0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. PETRAS MALUKAS / AFPFot. PETRAS MALUKAS ...

Od kilku dni, politycy Prawa i Sprawiedliwości jak Mariusz Błaszczak czy Konfederacji jak Krzysztof Bosak nagłaśniają informację o przekazaniu Ukrainie pocisków rakietowych do zestawów Patriot. Oczywiście podlewając to sosem narracji o osłabianiu obronności Polski kosztem Ukrainy.

Kontekstem takich działań jest trwający już od tygodni kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, który na polu polityki wewnętrznej przeradza się w żenującą licytację, kto jest bardziej niechętny Ukrainie. Warto jednak spojrzeć na problem z perspektywy innej niż bieżąca polsko-polska wojenka .

Jakie znaczenie mają Patrioty, ile ich mogliśmy przekazać i jakie to ma znaczenie dla obrony Polski. I jak to wpływa na sytuację… Rosji?

Systemy obrony przeciwlotniczej mają fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa współczesnych państw. Pełnoskalowa agresja na Ukrainę, zwłaszcza trwająca kampania uderzeń na system energetyczny — tylko to potwierdza. Pozwalają one bowiem odpierać ataki z powietrza i chronić własną infrastrukturę oraz ludzi. Mogą one także odpierać zagrożenie w inny sposób, osłaniając wojska na froncie oraz ich zaplecze, oraz tworząc obszary, w których działanie wrogiego lotnictwa jest utrudnione (w sprzyjających warunkach, nawet nad jego terytorium).

Przeczytaj także:

Obrona piętrowa

Z tego powodu, obrona przeciwlotnicza składa się z różnego typu uzbrojenia, przeznaczonego do zwalczania różnych celów w różnych warunkach. Pożądane jest, aby systemy te tworzyły piętra — wyrażane w wysokości i odległości zwalczanych celów powietrznych oraz możliwości zwalczania różnego typu celów.

Stąd też

  • najniższym piętrem są proste typy uzbrojenia – jak przeciwlotniczy karabin maszynowy, armata przeciwlotnicza czy lekka wyrzutnia rakiet, przenośna lub zamontowana na pojeździe (jak polskie Gromy czy Pioruny). Jest to obrona określana jako VHSORAD – Very Short Range Air Defence. Przy czym „Very Short” oznacza maksymalny dystans do około 5 kilometrów odległości i 5 kilometrów wysokości. Około, gdyż dokładne parametry mogą być mniejsze lub niewiele większe, zależne są od możliwości danego uzbrojenia, możliwości wykrywania celów oraz bieżących warunków. Z zasady to piętro obrony – chroni konkretny obiekt (np. elektrownię), fragment terenu czy oddział wojska. Są one używane do zwalczania takich zagrożeń jak nisko lecące samoloty, śmigłowce, bezzałogowe statki powietrzne.

Z uwagi na ograniczenia w zasięgu i wysokości — muszą uzupełniać go wyższe piętra.

  • Takimi są systemy SHORAD – a więc Short Range Air Defence, których zasięg wynosi do 25 kilometrów, a pułap zwalczanych celów może już sięgać dziesięciu kilometrów.
  • Powyżej tej granicy znajdują się systemy zasięgu średniego — do 100 kilometrów
  • oraz dalekiego — powyżej 100 kilometrów, przy czym cały czas rośnie także pułap. Zmienia się także wachlarz zwalczanych celów. Mogą to to być wyżej i szybciej latające samoloty oraz — jeśli możliwości systemu na to pozwalają — pociski rakietowe, w tym balistyczne. Zarazem, mniejsze są możliwości rażenia celów znajdujących się bliżej i niżej oraz opłacalność użycia takiego pocisku. Przypomina to transport samochodowy — ciągnik siodłowy z naczepą zabierze duży ładunek, ale nie wjedzie wszędzie.

Zamiast obrony obiektów, pojawia się obrona strefowa — czyli choćby części terytorium państwa. Skomplikowaniu ulega także samo uzbrojenie. Na tym poziomie mowa o zestawach obrony przeciwlotniczej — czyli połączeniu rakiet, wyrzutni, urządzeń do wykrywania celów (na przykład radaru) urządzeń dowodzenia oraz zaplecza logistycznego. Czasem cześć bojowa zestawu mieści się na jednym pojeździe — a czasem składa się już z kilku lub kilkunastu mobilnych lub nie elementów.

  • Najwyższym możliwym piętrem są systemy zdolne do zwalczania obiektów w przestrzeni kosmicznej przeznaczone już stricte do obrony przeciwrakietowej poprzez strącanie głowic pocisków balistycznych lub zwalczania satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Ta mozaika możliwości modyfikowana jest przez charakter zagrożeń oraz zamiar użycia sił obrony przeciwlotniczej.

Jak to było za czasów Układu Warszawskiego?

Dlatego też choćby Polska w czasach Układu Warszawskiego musiała na rozkaz z Moskwy zbudować dwa systemy obrony przeciwlotniczej.

Jeden miał bronić terytorium Polski, znajdujących się na nim węzłów komunikacyjnych. W swoim końcowym kształcie składał , oprócz lotnictwa myśliwskiego, z pocisków dalekiego zasięgu (S-200 Newa), średniego (rodzina S-75), małego (S-125 Newa), uzupełnianych przez działa przeciwlotnicze i przenośne wyrzutnie Strzała.

Newy miały zwalczać wysoko i szybko latające samoloty NATO nad Bałtykiem, S-75 i S-125 samoloty bombowe nad wybrzeżem Bałtyku i najważniejszymi miastami, a artyleria i Strzały — służyły do obrony własnej zestawów rakietowych, lotnisk i stanowisk dowodzenia.

Drugi system służył osłonie wojsk, które miały brać udział w ataku na NATO — i tam również były piętra tworzone przez różne zestawy. Najwyższe, obszarowe tworzyła brygada rakiet 2K11 Krug, niższe o coraz mniejszym zasięgu – 2K12 Kub i 9K33 Osa oraz znów — działa przeciwlotnicze, karabiny maszynowe oraz rakiety Strzała zarówno na pojazdach, jak i przenośne.

Jak bronić ma się teraz Polska?

Podobnie konstruowany jest polski system obrony przeciwlotniczej.

  • Najniższe piętro bardzo bliskiego zasięgu — to bezpośrednia ochrona wojsk i obiektów (w tym innych zestawów przeciwlotniczych), czyli zestawy Poprad czy Pilica, uzupełniana teraz przez przeciwdronowy San.
  • Wyższe piętra to system małego zasięgu — Narew z brytyjskimi rakietami CAMM
  • i wreszcie Wisła – a więc zestawy Patriot.

Celem jest stworzenie przeciwlotniczego parasola — tym razem już w roli defensywnej, chroniącej zarówno obiekty cywilne, jak i wojskowe. I co charakterystyczne, obrona przeciwlotnicza była traktowana od dawna z wysokim priorytetem.

Jeszcze w latach 90. część systemów radzieckich wycofano, ale te, które pozostały, zmodernizowano, pracowano także nad pociskami bardzo bliskiego zasięgu. Dało to rezultat w postaci Groma i późniejszego Pioruna.

A same programy Wisła, Narew czy Pilica formalnie rozpoczęto jeszcze w roku 2013 wraz z ówcześnie przyjętym zbiorem priorytetów modernizacji technicznej. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż wszelkie oceny mówiące o konieczności budowy skutecznej obrony przeciwlotniczej, zwłaszcza mając na uwadze potencjał Rosji, potwierdziły wydarzenia z Ukrainy.

Obrona Ukrainy

Zarazem Ukraina znalazła się w trudnej sytuacji. Od jesieni 2022 roku Rosja prowadzi kampanię niszczenia strategicznie ważnej infrastruktury, wykorzystując w tym celu cały wachlarz środków napadu powietrznego, w dodatku stale poszerzany.

Pociski manewrujące takie jak Ch-101 czy Kalibry oraz samoloty-pociski — jak Szahidy — dało się zwalczać względnie prosto, przy pomocy rakiet przeciwlotniczych czy artylerii.

Masowe użycie Szahidów i podobnych konstrukcji stworzyło problem związany właśnie z masowością ich użycia. Ale ponieważ są to samoloty-pociski lecące względnie powoli (ich prędkość nie przekracza 200 km/h) i nisko, to można je względnie łatwo zwalczać. Używane to tego są zarówno karabiny maszynowe, artyleria czy specjalnie skonstruowane pociski przechwytujące.

Znacznie większym wyzwaniem jest zwalczanie bardziej wymagających celów.

Rosja posiadała bowiem pociski balistyczne Iskander odpalane z lądowych mobilnych wyrzutni. Ponadto ten sam pocisk zaadaptowano do odpalania z powietrza, tworząc rakietę Kindżał. Do atakowania celów w Ukrainie wykorzystywane są też pociski pierwotnie przeciwokrętowe, takie jak Ch-22, Onyks oraz Cyrkon, i przeciwlotnicze S-300.

Wreszcie, Rosja kupuje koreańskie rakiety KN-23.

Rosja atakuje pociskami balistycznymi

Pocisk balistyczny jest celem skrajnie trudnym.

Wystrzelony porusza się po krzywej balistycznej, z prędkością kilkukrotnie większą niż prędkość dźwięku. Czas lotu na odległość 500 kilometrów wynosi zaledwie kilka minut. Pociski manewrujące jak Ch-101poruszają się wolniej, taki sam dystans przelecą w co najmniej pół godziny. Szahid będzie leciał ponad dwie.

W przeciwieństwie do małego bezzałogowca Iskander przenosi głowicę o masie do 700 kilogramów – i efekt rażenia wzmacnia energia kinetyczna pocisku. Oznacza to, że pocisk nadaje się do rażenia umocnionych obiektów (jak choćby bloki energetyczne czy stanowiska dowodzenia). Oraz takich, które muszą być porażone szybko. To mogą być samoloty na lotnisku, przebywające tam przez kilkadziesiąt minut pomiędzy misjami, to mogą być ruchome stanowiska dowodzenia czy choćby… inne wyrzutnie rakiet.

Czas lotu oraz jego tor sprawiają, że o ile względnie łatwe jest jego wykrycie (mowa o szybko przemieszczającym się, dużym obiekcie emitującym bardzo dużo ciepła), to bardzo trudne jest jego przechwycenie. Stopnień trudności można bowiem porównać do próby strącenia rzuconego kamienia innym kamieniem. Z tego powodu systemy zdolne do zwalczania celów balistycznych są rzadkie — Ukraina w swoim arsenale odziedziczyła nieliczne poradzieckie S-300V1, zdolne do zwalczania tego typu zagrożeń. I w sytuacji ataków na infrastrukturę i ludność cywilną, zapewnienie efektywnej obrony — stało się już w roku 2022 sprawą kluczową.

Dlaczego liczą się Patrioty

O ile łatwo zapewnić dostawy broni przeciwlotniczej niższych pięter, to systemy zdolne do zwalczania celów balistycznych są rzadkie, drogie i skomplikowane. Jednocześnie możliwość użycia nowoczesnego oraz wcześniej już sprawdzonego w walce, zdolnego zwalczać zarówno pociski balistyczne, jak również samoloty systemu Patriot, dla Ukrainy oznaczała zwiększenie szans na obronę przed agresją.

Na szczęście dla Ukrainy, decyzje o ich dostawie z USA zapadły szybko – pod koniec roku 2022. Jednak wiadomo było z góry, że dostawa i wdrożenie do służby, nawet w warunkach wojennych zajmie kilka miesięcy. I według dostępnych informacji,

już w roku 2023 dostarczono pierwsze dwie baterie (pododdziały złożone z ośmiu wyrzutni, radarów, systemu dowodzenia) – jedna prosto z USA, druga z Europy.

Dostarczono też pociski — w dwóch zasadniczych wersjach, starszej PAC-2 i nowszej PAC-3.

Dostawy z USA i Europy

Dostawy samych systemów, jak i rakiet do nich trwają cały czas — choć z problemami. Oprócz kwestii politycznych problemem jest ich dostępność. Ukraina otrzymała bowiem dostawy zarówno z zasobów amerykańskich, jak również od państw — takich jak Niemcy czy Rumunia, które wcześniej kupiły ten system. Udało się też zapewnić dostawę starszych rakiet PAC-2 z Izraela.

Doświadczenia wojenne potwierdziły skuteczność tego systemu.

Jest w stanie skutecznie strącać rosyjskie pociski różnych typów – w tym, co Rosjan zapewne szczególnie zabolało — Kindżały i Cyrkony, którymi Putin swego czasu się chwalił jako „superbroniami”, przed którymi Zachód nie miałby się jak bronić.

Okazało się, że car jest nagi.

Oczywiście, ma to swoją cenę. Zapotrzebowanie na pociski do Patriotów jest duże, zwłaszcza po zużyciu części rakiet podczas tegorocznej wojny na Bliskim Wschodzie. Potrzebują ich zarówno i Amerykanie, potrzebują inni sojusznicy, w tym państwa europejskie, które ten system zamówiły lub przekazały swoje zasoby Ukrainie i teraz muszą uzupełnić swoje magazyny.

A roczna produkcja rakiet PAC-3 w 2025 roku wynosiła 620 sztuk. Zwiększenie do około 2000 egzemplarzy ma dopiero nastąpić.

Poszukiwane są inne sposoby dostaw i w tym roku inny dostawca rakiet, koncern Raytheon ogłosił, że w Niemczech powstanie nowa linia produkcyjna, która będzie dostarczać pociski PAC-2 GEM-T dla Ukrainy. Nie wiadomo przy tym, ile dokładnie pocisków Ukraina otrzymała. Według informacji podawanych przez „The New York Times”,

w tym roku Rosja odpaliła na Ukrainę 521 pocisków balistycznych, a udało się przechwycić 164.

Oznacza to, że użyto co najmniej 164 rakiety przeciwlotnicze — co najmniej, gdyż z zasady używa się co najmniej dwóch pocisków do przechwycenia jednego celu.

Ukraina oszczędza

Pocisków zaczęło brakować — wspomniany tekst z NYT podaje informację, że ukraińscy przeciwlotnicy zaczęli odpalać tylko po jednej rakiecie do każdego celu.

Do tego Rosjanie aktywnie starają się niszczyć wykryte zestawy — udało się im zniszczyć co najmniej dwie wyrzutnie i dwa radary naprowadzania. Nie wiadomo, ile pocisków zniszczono na skutek ostrzału magazynów lub choćby aktów sabotażu — ale pewne jest to, że także one są na liście celów. Nie wiadomo także czy nie próbowano zaszkodzić w inny sposób, choćby atakując przeszkolony personel.

Wiadomo że sytuacja była zła – w marcu tego roku, pojawiła się informacja, że udało się zapewnić dostawę 30 pocisków od państw sojuszniczych – z czego pięciu z Niemiec.

Jednak nawet 30 pocisków – to wciąż trzydzieści szans na strącenie rosyjskiej rakiety. Niestety, sytuacja się nie polepsza, i minister obrony Ukrainy poprosił właśnie państwa posiadające Patrioty o dalsze dostawy – w zamian za oddanie ich w późniejszym terminie, z puli już zawartych umów dla Ukrainy.

Nie do zastąpienia (na razie)

Co gorsza, w przypadku systemów zdolnych do zwalczania celów balistycznych nie ma na razie wielu alternatyw.

Europejski system SAMP/T istnieje, ale skala produkcji jest mniejsza. Ukraina otrzymała tylko dwie baterie. Innych możliwości nie ma. Pojawiają się pomysły na produkcję nowych zestawów przeciwbalistycznych — takie zapowiedzi czyniła ukraińska firma FirePoint czy estoński Frankenburg. Takie zapowiedzi należy traktować jednak bardzo sceptycznie.

Patriot czy inne systemy to rezultat kilkudziesięciu lat prac badawczo – rozwojowych a później eksploatacji różnych systemów rakiet. Nawet jeśli nowi gracze po prostu będą odtwarzać znane rozwiązania – to od pomysłu do bojowo użytecznego systemu jest długa droga. Nie rozwiąże to bieżących problemów.

Oznacza to że w roku 2026, jedynym rozwiązaniem, jakie było dostępne, były po prostu dostawy rakiet od tych państw, które je posiadały.

Lub przynajmniej zgoda na przesunięcia w kolejce dostaw, tak aby Ukraina otrzymała ta pociski, które właśnie schodzą z linii produkcyjnej. I tu powraca problem polskiej pomocy.

Polskie Patrioty

Wiadomo bowiem że Polska zamówiła w ramach programu Wisła łącznie osiem baterii Patriot — dwie w pierwszej fazie, już zakończonej a sześć w drugiej. I w pierwszej fazie zamówiono 208 rakiet PAC-3 a drugiej — zakupione zostanie do 644 pocisków. Zamówienie łącznie może więc opiewać na 852 rakiety. Przy czym dostawy trwają, a nich rytm nie jest jawny.

Wiadomo jedynie, że pierwsze baterie mają być dostarczone do końca tego roku, a całość II fazy – do końca 2028.

Dodatkowo w roku bieżącym zawarto także umowę na „kilkaset” pocisków PAC-2 () a dostawy mają zacząć się w ciągu najbliższych miesięcy.

Faktem jest jedno. W tej chwili są to nasze najnowsze pociski przeciwlotnicze — zdolne zwalczać szerokie spektrum celów powietrznych. I jedyne, które mogą zwalczać cele balistyczne. Są to wiec zdolności krytycznie ważne — przy czym w tej chwili mamy dwie baterie rakiet, które z całą pewnością mogą być użyte bojowo — mowa o tych z I fazy Wisły.

Mając dwie baterie, możemy ochronić teraz tylko cześć terytorium, uzupełniając je innymi, starszymi lub mającymi mniejsze możliwości zestawami oraz wspomagając się lotnictwem.

Przy 16 wyrzutniach — zakupiono 13 pocisków PAC-3 na wyrzutnię, a więc zapas wystarczający, by je w pełni załadować bojowo — tych pocisków na jedną wyrzutnię można załadować właśnie dwanaście z niewielkim zapasem.

Jak Polska mogła pomóc?

Wiadomo także że Ukraina jakąś pomoc otrzymała. Wspominali o tym sami Ukraińcy jak również polscy analitycy, na przykład Jarosław Wolski w kwietniu tego roku.

Nie było jednak dotychczas wiadomo, czy Polska przekazała Ukrainie pociski z własnych zapasów. Można jednak pokusić się o hipotetyczne rozważania odnośnie takiego scenariusza. Tym bardziej że wspomniane podpisanie kontraktu na pociski PAC -2 mogło być zarówno próbą zbudowania dużego zapasu rakiet lub próbą uzupełnienia stanów magazynowych. Zarazem, mało a raczej zupełnie nieprawdopodobne jest to, że oddano wszystkie pociski.

Na użytek hipotetycznych rozważań, można przyjąć wariant, w którym oddano tylko część. Przy założeniu, że w magazynach w Polsce jest już wszystkie 208 pocisków z pierwszej fazy Wisły – fizycznie możliwe byłoby oddanie części. Na przykład 50 rakiet, co byłoby liczbą dużą dawałoby wciąż 158 rakiet dla naszych wyrzutni.

To jest liczba duża – i mała.

Zależy to bowiem od kontekstu. W sytuacji, w której musielibyśmy zmagać się z atakami, podczas których Rosjanie używaliby dziesiątek środków napadu powietrznego, w tym rakiet balistycznych — polski zapas mógłby zostać szybko wyczerpany.

Ale taki scenariusz zakłada znaczącą eskalację – de facto pełnoskalową inwazję.

Wówczas istniałaby szansa na uzyskanie wsparcia sojuszników, zarówno przez przysłanie nowych baterii, jak również samych pocisków. Mogłoby się nawet okazać, że w obliczu takiego ataku, to Polska uzyskałaby priorytet w dostawach.

Istnieje oczywiście inny scenariusz. Odpalenie tylko niedużej salwy pocisków manewrujących czy bezzałogowców, na podobieństwo nocy dronów.

Tutaj posiadany zapas byłby wystarczający. Do zwalczania zagrożenia użyte zostałyby inne środki, w tym inne pociski oraz lotnictwo — nasze i sojusznicze.

Ponadto w przypadku eskalacji, ale poniżej progu pełnoskalowej wojny, należy mieć na uwadze inny element. W przypadku dronów przeciwnik może próbować zachować „wiarygodne zaprzeczenie” – na przykład wysłać kilkadziesiąt samolotów-pocisków, z pokładu statków floty cieni, wyrzekając się odpowiedzialności. Może nawet twierdząc, że takie bezzałogowce można kupić w sklepie.

Ale odpalenie pocisku balistycznego oznacza przyznanie się do odpowiedzialności.

To już jest konstrukcja niedostępna komercyjnie. Ponadto każde odpalenie tego rodzaju pocisku zostawia ślad. Wykryją je choćby satelity specjalnie umieszczone na orbicie w celu wykrywania startów rakiet, a tor lotu pocisku określą także radary obserwujące przestrzeń powietrzną. Będzie to jednoznaczne przyznanie się do winy i odpowiedzialności.

Osłabiliśmy siebie czy Rosję?

Nie ma więc prostej odpowiedzi dotyczącej osłabienia zdolności obronnych Polski, nawet jeśli przekazano jakąś część (prawdopodobnie niewielką) polskiego arsenału pocisków Patriot. Nie byłoby to uszczuplenie zupełnie pozbawiające nas możliwości obrony, nieco je ograniczające. Warto mieć na uwadze, że na razie nie wiadomo, ile pocisków przekazano. Gdyby okazało się, że Polska dorzuciła tylko na przykład pięć rakiet do wspomnianej puli 30 – byłaby to liczba, która w niewielkim stopniu uszczupliłaby nasze zasoby.

Podobnie należy ocenić sytuację, gdyby okazało się, że pomoc oznaczała przesunięcie kolejności dostaw. Tutaj oznaczałoby to prawdopodobnie dostawy rakiet dla II fazy Wisły, a więc dopiero dostarczanych baterii. Do tego, jeśli wkrótce rozpoczną się dostawy takiet PAC-2, to także kompensowałoby owe problemy. Należy bowiem mieć na uwadze, że pomijając emocje i różnice na tle stosunku do polityki historycznej, to jest jedna ważna rzecz.

Wspieranie wysiłku Ukrainy – to nieustanne osłabianie Rosji, a więc i redukcja zagrożenia z jej strony.

Dokładnie z tego powodu, Polska już w roku 2022 przekazała znaczne ilości sprzętu. W tym szczególnie cenne haubice Krab, czołgi, bojowe wozy piechoty czy właśnie broń przeciwlotniczą. Która okazała się przydatna — więc z tego punktu widzenia, trudno z samego faktu przekazania części rakiet (jeśli to miało miejsce) robić zarzut. Zwłaszcza że mowa tylko o pociskach — problemem i to poważnym byłoby, gdyby oddano na przykład cała kompletną baterię.

Jeśli do oddania pocisków (lub zmian w kolejności dostaw) doszło — otwartym pytaniem jest to, czy wykorzystano okazję, by osiągnąć inne korzyści. Na razie można jedynie spekulować. Być może Polska w zamian uzyska zgodę na produkcję pocisków w Polsce. Być może korzyści byłyby inne — choćby dostęp do doświadczeń zgromadzonych przez ukraińskich przeciwlotników podczas działań bojowych.

Są to jednak wciąż spekulacje i hipotezy. Faktem jest, że z militarnego punktu widzenia Polska Ukrainę wspierała w poważnym stopniu w latach poprzednich. I jakkolwiek przekazanie nowoczesnego uzbrojenia może być decyzją trudną – to nie musi oznaczać automatycznie poważnego osłabienia naszej gotowości obronnej.

Na zdjęciu Michał Piekarski
Michał Piekarski

Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego

Komentarze