To pewne jak śmierć i podatki: na koniec roku szkolnego zalew tekstów i komentarzy, jak to źle jest być nauczycielem, jak niewdzięczna to praca, jak wielu pedagogów lada chwila rzuci szkołę i pójdzie do korporacji. Pytam więc nieśmiało: czy myśmy wszyscy powariowali?
Zanim zacznę, uprzedzę czytelniczki i czytelników, że moje spojrzenie na nauczycielski zawód jest specyficzne. Od ośmiu lat pracuję jako specjalistka ds. komunikacji w Szkole Edukacji*, bezpłatnym programie rocznych podyplomowych studiów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego dla osób, które chcą zostać nauczycielami. Mamy często do czynienia z ludźmi, którzy podążają w kierunku odwrotnym niż ten wałkowany w mediach:
rzucają kariery w firmie czy korporacji, bo chcą robić coś, co ma sens.
Widzę, jak nasi absolwenci są głęboko zmotywowani i usatysfakcjonowani pracą. Co więcej, jestem przekonana, że taki stan nauczycielskiego stanu, całkowicie pomijany w mediach, jest szeroko rozpowszechniony czy wręcz dominujący. Upominam się o zmianę podejścia do tego wspaniałego zawodu.
Najnowsze badanie na zlecenie Związku Nauczycielstwa Polskiego przez naukowczynie z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego pokazuje, że połowa nauczycieli i nauczycielek doświadcza wysokiego lub przewlekłego stresu. Czy jednak ta grupa zawodowa boryka się z większym poziomem stresu, niż reszta z nas?
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) szacuje, że ponad 40 proc. wszystkich Polek i Polaków mierzy się z napięciem, lękiem i depresją związaną z życiem zawodowym.
Ale z jakiegoś powodu to właśnie o nauczycielstwie pisze się w ostatnich latach niemal wyłącznie w negatywnym kontekście.
Media społecznościowe zalewają tzw. zabawne filmiki nauczycieli o trudnych uczniach i kabaretowe scenki z nauczycielami, którzy wybrzydzają na swój zawód. Do tego dochodzą skargi rodziców na niemal każdy aspekt edukacji. Czas chyba zadać sobie pytanie, jaki sens mają internetowe trendy obrzydzające wszystkim wszystkich i wszystko?
Bo prawda jest inna.
Według TALIS, czyli Międzynarodowego Badania Nauczania i Uczenia Się przeprowadzonego w 2024 roku, wśród polskich nauczycielek i nauczycieli:
W wielu odpowiedziach dotyczących satysfakcji z nauczycielskiej pracy plasujemy się znacznie powyżej unijnej średniej.
— Te analizy dowodzą, że mimo różnych zawodowych i systemowych niedogodności, ludzie czują się szczęśliwi, kiedy uczą. Widać to też w najnowszym badaniu zespołu prof. Małgorzaty Żytko z Wydziału Pedagogicznego UW. Nauczycieli motywuje kontakt z uczniami i świadomość, jak ważna jest ich praca ze społecznego punktu widzenia — mówi Magdalena Swat-Pawlicka, która od 10 lat kształci chętnych nauczycieli w naszej Szkole Edukacji.
Dla wielu osób to poczucie jest kluczowe, gdy decydują się na pracę w szkole. Nierzadko dopiero po latach pracy w innych branżach dochodzą do wniosku, że to właśnie nauczycielstwo jest odpowiedzią na ich potrzeby.
Krzysztof Stańczak przez prawie 20 lat z sukcesami zajmował się biznesem. W jego otoczeniu panowało stereotypowe przekonanie, że nauczyciele to osoby, które nie poradziły sobie w życiu i z braku innej opcji zdecydowały się na pracę z dziećmi. A jednak, jak twierdzi, w głębi duszy coś ciągnęło go do dydaktyki. Przełomowym momentem okazała się… pierwsza komunia córki.
— Odprowadzałem ją na przygotowania do Katedry Floriańskiej na warszawskiej Pradze. W czasie gdy trwały nauki, zwiedzałem kościół, w którym było mnóstwo tabliczek upamiętniających różne osoby. Zdałem sobie sprawę, że nie pojawił się tam żaden prezes firmy, a
niemal wyłącznie lekarze i nauczyciele.
Pomyślałem, że w życiu trzeba robić coś ważnego. Lekarzem nigdy nie chciałem być, ale o nauczycielstwie myślałem od dawna — mówi Stańczak.
Miał na tyle mocną sytuację finansową, że mógł robić to, co lubi, a nie to, co musi. Ukończył studia podyplomowe w naszej Szkole Edukacji i zdobył uprawnienia do nauczania matematyki. Nie żałuje.
— Wbrew obiegowej opinii, dzieci są fajne. Pracując z nimi, można się odmłodzić.
A jak słabszy uczeń coś nagle załapie, to jest dopiero satysfakcja. Jeśli myślisz o tym zawodzie, po prostu spróbuj, zawsze możesz zrezygnować — mówi matematyk. Podkreśla, że zaletą są długie urlopy, co rekompensuje niższe zarobki.
Zdobycie pracy w szkole jest łatwiejsze niż w innych branżach. Stańczak opowiada, że jako początkujący nauczyciel wysłał sześć CV i we wszystkich szkołach chcieli go zatrudnić. Pracę znalazł w dwa dni.
Podobną drogą do nauczycielstwa doszła Mirosława Puczko-Szymańska. Ukończyła studia ścisłe, przez 25 lat pracowała w branży nowych mediów. Nauczycielką matematyki została grubo po czterdziestce. Dlaczego? — Kiedy wstaję rano, wiem, że wezmę udział w czymś ważnym. Bez względu na to, jaki to będzie dzień,
na pewno zrobię coś, co się komuś przyda, co ma sens.
Puczko-Szymańska zachęca innych do pójścia w jej ślady, bo ogromne jest zapotrzebowanie na mądrych dorosłych, którzy będą towarzyszyć uczniom.
— Nie mogę zrozumieć, dlaczego ktoś mógłby nie chcieć być nauczycielem — mówi Zofia Magier, biolożka z sześcioletnim stażem. — Uwielbiam być z ludźmi, rozmawiać w pokoju nauczycielskim o tym, jak dotrzeć do młodych ludzi, jak budować lekcje i ustawiać cały proces edukacyjny.
Liczą się momenty olśnienia, które współtworzy. Jak wtedy, gdy w 4. klasie podstawówki opowiadała dzieciom o ewolucji i powiedziała, że człowiek jest spokrewniony z kukurydzą. Mamy ponad połowę wspólnych genów!
— Pamiętam zdumienie w oczach uczniów i uczennic.
Miałam poczucie, że otwieram im w głowie nowe horyzonty – uczucie nieporównywalne z niczym innym.
Rozmowy w liceum też są niesamowite: a to przecież od moich uczniów będzie zależało, jak będzie wyglądała przyszłość tego kraju, a także moja starość — dodaje Magier. Na pytanie, czy obiegowa opinia o leniwej, roszczeniowej i głupiej młodzieży jest prawdziwa, tylko się śmieje: — Są dużo mądrzejsi niż ja w ich wieku.
Zdaniem Stańczaka największym problemem w edukacji wciąż są zarobki – przez to w zawodzie panuje do pewnego stopnia selekcja negatywna. Niemal każdy, kto chce, może obecnie zostać nauczycielem. Podwyżki z pewnością przyciągnęłyby do zawodu najlepszych pedagogów. Stańczak zwraca też uwagę na szkodliwą narrację wokół edukacji:
— Media podsycają niezdrową atmosferę i wojnę na linii rodzice-szkoła.
A przecież nauczyciele w większości nie są żądnymi wrogami. Zależy mi na tym, żeby dzieciaki wyszły ze szkoły nie tylko z umiejętnościami, np. matematycznymi, ale też z odpowiednimi postawami i wiedzą — mówi Stańczak.
— Kiedy rozmawiam z rodzicami o metodach wychowawczych, które mają do tego doprowadzić, to okazuje się, że mamy wspólny cel. Najgorszą rzeczą, jaką może zrobić mama czy tata, jest powiedzenie czegoś w rodzaju «uczy cię kretyn». Takie dziecko już niczego się nie nauczy. Łatwo zniszczyć sympatię i szacunek do nauczyciela, ale jakim kosztem! — dodaje.
— Warto zastanowić się nad obecną narracją o nauczycielstwie i nad tym, jakie mechanizmy ją kształtują — mówi Swat-Pawlicka. — Negatywne głosy zawsze słychać głośniej, a internetowe algorytmy jeszcze to wzmacniają. To się po prostu klika. Co gorsza, w tym kierunku idą także tradycyjne media i dziennikarze, którzy specjalizują się w tematyce szkoły. Tymczasem praca z dziećmi i młodzieżą jest bez dwóch zdań wymagająca i odpowiedzialna, ale też daje ogromną satysfakcję. Powinniśmy o tym mówić o wiele częściej.
Zamiast ciągle pisać o nauczycielach skłonnych zmieniać branżę, zachęcajmy tych, których ciągnie do edukacji.
Swat-Pawlicka apeluje jednocześnie, by nie mówić o misji czy nauczycielskim powołaniu. Powód jest prozaiczny: taka narracja tworzy oczekiwanie, że pedagodzy przyjmą postawę misjonarzy, czy społeczników, a wtedy trudno walczyć o wynagrodzenia, o sprawiedliwe finansowanie oświaty, o nauczycielską autonomię czy choćby szacunek dla nauczycielskiego czasu wolnego.
— W Szkole Edukacji, kształcąc przyszłych nauczycieli, kładziemy nacisk na tak zwany wellbeing, nauczycielski dobrostan. Nasi studenci i studentki od początku wyraźnie definiują swoją rolę, uczą się stawiania granic zarówno w relacjach z uczniami i rodzicami, jak i z innymi nauczycielami czy dyrekcją.
Uczymy ich skutecznej, asertywnej komunikacji.
Pokazujemy, jak włączać uczniów w działania na lekcjach, i jak ich „wyłączać”, gdy zakłócają lekcję, czyli – jak mądrze wykorzystywać narzędzia kierowania klasą. To pomaga chronić przed zmęczeniem i wypaleniem zawodowym — mówi Swat-Pawlicka.
A biolożka Zofia Magier dodaje, że narzekanie na swój zawód, współpracowników i zarobki to naturalne zjawisko nie tylko wśród nauczycieli. Czy jest na to sposób? Raczej nie, dlatego warto dawać sobie i innym wyrozumiałość, uważność i… wdzięczność. A przede wszystkim –
dbać o siebie, zanim zabraknie sił, by dbać o innych.
Adriana Bąkowska de Carvalho – dziennikarka współpracująca z Radiem Nowy Świat, specjalistka ds. komunikacji w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.
dziennikarka Radia Nowy Świat, w latach 2010-2015 była korespondentką Polskiego Radia w Lizbonie
dziennikarka Radia Nowy Świat, w latach 2010-2015 była korespondentką Polskiego Radia w Lizbonie
Komentarze