Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nocy 30 kwietnia wojska rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak na Odessę. Dwie osoby przebywają w stanie krytycznym. Były też ukraińskie ataki na obiekty wojskowo-przemysłowe w Rosji – pod ostrzałem mogła być fabryka materiałów wybuchowych.
„Tej nocy Odessa ponownie znalazła się pod intensywnym ostrzałem rosyjskim, który spowodował liczne zniszczenia i rozległe pożary w różnych dzielnicach miasta” – poinformowała rano Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy. Dodała, że wskutek ataku 18 osób odniosło obrażenia.
Największe zniszczenia odnotowano w sektorze mieszkaniowym – w wyniku trafień zapaliły się mieszkania w 5 i 17- piętrowych budynkach. Płonął również prywatny dom mieszkalny oraz hotel znajdujący się obok niego.
Oprócz budynków mieszkalnych poważnym zniszczeniom uległa infrastruktura cywilna miasta: doszło do pożarów w magazynach, budynkach administracyjnych, poważnie zniszczony został budynek przedszkola, uszkodzono centrum handlowe. Na kilku parkingach zniszczono lub uszkodzono dziesiątki autobusów i samochodów osobowych. Płonęły garaże i budynki gospodarcze.
Według Serhija Łysaka, szefa odeskiej administracji wojskowej wśród osób, które odniosły obrażenia jest 17-letni chłopak. „Dwie osoby przebywają obecnie na oddziale intensywnej terapii w stanie krytycznym, a lekarze walczą o ich życie” – poinformował Łysak.
Wkrótce liczba rannych w Odessie wzrosła do 20, z czego co najmniej dziewięciu trafiło do szpitala.
Na miejscu zdarzenia nadal pracują służby. Do usuwania skutków ataku zaangażowano ponad 280 specjalistów ze wszystkich służb ratowniczych i komunalnych miasta.
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy 30 kwietnia Rosjanie przeprowadzili atak przy użyciu rakiety balistycznej Iskander-M wystrzelonej z obwodu rostowskiego oraz 206 uderzeniowych dronów. Ukraińskim obrońcom udało się zneutralizować 172 drony. Odnotowano uderzenia rakiety oraz 32 bojowych bezzałogowych statków powietrznych w 22 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych obiektów (odłamki) w 9 lokalizacjach.
W nocy Ukraina również zaatakowała Rosję. Celem były obiekty wojskowo-przemysłowe.
Jak pisze „Ukraińska Prawda”, w nocy rosyjski serwis informacyjny Astra, powołując się na lokalnych mieszkańców, poinformował, że w Dzierżyńsku w obwodzie niżnegorodzkim drony zaatakowały prawdopodobnie fabrykę materiałów wybuchowych im. Swerdlowa. W okolicy fabryki słychać było wybuchy, a później widoczny był słup dymu. To strategicznie ważny zakład chemiczny, jeden z największych producentów materiałów wybuchowych w Rosji, z ponad stuletnią historią i ogromnym znaczeniem dla przemysłu tego kraju. Według doniesień medialnych wcześniej zakład nie jednorazowo był atakowany.
Wybuchy słyszano również w Permie, gdzie 29 kwietnia Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła atak na rosyjską stację przeładunkową ropy „Perm” w obwodzie permskim, która znajduje się ponad 1500 km od granicy z Ukrainą. W wyniku ataku na stację pompowania ropy wybuchł rozległy pożar. Według Radio Swoboda ze zdjęć satelitarnych wynika, zapaliły się co najmniej dwa zbiorniki z paliwem. Każdy taki zbiornik mieści do 50 000 m³ ropy – to około 314 tys. baryłek lub ponad 37 mln dolarów według aktualnych cen. Łączne straty bezpośrednie mogą wynieść 75-112 mln dolarów, nie uwzględniając strat związanych z infrastrukturą i wstrzymaniem pompowania.
Po godz. 5 rano „Rosawiacja” poinformowała o wprowadzeniu tymczasowych ograniczeń dotyczących przyjmowania i wypuszczania statków powietrznych na lotnisku „Perm”, a także na lotniskach w Bugulmie (Tatarstan), Ufie (Baszkiria) i Iżewsku (Republika Udmurcka).
Ukraińskie ataki na Rosję są co raz częstsze i co raz bardziej precezyjne. Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, w tym roku w związku z tym Parada z okazji 81. rocznicy Dnia Pobiedy, zwycięstwa, obchodzonego w Rosji 9 maja, będzie skromna – bez sprzętu wojennego:
Przeczytaj także:
Oprócz tego Władimir Putin podczas rozmowy z Donaldem Trumpem 29 kwietnia starał się o zawieszenie broni na ten dzień, który dla wielu Rosjan ma być najważniejszym świętem w roku:
Przeczytaj także:
Trump ogłosił w mediach społecznościowych, że Stany Zjednoczone „badają i analizują” możliwość ograniczenia amerykańskiej obecności wojsk w Niemczech
„Stany Zjednoczone analizują i rozważają możliwość zmniejszenia liczby żołnierzy w Niemczech, a decyzja w tej sprawie ma zapaść w najbliższym czasie. Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie! Prezydent DONALD J. TRUMP” – napisał w nocy w Truth Social Donald Trump.
W Niemczech stacjonuje prawie 40 tys. amerykańskich żołnierzy. Nagłe wycofanie wojsk amerykańskich z Niemiec wiązałoby się z wyzwaniami politycznymi i logistycznymi. To największy kontyngent w Europie i trudno byłoby znaleźć dla niego inne wystarczająco duże bazy, choć oczywiście Rumunia i Polska z chęcią przyjęły kolejnych amerykańskich żołnierzy.
Biały Dom odmówił komentarza w sprawie wpisu Trumpa. Ambasada Niemiec i NATO nie odpowiedziały na prośbę „Politico” o komentarz.
Mało prawdopodobne, by groźby Trumpa zostały przyjęte dobrze na Kapitolu. Czołowi republikanie niedawno skrytykowali decyzję Trumpa o wycofaniu 1000 żołnierzy amerykańskich z Rumunii bez konsultacji z Kongresem.
Swój komentarz dała natomiast Moskwa. „Kolejna plama Merza” – napisał na X z satysfakcją specjalny wysłannik Putina ds. rozmów gospodarczych z USA Kirił Dmitriew. Moskwę cieszą zarówno groźby Trumpa wobec sojuszników, jak i to, że jest w nich coraz mniej koherentny. W środę komentując stan negocjacji z Ukrainą i z Iranem poplątał obie wojny i zapowiedział klęskę Ukrainy, bowiem że „157 ukraińskich okrętów wojennych leży na dnie”.
Przeczytaj także:
Jak zauważa „Politico”, Pentagon niedawno pochwalili Niemcy jako wzorowego członka NATO, który zwiększył wydatki na obronę. Berlin zamierza zwiększyć je do 3,7 procent swojego PKB do 2030 r. To odpowiedź na oskarżenia Trumpa, że sojusznicy za mało wydają na obronę.
Jednak kanclerz Niemiec Friedrich Merz rozgniewał właśnie Trumpa, gdy w poniedziałek stwierdził, że Stany Zjednoczone są „upokarzane” przez Iran i że administracja nie ma „naprawdę przekonującej strategii” zakończenia wojny. Cykl trumpowski anty-niemiecki na Truth Social zaczął się od wpisu:
„Kanclerz Niemiec Friedrich Merz uważa, że Iran może posiadać broń jądrową. Nie ma pojęcia, o czym mówi! Gdyby Iran posiadał broń jądrową, cały świat stałby się zakładnikiem. Robię teraz z Iranem coś, co inne kraje lub prezydenci powinni byli zrobić już dawno temu. Nic dziwnego, że Niemcy radzą sobie tak słabo, zarówno pod względem gospodarczym, jak i w innych dziedzinach! Prezydent DONALD J. TRUMP”.
Przeczytaj także:
Rząd zawsze mówił, że wyrok TSUE wykona – przekonuje szef MSWiA. Porozumienie z Lewicą w tej sprawie ma być na horyzoncie. Jednocześnie minister Kierwiński zastrzega, że transkrypcje zagranicznych aktów małżeństw będą miały „poważne implikacje” i jego odpowiedzialnością jest „właściwe podejście do tej kwestii”. Tłumaczymy słowa ministra na polski
W środę 29 kwietnia wieczorem na antenie TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński był pytany, o to, czy rząd będzie dalej zwlekał z wdrożeniem wyroków TSUE i polskich sądów administracyjnych w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw par jednopłciowych. Szef resortu administracji przekonywał, że rząd od początku mówił, że wyroki będą respektowane i chodzi tu o przepisanie faktu zawarcia małżeństwa w jednym kraju członkowskim do polskich akt stanu cywilnego.
Z tym entuzjazmem do wykonywania wyroków przez rząd Koalicji 15 października minister Kierwiński mocno przesadził. Wystarczy przypomnieć wypowiedź premiera Donalda Tuska, który stwierdził, że „nie jest tak, że Unia Europejska może nam w tej kwestii cokolwiek narzucić”. A jako barometr dla zmian, szef rządu wskazał wówczas opinię publiczną, która w kwestii praw osób LGBT+ jest podzielona.
Minister Kierwiński pytany, czy rząd umożliwi transkrypcję tylko w jednostkowych sprawach, zakręcił się i odpowiedział, że wyrok TSUE nie dotyczy sprawy jednostkowej, ale wyroki polskich sądów już tak.
Kierwiński zaprzeczył, że rząd będzie przeciągać wprowadzenie systemowych rozwiązań do kolejnych wyborów parlamentarnych. „Potrzebujemy kilkunastu dni, żeby ten temat dokończyć” – zadeklarował szef resortu administracji.
Przestrzegał jednak przed „gorącymi głowami” i nadmiernym pośpiechem.
„Nie zgodzę się, że to jest prosta sprawa, którą zaraz się załatwi. To sprawa, która ma szereg bardzo poważnych implikacji dla systemu. Proszę pamiętać, że para, która otrzymuje akt małżeństwa ma konkretne prawa i właściwe podejście do tej kwestii to odpowiedzialność moja i odpowiednich ministrów” – powiedział Marcin Kierwiński.
To ostatnie zdanie w zasadzie potwierdza ustalenia OKO.press. Pisaliśmy nie tylko o tym, że rząd zwleka z przyjęciem systemowych rozwiązań i chce ograniczyć wykonanie wyroku TSUE do jednostkowych przypadków. Informowaliśmy również, że w KPRM powstał specjalny zespół zarządzany przez Macieja Berka, zaufanego człowieka Donalda Tuska, który pracuje nad zminimalizowaniem skutków uznania małżeństw jednopłciowych.
Przeczytaj także:
Para, która otrzyma polski akt małżeństwa, będzie bowiem mogła ubiegać się o szereg uprawnień, które dziś przysługują parom heteroseksualnym. Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że mogłoby chodzić m.in. o prawo do dziedziczenia, wspólnotę majątkową, możliwość skorzystania z urlopu na opiekę nad chorym partnerem, czy uzyskania renty wdowiej.
Poza obszarem uprawnień pozostałaby z pewnością kwestia przysposobienia czy adopcji dzieci – prawo rodzinne nie jest bowiem w jurysdykcji Unii Europejskiej.
ZUS, na wniosek wiceministra rodziny Krzysztofa Gajewskiego, już wydał komunikat, w którym informował, że będzie traktować małżeństwa jednopłciowe na równi z innymi. Pary jednopłciowe, posługujące się polskim aktem małżeństwa, mogłyby więc pójść do ZUS i wywalczyć podstawowe zabezpieczenie społeczne. Rząd chce jednak te „systemowe implikacje” ograniczyć – tak aby oddzielić „tradycyjne małżeństwa” od jednopłciowych. Jak dokładnie miałoby to wyglądać, tego nie wiadomo.
Negocjacje, które dziś toczą się w rządzie, dotyczą sposobu wprowadzenia systemowych zmian, które pozwolą urzędnikom dokonać transkrypcji. Ministerstwo Cyfryzacji, kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego, przekonuje, że wystarczy zmienić rozporządzenie ws. aktów stanu cywilnego. MSWiA chce ustawowych rozwiązań, co jest scenariuszem na zwarcie z Pałacem Prezydenckim i wyrzucenie ustawy do kosza. A przecież przepychanka między Lewicą i konserwatystami z KO i PSL to tylko polityczna strona problemu. Jeśli rząd skutecznie nie wprowadzi systemowego rozwiązania, urzędnicy nie dostaną narzędzi do dokonywania transkrypcji, a pary – nadal nie będą miały potwierdzenia, że nie muszą przechodzić krajowej batalii sądowej, żeby domagać się uznania swoich praw. Innymi słowy, prawo w Polsce nadal nie będzie przestrzegane.
Przeczytaj także:
Propozycję rozejmu Putin zgłosił w rozmowie telefonicznej z Trumpem. Ten pomysł poparł. Rosja boi się, że Ukraińcy naprawdę zagrożą skromnej defiladzie „zwycięstwa” na Placu Czerwonym
O półtoragodzinnej rozmowie telefonicznej Putin-Trump 29 kwietnia poinformował doradca Putina Uszakow. Rozmowa dotyczyła wojen, którą obaj prowadzą: w Ukrainie i w Iranie. Najważniejszym skutkiem rozmowy na krótką metę może być przymuszenie Ukrainy od powstrzymania się od ostrzału Moskwy w dniu defilady 9 maja.
Defilada ta będzie w tym roku mała i bez pokazu sprzętu właśnie z powodu zagrożenia ukraińskimi atakami. Atak na stolicę Rosji wydaje się prawdopodobny, bo takiego ataku nie było już od miesiąca.
Przeczytaj także:
Według Uszakowa Trump w rozmowie „pozytywnie ocenił rozejm wielkanocny ogłoszony niedawno przez Rosję”. „W związku z tym Władimir Putin poinformował swojego amerykańskiego odpowiednika o gotowości do ogłoszenia zawieszenia broni podczas obchodów Dnia Zwycięstwa”. A „Trump aktywnie poparł tę inicjatywę, podkreślając, że święto upamiętnia nasze wspólne zwycięstwo nad nazizmem w II wojnie światowej”.
Sam Trump później oświadczył, że to on zaproponował Putinowi ogłoszenie „małego rozejmu”, „bo to okropne, że tylu ludzi ginie”. „Czy on już to ogłosił?” – zapytał następnie prezydent USA podczas spotkania z astronautami misji Artemis w Gabinecie Owalnym.
Uzyskawszy wsparcie dla rozejmu na defiladę i poskarżywszy mu się na ataki Ukrainy na Rosję, Putin opowiadał następnie Trumpowi, że wygrywa na froncie i uzyska swoje cele w Ukrainie (nie są one jasno sformułowane). „Moskwa wolałaby, aby stało się to w drodze negocjacji”, jednak porozumienie polegać musi na tym, że Ukraina „zgodzi się na propozycje Rosji”. Na co Trump miał przyznać Putinowi rację, że wojnę przeciąga prezydent Zełenski, ale miał też Putina zapewnić, że „porozumienie w sprawie Ukrainy jest bliskie”
W sprawie Iranu Putin pochwalił Trumpa za jego rozejm, przestrzegł go przed lądową inwazją i przedstawił „szereg propozycji mających na celu rozwiązanie sporów wokół irańskiego programu nuklearnego”. Potwierdza to spekulacje, że Irańczycy zwrócili się do Rosji właśnie w tej sprawie, a inne kwestie konfliktu USA i Izraelem dyskutują z innymi pośrednikami. Moskwa nieustannie oferuje mediację w konflikcie, ale tę funkcję na razie pełni Pakistan.
Trump: „Powiedziałem mu [Putinowi], że zanim mi pomożecie, chcę zakończyć waszą wojnę”
Przeczytaj także:
Trump był jednak w sprawie swojej wojny równie optymistyczny jak Putin w sprawie swojej: „Trump przedstawił swoją ocenę wyników zakończonej fazy konfrontacji wojskowej, a także swoje poglądy na temat trudnej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Iran i jego przywódcy” – powiedział Uszakow.
Na koniec panowie „serdecznie się pożegnali”. „Dobrze nam się rozmawiało, znam go od dawna” – powiedział dziennikarzom w Gabinecie Owalnym Trump.
O ile pierwsza rozmowa Trumpa z Putinem wywarła w 2025 r. wstrząsające wrażenie, to kolejne mają już cechy rytuału. Panowie się wspierają i zapewniają o sympatii, i o tym, że odnoszą sukcesy. Ostatnia taka rozmowa odbyła się 10 marca.
Przeczytaj także:
Ta dzisiejsza była szykowana od co najmniej kilku dni, bowiem Trump w wywiadzie dla Fox News powiedział trzy dni temu, że już z Putinem rozmawiał (!). Moskwa dementowała to z pewnym zdumieniem.
Dzisiejsza rozmowa jest jednak szczególna. Po raz pierwszy prezydenci są w bardzo poważnych tarapatach. Trump nie ma łatwego wyjścia z wojny z Iranem, a Putin ma coraz poważniejsze kłopoty w związku z najazdem na Ukrainę.
Jeśli chodzi o negocjacje pokojowe, to Rosjanie rozmawiają z Irańczykami, ale nie z Ukraińcami. Amerykanie natomiast nie prowadzą negocjacji z Irańczykami, ale rozmawiają z Ukraińcami. Przed tygodniem „New York Times” nawet doniósł, że ukraińscy negocjatorzy zaproponowali Trumpowi, iż część Donbasu mogą nazwać na jego cześć Donnylandem. Ale wcześniej Rosjanie muszą oddać okupowane tereny Ukrainy.
Problemem Rosji jest jednak to, że trójstronne rozmowy USA-Ukraina-Rosja się załamały. Negocjatorzy Trumpa zajęci są analizowaniem sytuacji z Iranem (do obu wojen Trump wysyła zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa). Rosja nadal powtarza, że to nie szkodzi, bo przecież może zdobyć sobie w Ukrainie to, co chce, siłą. Tyle że brzmi to coraz mniej przekonująco: rosyjski front utknął, a wojna coraz mniej przypomina dawne wojny z cienką linią frontu i bezpiecznym zapleczem.
Jednocześnie możliwości Trumpa w sprawie Ukrainy są coraz słabsze: USA nie są już tam głównym rozgrywającym. To Rosja mogłaby Amerykanom pomóc troszkę ustabilizować ceny ropy rosnące po zablokowaniu Cieśniny Ormuz. Ale akurat Ukraińcy celnie atakują rosyjską infrastrukturę naftową, w tym porty na Bałtyku i Morzu Czarnym. Pożar w Tuapse ma katastrofalne rozmiary, a 29 kwietnia Ukraińcy trafili w instalacje naftowe na głębokim zapleczu Rosji: w Orsku i Permie.
Apel do Trumpa o poparcie idei rozejmu 9 maja jest aktem rozpaczliwym. Łatwiej Putinowi ogłaszać rozejmy z okazji świąt prawosławnych, bo te obchodzone są też w Ukrainie. 9 maja jednak nie jest ukraińskim świętem, a Putin nie może o rozejm poprosić prezydenta Zełenskiego, bo byłaby to dla niego wizerunkowa katastrofa.
Szuka więc pośrednika.
"Na razie nie zaplanowano żadnego połączenia telefonicznego między Trumpem a Zełenskim, ale może się to zmienić »w ciągu najbliższej minuty«” – Kyiv Independent cytuje źródło zbliżone do Biura Prezydenta.
Uwikłany w afery i gardzący bezpieczeństwem pieszych i kierowców poseł Łukasz Mejza przestał być członkiem klubu parlamentarnego PiS. Teraz może walczyć we freak fightach
Klub parlamentarny PiS usunął dziś ze swych szeregów posła Łukasza Mejzę. Poinformował o tym na platformie X rzecznik partii Rafał Bochenek.
Bochenek podkreślił też, że Mejza „członkiem partii nigdy nie był”. Nie zmienia to jednak faktu, że polityk ten został przez PiS przyjęty nawet do rządu (na stanowiska wiceministerialne w resortach kultury (sic!) i później sportu. W ostatnich wyborach startował zaś z list PiS do Sejmu na równi z członkami partii. Była to nagroda za lojalność wobec PiS w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy.
Nie jest jasne, jaka dokładnie przyczyna przesądziła o usunięciu Mejzy z klubu PiS akurat teraz. Dwa dni temu polityk deklarował, że rozważa wzięcie udziału w walkach MMA w kategorii freak fight – co wzbudziło nieskrywany niesmak jego partyjnych kolegów. Nieco wcześniej Mejza został po raz kolejny zatrzymany przez policję za łamanie przepisów ruchu drogowego – tym razem jechał z prędkością 151 km/h po drodze ekspresowej. Według wyliczeń RMF FM i TVN24.pl Mejza uzbierał już nie mniej niż 168 punktów karnych za notoryczne łamanie przepisów na drogach, w tym za jazdę z prędkością blisko 200 km/h. Prawa jazdy nie stracił tylko dlatego, że chroni go przed tym... poselski immunitet.
W poprzedniej kadencji głosy m.in. Łukasza Mejzy były dla Jarosława Kaczyńskiego zabezpieczeniem przed ewentualnością zerwania koalicji rządzącej przez Zbigniewa Ziobrę i jego stronników.
Przeczytaj także:
PiS korzystał z usług Mejzy, mimo że był on uwikłany w wyjątkowo ostro ocenianą przez opinię publiczną aferę z oferowaniem przez niego i jego wspólników biznesowych osobom nieuleczalnie chorym i ich rodzinom bardzo kosztownych terapii o niepotwierdzonej skuteczności, które nie przeszły wystarczających badań klinicznych. Mejza robił to dla zysku.
Przeczytaj także: