Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Już na kilka godzin przed rozpoczęciem nieformalnego spotkania liderów UE w Brukseli w sprawie USA i Grenlandii wiadomo, że nie ma się co spodziewać ostrych słów wobec Trumpa. „Zachowujemy spokój i nie będziemy za to przepraszać” – mówi przed spotkaniem wysoki rangą przedstawiciel Rady Europejskiej.
Ci, którzy oczekiwali, że dziś wieczór (w czwartek 22 stycznia) z ust europejskich przywódców w stronę prezydenta Donalda Trumpa padną ostre słowa potępienia za groźby ws. Grenlandii, a UE zaprezentuje arsenał broni, który ma do dyspozycji, by odpowiedzieć na szantaż gospodarczy i groźby przemocy militarnej, prawdopodobnie będą rozczarowani.
Już na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania, które ma się zacząć o 19 w Brukseli wspólną kolacją, wiadomo, że liderzy UE nie poprą użycia wobec USA unijnego instrumentu antyprzymusowego (w skrócie ACI, z ang. Anti-Coercion Instrument), które ma karać nieuczciwych graczy za stosowanie szantażu gospodarczego.
Szantaż gospodarczy to według definicji, na której opiera się to narzędzie, taka sytuacja, w której państwo trzecie próbuje wywrzeć presję na Unię Europejską lub państwo członkowskie UE, aby podjęło określoną decyzję, stosując lub grożąc zastosowaniem środków mających wpływ na handel albo inwestycje. Czyli np. używa gróźb nałożenia ceł w celu wymuszenia na partnerach określonych działań, polityk czy stanowisk.
Pomimo że prezydent Donald Trump posłużył się dokładnie taką groźbą ponieważ Unia nie poparła jego dążeń do uzyskania pełnej kontroli nad Grenlandią, państwa UE nie są gotowe sięgnąć po „handlową bazookę”, jak określane bywa ACI.
„Gdyby Donald Trump wprowadził cła, sytuacja byłaby inna. Wówczas państwa członkowskie miałyby podstawy do sięgnięcia po ACI. W związku z tym, że Trump wycofał się z ceł, byłoby to nieuzasadnione” – mówił w czwartek cztery godziny przed rozpoczęciem nieformalnego szczytu w nieoficjalnej rozmowie z dziennikarzami wysoki rangą przedstawiciel Rady Europejskiej.
Ponieważ Trump w środę wieczorem 21 stycznia wycofał się z nałożenia na UE dodatkowych ceł, nie ma też potrzeby odwieszania europejskich ceł odwetowych. Unijne cła na USA o wartości 93 mld euro weszły w życie w czerwcu 2025 roku, ale ponieważ doszło do podpisania umowy handlowej, zostały zawieszone. Komisja Europejska co 6 miesięcy podejmuje decyzje w tej sprawie.
„Ponieważ sytuacja handlowa w relacjach z USA de facto się nie zmieniła, nie ma potrzeby odwieszać ceł” – mówił przedstawiciel Rady Europejskiej w czwartek 22 stycznia przed szczytem.
Państwa członkowskie oczekują też, że Parlament Europejski będzie kontynuował prace nad ratyfikacją amerykańsko-unijnej umowy handlowej, która została zawarta w lipcu 2025 w Szkocji. Prace nad umową, która jest zresztą bardzo niekorzystna dla UE (zakłada bowiem maksymalnie 15-procentowe cła na większość europejskiego eksportu do USA i zerowe taryfy na większość amerykańskiego eksportu do UE), zostały przez Parlament wstrzymane w środę 21 stycznia w odpowiedzi na groźby Trumpa ws. Grenlandii oraz zapowiedź nowych amerykańskich ceł.
W związku z tym, że Trump chowa cła do szuflady, państwa członkowskie oczekują, że Parlament wróci do prac nad umową. Ale główny sprawozdawca w tej sprawie, europoseł Bernd Lange z grupy Socjaliści i Demokraci, zapowiada, że to za wcześnie, by podejmować taką decyzję.
„Dobrze się stało, że planowane dodatkowe amerykańskie cła zostały na razie wycofane (...) Nie ma jednak miejsca na fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Kolejne zagrożenie na pewno nadejdzie (...) Nie znamy jeszcze prawie żadnych szczegółów dotyczących proponowanej umowy z Grenlandią. Potrzebujemy je poznać, aby podjąć decyzję o dalszym postępowaniu (...) Komisja ds. Handlu PE powróci do tej kwestii w poniedziałek” – napisał Bernd Lange na X w czwartek 22 stycznia.
Lange podkreślił też, że to „jasne stanowisko” ze strony UE wobec Trumpa przyjęte w ostatnich dniach, przyczyniło się do ustępstwa ze strony Trumpa.
Pewnie to też równie mocno podkreślać będą dziś wieczorem europejscy liderzy: że ich spokojna, lecz stanowcza reakcja sprawiła, że Trump się wycofał ze swoich gróźb.
„Nie będziemy zwoływać nadzwyczajnych szczytów UE za każdym razem, gdy pojawi się taka przeszkoda na drodze [jak groźby Trumpa ws. Grenlandii wyrażane za pomocą mediów, a nie w bezpośredniej komunikacji dyplomatycznej – red.]. Tym razem uznaliśmy, że warto przedyskutować sytuację, bo zdecydowanie funkcjonujemy w zupełnie nowej rzeczywistości, w której brakuje przewidywalności. Ale nie będziemy przepraszać za to, że w tej rzeczywistości zachowujemy spokój” – powiedział jeszcze przed rozpoczęciem spotkania liderów w nieoficjalnej rozmowie z dziennikarzami wysoki rangą przedstawiciel Rady Europejskiej.
Rada Europejska spotyka się w czwartek 22 stycznia w Brukseli, by przedyskutować ostatnie wydarzenia w relacjach transatlantyckich związane z groźbami prezydenta Donalda Trumpa ws. Grenlandii.
Prezydent Donald Trump 9 stycznia podczas spotkania z reporterami ogłosił, że USA zamierzają zrealizować plan przejęcia kontroli nad duńskim terytorium półautonomicznym, „czy się to Europie podoba, czy nie”.
Wobec zdecydowanego sprzeciwu państw europejskich oraz symbolicznego wysłania na Grenlandię niewielkich grup żołnierzy przez osiem państw (Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię), Trump zapowiedział wprowadzenie dodatkowych 10-procentowych ceł na cały eksport do USA z tych krajów.
To złamanie postanowień zawartej w lipcu 2025 roku między USA a UE umowy handlowej. Zakładała, że amerykańskie cła na europejski eksport nie przekroczą w sumie poziomu 15 procent.
W środę 21 stycznia podczas szczytu w Davos Trump wycofał się ze swoich zapowiedzi. Powiedział, że nie ma zamiaru używać siły w celu przejęcia kontroli nad Grenlandią i że wycofuje się z wprowadzenia dodatkowych ceł na UE, ponieważ jest zadowolony z „ramowych postanowień” umowy dot. Grenlandii. Umowa dotyczy dwóch osobnych kwestii – zwiększenia obecności militarnej USA w Arktyce oraz prawa do wydobycia surowców na wyspie.
Przeczytaj także:
Zawiadomiona przez fundację Kai Godek prokuratura w Gdańsku domaga się od szpitala św. Wojciecha dokumentacji pacjentek, które przerwały ciążę zgodnie z prawem. Kierujący oddziałem prof. Maciej W. Socha zapowiada, że dalej będzie pomagać kobietom. Na tym nie koniec, bo pod szpitalem urządzane są modły i pikiety. O tym, jak antyaborcjoniści prowadzą inwazję na gdański szpital pisze w obszernym materiale w OKO.press nasza dziennikarka Oliwia Gęsiarz:
Przeczytaj także:
Choć prezydent Karol Nawrocki był obecny na zorganizowanej przez Donalda Trumpa uroczystości inauguracji Rady Pokoju, nie podpisał się pod aktem założycielskim tej organizacji i nie składał wiążących dla Polski deklaracji dotyczących uczestnictwa w tej organizacji
„W Davos zgodnie z rządową rekomendacją. Bezpieczeństwo Polski wymaga współpracy między prezydentem i premierem, zgodnie z konstytucyjnymi zasadami. Nasz stały osobisty kontakt w ostatnich dniach przyniósł dobre efekty.” – w ten sposób premier Donald Tusk odniósł się na platformie X do zachowania prezydenta Karola Nawrockiego.
Nawrocki uczestniczy w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Prezydent był obecny na urządzonej w Davos przez Donalda Trumpa ceremonii podpisania aktu założycielskiego Rady Pokoju, jednak zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z rządem ani nie złożył swojego podpisu pod przygotowanym przez Trumpa dokumentem, ani też nie składał żadnych wiążących deklaracji dotyczących przyszłego uczestnictwa Polski w tej inicjatywie.
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki otrzymał od Donalda Trumpa zaproszenie do uczestnictwa w Radzie Pokoju – czyli nowej międzynarodowej organizacji, którą próbuje stworzyć administracja USA. Rada Pokoju ma zarządzać w przyszłości powojenną Strefą Gazy (o ile Izrael i Hamas dotrzymają wstępnych porozumień w tej sprawie), w zamyśle Trumpa i jego ludzi ma jednak także stanowić rodzaj alternatywy wobec ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa. Choć Nawrocki jest politycznym sojusznikiem Trumpa, było to kłopotliwe nawet dla niego i jego obozu politycznego. Zaproszenie do Rady Pokoju otrzymali bowiem od Trumpa także dyktatorzy Rosji i Białorusi, co sprawiło, że większość krajów NATO i Unii Europejskiej zdecydowała się do inicjatywy Trumpa nie przystępować. W toku konsultacji między rządem a kancelarią prezydenta wypracowano następujące rozwiązanie: Nawrocki podziękował Trumpowi za zaproszenie i przekazał Białemu Domowi, że ewentualne przystąpienie Polski do nowej organizacji międzynarodowej wymaga pełnej procedury konstytucyjnej, czyli zgody Rady Ministrów w formie uchwały i ratyfikacji przez parlament. Podobną strategię przyjęła inna europejska polityczna sojuszniczka Trumpa – premierka Włoch Giorgia Meloni. Nawrocki pojawił się na inauguracji Rady Pokoju w roli widza – by „okazać w ten sposób swoje polityczne poparcie dla inicjatywy Trumpa” – tak tłumaczyła to kancelaria prezydenta.
W Parlamencie Europejskim upadł wniosek o wotum nieufności wobec szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Złożyła go prawicowo-populistyczna frakcja Patrioci dla Europy
Parlament Europejski odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. O odwołanie szefowej KE wnioskowała skrajnie prawicowa frakcja Patrioci dla Europy. Polska reprezentacja w tej frakcji liczy jedynie 2 deputowanych – oboje (Anna Bryłka i Tomasz Buczek) to członkowie będącego częścią Konfederacji Ruchu Narodowego. Patrioci dla Europy uzasadniali chęć odwołania von der Leyen podpisaniem przez nią umowy handlowej z krajami Mercosuru.
Przeciwko odwołaniu szefowej KE głosowało 390 deputowanych, poparło wniosek 165 członków PE, 10 wstrzymało się od głosu. Do przyjęcia wniosku konieczna była większość 2/3 głosów. Gdyby wniosek został przegłosowany – na co ze względu na polityczny układ sił w Parlamencie Europejskim – nie było żadnych szans, cała Komisja Europejska musiałaby się podać do dymisji, a proces jej wyłaniania musiałby się rozpocząć od nowa.
Była to już czwarta nieudana próba odwołania szefowej Komisji Europejskiej. Umowa handlowa Unii Europejskiej z Mercosurem została podpisana przez Ursulę von der Leyen 17 stycznia w stolicy Paragwaju Asuncion. Porozumienie ma ułatwić wolny handel między Europą a krajami Ameryki Południowej. Umowa jest bardzo ostro krytykowana przez europejską prawicę i przez organizacje rolników. Pod ich naciskiem część europejskiej klasy politycznej – w tym polska Koalicja Obywatelska – poparła wniosek o skierowanie umowy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o czym Parlament Europejski zdecydował w czwartek 21 stycznia. Opóźni to jej ratyfikację o nie mniej niż kilka miesięcy – TSUE będzie bowiem szczegółowo sprawdzał zgodność umowy z europejskim prawodawstwem.
O tym, czym motywowane są lęki rolników przez umową Mercosur piszą w OKO.press Magdalena Matusiak-Frącczak i Sławomir Kalinowski.
Przeczytaj także:
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa, jeśli będzie poparcie społeczne i decyzja polityczna – mówi ministra edukacji Barbara Nowacka. Dodaje, że jest w tej sprawie gotowa na kompromisy, ale nie musi mieć poparcia prezydenta, bo sprawę załatwi rozporządzeniem. Ministra edukacji zasugerowała, że część treści z programu mogłaby być nieobowiązkowa, zgrupowana w jednym dodatkowym bloku. I choć Nowacka nie chciała powiedzieć wprost, o którą część programu chodzi, to wiadomo, że od początku punktem spornym jest edukacja seksualna. Jaka będzie zatem przyszłość nowego szkolnego przedmiotu, którego start okazał się wyjątkowo nieudany? Więcej w materiale Antona Ambroziaka w OKO.press.
Przeczytaj także: