Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Poczta Polska ma zapłacić 27 mln zł a Minister Cyfryzacji 100 tys. złotych. To kary od Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych za przetwarzanie bez podstawy prawnej danych 30 mln obywateli w związku z organizacją wyborów kopertowych w 2020 r.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski ukarał Pocztę Polską i Ministra Cyfryzacji administracyjnymi karami pieniężnymi za poważne naruszenie przepisów RODO.
Chodzi o tzw. wybory kopertowe, czyli korespondencyjne wybory prezydenckie, które rząd PiS próbował zorganizować w czasie szalejącej w 2020 roku pandemii.
Prezes UODO ustalił, że bez podstawy prawnej i analizy ryzyka dla danych Minister Cyfryzacji przekazał Poczcie Polskiej dane 30 uprawnionych do głosowania obywateli, zawierających:
Po ich otrzymaniu Poczta Polska przetwarzała je bez podstawy prawnej, ponieważ ustawa uprawniająca do organizacji wyborów w formie korespondencyjnej nie została uchwalona (ugrzęzła w kontrolowanym przez opozycję Senacie).
Co więcej, Poczta pobrała przekazane dane bez żadnych zabezpieczeń i gwarancji.
Na ich podstawie nie mogła też tak naprawdę wykonać usługi dostarczenia pakietów do domów, bo dane przekazane jej przez ministra nie były bazą aktualnego miejsca zamieszkania wyborców, ale miejsca ich ostatniego zameldowania.
Zdaniem prezesa UODO, minister i Poczta Polska naruszyły swoimi działaniami konstytucyjne prawo do ochrony ich życia prywatnego 30 mln obywateli, czyli niemalże 80 proc. populacji kraju.
Cała sprawa dotyczy afery związanej z organizacją tzw. wyborów kopertowych.
10 maja 2020 roku miały odbyć się w Polsce wybory prezydenckie. W kraju szalała jednak pandemia COVID-19. Pozamykane były szkoły, miejsca publiczne, a nawet cmentarze i lasy.
PiS mógł ogłosić przewidziany przez Konstytucję stan nadzwyczajny i przełożyć wybory na inny termin. Nie chciał jednak tego zrobić w obawie przed tym, że skutki pandemii (nadmiarowe zgodny, ograniczenia w gospodarce) sprawią, że Andrzej Duda wybory przegra i PiS nie będzie miał już swojego prezydenta.
Ktoś w PiS (konkretnie Adam Bielan) wpadł jednak na pomysł, że wybory można przeprowadzić korespondencyjnie. PiS w ekspresowym tempie (niespełna 3 godziny) przepchnął więc stosowną ustawę przez Sejm.
Ta została uchwalona 6 kwietnia i trafiła do Senatu.
Senat, w którym większość miała już jednak opozycja, wykorzystał swoje ustawowe 30 dni na pracę nad ustawą. Zegar tykał, PiS postanowił więc nie czekać aż ustawa zostanie uchwalona, i formalnie wejdzie w życie, ale już zaczął wybory organizować.
Aby była ku temu jakakolwiek “podkładka” premier Mateusz Morawiecki wydał 16 kwietnia 2020 roku decyzję administracyjną upoważniające podwładnych i spółki skarbu państwa do „organizacji wyborów”, chcąc ominąć tym samym przepisy Kodeksu Wyborczego, które formalnie znosiła nieuchwalona jeszcze ustawa kopertowa.
Ta zakładała, że Poczta Polska dostarczy wydrukowane przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych (a nie PKW) pakiety wyborcze do skrzynek pocztowych wyborców, a wyborcy oddadzą głosy korespondencyjnie, by nie gromadzić się osobiście w lokalach wyborczych.
Powołując się na polecenie premiera z 16 kwietnia, Poczta Polska wystąpiła 20 kwietnia 2020 r. z wnioskiem o przekazanie jej w tym celu z bazy PESEL danych 30 mln polskich obywateli.
Minister Cyfryzacji wyraził na to zgodę i dane zgrane na płytę DVD zostały dostarczone (udostępnione) Poczcie Polskiej 22 kwietnia 2020 r. i tam były przetwarzane.
Po ujawnieniu tej informacji do Prezesa UODO zaczęły napływać liczne skargi od zbulwersowanych obywateli, ale ten (wówczas Jan Nowak), uznał je za bezpodstawne.
Decyzje premiera i ministra cyfryzacji zaskarżył jednak do sądu administracyjnego ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W obu przypadkach sądy uznały te decyzje za wadliwe.
Przeczytaj także: