Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
13 lipca 2020

Duda: "Jeżeli ktoś poczuł się urażony, to przepraszam". Niby-przeprosiny za kampanię pełną pogardy

"Mam szacunek do każdego człowieka i wielokrotnie mówiłem, że pod biało-czerwonym sztandarem jest miejsce dla każdego. Córka dzisiaj [...] powiedziała to samo, tylko trochę bardziej to rozwinęła" - tak Andrzej Duda komentował wystąpienie swojej córki 12 lipca. Ale słowa Kingi Dudy były zaprzeczeniem jego kampanii, w której bez ogródek obrażał osoby LGBT

„Jeżeli ktokolwiek poczuł się urażony jakimś moim działaniem czy moim słowem przez te pięć lat, nie tylko w kampanii, proszę, żeby przyjął moje przeprosiny. Chcę zapewnić, że darzę go szacunkiem, tak jak darzę szacunkiem wszystkich moich rodaków, niezależnie od ich poglądów” – deklarował w przemówieniu po ogłoszeniu wyników exit poll prezydent Andrzej Duda.

Po tych niby-przeprosinach, prezydent przeszedł do podziękowań: wszystkim Polakom za wysoką frekwencję, żonie Agacie, córce Kindze, Beacie Szydło, Zbigniewowi Ziobrze, Mateuszowi Morawieckiemu – za wsparcie w kampanii. Zapewnił, że jest politykiem zgody narodowej.

Dowodem na to miała być miła propozycja dla kontrkandydata. Duda zaprosił Rafała Trzaskowskiego wraz z żoną do Pałacu Prezydenckiego, „żebyśmy sobie podali rękę i żeby ten uścisk dłoni zakończył tę kampanię”. W tamtej chwili różnica między zwycięzcą i przegranym była jeszcze marginalna, nie było wiadomo, kto wygrał wybory.

Obrazu ogólnopolskiego porozumienia dopełnić miała córka prezydenta, która do kampanii dołączyła stosunkowo późno - na co dzień mieszka za granicą. W niedzielny wieczór niosła przesłanie pokoju.

„Niezależnie od tego, kto wygra te wybory, chciałabym zaapelować do państwa, żeby nikt w naszym kraju nie bał się wyjść z domu. Ponieważ niezależnie od tego, w co wierzy, jaki mamy kolor skóry, jakie mamy poglądy, jakiego kandydata popieramy i kogo kochamy, wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy zasługujemy na szacunek. Nikt nie zasługuje na to, żeby być obiektem nienawiści. Absolutnie nikt. Szanujmy się” - apelowała.

Zapewniła też, że Andrzej Duda jest „dobrym człowiekiem, który kocha ludzi i kocha ten kraj".

Słowa córki prezydenta cytowała w wyborczy wieczór większość redakcji - zarówno media prorządowe, jak i te bliższe opozycji. Część komentatorów ubolewała, że przekaz Kingi Dudy nie wybrzmiał w tej kampanii wcześniej. Nie wybrzmiał, bo nie mógł. Kampania urzędującego prezydenta była tego przekazu zaprzeczeniem.

Kampania niechęci i pogardy

Późniejszym wieczorem w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda był pytany, czy słowa córki odbiera jako krytykę homofobicznej retoryki, którą stosował w kampanii. Odpowiedział, że pod jej apelem się podpisuje.

Mam szacunek do każdego człowieka i wielokrotnie mówiłem, że pod biało-czerwonym sztandarem [...] jest miejsce dla każdego. Córka dzisiaj [...] powiedziała to samo, tylko trochę bardziej to rozwinęła. Całkowicie się zgadzam z tym, co powiedziała.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Prezydent opowiedział przy tej okazji ponownie o tym, że mieszkał kiedyś po sąsiedzku z parą gejów. „Bardzo kulturalni, nie prowokowali. Zawsze mówili »dzień dobry«” – wspominał Duda.

Zapewnienia prezydenta i apele jego córki brzmią fałszywie na finiszu kampanii, której motorem napędowym była mowa nienawiści. Zwłaszcza wobec osób LGBT.

Przypomnijmy. Jeszcze miesiąc temu Andrzej Duda w kampanijnym szale zaprezentował wyborcom „Kartę Rodziny". Dokument był zbiorem gwarancji i deklaracji dotyczących życia rodzinnego. Jak wyjaśnił, w jego optyce rodzina powinna przede wszystkim opierać się na wartościach chrześcijańskich.

Podkreślił, że nie ma wątpliwości, że małżeństwa par jednopłciowych i adopcja przez nie dzieci „to obca ideologia”. Straszył, że „ideologia” ta próbuje przeniknąć do polskiej rzeczywistości, narzucana siłą. Duda ponownie zaproponował, że zakaże w Polsce „propagowania ideologii LGBT w instytucjach publicznych”.

Prezydent miał wiele okazji, by wycofać się z takiego stanowiska i udowodnić, że „ma szacunek do każdego człowieka". Zamiast tego na wiecu w Brzegu tylko wzmocnił wcześniejszy przekaz.

„Próbuje się nam proszę państwa wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia. Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, czy to jest ideologia, czy nie, to niech zajrzy w karty historii i zobaczy, jak wyglądało na świecie budowanie ruchu LGBT” - powiedział.

„Niby-przeprosiny”

„Nie żałuję żadnych słów wypowiedzianych w czasie kampanii, bo mówiłem to, co myślę i to, co jest napisane w polskiej Konstytucji” - przyznał 12 lipca Duda.

Jak prezydent wewnętrznie godzi odczłowieczanie osób LGBT i odmawianie im podstawowych praw człowieka z postawą pełną szacunku - tego nie wiemy. Z całą pewnością 12 lipca nie pierwszy raz próbował złagodzić swój przekaz bez prawdziwego wyrażenia żalu.

17 czerwca „w geście dobrej woli” Duda zaprosił do Pałacu Prezydenckiego Roberta Biedronia z matką oraz Barta Staszewskiego, jednego z organizatorów Marszu Równości w Lublinie. Robert i Helena Biedroń odmówili wzięcia udziału w spotkaniu, czekając na przeprosiny prezydenta.

Duda przeprosić nie chciał, w spotkaniu wziął zatem udział tylko Staszewski. Jak mówił OKO.press tuż po wizycie w Pałacu Prezydenckim, Duda odmówił przeproszenia osób LGBT za nazwanie ich ideologią. Zasłaniał się wolnością słowa i twierdził, że to tylko jego poglądy, które nikogo nie krzywdzą.

Prezydent nie zareagował też, gdy Staszewski pokazał mu zdjęcia ofiar homofobicznego języka panującego w przestrzeni publicznej - nastolatków LGBT, które popełniły samobójstwa.

W dniu wyborów Duda stwierdził, że przeprasza, „jeśli ktokolwiek poczuł się urażony". To klasyczny mechanizm non-apology, czyli „niby-przeprosin”, polegający na tym, że ich nadawca odmawia wzięcia prawdziwej odpowiedzialności za swoje słowa lub czyny.

Słowami „Jeżeli ktoś poczuł się urażony” wyraża zdziwienie, że dana osoba mogła po danych słowach poczuć się źle. Tym samym to ona sama poniekąd staje się winna swojej „zbyt emocjonalnej” reakcji.

Parawan z Konstytucji

Prezydent Duda obraził osoby LGBT, przyczynił się do nakręcania homofobicznej nagonki w naszym kraju. I, jak sam podkreśla, wcale tego nie żałuje. Jednocześnie zasłania się przepisami polskiej Konstytucji, którą sam wielokrotnie połamał.

Panu prezydentowi chodzi najpewniej o art. 18, w którym czytamy, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".

Choć prawnicy spierają się, czy taki zapis de facto zakazuje w Polsce małżeństw jednopłciowych (np. prof. Ewa Łętowska uważa, że tak nie jest) to z całą pewnością Konstytucja nie nakazuje wojennej retoryki w stosunku do takich rozwiązań.

Jest wręcz przeciwnie, w art. 32 mówi o równości praw wszystkich obywateli i prawie do równego traktowania przez władze.

O tym, czy Polska łamie podstawowe prawa człowieka, uniemożliwiając sformalizowanie związku parom jednopłciowym zadecyduje już wkrótce Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Andrzej Duda miał także szansę, by w praktyce pokazać, że darzy szacunkiem osoby LGBT i że jest także ich prezydentem - zgodnie ze ślubowaniem, które składał. Gdy na jego biurko trafiła ustawa o uzgodnieniu płci, jednym podpisem mógł poprawić jakość życia tysiącom osób transseksualnych. Odmówił jednak w imię własnej ideologii.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne