0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze depesze OKO.press z Polski i ze świata

Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:20 03-04-2025

Prawa autorskie: fot. NATO mat. pras.fot. NATO mat. pras.

Marco Rubio: Państwa NATO powinny wydawać po 5 proc. na obronność

Sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio powtarza wezwanie do wydawania w ramach NATO 5 proc. PKB na obronność. Europejskie obawy o to, że USA nagle wycofają się z kontynentu, określa jako „nieuzasadnione”.

Co się wydarzyło?

Sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas spotkania z szefem NATO Markiem Rutte 3 kwietnia w Brukseli powiedział, że wszyscy członkowie NATO, w tym Stany Zjednoczone, powinny wydawać na obronność po 5 proc. PKB. To kolejny kiedy raz, kiedy wysoki rangą członek amerykańskiej administracji tak wysoko ustawia pułap wydatków państw Sojuszu Północnoatlantyckiego na obronność. O tym, że państwa Sojuszu powinny wydawać 5 proc. na obronność, mówił też na początku stycznia prezydent Donald Trump.

Rubio podkreślił też, że „nieuzasadnione” są obawy Europejczyków o to, że USA mogą chcieć opuścić Sojusz lub nagle zmniejszyć swoją obecność w Europie. Rozważania na ten temat w mediach określił mianem „histerii”.

„Prezydent Trump bardzo wyraźnie zadeklarował, że wspiera NATO (...). USA są aktywne w ramach NATO bardziej niż kiedykolwiek (...). [Prezydent Trump] sprzeciwia się jedynie NATO, które nie ma faktycznych zdolności niezbędnych, aby dotrzymać zobowiązań wobec sojuszników” – powiedział Rubio reporterom po spotkaniu.

O tym, że USA nie mają planów wycofania się z Sojuszu, mówił też szef NATO, Mark Rutte.

„USA nie mają planu nagłego zmniejszenia swojej obecności w Europie (...), pomimo że muszą być mocniej obecne w innych regionach” – powiedział Rutte. Dodał, że jeśli Amerykanie będą chcieli skupić swoją obecność bardziej w rejonie Indo-Pacyfiku, zostanie to przeprowadzone w „skoordynowany sposób”.

Jaki jest kontekst?

Posądzanie Europejczyków o „histerię” jednak zaskakuje, zważywszy na to, że te obawy nie wzięły się znikąd, lecz były efektem niejasnych wypowiedzi członków amerykańskiej administracji dotyczących zmniejszenia zaangażowania w bezpieczeństwo Europy. Podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium wiceprezydent J.D. Vance mówił m.in. o tym, że największym zagrożeniem dla Europy nie jest Rosja, lecz „zagrożenie wewnętrzne” w postaci rzekomego łamania demokracji i wolności wypowiedzi. Przy czym jako przykład tego Vance podał anulowanie wyborów w Rumunii, do którego doszło na skutek nieprawidłowości w kampanii i bardzo prawdopodobnej ingerencji w wybory Rosjan. Wypowiedź Vance'a podburzyła więc zaufanie Europejczyków, bo oto przedstawiciel najważniejszego kraju sojuszniczego przedstawił zupełnie sprzeczną z ich stanowiskiem diagnozę bezpieczeństwa dla kontynentu.

12 lutego podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli sekretarz obrony USA Pete Hegseth powiedział, że USA nie będą już dłużej „głównie skupione” na bezpieczeństwie Europy, bo ważniejsza jest dla nich „zabezpieczanie własnych granic i zapobieganie wojny z Chinami”.

Hegseth powiedział też, że USA nie będą brały udziału w misji stabilizacyjnej w Ukrainie po zakończeniu wojny i że to Europa będzie musiała wziąć na siebie to zobowiązanie. Przy tym, że Europa w wielu kluczowych dla obronności obszarach polega na wsparciu Stanów Zjednoczonych, tak radykalne wykluczenie możliwości amerykańskiego zaangażowania — na etapie sprzed jakichkolwiek rozmów pokojowych — również wzbudziło ogromny niepokój i niezrozumienie sojuszników. Zwłaszcza że ci konsekwentnie powtarzali, że jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy będą skuteczne pod warunkiem, że zaangażują się w nie Amerykanie. USA otwarcie odmówiło więc wsparcia sojuszniczego w niezwykle kluczowej dla bezpieczeństwa kontynentu sprawie.

Do tego trzeba dodać wielokrotnie powtarzane przez Donalda Trumpa zapowiedzi o tym, że USA nie zaangażują się w obronę żadnego kraju, który nie wydaje na obronność co najmniej 2 proc. PKB. Takie wypowiedzi były jasnym zakwestionowaniem postanowień o kolektywnej obronie, bo te nie wiążą działania artykułu 5 NATO z poziomem wydatków na obronność.

Obecnie europejscy sojusznicy NATO wciąż mierzą się z ogromną niepewnością co do stabilności i jedności sojuszu. Wiele państw deklaruje podniesienie wydatków na obronność do poziomu ponad 2 lub 3 proc. PKB, co jest dla nich ogromnym kosztem. Jednocześnie USA wciąż przesuwają granicę minimalnych oczekiwanych wydatków. Nowy poziom wydatków na obronność państwa NATO mają ustalić na szczycie Sojuszu w czerwcu w Hadze.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

13:53 03-04-2025

Prawa autorskie: Rada Unii Europejskiej mat. pras.Rada Unii Europejski...

Afera RARS. Była szefowa kancelarii Morawieckiego zwolniona z aresztu tymczasowego

Podejrzana w sprawie afery RARS Anna W., była dyrektorka Biura Prezesa Rady Ministrów za czasów Mateusza Morawieckiego, została zwolniona z aresztu tymczasowego ze względu na dobro jej dziecka. Prokuratura podkreśla, że to nie jest związane z przebiegiem śledztwa.

Co się wydarzyło?

Prokuratura uchyliła wobec Anny W. areszt tymczasowy zasądzony na wniosek prokuratora na okres 3 miesięcy przez Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w dniu 30 stycznia 2025 r. Areszt został zastosowany jako tzw. środek zapobiegawczy, aby zapewnić prawidłowy przebieg śledztwa.

Jednak ze względu na pogarszający się stan dziecka podejrzanej, potwierdzony opiniami biegłych, 3 kwietnia prokurator zdecydował o uchyleniu aresztu. Prokuratura ma do tego prawo na mocy art. 259 § 1 pkt 2 k.p.k., który dopuszcza możliwość odstąpienia od tymczasowego aresztowania ze względu na możliwe negatywne skutki dla osoby najbliższej podejrzanej.

W okresie aresztowania Anny W. dziecko pozostało pod opieką męża podejrzanej, Marka W., który jest podejrzanym w tym samym postępowaniu.

Jaki jest kontekst?

Anna W., była dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów jest podejrzana o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjęcie od Pawła S. korzyści majątkowej w wysokości 3,5 milionów zł w zamian za wpływanie na postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na dostawę agregatów prądotwórczych.

Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w Katowicach w dniu 30 stycznia 2025 r. zastosował wobec Anny W. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Jak podkreśla prokuratura, w momencie zastosowania aresztu okoliczności sprawy nie wskazywały na to, że pozbawienie wolności podejrzanej pociągnie za sobą ciężkie skutki dla niej samej lub jej najbliższej rodziny, co jest podstawą uchylenia stosowania aresztu.

Prokuratura podkreśla jednak, że decyzja o uchyleniu aresztu tymczasowego nie ma nic wspólnego z przebiegiem śledztwa.

„W sprawie nadal aktualne pozostają przesłanki stosowania środków zapobiegawczych, w tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że podejrzana popełniła zarzucane jej przestępstwa” – pisze prokuratura w komunikacie.

Dlatego też, w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokurator zastosował wobec podejrzanej środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym – poręczenie majątkowe w wysokości 400 tysięcy zł, zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji połączony z zakazem kontaktu ze wskazanymi uczestnikami postępowania. Zakaz ten nie obejmuje męża podejrzanej, Marka W.

Stworzona przez PiS Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zawierała bez przetargów wielomilionowe kontrakty z zaprzyjaźnionymi firmami. Zarządzał nią zaufany człowiek premiera Mateusza Morawieckiego, Michał K. Najwięcej zamówień trafiało do firmy Red is Bad, założonej przez Pawła Sz. To ta spółka miała pozyskiwać od RARS ustawione zlecenia na dostawy sprzętu w trakcie pandemii. Paweł Sz. miał sprzedać Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych po zawyżonych cenach sprzęt za pół miliarda złotych. Jak wynika z dotychczasowych zeznań świadków, które ujawniła m.in. Gazeta Wyborcza, nielegalny proceder miał się odbywać bezpośrednio na zlecenie Michała K., ówczesnego prezesa RARS.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

12:59 03-04-2025

Prawa autorskie: fot. Attila KISBENEDEK / AFPfot. Attila KISBENED...

Węgry ogłaszają wycofanie z Międzynarodowego Trybunału Karnego

Węgry zapowiedziały rozpoczęcie procesu wycofania z Międzynarodowego Trybunału Karnego. Budapeszt ogłosił to w dzień wizyty premiera Izraela Benjamina Netanjahu, który objęty jest wydanym przez MTK nakazem aresztowania.

Co się wydarzyło?

Budapeszt ogłosił wycofanie się ze Statutu Rzymskiego, na podstawie którego działa Międzynarodowy Trybunał Karny. Decyzja została ogłoszona przez premiera Viktora Orbána podczas konferencji prasowej z Benjaminem Netanjahu, objętym wydanym przez MTK nakazem aresztowania premierem Izraela.

„Właśnie podpisałem dokumenty potwierdzające nasze wycofanie z MTK (…). Powodem jest to, że ten ważny, międzynarodowy sąd w ostatnich latach stał się bastionem upolitycznienia (…). Najlepiej to widać na przykładzie decyzji w sprawie Izraela” – powiedział Viktor Orbán podczas konferencji prasowej z Netanjahu. Dodał, że bardzo się cieszy, że Węgry są dla Netanjahu „bezpiecznym miejscem”.

Benjamin Netanjahu przyjechał do Budapesztu z oficjalną wizytą w czwartek 3 kwietnia. To jego druga podróż zagraniczna po wydaniu przez MTK nakazu jego aresztowania w listopadzie 2024 r. Został podjęty z honorami. Zgodnie ze wcześniejszymi deklaracjami, węgierskie władze nie zamierzają dokonać jego zatrzymania.

Podczas wspólnej konferencji prasowej Viktor Orbán podkreślał, że Węgry są obecnie „wyspą wolności w UE” oraz „europejskim bastionem cywilizacji judeo-chrześcijańskiej”. Stwierdził też, że to na Węgrzech zamieszkuje największa diaspora żydowska w Europie. Wizytę Netanjahu określił jako „o znaczeniu cywilizacyjnym”.

Przywódcy mają rozmawiać m.in. o współpracy gospodarczej oraz obronnej, a także o „rosnącym antysemityzmie w Europie Zachodniej”.

„Antysemityzm w Europie Zachodniej osiągnął ostatnio rozmiar nieobserwowany wcześniej” – stwierdził Orbán. Dodał, że „jest on napędzany przez nielegalną migrację”, której „Bruksela nie chce i nie może powstrzymać”. Podkreślił, że nie zamierza respektować żadnego unijnego prawa, które zakłada przyjmowanie migrantów.

Benjamin Netanjahu przyznał, że jest „bardzo wzruszony wizytą”. Relacje z Węgrami określił mianem „wielkiego sojuszu”. Podziękował Orbánowi za trzymanie strony Izraela na forum UE, ONZ oraz „śmiały ruch w sprawie MTK”.

„To ważne nie tylko dla nas, ale dla wszystkich demokracji, żeby przeciwstawić się tej skorumpowanej organizacji” – powiedział Benjamin Netanjahu podczas wspólnej organizacji prasowej.

Jaki jest kontekst?

Rząd Orbána nie uznaje toczącego się przeciwko Benjaminowi Netanjahu postępowania w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Premier Izraela oskarżony jest o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości polegające m.in. na głodzeniu jako metodzie prowadzenia wojny i umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną oraz zbrodni przeciwko ludzkości polegających na zabójstwach, prześladowaniach i innych nieludzkich czynach. Oprócz niego analogiczne zarzuty ciążą też na byłym ministrze obrony Izraela Joawie Galancie.

Nakazy aresztowania przeciwko Netanjahu i Galantowi dotyczą przestępstw popełnionych od co najmniej 8 października 2023 r. do co najmniej 20 maja 2024 r., czyli dnia, w którym prokuratura złożyła wnioski o wydanie nakazów aresztowania.

Także w listopadzie 2024 roku MTK wydał nakaz aresztowania Mohammeda Diaba Ibrahima Al-Masriego, dowódcy Brygad al-Kassam, czyli zbrojnego skrzydła Hamasu. Na Al-Masrim ciążyły zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości polegających na zabójstwach, torturach, gwałtach i innych formach przemocy seksualnej oraz zbrodni wojennych polegających na zabójstwach, umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną, braniu zakładników, gwałtach i innych formach przemocy seksualnej, okrutnym traktowaniu i naruszaniu godności osobistej. Oskarżeniem objęte były zbrodnie po 7 października 2023 roku. Nakaz wobec Al-Masriego został jednak anulowany po potwierdzeniu jego śmierci.

Z tego samego powodu MTK wycofał nakazy aresztowania wobec przywódcy Hamasu Yahya Sinwara oraz premiera Autonomii Palestyńskiekj Ismaila Haniyeha.

MTK to sąd międzynarodowy powołany do sądzenia osób fizycznych oskarżanych o popełnienie najcięższych zbrodni, takich jak zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne oraz zbrodnie agresji. Działa na podstawie Statutu Rzymskiego, który jest umową międzynarodową. Sygnatariuszami umowy jest obecnie 125 krajów, w tym wszystkie państwa UE. Jeśli sfinalizują swoją zapowiedź,

Węgry będą zatem jedynym krajem UE, który nie będzie stroną statutu.

Sygnatariuszem Statutu Rzymskiego nie są też np. Stany Zjednoczone.

Wszystkie państwa-strony Statutu są zobowiązane do przestrzegania postanowień MTK, w tym tych o nakazach aresztowania. Państwa te powinny zatem dokonać zatrzymania Benjamina Netanjahu. Ale Węgry nie są jedynym krajem, który zapowiedział, że nie zamierza tego zrobić. „List żelazny” wobec Netanjahu przedstawił też rząd Donalda Tuska, co wzbudziło ogromne kontrowersje i niezadowolenie opinii publicznej, bo to łamanie prawa. Podobne deklaracje złożył niedawno Friedrich Merz, kandydat na kanclerza Niemiec.

Krytyczni wobec izraelskiego rządu komentatorzy z Izraela twierdzą, że Benjamin Netanjahu chce doprowadzić do tego, by kolejne kraje ignorowały postanowienia MTK i aby w ten sposób doszło do „normalizacji” jego podróży zagranicznych.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

10:55 03-04-2025

Prawa autorskie: fot. Rada Europejska mat. pras.fot. Rada Europejska...

Światowi przywódcy krytykują amerykańskie cła. „To nie służy nikomu”

Liderzy państw, na które administracja amerykańska zdecydowała się nałożyć wyższe cła, krytykują ruch Donalda Trumpa. „To niewłaściwe działanie, które nie służy nikomu” – powiedziała premierka Włoch Giorgia Meloni.

Co się wydarzyło?

Przywódcy państw, których dotyczą nowe, amerykańskie cła, bardzo krytycznie odnoszą się do działań amerykańskiej administracji.

Chiny wzywają USA do wycofania się z tych działań i rozwiązania leżącego u ich podłoża na drodze „równych i obopólnie korzystnych negocjacji” – donosi chińska agencja Xinhua, powołując się na Guo Jiakuna, rzecznika chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Zdaniem Chin wprowadzenie ceł wzajemnych to poważne pogwałcenie zasad Światowej Organizacji Handlu.

"Strona chińska bardzo wyraźnie sprzeciwia się tym działaniom i podejmie niezbędne kroki w celu ochrony swojego uzasadnionego interesu” – powiedział Guo Jiakun. „W wojnie handlowej nie ma zwycięzców, protekcjonizm nie jest żadnym rozwiązaniem” – dodał rzecznik chińskiego MSZ.

Amerykańskie cła skrytykowała też premierka Włoch Giorgia Meloni (na zdjęciu powyżej). Meloni podkreśliła, że jej zdaniem nałożenie 20-procentowych ceł na produkty z UE “to złe rozwiązanie, które nie służy nikomu”.

“Zrobimy wszystko, by wypracować umowę ze Stanami Zjednoczonymi i uniknąć wojny handlowej, której efektem byłoby poważne osłabienie Zachodu” – napisała Meloni w oświadczeniu opublikowanym na stronie rządu. Dodała, że będzie działać w porozumieniu z partnerami z UE. Meloni zrezygnowała też z zaplanowanych na czwartek spotkań, by spotkać się z rządem i zastanowić nad dalszymi krokami w sprawie amerykańskich ceł.

Pilne spotkanie z przedstawicielami związków pracodawców i związków zawodowych najmocniej dotkniętych amerykańskimi cłami zwołał też premier Hiszpanii Pedro Sánchez oraz prezydent Francji Emmanuel Macron.

„Hiszpania będzie chronić swoje biznesy i pracowników oraz wciąż opowiadać się za światem wolnego handlu” – napisał Sánchez w mediach społecznościowych.

Prezydent Macron jeszcze nie zabrał głosu w sprawie, ale jego rzeczniczka Sophie Prima powiedziała w czwartek rano, że „Francja jest gotowa na wojnę handlową”.

Prawica krytykuje UE

Ze strony liderów skrajnej prawicy popłynęła za to krytyka w stronę Unii Europejskiej.

Węgry oskarżają, że wzrost poziomu ceł na europejskie produkty to wina „niekompetencji Brukseli”.

“Gospodarka i obywatele Europy znowu płacą cenę za niekompetencję Brukseli. Wczorajszy ruch USA ws. ceł oznacza jedno: Komisja Europejska powinna była negocjować (…), a nie zrobiła nic. Dysputę gospodarczą zamienili w ideologiczną (…)” – napisał w mediach społecznościowych Péter Szijjártó, węgierski minister spraw zagranicznych i handlu.

W podobnym tonie amerykańskie cła skomentował Santiago Abascal, lider VOX, trzeciej najczęściej popieranej partii politycznej w Hiszpanii.

„Ani [szefowa KE Ursula] von der Leyen, ani [premier Hiszpanii Pedro] Sánchez, ani [lider Partii Ludowej, największej partii opozycyjnej, Alberto Núñez] Feijóo nie obronili interesu Hiszpan. Partia Ludowa i socjaliści wciągają nas w samobójczą wojnę handlową. Nasze gospodarki muszą konkurować na nierównych zasadach ze względu na ideologiczną biurokrację i system dwupartyjny [Abascal nawiązuje tu do tego, że to głównie te dwie największe partie uczestniczą w alternacji władzy w Hiszpanii — red]. Musimy pozbyć się tej kasty, która doprowadza nas do ruiny i utraty wolności” – napisał w mediach społecznościowych lider Vox.

Jaki jest kontekst?

Prezydent USA Donald Trump w czwartek 3 kwietnia ogłosił 10-procentowe cła na wszystkich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Przy czym te kraje, z którymi USA ma według administracji Trumpa największy deficyt handlowy, zapłacą jeszcze wyższy taryfy. Cła na Chiny wyniosą 34 proc., a na kraje Unii Europejskiej – 20 proc.

Nowymi cłami dotknięte zostaną także najbiedniejsze kraje: Kambodża będzie musiała płacić 49 procent, Wietnam – 46 procent, Sri Lanka – 44 procent, a Mjanma 40 procent. Najniższe cła obejmą m.in.: Australię, Wielką Brytanię, Brazylię i Argentynę.

Nowe cła nie zostały nałożone na Kubę, Białoruś, Koreę Północną i Rosję. Jak w rozmowie z „New York Times” tłumaczył anonimowy urzędnik Białego Domu, te państwa już teraz objęte są ekstremalnie wysokimi cłami i sankcjami, które sprawiają, że jakikolwiek znaczący handel z nimi jest niemożliwy. Zostały za to nałożone na Ukrainę, z którą roczny obrót handlowy wynosi tylko 3 mld dolarów.

Więcej w tekście Agaty Szczęśniak:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

19:09 01-04-2025

Prawa autorskie: Fot. NATALIA KOLESNIKOVA / AFPFot. NATALIA KOLESNI...

Rosja formalnie ogłasza, że nie może zaakceptować pokojowych propozycji Trumpa

Rosja traktuje propozycje USA dotyczące Ukrainy poważnie, ale nie może ich zaakceptować w obecnej formie, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow

W wywiadzie dla magazynu „Mieżdunarodnaja żyzń” wyjaśnił, że amerykańskie propozycje odbiegają od tego, czego chciałaby Moskwa: „Bardzo poważnie traktujemy proponowane modele i rozwiązania, ale nie możemy też traktować wszystkiego tak, jak jest. <...> Wszystko, co mamy do tej pory, to próba znalezienia jakiegoś planu, który w pierwszej kolejności umożliwiłby osiągnięcie zawieszenia broni, tak jak uważają Amerykanie”. „Moskwa ma głęboko i starannie przemyślany zestaw własnych priorytetów i podejść do tej kwestii”.

Propaganda we wtorek pokazała Putina, jak na spotkaniu z najbliższymi współpracownikami (na posiedzeniu rady Bezpieczeństwa) pyta się ministrów obrony i spraw zagranicznych, czy rozejm energetyczny na wojnie z Ukrainą jest przestrzegany. Ci odpowiadają, że nie, bo choć Rosja ostrzeliwuje wyłącznie „obiekty nieenergetyczne” w Ukrainie, to trafienia ukraińskie w Rosji dotyczą – jak zapewniają kremlowscy oficjele – „obiektów energetycznych”. Po czym Ławrow daje wywiad telewizji i wyjaśnia, że Moskwa nie może się porozumieć z władzami w Kijowie, bo „to nie są żadne władze”. Albo łamią „ustalenia”, albo nie panują nad wojskiem.

Jak widać, Moskwa próbuje teraz wmówić Trumpowi, że jest gotowa na rozejm, ale ponieważ Kijów jest niewiarygodny, trzeba tam najpierw wymienić władze. Stąd złożona w piątek przez Putina propozycja, by w Ukrainie wprowadzić zarząd komisaryczny ONZ.

Na ten pomysł Donald Trump zareagował już jednak lekką irytacją. A 1 kwietnia powtórzył, że oczekuje, że Rosja zawrze porozumienie z Ukrainą. Na co Moskwa odpowiedziała kolejnym komentarzem, że „kwestie będące przedmiotem dyskusji są bardzo złożone” oraz zapowiedzią, że na uroczystości rocznicy zdobycia Berlina 9 maja do Moskwy przyjedzie sam władca Chin Xi Jinping. Ustami aparatczyka niżej rangi, szefa partii komunistycznej Ziuganowa Kreml pozwolił sobie też na komentarz, że Trump na zaproszenie na uroczystość zwycięstwa nie zasługuje (Trump się do Moskwy nie wybierał i tak, więc to takie grożenie palcem).

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: