Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezes Jarosław Kaczyński zaapelował do zwolenników PiS oraz całej prawicy o wsparcie finansowe partii. „Mamy bardzo dużo wydatków, prosimy o wpłaty na konto naszej partii” – mówił.
Prezes PiS wygłosił apel w siedzibie partii, podczas gdy wokół niego zgromadziła się duża grupa parlamentarzystów ugrupowania, wśród których byli m.in. kandydat na premiera Przemysław Czarnek, szef klubu Mariusz Błaszczak oraz były premier Mateusz Morawiecki.
Kaczyński – jak donosi PAP – powiedział, że obecne władze odbierając subwencję z budżetu pozbawiły PiS 46 mln zł. Dodał, że brak wypłat subwencji powoduje, że partia ma poważne trudności finansowe, a jej aktywności związane np. z działaniami Przemysława Czarnka jako kandydata na przyszłego premiera oraz liczne przedsięwzięcia programowe, spotkania i kampusy młodzieżowe kosztują.
„Mamy bardzo dużo wydatków. I stąd moja bardzo serdeczna prośba do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i szerzej do zwolenników prawicy, do całego obozu patriotycznego, do tych wszystkich, którzy chcą, by Polska wróciła na właściwe tory, żeby pozostała państwem suwerennym, o wpłaty na konto naszej partii. Każda wpłata się liczy, także te niewielkie wpłaty się liczą. Chodzi o to po prostu, żeby te środki były” – powiedział prezes PiS.
Nawiązując do wsparcia dla Karola Nawrockiego w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej i jego zwycięstwa w wyborach, Kaczyński mówił, że PiS może wygrać przyszłoroczne wybory parlamentarne. Ale – jak dodał – bez środków, będzie to nie tylko bardzo trudne. „Stąd ta gorąca prośba” – powiedział.
„Nadal nie otrzymujemy subwencji, która powinna pojawić się dopiero pod koniec kwietnia 2027” – mówił z kolei . Do tego czasu jesteśmy zmuszeni prosić państwa o pomoc. Ta pomoc była tak skuteczna przy wyborach prezydenckich i zebraliśmy 23 mln zł i to pozwoliło na prowadzenie kampanii wyborczej. Teraz potrzebujemy pieniędzy na prowadzenie normalnej aktywności partyjnej – powiedział polityk PiS Henryk Kowalczyk.
Podczas konferencji głos zabrał także wiceprezes PiS Mariusz Błaszczak. Mówił, że choć politycy partii płacą składki, nie są w stanie pokryć wydatków ze względu na wysoką aktywność ugrupowania.
„A ta aktywność jest związana z tym, że formułujemy ofertę programową, że jeździmy po Polsce, że rozmawiamy z ludźmi. To wszystko kosztuje” – stwierdził.
Konferencję prezesa PiS transmitowała m.in. TV Republika. W czasie, gdy Kaczyński apelował o pieniądze niemal połowę ekranu stacji zajął kod QR odsyłający widzów na stronę internetową, za pośrednictwem której można dokonywać wpłat na telewizję. Ten zabieg mógł niektórych widzów zmylić, bo można było odnieść wrażenie, że za pomocą kodu wpłacą pieniądze właśnie na ugrupowanie Kaczyńskiego.
Zaledwie dzień wcześniej o wpłaty do widzów prosił też prezenter TV Republika Miłosz Kłeczek. „Jak tak dalej pójdzie, to do końca miesiąca nie dociągniemy” – mówił. „Proszę wspierać naszą telewizję, bo chciałbym mieć się z kim kłócić i o co, ale bez państwa wsparcia niestety to się nie uda” – dodał.
Sprawa subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości zaczęła się w sierpniu 2024 roku, kiedy to Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe partii z wyborów w 2023 roku. Wskazała nieprawidłowości w wydatkach na kampanię na ok. 3,6 mln zł. W efekcie Ministerstwo Finansów obniżyło wypłaty dla ugrupowania.
PiS odwołał się od tej decyzji, a Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, w której zakresie obowiązków jest m.in. rozpatrywanie skarg na uchwały PKW, tę skargę uznała.
Status tej izby jest kwestionowany przez obecny rząd, autorytety prawne i europejskie sądy takie jak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejski Trybunał Praw Człowieka.
PKW przyjęła sprawozdanie, ale zaznaczyła, że nie rozstrzyga, czy ta izba jest legalnym sądem i czy decyzja izby jest skuteczna. Minister finansów Andrzej Domański poprosił więc PKW o doprecyzowanie uchwały, uznając ją za niespójną.
Za 2024 rok PiS otrzymało najpierw dwie pełne kwartalne raty subwencji, a później trzecia transza nie została wypłacona. Czwarta transza – jak wynika z informacji przekazywanych mediom przez Ministerstwo Finansów – wypłacona w styczniu 2025 r. została pomniejszona. Za 2024 r. PiS otrzymało więc ok. 15 mln zł, czyli o ponad 10 mln zł mniej, niż wynosiła przewidywana subwencja roczna dla tej partii.
Przeczytaj także:
Do trzech osób wzrósł tragiczny bilans niedzielnego wypadku na krajowej „siódemce” w Łomiankach. Doprowadził do niego pijany kierowca, wyprzedzający inne samochody slalomem.
Zmarła kolejna ofiara wypadku, do którego doszło w podwarszawskich Łomiankach. Prokuratura potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej, że o północy ze środy na czwartek zmarł 20-latek, kierowca Toyoty, w którą z potężną prędkością uderzyło Audi. Na miejscu zginęła 19-latka i 15-latek.
Do zdarzenia doszło w niedzielę o 18:00. Kierowca audi slalomem mijał inne samochody jadące po dwujezdniowym odcinku drogi krajowej numer 7. Na wiadukcie w Łomiankach prowadzone przez niego auto zahaczyło o toyotę, która przeleciała przez barierki i dwukrotnie dachowała na przeciwległej jezdni, uderzając po drodze w cztery inne samochody.
Kierowca audi, 44-letni Patryk R., oraz jego pasażer – 33-letni Piotr B., uciekli z miejsca zdarzenia. Po zatrzymaniu dziewięć godzin później w wydychanym powietrzu mieli po pół promila alkoholu. Okazało się, że przed wyjechaniem na drogę wypili wspólnie litr wódki i sześć piw. Kierowca wsiadł za kółko mimo swojego stanu i dwóch zakazów prowadzenia pojazdów. W 2023 roku odebrano mu prawo jazdy na pięć lat za jazdę pod wpływem, w tym roku stało się do po raz drugi – na kolejne pięć lat, za niezatrzymanie się do kontroli.
Prokuratura postawiła kierowcy trzy zarzuty: spowodowanie wypadku śmiertelnego pod wpływem alkoholu połączone z ucieczką z miejsca zdarzenia i nieudzieleniem pomocy pokrzywdzonym, zagrożone karą od 5 do 10 lat więzienia), naruszenie zakazu prowadzenia pojazdów, za co grozi do 5 lat więzienia, oraz posiadanie środków odurzających – do 3 lat odsiadki. Pasażer usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy, za co grożą mu 3 lata w więzieniu.
Kierowcy audi dopiero teraz grozi więzienie, mimo że mógł zostać pozbawiony wolności już przy okazji złamania 5-letniego zakazu prowadzenia pojazdów, do którego doszło dwa miesiące przed wypadkiem. Taką możliwość daje nowelizacja Kodeksu Drogowego, obowiązująca od końcówki stycznia 2026. Zamiast tego sąd orzekł kolejny zakaz, mimo że wcześniej doszło już do skazania osoby łamiącej postanowienie sądu więzieniem. Do procedensu doszło w lutym, gdy miesiącem bezwzględnego pozbawienia wolności ukarana została 39-latka prowadząca auto mimo dożywotniego zakazu.
Karę pozbawienia wolności można zastosować również wobec osób skrajnie przekraczających prędkość czy uczestniczących w nielegalnych wyścigach. Zatrzymana przez jarosławską policję mogłaby zostać ukarana również konfiskatą pojazdu, z czego jednak sąd zrezygnował. Nowością jest też kara za drift – czyli popisowe ślizgi w poprzek jezdni, czy obowiązkowa konfiskata pojazdu za więcej niż półtora promila w wydychanym powietrzu.
W Kodeksie Drogowym nadal brakuje jednak kategorii „zabójstwa drogowego”, dzięki któremu kierowcy tacy jak Patryk R. mogliby być skazywani na o wiele bardziej surowe kary.
W 2025 roku na polskich drogach doszło do 20 925 wypadków drogowych, w których śmierć poniosło 1 660 osób, a 24 590 zostało rannych, w tym 7 866 odniosło poważne obrażenia.
Przeczytaj także:
Izraelski rząd zapowiada pierwsze od lat bezpośrednie rozmowy z Libanem. Bejrut twierdzi jednak, że nic o tym nie wie, a wojna wciąż trwa.
Brytyjski dziennik The Guardian, Reuters, oraz izraelskie media podają, że premier Benjamin Netanyahu ma jeszcze dziś spotkać się z prezydentem Libanu Josephem Aounem – byłby to pierwszy taki kontakt od dekad.
Członkini izraelskiego gabinetu bezpieczeństwa Gila Gamli’el powiedziała, że rozmowa nastąpi „po wielu latach całkowitego braku dialogu między dwoma państwami” i wyraziła nadzieję, że „ostatecznie doprowadzi to do dobrobytu”.
Prezydent USA Donald Trump również zapowiedział kontakt między przywódcami. „Minęło dużo czasu od ostatniej rozmowy obu przywódców – około 34 lata. Dojdzie do niej jutro. To miłe!” – napisał Trump we wpisie na swojej platformie społecznościowej TruthSocial, nie podając jednak szczegółów.
W tle tych zapowiedzi izraelski gabinet bezpieczeństwa obradował w środę wieczorem nad możliwym zawieszeniem broni w Libanie. Pakistan, który pośredniczy w rozmowach USA–Iran, podkreślił, że „pokój w Libanie jest kluczowy” dla negocjacji szerszego porozumienia pokojowego na Bliskim Wschodzie.
Kancelarie premiera Izraela i prezydenta Libanu nie skomentowały doniesień medialnych, informuje Reuters. Biuro premiera Pakistanu, Nawafa Salama, również nie potwierdziło, że ma dojść do spotkania Netanjahu i Aouna.
Konflikt w Libanie zaostrzył się po tym, jak wspierany przez Iran Hezbollah rozpoczął ostrzał Izraela 2 marca w reakcji na wojnę USA i Izraela z Iranem. Izrael odpowiedział ofensywą, zapowiadając przejęcie kontroli nad południowym Libanem do rzeki Litani (ok. 20–30 km od granicy).
Jednocześnie rząd Libanu pozostaje w konflikcie z Hezbollahem. Na początku marca Liban zakazał tej organizacji działalności militarnej.
Izrael i USA podkreślają, że zawieszenie broni między USA i Izraelem a Iranem nie obejmuje wojny Izraela z Libanem. Z kolei Iran i Pakistan — który pośredniczy w rozmowach pokojowych — twierdzą, że porozumienie powinno obejmować także zakończenie walk izraelsko-libańskich.
W tym czasie Izraelska armia kontynuuje operacje lądowe na południu Libanu, a Hezbollah nadal ostrzeliwuje północ Izraela.
Wojna rozpoczęta 28 lutego bombardowaniami Iranu przez USA i Izrael dotknęła cały region Zatoki Perskiej oraz pośrednio – przez wzrost cen ropy i obawy związane z dostawami np. nawozów – całą gospodarkę światową.
„Minister Kierwiński oraz Berek robią wszystko, aby nie wykonać wyroku TSUE i nie przyznać nam praw wynikających z traktatów unijnych. Nie możemy stać bezczynnie” – mówi aktywista LGBT Bart Staszewski. 25 kwietnia, pod gmachem Kancelarii Premiera ma odbyć się protest w sprawie legalizacji w Polsce małżeństw par jednopłciowych zawieranych zagranicą
„Ta sytuacja to dla społeczności sygnał, że na ostatniej prostej rząd postanowił zablokować transkrypcję zagranicznych aktów. A to oznacza, że nie można siedzieć cicho. Musimy protestować. To idealny moment aby pokazać, że jesteśmy i nie pozwolimy się tak traktować” – mówi OKO.press Bart Staszewski.
Aktywista LGBT organizuje protest. W sobotę, 25 kwietnia o godzinie 14, pod budynkiem kancelarii premiera na Alejach Ujazdowskich chce zebrać tych, którzy nie zgadzają się na dalsze ignorowanie przez rząd par jednopłciowych. Te, nie mogąc liczyć na równe prawa i elementarne poczucie bezpieczeństwa w Polsce, zdecydowały się na wzięcie ślubu zagranicą.
Decyzja o proteście zrodziła się bezpośrednio po tekście OKO.press. Napisaliśmy w nim, że MSWiA zamierza ograniczyć skutki wyroku Trybunału Sprawiedliwości wyłącznie do jednej pary, której wyrok dotyczył. „Orzeczenie NSA zapadło w sprawie indywidualnej na gruncie obowiązujących przepisów i w tej konkretnej sprawie ma charakter wiążący” – czytamy w mailu przesłanym przez Wydział Obsługi Mediów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które zapytaliśmy o to, jak zamierzają wdrożyć wyrok Sądu.
„Kierownik urzędu stanu cywilnego będzie musiał zatem, w tej konkretnej sprawie, przeanalizować i rozpatrzeć ją biorąc pod uwagę treść orzeczenia i jego uzasadnienie oraz obowiązujące przepisy prawa” – przekazał nam resort, podkreślając jednostkowy charakter tej sprawy. W MSWiA potwierdziliśmy, że resort Marcina Kierwińskiego próbuje zminimalizować skutki przełomowych wyroków dotyczących małżeństw jednopłciowych. I zamiast systemowej zmiany próbuje sprowadzić ją do jednostkowej sprawy, która nie będzie miała przełożenia na rzeczywistość innych, niewidzialnych dla polskiego prawa, małżeństw między osobami tej samej płci.
„Urzędy Stanu Cywilnego są otwarte na wykonywanie wyroku. Potrzebne są zmiany w systemie teleinformatycznym do obsługi aktów stanu cywilnego oraz zmiany w rozporządzeniu o wzorach tych aktów. Ministerstwo Cyfryzacji jest gotowe, aby wprowadzić zmiany, które pozwolą USC działać. Przygotowano rozporządzenie, które musi być podpisane przez Ministra Cyfryzacji Gawkowskiego, ale także przez… Ministra Kierwińskiego z MSWiA, który zasłania się koniecznością zmian na poziomie ustawy (co wymagałoby podpisu Prezydenta Nawrockiego, który z pewnością tego nie zrobi). To sabotaż. Działania rządu to ignorowanie europejskich i polskich sądów, to działanie przeciwko praworządności i obietnicom oraz hasła, z którymi koalicja 15 X wygrała wybory” – pisze w zaproszeniu na udział w sobotnim (25 kwietnia) proteście Bart Staszewski.
Jakub i Mateusz pobrali się w Berlinie – i po latach sądowej batalii mają w ręku wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazuje Polsce transkrypcję ich aktu małżeństwa. Naczelny Sąd Administracyjny 20 marca potwierdził: trzeba dokonać wpisu małżeństwa do rejestru i uznać w Polsce ich małżeństwo.
Ich historia mogła dać podwaliny pod zmianę przepisów i umożliwienie tysiącom par godnego życia w kraju, w związku małżeńskim, które jest uznawane przez Polskę tak, jak w innych krajach Unii Europejskiej. To się jednak nie wydarzy, bo jak pisaliśmy w OKO.press, rząd Donalsa Tuska, z MSWiA na czele, nie chce wprowadzić zmian w przepisach drogą rozporządzenia, które opracowało Ministerstwo Cyfryzacji (Lewica). Przy Kancelarii Premiera powstała specjalna grupa pod przewodnictwa ministra Berka, której zadaniem jest maksymalne ograniczenie skutków tych wyroków tylko do jednej pary, która wygrała w TSUE i w NSA.
Tymczasem sądy dalej zgodnie orzekają – transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa w Polsce trzeba dokonywać. Jeszcze w marcu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie nakazał urzędnikom stanu cywilnego transkrypcję aktu Daniela i Dawida, którzy również pobrali się w Niemczech. „Dla mężczyzn walka o uznanie w Polsce ma wymiar symboliczny – ze względu na niepełnosprawność jednego z nich potrzebują żyć w kraju, który uznaje wszystkie ich prawa, w tym szeroki pakiet zabezpieczenia społecznego” – pisał w OKO.press Anton Ambroziak.
15 kwietnia Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie nakazał przetłumaczenie niemieckiego aktu małżeństwa trzeciej pary jednopłciowej, Krzysztofa i Jakuba, oraz wpisanie go do polskich akt stanu cywilnego w ciągu 30 dni.
Adwokatka Anna Mazurczak w rozmowie z OKO.press tłumaczy, że wyrok TSUE jest dla rządu wiążący. „I nie dotyczy on jednej pary, tylko każdej pary jednopłciowej, która zawarła ślub w innym kraju UE i chce potwierdzić swoje prawa, korzystając ze swobody przepływu” – komentuje Mazurczak. „Jeśli rząd wykona wyrok NSA, pozwalając na stworzenie tylko jednego aktu małżeństwa pary jednopłciowej, będzie to de facto nierówne traktowanie obywateli w postępowaniu administracyjnym” – komentuje adwokatka.
Przeczytaj także:
Rozwój Plus – tak nazywa się stowarzyszenie, którego utworzenie ogłosił w środę Mateusz Morawiecki, wiceprezes PiS. W partii Jarosława Kaczyńskiego zdecydowanie nie wszyscy są z tego zadowoleni
Mateusz Morawiecki ogłosił w środę 16 kwietnia wieczorem za pośrednictwem WP.pl utworzenie stowarzyszenia pod nazwą Rozwój Plus. W skład tej organizacji weszli przede wszystkim posłowie i działacze PiS związani z Morawieckim w ramach partyjnej frakcji określanej mianem „harcerzy” lub „M&M'sów”. Na liście są m.in. Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Marcin Horała, Paweł Jabłoński, Piotr Müller, Olga Semeniuk-Patkowska, Mirosława Stachowiak-Różecka czy Krzysztof Szczucki.
Ten ruch Morawieckiego zdecydowanie nie spodobał się zarówno partyjnej centrali PiS, jak i bardziej twardoprawicowym frakcjom tej partii – ze zwolennikami Przemysława Czarnka i ziobrystami na czele.
Jeszcze we wtorek późnym wieczorem w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej w Warszawie odbyło się pilne spotkanie władz partii z udziałem Morawieckiego. Jarosław Kaczyński i inni kluczowi politycy PiS próbowali na nim przekonać Morawieckiego, by wstrzymał się z uruchamianiem stowarzyszenia. Bez skutku.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek mówił PAP po spotkaniu, że członkowie PiS „okazali zaniepokojonie” działaniami Morawieckiego.
„Zwłaszcza teraz, kiedy jedność jest szczególnie potrzebna. Udział w tym przedsięwzięciu nie służy dobru partii” – mówił Bochenek.
Frakcyjna wojna w PiS zaczęła się jeszcze w latach rządów Zjednoczonej Prawicy, stronnicy ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego rywalizowali w jej ramach przede wszystkim z politykami Suwerennej Polski kierowanej przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Po utracie władzy przez PiS konflikt jeszcze narastał – zwolennicy twardoprawicowego kursu partii oskarżali Morawieckiego o przyczynienie się do wyborczej klęski. W ostatnich miesiącach prezes PiS Jarosław Kaczyński brał stronę twardogłowych, stopniowo marginalizując Morawieckiego i jego ludzi, a ostatecznie wyznaczając Przemysława Czarnka, jednego z głównych rywali byłego szefa rządu, na kandydata PiS na premiera w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Przeczytaj także: