0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.plFot. Mateusz Skwarcz...

Ministerstwo Zdrowia przygotowało nowelizację ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw. Projekt zawisł na stronach Rządowego Centrum Legislacji 8 czerwca 2026. Wkrótce zakończą się publiczne konsultacje.

Jedną ze stron aktywnie włączającą się w dyskusję nad propozycjami ministerstwa jest Porozumienie Rezydentów. Trudno się dziwić, ponieważ szereg zapisów noweli dotyczy właśnie ich.

Rezydenci to absolwenci medycyny po stażu i zdanym Lekarskim Egzaminie Końcowym. Mają pełne prawo wykonywania zawodu i są w trakcie odbywania kilkuletniej specjalizacji. W trybie rezydentury szkoli się u nas aktualnie kilkanaście tysięcy lekarzy.

Lekarze rezydenci od początku prac nad ustawą informowali urzędników o swoim stanowisku. Projekt, jaki ujrzał światło dzienne niespełna miesiąc temu, bardzo ich rozczarował.

Wiele spotkań i nic

14 czerwca 2026 roku ukazało się oficjalne Stanowisko Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy na ten temat.

Czytamy w nim m.in.: "W miesiącach poprzedzających publikację projektu nowelizacji ustawy odbyło się wiele spotkań między przedstawicielami Ministerstwa a środowiskiem lekarzy i studentów medycyny. Ze strony Porozumienia Rezydentów zostały podniesione liczne wątpliwości na temat planowanych zmian i przedstawiono dane świadczące o ich zasadności.

Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło naszych argumentów.

Czyni to w naszym przekonaniu ustawę kategorycznie nieakceptowalną".

Indolencja organów kontrolnych

Jakie podstawowe zastrzeżenia merytoryczne mają do projektu rezydenci?

Po pierwsze ustawa uniemożliwia zmianę miejsca realizacji z zachowaniem miejsca rezydenckiego. „W naszej ocenie to najbardziej szkodliwa i krótkowzroczna zmiana w tej ustawie” – piszą autorzy Stanowiska. I dalej: „Uniemożliwia ona ucieczkę z miejsc obarczonych dużą liczbą nieprawidłowości w zakresie szkolenia specjalizacyjnego i pracy”.

W wielu szpitalach, w które prowadzą szkolenie specjalizacyjne lekarzy, rezydenci widzą nieprawidłowości, wobec których Ministerstwo Zdrowia oraz inne organy kontrolne wykazują całkowitą indolencję.

"Jaskrawym przykładem tej sytuacji jest szkolenie w dziedzinie psychiatrii,

gdzie 60 proc. lekarzy w trakcie specjalizacji ma podczas dyżuru pod opieką ponad 100 pacjentów, 90 proc. sprawuje nadzór nad oddziałami niezgodnymi z programem specjalizacji, tylko 44 proc. ma podczas dyżuru na miejscu specjalistę psychiatrii, a co trzeci nie ma wówczas nawet możliwości kontaktu telefonicznego z bardziej doświadczonym kolegą" – czytamy w Stanowisku.

I dalej: „Raport szczegółowo opisujący ten problem został przekazany do Ministerstwa Zdrowia 6 października 2025, jednak od tego momentu resort nie wdrożył żadnych działań naprawczych”.

Niemożliwa ucieczka

W kwestii tej wypowiadał się także podczas konferencji prasowej 6 lipca 2026 roku lek. Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów (na zdjęciu głównym – drugi z lewej).

Przeczytaj także:

„Wykazaliśmy ogromną patologię, która się dzieje na dyżurach psychiatrycznych. Stworzyliśmy zestaw postulatów. 9 miesięcy leżą wnioski z tego raportu na stole w ministerstwie, a ministerstwo na spotkaniu w piątek (3 lipca 2026) mówi, że dopiero patrzą w swój własny raport, który będzie gotowy za tydzień”.

„Nie weszła żadna kontrola. Nie poprawiono tej sytuacji” – dodał Goncerz.

“Dla tych lekarzy jedyną szansą, żeby pracować w bezpiecznych warunkach, jest ucieczka".

„I tę ucieczkę chcą teraz zablokować. Nie ma na to naszej zgody” – konkludował.

"Proponowana ustawa pozwala na zmianę miejsca specjalizacyjnego z zachowaniem rezydentury jedynie w dwóch skrajnych sytuacjach:

  • likwidacji jednostki szkolącej
  • albo formalnego stwierdzenia przez wojewodę »poważnego naruszenia praw pracowniczych lub istotnego utrudnienia realizacji szkolenia specjalizacyjnego«" – zaznaczają rezydenci.

„Druga z tych przesłanek stanowi całkowicie martwy przepis, ponieważ wojewodowie stanowią znikome wsparcie w procesie likwidacji zgłaszanych nieprawidłowości, czego bezpośrednim dowodem jest przywołany wyżej całkowity brak reakcji na kryzys w psychiatrii” – argumentują.

"Tymczasem konieczność zmiany miejsca szkolenia może wynikać również z innych przyczyn, takich jak:

  • niska jakość kształcenia,
  • mobbing,
  • toksyczna atmosfera pracy,
  • plany macierzyńskie,
  • choroba lekarza lub członka jego rodziny".

„Należy podkreślić, że w skali ok. 5 lat szkolenia specjalizacyjnego jedynie od 5 do 10 proc. lekarzy decyduje się na zmianę jednostki szkoleniowej, co oznacza, że nie jest to zjawisko o skali zagrażającej stabilności systemu” – czytamy w Stanowisku Rezydentów.

Odpowiedzią na tworzony w ustawie problem nie jest również rozwiązanie umowy rezydenckiej" – ostrzegają autorzy dokumentu.

"W zdecydowanej większości przypadków tryb rezydencki odbywania specjalizacji jest znacznie bezpieczniejszy od trybu pozarezydenckiego, obliguje jednostki do zatrudnienia na podstawie umowy o pracę.

Ponadto jednostka szkoląca jest w tym trybie znacznie bardziej zobligowana do ścisłego przestrzegania programu specjalizacji, a instytucje kontrolne posiadają większe możliwości realnego wsparcia szkolącego się lekarza".

"Dodatkowo projekt przewiduje sankcje dla lekarzy, którzy nie podejmą pracy w nowo przyznanym miejscu rezydenckim, wyłączając ich z rekrutacji rezydenckiej na 1,5 roku”.

„W połączeniu z jednoczesnym uniemożliwieniem swobodnej zmiany miejsca szkoleniowego, regulacje te doprowadzą do dramatycznych konsekwencji przy wyborze ścieżki zawodowej. Młodzi lekarze będą zmuszeni do daleko idącej ostrożności, co potencjalnie poskutkuje rezygnowaniem z przystępowania do rekrutacji. W efekcie należy spodziewać się gwałtownego wzrostu liczby lekarzy bez specjalizacji, co stoi w bezpośredniej sprzeczności z oficjalną polityką państwa dążącą do redukcji kolejek do lekarzy specjalistów” – ostrzegają rezydenci.

Przymus dyżurów na SOR

Innym merytorycznym zastrzeżeniem do projektu nowelizacji jest brak możliwości odwołania od „negatywnej oceny predyspozycji” specjalizanta przez kierownika specjalizacji.

Nowela wprowadza obowiązek oceny predyspozycji lekarza szkolącego się przez kierownika specjalizacji już po pierwszych 6. miesiącach jej trwania.

Lekarz, który otrzyma w tym trybie ocenę negatywną, zostaje dożywotnio pozbawiony możliwości ponownej rekrutacji w dotychczasowej dziedzinie medycyny.

Nadanie arbitralnego uprawnienia do całkowitego i bezpowrotnego uniemożliwienia dalszego rozwoju zawodowego na drodze jednoosobowej decyzji kierownika, bez implementacji jakiejkolwiek procedury odwoławczej, tworzy zdaniem młodych lekarzy pole do potężnych nadużyć.

"Problem ten jest szczególnie widoczny w specjalizacjach zabiegowych,

gdzie często dochodzi do sytuacji, w których lekarze odbywający szkolenie są przymuszani do pełnienia dyżurów w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, niezgodnie z programem specjalizacji” – czytamy w Stanowisku.

I dalej: W przypadku odmowy już obecnie zdarzają się działania o charakterze represyjnym, takie jak ograniczenie dostępu do operatywy, co wręcz uniemożliwia realizację programu specjalizacji. Dyskutowany przepis stwarza mechanizm instytucjonalnego przymusu wobec lekarzy, którzy nie godzą się na naruszanie zasad szkolenia specjalizacyjnego w celu uzupełniania chronicznych niedoborów kadrowych”.

Ministerialny projekt zakłada też skrócenie stażu podyplomowego z 13 do 6 miesięcy. Zdaniem rezydentów propozycja ta nie ma uzasadnienia merytorycznego. Podyktowana jest wyłącznie chęcią oszczędności.

„Wbrew oficjalnej narracji resortu zdrowia, aktualna jakość kształcenia praktycznego w ciągu studiów na kierunkach lekarskich jest niska” – zwracają uwagę autorzy Stanowiska.

"Według danych zebranych na dzień 5 maja 2025 roku, aż 76 proc. studentów ostatnich lat nie wykonało ani razu procedury pobierania krwi tętniczej, a 61 proc. nie realizowało procedury szycia chirurgicznego.

Niejednokrotnie jedyną i ostateczną możliwość samodzielnego zrealizowania tych kluczowych procedur zapewnia właśnie staż podyplomowy, stąd jego skrócenie bezpośrednio przełoży się na znacznie gorsze przygotowanie młodych lekarzy do bezpiecznej pracy z pacjentem".

"Należy nadmienić, że ministerstwo nie przeprowadziło żadnej rzetelnej analizy potwierdzającej słuszność wprowadzanych przez nich zmian” – czytamy w dokumencie.

Realizacja w praktyce nierealna

I dalej: „Zgodnie z międzynarodowymi danymi zawartymi w »Medical Education System Worldwide Survey«, spośród 83 badanych państw aż 87 proc. konsekwentnie realizuje pełny »praktyczny rok kształcenia« w formie stażu lub dedykowanego ostatniego roku studiów”.

„Na większości polskich uczelni medycznych taki model nie jest realizowany rzetelnie z uwagi na nadmierną liczebność grup klinicznych, a jedynie nieliczne podmioty prowadzą zajęcia w maksymalnie dwuosobowych grupach. Jakość nauki badania fizykalnego czy zbierania wywiadu lekarskiego jest znikoma w grupach sześcioosobowych, z jakimi powszechnie mamy do czynienia”.

„Należy również zauważyć, że mimo skrócenia stażu do 26 tygodni, ustawodawca wymaga zrealizowania niemal tego samego, niezwykle szerokiego zakresu materiału, obejmującego aż 5 staży cząstkowych z chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, pediatrii, medycyny rodzinnej i medycyny ratunkowej, a także stażu personalizowanego oraz szkoleń z 7 zagadnień teoretycznych. Rzetelne zrealizowanie tak bogatego programu w tak krótkim czasie jest w praktyce nierealne”.

Rozmawiamy, słuchamy i wyjaśniamy

Znacznemu skróceniu stażu są także przeciwni studenci medycyny.

29 czerwca 2026 roku na FB Ministerstwa Zdrowia ukazała się następująca informacja:

„Rozmawiamy, słuchamy i wyjaśniamy. Za nami spotkanie z przedstawicielami studentów medycyny z uczelni w całej Polsce, podczas którego omówiono projekt zmian w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty”.

„Propozycje zmian spotkały się z gotowością do dyskusji i zrozumieniem w wielu kwestiach. (...) Ministerstwo Zdrowia wsłuchuje się w głos studentów, bo ich doświadczenia i opinie są ważną częścią procesu tworzenia dobrego prawa”.

Trudno jednak się dowiedzieć z kim ministerstwo rozmawiało.

„Jestem studentem na jednej z większych uczelni w kraju. Nikt z nami nie rozmawiał. Nie znam nikogo w samorządzie ani poza nim z kim MZ rzekomo rozmawiało. Ta dyskusja schodzi na coraz bardziej absurdalne tory” – czytamy w komentarzu pod urzędowym postem.

“Dlaczego ministerstwo nie wydało wspólnego oświadczenia ze studentami, skoro doszło do porozumienia?” – to inny głos na tej stronie.

9500 podpisów przeciw

Spytałem Biuro Prasowe Ministerstwa Zdrowia, ilu studentów i z jakich uczelni wzięło udział w spotkaniu. W odpowiedzi nie padła wprawdzie liczba uczestników. Dowiedziałem się, że w „spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Lublinie, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu”.

6 lipca 2026 podczas wspomnianej już konferencji prasowej poinformowano o najnowszej inicjatywie studenckiej w sprzeciwie wobec planowanych zmian.

Od 17 czerwca do 1 lipca trwała akcja zbierania podpisów przeciwko skróceniu stażu. Na 4-6 roku medycyny, a więc tam, gdzie głównie zbierano podpisy, jest ok. 15 tys. studentów. Organizatorom akcji udało się zebrać 9500 podpisów – 7000 odręcznych i 2500 elektronicznych.

Z badań prezentowanych podczas konferencji wynika, iż 98 proc. studentów obawia się, że nie ma odpowiedniego praktycznego przygotowania do zawodu.

18 proc. deklaruje, że nie wie jaką specjalizację chce realizować.

Staże sporo kosztują

Rezydenci zarzucają ministerstwu brak jakichkolwiek analiz w kwestii skrócenia stażu, tymczasem ustawodawca podpiera się sugestiami płynącymi wprost z medycznych uczelni.

Już w 2021 roku Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych postulowała zniesienie obowiązkowego stażu podyplomowego dla lekarzy i lekarzy dentystów z uwagi na wysoki poziom kształcenia na tych kierunkach – czytamy w uzasadnieniu ustawy.

I dalej: „Uczelnie kształcące na kierunku lekarskim obecnie kładą większy nacisk na umiejętności praktyczne, do czego przyczyniło się w szczególności wprowadzenie zajęć w centrach symulacji medycznej. (...) Uczelnie deklarują, że są przygotowane do pełnego i odpowiedzialnego potwierdzania gotowości absolwentów do pracy z pacjentem”.

Kwestie finansowe na pewno też są jednak niebagatelne.

„Konieczność odbycia stażu podyplomowego przez lekarzy i lekarzy dentystów (...) wiąże się z ponoszeniem przez budżet państwa wysokich kosztów odbywania staży podyplomowych, które w 2027 roku będą wynosić ponad 1 mld 300 tys. zł” – przyznaje ministerstwo.

Zostaniesz ukarana

Rezydentom nie podoba się również dyskryminacja rodzicielstwa, jaką dostrzegają w proponowanych zapisach.

Tę kwestię w dość humorystyczny sposób opisują na FB swojej organizacji:

„Jesteś w ciąży, dobrze się czujesz i nadal pracujesz? Według projektu zostaniesz za to… ukarana koniecznością odrobienia dyżurów”.

„Zgodnie z kodeksem pracy kobiety w ciąży nie mogą pracować w godzinach nadliczbowych, dlatego rezydentki dotychczas wykonywały obowiązki wyłącznie w podstawowym wymiarze czasu pracy. Nie musiały później nadrabiać dyżurów – podobnie jak lekarze zwolnieni z ich pełnienia z powodów zdrowotnych czy rodzice małych dzieci. Dotychczas można było zrezygnować z dyżurowania na okres maksymalnie dwóch lat bez konieczności przedłużania specjalizacji”.

"Projekt odbiera taką możliwość. Choroba? Ciąża? Opieka nad dzieckiem? To nie ma znaczenia. W MZ nikogo nie obchodzi, że chorujesz albo próbujesz z trudem łączyć obowiązki rodzicielskie z pracą zawodową. »Tylko« etat przez dwa lata to za mało”.

„Udało Ci się przetrwać specjalizację i zdać Państwowy Egzamin Specjalizacyjny?” – czytamy dalej na FB Porozumienia Rezydentów.

„Gratulacje, ale z planami na macierzyństwo nadal lepiej się wstrzymać. Od teraz Twój PES ma ważność dwóch lat – taki będziesz mieć czas od jego zdania do zamknięcia specjalizacji bez konieczności powtarzania egzaminu. Jeśli część ciąży spędzisz na zwolnieniu lekarskim, a następnie skorzystasz z urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego, istnieje duże ryzyko, że nie zdążysz”.

„Efekt? Konieczność ponownego zdawania egzaminu – z tym że teraz będziesz się do niego uczyć z małym dzieckiem. Ale, jak już ustaliliśmy, MZ nie obchodzi, jak to połączysz”.

"Można oczywiście powiedzieć, że to przypadek. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt wysyła młodym lekarkom bardzo czytelny sygnał: nie zachodź w ciążę albo zrób to w terminie, który będzie wygodny dla systemu.

A najlepiej jak najszybciej zwolnij miejsce rezydenckie. Miejsce, które i tak wskazało Ci Ministerstwo Zdrowia".

"Dalej chcesz zostać specjalistką?”

Opinia rezydentów jest niezrozumiała

„Jak to [ta konkretna część projektu] się ma do pronatalistycznej polityki państwa?” – spytałem Ministerstwo Zdrowia. „Jak taka propozycja może wyjść z ministerstwa, w którego władzach są głównie kobiety?” – dodałem.

„Przedstawiona opinia Porozumienia Rezydentów jest niezrozumiała” – odpowiedział urząd. „Lekarki w czasie stażu i szkolenia specjalizacyjnego mogą i zgodnie z projektem nadal będą mogły korzystać z pełni praw przysługujących kobietom w związku z macierzyństwem”.

„Projekt ustawy przewiduje natomiast, że w sytuacji, kiedy lekarka nie odbywa obowiązkowych dyżurów przewidzianych w programie specjalizacji w związku z korzystaniem z uprawnień związanych z macierzyństwem, będzie zobowiązana do odrobienia tych dyżurów w normalnym czasie pracy w ramach przedłużenia szkolenia specjalizacyjnego” – czytam w odpowiedzi.

Pełnia praw macierzyńskich

I dalej: „Zgodnie ze zmianami nie będzie już obowiązywał dwuletni okres zwolnienia z dyżurów, tzn. lekarki nadal będą mogły korzystać z uprawnień związanych z macierzyństwem, jednak będą zobowiązane do odrobienia niezrealizowanych dyżurów w normalnym czasie pracy”.

I tu ministerstwo zasłania się dyrektywą 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych mówiącej, iż „kształcenie specjalizacyjne powinno się odbywać w pełnym wymiarze godzin w placówkach uznanych przez właściwe organy. Obejmuje ono udział w pełnym zakresie działalności medycznej prowadzonej przez placówkę, w której odbywa się kształcenie, w tym w pełnieniu dyżurów” [wyboldowane przez ministerstwo].

„Zwolnienie lekarek korzystających z uprawnień macierzyńskich z dyżurowania, bez konieczności odrobienia tych dyżurów w normalnym czasie pracy doprowadza do sytuacji, w której lekarki te odbywają o ok. 1000 godzin szkolenia mniej niż lekarze, którzy nie korzystają z takiego zwolnienia” – argumentuje urząd.

„Dlatego też konieczne jest wprowadzenie rozwiązania, zgodnie z którym matki lekarki będą mogły korzystać z pełni praw macierzyńskich, ale też odbędą szkolenie w pełnym wymiarze”.

Na zdjęciu Sławomir Zagórski
Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze