0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: FOT. SEBASTIAN RZEPIEL / Agencja Wyborcza.plFOT. SEBASTIAN RZEPI...

Zanim zacznę, uprzedzę czytelniczki i czytelników, że moje spojrzenie na nauczycielski zawód jest specyficzne. Od ośmiu lat pracuję jako specjalistka ds. komunikacji w Szkole Edukacji*, bezpłatnym programie rocznych podyplomowych studiów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego dla osób, które chcą zostać nauczycielami. Mamy często do czynienia z ludźmi, którzy podążają w kierunku odwrotnym niż ten wałkowany w mediach:

rzucają kariery w firmie czy korporacji, bo chcą robić coś, co ma sens.

Widzę, jak nasi absolwenci są głęboko zmotywowani i usatysfakcjonowani pracą. Co więcej, jestem przekonana, że taki stan nauczycielskiego stanu, całkowicie pomijany w mediach, jest szeroko rozpowszechniony czy wręcz dominujący. Upominam się o zmianę podejścia do tego wspaniałego zawodu.

Przeczytaj także:

Polscy nauczyciele uwielbiają uczyć

Najnowsze badanie na zlecenie Związku Nauczycielstwa Polskiego przez naukowczynie z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego pokazuje, że połowa nauczycieli i nauczycielek doświadcza wysokiego lub przewlekłego stresu. Czy jednak ta grupa zawodowa boryka się z większym poziomem stresu, niż reszta z nas?

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) szacuje, że ponad 40 proc. wszystkich Polek i Polaków mierzy się z napięciem, lękiem i depresją związaną z życiem zawodowym.

Ale z jakiegoś powodu to właśnie o nauczycielstwie pisze się w ostatnich latach niemal wyłącznie w negatywnym kontekście.

Media społecznościowe zalewają tzw. zabawne filmiki nauczycieli o trudnych uczniach i kabaretowe scenki z nauczycielami, którzy wybrzydzają na swój zawód. Do tego dochodzą skargi rodziców na niemal każdy aspekt edukacji. Czas chyba zadać sobie pytanie, jaki sens mają internetowe trendy obrzydzające wszystkim wszystkich i wszystko?

Bo prawda jest inna.

Według TALIS, czyli Międzynarodowego Badania Nauczania i Uczenia Się przeprowadzonego w 2024 roku, wśród polskich nauczycielek i nauczycieli:

  • 99 proc. lubi swój przedmiot;
  • 92 proc. lubi pracę w swojej szkole;
  • 88 proc. widzi dużą wartość w pracy z dziećmi i młodzieżą;
  • 82 proc. poleciłoby swoją pracę innym;
  • 74 proc. uważa za istotne, że mają wpływ na przyszłe pokolenia.

W wielu odpowiedziach dotyczących satysfakcji z nauczycielskiej pracy plasujemy się znacznie powyżej unijnej średniej.

— Te analizy dowodzą, że mimo różnych zawodowych i systemowych niedogodności, ludzie czują się szczęśliwi, kiedy uczą. Widać to też w najnowszym badaniu zespołu prof. Małgorzaty Żytko z Wydziału Pedagogicznego UW. Nauczycieli motywuje kontakt z uczniami i świadomość, jak ważna jest ich praca ze społecznego punktu widzenia — mówi Magdalena Swat-Pawlicka, która od 10 lat kształci chętnych nauczycieli w naszej Szkole Edukacji.

Dla wielu osób to poczucie jest kluczowe, gdy decydują się na pracę w szkole. Nierzadko dopiero po latach pracy w innych branżach dochodzą do wniosku, że to właśnie nauczycielstwo jest odpowiedzią na ich potrzeby.

Olśnienie w Katedrze

Krzysztof Stańczak przez prawie 20 lat z sukcesami zajmował się biznesem. W jego otoczeniu panowało stereotypowe przekonanie, że nauczyciele to osoby, które nie poradziły sobie w życiu i z braku innej opcji zdecydowały się na pracę z dziećmi. A jednak, jak twierdzi, w głębi duszy coś ciągnęło go do dydaktyki. Przełomowym momentem okazała się… pierwsza komunia córki.

— Odprowadzałem ją na przygotowania do Katedry Floriańskiej na warszawskiej Pradze. W czasie gdy trwały nauki, zwiedzałem kościół, w którym było mnóstwo tabliczek upamiętniających różne osoby. Zdałem sobie sprawę, że nie pojawił się tam żaden prezes firmy, a

niemal wyłącznie lekarze i nauczyciele.

Pomyślałem, że w życiu trzeba robić coś ważnego. Lekarzem nigdy nie chciałem być, ale o nauczycielstwie myślałem od dawna — mówi Stańczak.

Miał na tyle mocną sytuację finansową, że mógł robić to, co lubi, a nie to, co musi. Ukończył studia podyplomowe w naszej Szkole Edukacji i zdobył uprawnienia do nauczania matematyki. Nie żałuje.

— Wbrew obiegowej opinii, dzieci są fajne. Pracując z nimi, można się odmłodzić.

A jak słabszy uczeń coś nagle załapie, to jest dopiero satysfakcja. Jeśli myślisz o tym zawodzie, po prostu spróbuj, zawsze możesz zrezygnować — mówi matematyk. Podkreśla, że zaletą są długie urlopy, co rekompensuje niższe zarobki.

Zdobycie pracy w szkole jest łatwiejsze niż w innych branżach. Stańczak opowiada, że jako początkujący nauczyciel wysłał sześć CV i we wszystkich szkołach chcieli go zatrudnić. Pracę znalazł w dwa dni.

Podobną drogą do nauczycielstwa doszła Mirosława Puczko-Szymańska. Ukończyła studia ścisłe, przez 25 lat pracowała w branży nowych mediów. Nauczycielką matematyki została grubo po czterdziestce. Dlaczego? — Kiedy wstaję rano, wiem, że wezmę udział w czymś ważnym. Bez względu na to, jaki to będzie dzień,

na pewno zrobię coś, co się komuś przyda, co ma sens.

Puczko-Szymańska zachęca innych do pójścia w jej ślady, bo ogromne jest zapotrzebowanie na mądrych dorosłych, którzy będą towarzyszyć uczniom.

— Nie mogę zrozumieć, dlaczego ktoś mógłby nie chcieć być nauczycielem — mówi Zofia Magier, biolożka z sześcioletnim stażem. — Uwielbiam być z ludźmi, rozmawiać w pokoju nauczycielskim o tym, jak dotrzeć do młodych ludzi, jak budować lekcje i ustawiać cały proces edukacyjny.

Liczą się momenty olśnienia, które współtworzy. Jak wtedy, gdy w 4. klasie podstawówki opowiadała dzieciom o ewolucji i powiedziała, że człowiek jest spokrewniony z kukurydzą. Mamy ponad połowę wspólnych genów!

— Pamiętam zdumienie w oczach uczniów i uczennic.

Miałam poczucie, że otwieram im w głowie nowe horyzonty – uczucie nieporównywalne z niczym innym.

Rozmowy w liceum też są niesamowite: a to przecież od moich uczniów będzie zależało, jak będzie wyglądała przyszłość tego kraju, a także moja starość — dodaje Magier. Na pytanie, czy obiegowa opinia o leniwej, roszczeniowej i głupiej młodzieży jest prawdziwa, tylko się śmieje: — Są dużo mądrzejsi niż ja w ich wieku.

Zmienić narrację o nauczaniu

Zdaniem Stańczaka największym problemem w edukacji wciąż są zarobki – przez to w zawodzie panuje do pewnego stopnia selekcja negatywna. Niemal każdy, kto chce, może obecnie zostać nauczycielem. Podwyżki z pewnością przyciągnęłyby do zawodu najlepszych pedagogów. Stańczak zwraca też uwagę na szkodliwą narrację wokół edukacji:

— Media podsycają niezdrową atmosferę i wojnę na linii rodzice-szkoła.

A przecież nauczyciele w większości nie są żądnymi wrogami. Zależy mi na tym, żeby dzieciaki wyszły ze szkoły nie tylko z umiejętnościami, np. matematycznymi, ale też z odpowiednimi postawami i wiedzą — mówi Stańczak.

— Kiedy rozmawiam z rodzicami o metodach wychowawczych, które mają do tego doprowadzić, to okazuje się, że mamy wspólny cel. Najgorszą rzeczą, jaką może zrobić mama czy tata, jest powiedzenie czegoś w rodzaju «uczy cię kretyn». Takie dziecko już niczego się nie nauczy. Łatwo zniszczyć sympatię i szacunek do nauczyciela, ale jakim kosztem! — dodaje.

— Warto zastanowić się nad obecną narracją o nauczycielstwie i nad tym, jakie mechanizmy ją kształtują — mówi Swat-Pawlicka. — Negatywne głosy zawsze słychać głośniej, a internetowe algorytmy jeszcze to wzmacniają. To się po prostu klika. Co gorsza, w tym kierunku idą także tradycyjne media i dziennikarze, którzy specjalizują się w tematyce szkoły. Tymczasem praca z dziećmi i młodzieżą jest bez dwóch zdań wymagająca i odpowiedzialna, ale też daje ogromną satysfakcję. Powinniśmy o tym mówić o wiele częściej.

Zamiast ciągle pisać o nauczycielach skłonnych zmieniać branżę, zachęcajmy tych, których ciągnie do edukacji.

Swat-Pawlicka apeluje jednocześnie, by nie mówić o misji czy nauczycielskim powołaniu. Powód jest prozaiczny: taka narracja tworzy oczekiwanie, że pedagodzy przyjmą postawę misjonarzy, czy społeczników, a wtedy trudno walczyć o wynagrodzenia, o sprawiedliwe finansowanie oświaty, o nauczycielską autonomię czy choćby szacunek dla nauczycielskiego czasu wolnego.

Uczmy ich dbać o siebie

— W Szkole Edukacji, kształcąc przyszłych nauczycieli, kładziemy nacisk na tak zwany wellbeing, nauczycielski dobrostan. Nasi studenci i studentki od początku wyraźnie definiują swoją rolę, uczą się stawiania granic zarówno w relacjach z uczniami i rodzicami, jak i z innymi nauczycielami czy dyrekcją.

Uczymy ich skutecznej, asertywnej komunikacji.

Pokazujemy, jak włączać uczniów w działania na lekcjach, i jak ich „wyłączać”, gdy zakłócają lekcję, czyli – jak mądrze wykorzystywać narzędzia kierowania klasą. To pomaga chronić przed zmęczeniem i wypaleniem zawodowym — mówi Swat-Pawlicka.

A biolożka Zofia Magier dodaje, że narzekanie na swój zawód, współpracowników i zarobki to naturalne zjawisko nie tylko wśród nauczycieli. Czy jest na to sposób? Raczej nie, dlatego warto dawać sobie i innym wyrozumiałość, uważność i… wdzięczność. A przede wszystkim –

dbać o siebie, zanim zabraknie sił, by dbać o innych.

Adriana Bąkowska de Carvalho – dziennikarka współpracująca z Radiem Nowy Świat, specjalistka ds. komunikacji w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.

Adriana Bąkowska de Carvalho

dziennikarka Radia Nowy Świat, w latach 2010-2015 była korespondentką Polskiego Radia w Lizbonie

Komentarze