Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
Mateusz Morawiecki na ostatniej prostej walczy o poparcie górników. Obiecuje przenosiny ministerstwa na Śląsk, pieniądze na transformację i chwali się „obroną” Turowa
Premier ostatnie godziny kampanii wyborczej spędza na Śląsku, a na spotkaniach z nim pojawiają się galowo wystrojeni górnicy. W piątkowe południe pojawił się w Katowicach – gdzie dzień wcześniej występował Donald Tusk.
Tusk na swoim wiecu zapowiedział utworzenie Ministerstwa Przemysłu z siedzibą na Śląsku.
„Nie tylko po to, żeby podkreślić rolę Śląska, ale po to, żeby zarządzać tą kolejną falą nowoczesnego przemysłu w skali całego kraju” – mówił Tusk. Jak zaznaczył, transformacja energetyczna i walka o klimat nie muszą być dla Śląska klątwą. „Śląsk był czarny od węgla, tak teraz może być zielony” – mówił w czwartek (12.10) wieczorem.
W piątek podobną deklarację złożył Mateusz Morawiecki.
„Jeśli taka będzie decyzja wyborców, taki finał najbliższej niedzieli, że my będziemy kierować sprawami kraju, to jedno z ministerstwo, Ministerstwo Polskiej Energetyki będzie miało swoją siedzibę tu, na Śląsku, w Katowicach. I ponieważ tym ministerstwem będą kierować ludzie, którzy znają się na sprawach przemysłu, energetyki, to chciałbym żeby to byli ludzie ze Śląska albo przynajmniej tacy, którzy się znają na górnictwie, energetyce” – powiedział.
Przypomnijmy: PiS w 2014 roku w swoim programie wyborczym również obiecywało utworzenie Ministerstwa Energii (choć wtedy nie zapowiadano siedziby na Śląsku). Obietnicy dotrzymano, ale już pięć lat później resort został zlikwidowany – jego kompetencje przejęły resorty aktywów państwowych i klimatu.
Teraz – najwyraźniej – PiS ponownie chce mieć ministra odpowiedzialnego za energetykę ("Polską Energetykę). I – najwyraźniej – premierowi spodobał się pomysł opozycji z siedzibą na Śląsku.
Morawiecki wyraźnie walczy o głosy górników. Podczas spotkania w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach mówił także o kopalni Turów w Bogatyni. Tej samej, którą Czesi oskarżali o odsysanie wody i przez którą nasz spór z południowymi sąsiadami trafił przez Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE).
Polska za niestosowanie się do tzw. środka tymczasowego – a więc za niewyłączenie kopalni na czas postępowania – zapłaciła 68,5 mln euro. Morawiecki, jeszcze w trakcie negocjacji z Czechami (zakończonych porozumieniem i wycofaniem sprawy z TSUE), zapowiadał, że Polska nic nie zapłaci.
Zapłaciliśmy wszystko.
Morawiecki w Katowicach mówił: "Kopalnia i elektrownia Turów miała być zamknięta. I jak ktoś chce zobaczyć podstawową różnicę w podejściu do przemysłu energetycznego, ciężkiego i do tego w jaki sposób zmieniać polską gospodarkę, niech zawsze pomyśli sobie o Turowie. Bo i PO i Hołownia mówili – zamknąć Turów. Po tym jak na skutek fanaberii europejskich trybunałów zażądali od nas zamknięcia Turowa, rząd PiS postawił twarde weto i zrealizowaliśmy nasz plan.
Nie zamknęliśmy kopalni, elektrowni, nie zamknęliśmy 6-7 proc. polskiego przemysłu energetycznego, tylko dlatego że sobie w ten sposób życzyli europejscy, brukselscy biurokraci.
Turów jako symbol, pamiętajcie wszyscy mieszkańcy Śląska, bo zwłaszcza przed wyborami każdy się stroi w piórka obrońców przemysłu śląskiego. To my mówimy – jak Śląsk silny, to i Polska silna. I ten plan realizujemy"
Przeczytaj także:
Według bazy danych think-tanku Instrat, w 2022 roku elektrownia Turów wyprodukowała 11,01 TWh prądu. Oznacza to, że udział elektrowni w miksie energetycznym Polski to ok. 6,3 proc. Mogłaby dobić do 7 proc. – potrzebne byłyby jednak specyficzne warunki, takie jak bardzo niska wietrzność (uniemożliwiająca pracę farm wiatrowych), niskie roczne nasłonecznienie albo poważna awaria innych elektrowni węglowych.
Do tej pory, przynajmniej w ujęciu rocznym, się to nie udaje.
Mimo tego Turów jest ważnym źródłem energii dla tysięcy domów: ale Polska powinna stopniowo zastępować go źródłami niskoemisyjnymi.
Marcel Wandas pisał w czerwcu w OKO.press: „Warto o tym pamiętać, gdy politycy rządzącej formacji będą przekonywać o konieczności jak najdłuższego utrzymywania działalności kopalni i elektrowni w Turowie. Członkowie rządzącego PiS najpewniej będą wspominać o pozytywnym wpływie decyzji o przedłużeniu życia Turowa dla bezpieczeństwa energetycznego państwa (przypomnijmy – według pierwotnej decyzji resortu klimatu Turów miał działać do 2026 roku)”.
Te przewidywania się spełniły. Jednocześnie można było się spodziewać, że PiS nie będzie chwalił się w kampanii utratą środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Chodzi o pulę unijnych środków dla regionów górniczych, które planują odejście od wydobycia i eksploatacji węgla. Komisja Europejska nie wymaga, by regiony ubiegające się o środki od razu zamykały swoje kopalnie. Pieniądze płyną jednak tam, gdzie perspektywa ta jest bliska, a plan transformacji gospodarki konkretny. Planu dla subregionu zgorzeleckiego – gdzie znajduje się Turów – nie ma. W związku z tym KE już ogłosiła, że pieniędzy dla Bogatyni i okolic nie będzie.
O jakie dokładnie kwoty chodzi? Tego dokładnie nie wiadomo, jednak Greenpeace Polska mówi o nawet „setkach milionów” złotych.
Mateusz Morawiecki nie zapomina jednak o pieniądzach dla górniczych regionów – choć wracamy tutaj do Śląska, bo dla dolnośląskiego Turowa PiS nie ma innego pomysłu niż bronienie węglowego przemysłu za wszelką cenę. Nie ma również pomysłów, jak wesprzeć transformację regionu.
Na Śląsku jest jednak zupełnie inaczej. Śląskich górników obejmie tzw. umowa społeczna, którą wynegocjowano z rządem PiS. Dotyczy ona jedynie górników z kopalni węgla kamiennego (Turów to kopalnia węgla brunatnego). O umowie pisaliśmy w OKO.press:
Przeczytaj także:
Jednym z elementów umowy było utworzenie Funduszu Transformacji Śląska. 8 listopada 2022 roku rząd przyjął projekt dotyczący utworzenia spółki zajmującej się Funduszem. Spółka ma pomóc śląskim przedsiębiorcom w rozwoju, a także wspierać powstawanie nowych miejsc pracy.
Jednak umowę o jego utworzeniu Morawiecki podpisał dopiero teraz, w ostatniej chwili przed wyborami.
W Katowicach mówił: „Ja już to podpisałem, Fundusz Transformacji Śląska. Z pierwszym potężnym zastrzykiem kapitałowym 500 mln złotych. A teraz drodzy Ślązacy, mieszkańcy całego województwa, niech mi ktoś powie czy były jakiekolwiek tego typu inwestycje wcześnej, kapitałowe, w infrastrukturę, w odbudowę potencjału przemysłowego w czasach rządów PO?”. Dodał również, że „ze względu na fanaberie klimatyczne UE bardzo ciężko jest finansować nowe projekty”.
To nieprawda, o czym przypomina Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, która od lat współpracuje z regionami węglowymi w planowaniu sprawiedliwej transformacji.
„Z samego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST) woj. śląskie dostanie z nowej unijnej puli do 2027 r. blisko 10 mld złotych. To ponad 20 razy więcej niż dziś wspomniane pół miliarda złotych. Gdyby nie konflikt z Brukselą, te pieniądze byłyby już rok temu na kontach polskich samorządów i przedsiębiorców. Tak, jak to jest u naszych sąsiadów – w Czechach czy na Słowacji” – mówi Hetmański. Dodaje: „Co więcej, inwestycje w ramach FST generują nie tylko miejsca pracy i oszczędności w rachunkach za energię, ale też nowe możliwości do inwestycji na zrekultywowanych terenach górniczych. Dla porównania, w szumnie ogłaszanym rządowym programie wskazano projekty skazane na niepowodzenie. Na przykład skrajnie nierealistyczne inwestycje w tzw. czyste technologie węglowe”.