm i 60mm; bezzałogowe statki powietrzne Warmate i FlyEye.

Od 2024 roku wartość pomocy spadła i to znacząco. W ciągu 2,5 roku wyniosła 1,55 mld zł, natomiast wśród przekazanego sprzętu faktycznie znalazły się pociski Patriot. Jak pisał w OKO.press Michał Piekarski, wspieranie wysiłków Ukrainy w walce z Rosją, jest osłabianiem Kremla, a więc redukcją zagrożenia z jego strony. A każda decyzja o przyznaniu sprzętu, mimo że może wydawać się trudna do podjęcia, bo np. trzeba czekać na uzupełnienie zapasów, nie musi automatycznie oznaczać ograniczenia gotowości bojowej.

Jak przyznał Wołodymyr Zełenski, Ukraina ma dziś największy problem z rosyjskimi pociskami balistycznymi, którymi Kreml terroryzuje mieszkańców Kijowa. Do skutecznej obrony Ukrainie brakuje bowiem pocisków przechwytujących, szczególnie Patriotów. „To po prostu bezsensowne, że w dzisiejszym świecie produkcja wciąż nie została zwiększona do poziomu, który jest faktycznie potrzebny, aby chronić ludzi przed balistycznym terrorem” – stwierdził Zełenski przed szczytem NATO, który rozpoczyna się 7 lipca w Ankarze. „Od dawna udowadniamy, że jesteśmy w stanie sami produkować taką broń obronną. Gdyby Ukraina otrzymała amerykańskie licencje na produkcję systemów Patriot, nasza własna produkcja wystarczyłaby zarówno na ochronę Ukrainy, jak i na pomoc potrzebującym partnerom” – stwierdził Zełenski.

Przeczytaj także:

05:00 07-07-2026

Prawa autorskie: Foto WIN MCNAMEE / Getty Images via AFPFoto WIN MCNAMEE / G...

Trump przed szczytem NATO: „Putin czuje presję”

Trump przekonuje, że koniec wojny w Ukrainie jest bliżej, niż się wydaje, i chce rozmawiać z Zełenskim podczas szczytu NATO. Ale europejscy sojusznicy nie widzą przełomu i szykują plan wieloletniego wsparcia Kijowa – bez zaangażowania USA.

Co się wydarzyło?

Prezydent Donald Trump znowu twierdzi, że koniec wojny w Ukrainie jest „bliżej niż wielu sądzi”. Według niego ma o tym przesądzać to, że Putin „czuje presję” i, podobnie jak prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, ma chcieć zakończenia wojny. Sprawa ma być omawiana przez Trumpa z Zełenskim w środę 8 lipca podczas szczytu NATO w Ankarze.

„Myślę, że jesteśmy o wiele bliżej rozwiązania, niż ludzie sobie wyobrażają. Prezydent Putin chce, żeby to [wojna] się skończyło. Mówię to z całą stanowczością. Prezydent Zełenski także chce, żeby to się skończyło już teraz (…) Prowadzimy rozmowy, zobaczymy, czy uda się to zakończyć” – powiedział Trump podczas konferencji prasowej w poniedziałek 6 lipca w Białym Domu.

O tym, że podczas szczytu NATO w Ankarze prezydent Donald Trump chce podjąć kolejną próbę przyspieszenia rozmów w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie, w niedzielę poinformowała agencja Reutera. Wysoki rangą przedstawiciel administracji USA, który rozmawiał z dziennikarzami anonimowo, przekazał, że zdaniem amerykańskiego prezydenta teraz jest dobry moment na rozmowy o tym, jak zakończyć tę wojnę.

„Linia frontu w ostatnich miesiącach wyraźnie się ustabilizowała, żadna ze stron nie robi dużych postępów. Prezydent bardzo chce spróbować to zatrzymać” – mówił przedstawiciel administracji USA.

Trump regularnie prowadzi też rozmowy z Władimirem Putinem. Ostatnia odbyła się w sobotę 4 lipca.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował w poniedziałek 6 lipca, że przywódcy umówili się na kolejną „w najbliższym czasie”, sugerując, że do kolejnego kontaktu może dojść jeszcze w trakcie lub bezpośrednio po szczycie NATO.

Jaki jest kontekst?

Rozmowy pokojowe w sprawie wojny w Ukrainie prowadzone pod auspicjami Stanów Zjednoczonych nie przyniosły dotąd przełomu. Moskwa i Kijów pozostają daleko od porozumienia w sprawie warunków zawieszenia broni. Rosja, pod pozorem rozmów pokojowych, wciąż domaga się pełnej kapitulacji Ukrainy i jej politycznego podporządkowania Moskwie oraz dąży do aneksji wschodu Ukrainy, w tym tych części, których nie zdobyła wojskowo.

Deklaracje Trumpa o tym, że Putin chce zakończenia wojny, stoją także w sprzeczności z intensywnością rosyjskich ataków na Ukrainę. W nocy z 5 na 6 lipca Rosja przeprowadziła jeden z największych w ostatnim czasie zmasowanych ataków rakietowo-dronowych. Według ukraińskich władz Rosjanie wystrzelili 68 rakiet oraz 351 dronów. Zginęło 28 osób, a ponad 80 zostało rannych. Najmocniej ucierpiał Kijów, gdzie rosyjskie pociski uderzyły m.in. w budynki mieszkalne.

Był to kolejny tak duży atak w ciągu kilku dni. Wcześniejsze rosyjskie uderzenie na Kijów z 2 lipca było najkrwawszym atakiem na ukraińską stolicę w tym roku – zginęło w nim 31 osób, a ponad 100 osób zostało rannych. Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzega, że liczba ofiar cywilnych rosyjskich ataków rośnie wraz z coraz częstszym użyciem przez Moskwę rakiet dalekiego zasięgu i dronów.

Mimo deklaracji Trumpa, że zakończenie wojny jest coraz bliżej, europejscy członkowie NATO przygotowują się raczej na scenariusz długotrwałego wspierania Ukrainy. Podczas rozpoczynającego się we wtorek 7 lipca szczytu w Ankarze chcą wysłać sygnał, że pomoc dla Kijowa będzie kontynuowana niezależnie od prób negocjacji z Moskwą.

Sojusznicy mają zobowiązać się do przekazania Ukrainie w 2026 roku 70 mld euro w postaci sprzętu wojskowego, szkoleń i innego wsparcia oraz utrzymania co najmniej podobnego poziomu pomocy także w 2027 roku. Część pieniędzy ma pochodzić z już ogłoszonych zobowiązań poszczególnych państw oraz unijnego mechanizmu pożyczkowego przeznaczonego na inwestycje w ukraiński przemysł obronny i zakupy uzbrojenia. Stany Zjednoczone nie będą uczestniczyć w finansowaniu tego pakietu.

Jednocześnie – jak informował brytyjski dziennik „The Telegraph” – sama obecność Wołodymyra Zełenskiego podczas szczytu ma być mniej eksponowana niż w poprzednich latach. Ukraiński prezydent ma uczestniczyć w spotkaniu jako gość, ale w oficjalnej agendzie nie przewidziano jego przemówienia przed przywódcami państw NATO. Według „The Telegraph” ograniczenie roli Zełenskiego ma być próbą uniknięcia napięć z Trumpem.

Szczyt NATO relacjonujemy prosto z Ankary. Więcej relacji OKO.press:

Przeczytaj także:

17:50 06-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Osmancan Gürdoğan, Pool Photo via APFot. Osmancan Gürdoğ...

Korespondencja z Ankary. Rutte przed szczytem NATO: To koniec starego układu

NATO wchodzi w największą transformację od dekad. Europa ma przejąć większą odpowiedzialność za własną obronę, ale USA pozostają kluczowe – przekonuje Mark Rutte tuż przed szczytem NATO w Ankarze, który OKO.press relacjonuje prosto ze stolicy Turcji.

Co się wydarzyło?

NATO wchodzi w etap głębokiej transformacji: europejscy sojusznicy i Kanada przejmują większą odpowiedzialność za własną obronę, ale nie oznacza to osłabienia więzi transatlantyckiej ani wycofania Stanów Zjednoczonych z Sojuszu – zapewniał dzień przed rozpoczęciem dwudniowego szczytu NATO w Ankarze sekretarz generalny Mark Rutte.

Jego zdaniem NATO nie odchodzi od modelu transatlantyckiego, ale „kończy etap nadmiernej zależności Europy od USA”.

„NATO takie, jakie mieliśmy jeszcze trzy, cztery, pięć lat temu, nie było trwałe” – mówił Rutte podczas konferencji prasowej w Międzynarodowym Centrum Prasowym, znajdującym się na terenie wybudowanego przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana luksusowego kompleksu prezydenckiego w Ankarze.

Jak tłumaczył sekretarz Sojuszu, będąca jednym z najbogatszych regionów świata, licząca ok. 600 mln mieszkańców Europa nie może w tak dużym stopniu polegać na USA: państwie liczącym 350 mln ludzi i położonym po drugiej stronie Atlantyku. Rutte podkreślał jednak, że nie chodzi o zastąpienie USA przez Europę, ale o bardziej zrównoważony podział obowiązków w NATO.

Przypomniał, że podczas zeszłorocznego szczytu w Hadze państwa NATO zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność i bezpieczeństwo do 5 proc. PKB do 2035 roku, ale transformacja Sojuszu przebiega szybciej. Według danych przedstawionych przez szefa NATO, europejscy sojusznicy i Kanada już obecnie wydają średnio ok. 4 proc. PKB na obronność. Tylko w latach 2025–2026 przeznaczą na inwestycje obronne dodatkowe 258 mld dolarów. Rutte przekonywał, że oznacza to, iż są „na ścieżce do wyrównania wydatków obronnych ze Stanami Zjednoczonymi”.

„Tworzymy teraz Sojusz, który jest trwały, w którym Stany Zjednoczone wiedzą, że to jest uczciwa umowa. Bierzemy większą odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy. Silniejsza Europa oznacza silniejsze NATO” – mówił Rutte.

Sekretarz generalny NATO podkreślił, że szczyt w Ankarze ma pokazać przejście od politycznych deklaracji do wdrażania tych zobowiązań. Podczas towarzyszącego szczytowi forum przemysłu obronnego mają zostać podpisane kontrakty zbrojeniowe warte dziesiątki miliardów dolarów.

"NATO musi ograniczyć bariery między przemysłami obronnymi państw członkowskich i lepiej wykorzystywać potencjał całego Sojuszu. Od Arkansas do Ankary”— apelował sekretarz Sojusz.

Czy uda się pokazać jedność?

Pytany o to, czy w momencie gdy Donald Trump wciąż krytykuje europejskich sojuszników za zbyt małe wydatki zbrojeniowe i brak lojalności, NATO wciąż może pokazać jedność podczas szczytu, Rutte odpowiedział wymijająco. Stwierdził, że „presja amerykańskiego prezydenta przynosi efekty”.

„[Trump] jest pierwszym prezydentem USA od Eisenhowera, który doprowadził do sytuacji, w której Europejczycy i Kanadyjczycy będą wydawać [na obronność] tyle samo co Amerykanie” – mówił.

Przyznał, że Donald Trump był rozczarowany postawą części sojuszników wobec Iranu, ale zaznaczył, że europejskie bazy odegrały ważną rolę w amerykańskich działaniach – m.in. obsługując tysiące lotów, a więc europejscy sojusznicy, wbrew temu, co mówi Trump, nie zostawiły USA na lodzie. Nie odniósł się jednak do pytania o zapowiedzi Donalda Trumpa ws. Grenlandii.

W odpowiedzi na pytanie o rosyjskie prowokacje przed szczytem: intensywne ataki na Ukrainę oraz działanie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego, który według Londynu zbliżył się do brytyjskiego lotniskowca, ocenił, że nie są one efektem słabości NATO, a wręcz „przeciwnie”. Według niego reakcja Wielkiej Brytanii była dowodem gotowości Sojuszu do odpowiedzi. Rosyjskie działania nazwał „lekkomyślnymi i nieprofesjonalnymi”.

O ostatnich atakach na Ukrainę powiedział natomiast: „To kolejny dowód na to, jak zdesperowany jest Putin”. Według Ruttego Rosja nie jest w stanie osiągnąć swoich celów w Ukrainie, a Kijów skutecznie uderza w rosyjską gospodarkę i przemysł obronny.

Turcja: kluczowy sojusznik, a co z demokracją?

Podczas konferencji pojawiły się też pytania o Turcję – gospodarza tegorocznego szczytu NATO. Rutte podkreślał strategiczne znaczenie Ankary dla Sojuszu: położenie geograficzne, jedną z największych armii NATO oraz dynamicznie rozwijający się przemysł obronny. Jak wskazywał, w Turcji działa dziś około 3 tys. firm związanych z sektorem zbrojeniowym, a tureckie przedsiębiorstwa są coraz ważniejszym elementem wzmacniania przemysłowej bazy NATO.

„Turcja jako całość jest naprawdę ważna. Wasze miejsce na mapie jest ważne. Wasze przywództwo w NATO jest ważne” – mówił Rutte i dziękował za organizację wydarzenia.

Ale organizacji szczytu NATO w Ankarze towarzyszyły kontrowersje związane z zaostrzeniem środków bezpieczeństwa: zakazano organizowania demonstracji, ustawiono dodatkowe bariery i ograniczono ruch w części miasta. W ostatnich dniach zatrzymano ponad sto osób uczestniczących w protestach organizowanych przez ugrupowania lewicowe, a kolejne osoby aresztowano w ramach operacji antyterrorystycznych. Tureckie władze przekonują, że działania te dotyczą zagrożeń bezpieczeństwa i nie mają związku ze szczytem NATO.

Pytany o stan demokracji w Turcji i o to, czy państwo oskarżane o ograniczanie wolności mediów oraz represje wobec opozycji jest właściwym gospodarzem spotkania przywódców demokratycznego sojuszu, Rutte odpowiedział wymijająco: „Demokracja to więcej niż wybory. Wybory oczywiście są kluczowe dla demokracji. Ale demokracja to także wolne media i prawo do protestów” – powiedział, nie krytykują władz Turcji wprost.

Pytany o napięcia między Ankarą a częścią sojuszników – w tym ograniczenia we współpracy przemysłów obronnych oraz nierozwiązany spór wokół zakupionych przez Turcję rosyjskich systemów S-400, podkreślił, że różnice zdań między członkami NATO zdarzały się zawsze, a jego rolą jako sekretarza generalnego jest szukanie rozwiązań „dyskretnie, za kulisami”.

Ankara objęta jest częściowymi sankcjami Waszyngtonu za zakup rosyjskich systemów S-400 oraz – z tego samego powodu – została wykluczona z programu amerykańskich myśliwców F-35. Erdoğan liczy, że rozmowy z Donaldem Trumpem przyniosą postęp w sprawie zniesienia ograniczeń i poprawy relacji z USA. Chce także wykorzystać szczyt do zaprezentowania rosnących możliwości tureckiego przemysłu obronnego oraz rozmów z europejskimi partnerami, m.in. Francją i Włochami, o zakupie systemów obrony przeciwlotniczej SAMP/T.

Jaki jest kontekst?

Szczyt NATO w Ankarze odbywa się w momencie największej od lat debaty o przyszłości relacji transatlantyckich. Administracja Donalda Trumpa domaga się od europejskich sojuszników większego udziału w kosztach obrony i prowadzi przegląd amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Mark Rutte od wielu miesięcy zapewnia, że nic takiego się nie dzieje, a NATO przechodzi jedynie wewnętrzną transformację.

Ale eksperci wskazują, że głównym wyzwaniem dla NATO będzie przeprowadzenie tej zmiany bez stworzenia tzw. luki odstraszania, czyli sytuacji, w której Europa nie zdąży jeszcze zbudować własnych zdolności, a Rosja uzna, że amerykańskie zaangażowanie słabnie. Tymczasem już same chaotyczne ogłoszenia ze strony administracji USA co do przyszłości ich obecności w Europie, jak i podważające sens istnienia NATO wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, negatywnie wpływają na siłę odstraszania Sojuszu.

„Musimy uniknąć powstania luki w odstraszaniu. Bo właśnie na takie momenty czeka Rosja” – mówiła w rozmowie z OKO.press tuż przed szczytem Iana Maisuradze, ekspertka ds. bezpieczeństwa i obronności European Policy Centre. Podkreślała, że „odstraszanie działa dlatego, że przeciwnik wierzy, iż Sojusz zareaguje wspólnie”.

„Celem szczytu powinno być przekonanie potencjalnych adwersarzy, że NATO jest zjednoczone i zjednoczone będzie działać w razie potrzeby” – powiedziała Maisuradze.

Przeczytaj także:

16:12 06-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Szef MON o pomocy Ukrainie. Podaje dane

MON podał pierwsze dane na temat donacji sprzętu wojskowego Ukrainie. Proces odtajniania tych danych ma potrwać

Co się wydarzyło

Na konferencji prasowej minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał informacje o donacjach sprzętu wojskowego dla Ukrainy i ich wartości. Według szefa MON najwięcej sprzętu Polska przekazała w latach 2022-2023. Wartość tych donacji to 15 mld zł. Kosiniak-Kamysz podkreślał, że nie wypomina rządowi PiS tych decyzji i uważa je za słuszne. W tym czasie przekazaliśmy Ukrainie m.in. czołgi T72, PT-91 i Leopard 2A4; transportery opancerzone i bojowe wozy piechoty Rosomak, BRDM i BWP-1; sprzęt artyleryjski: AHS KRAB, 2S1 Goździk, BM21, moździerze 120mm i 60mm; bezzałogowe statki powietrzne Warmate i FlyEye.

Według podanych danych koszt donacji dla Ukrainy od 2024 roku dodziś wyniósł 1,55 mld zł, czyli znacznie mniej niż w latach 2022-23. Wśród przekazanych w tym okresie środków były m.in. pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot.

"Pomoc dla Ukrainy jest naszym strategicznym zadaniem wynikającym z racji stanu Rzeczypospolitej” – mówił minister i dodawał, że „im więcej zniszczonych dronów Federacji Rosyjskiej, tym Polska bezpieczniejsza”.

Jaki jest kontekst

Przekazanie tych danych to m.in. odpowiedź na krytykę rządu PiS w reakcji na pogłoski o przekazaniu w ostatnich miesiącach Ukrainie rakiet do systemów Patriot. Opozycja argumentuje, że przekazując rakiety Ukrainie, Polska osłabiła własne zdolności obronne. Czy jest tak faktycznie? Z tym pytaniem w tekście dla OKO.press mierzy się Michał Piekarski:

Przeczytaj także: