Co się stało z Polską? A raczej z Polkami i Polakami? Czemu to samo społeczeństwo (choć niekoniecznie ci sami ludzie) jeszcze sześć lat temu głosowało na tych, którzy obiecywali, że będzie, jak było, a dwa lata temu poparło tych, którzy chcą wszystko wywrócić do góry nogami (i zrobić tak, jak było, tylko dawniej).
Czyli - skąd się wzięła „dobra zmiana"?

Odpowiedzi trzeba szukać w głąb, a nie wszerz, nie w ogólnokrajowych badaniach opinii, ale w „Polsce w pigułce”. Socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Maciej Gdula i jego zespół badawczy (Katarzyna Dębska i Kamil Trepka) znaleźli takie miejsce na Mazowszu – w miejscowości, gdzie PiS dostał w wyborach prawie 50 proc. głosów, nazwali ją „Miastko”.

To nie jest miejsce z inteligenckich snów o „Polsce PiS” – są tam odnowione budynki instytucji publicznych (przedszkola, szkoły, urzędy), kawiarnie i ścieżki rowerowe, „daleko mu do obrazu zaniedbanej i zmarginalizowanej prowincji”. Badacze przeprowadzili trzydzieści wywiadów z mieszkańcami. Wyniki opublikowała Krytyka Polityczna w raporcie „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta„.

Co Miastko mówi o Polsce Prawa i Sprawiedliwości

„Dzisiejsze poparcie dla PiS-u silnie wiąże się z przekonaniem o skorumpowanym charakterze poprzednich elit politycznych i z akceptacją aktualnych programów społecznych, a także z wizją wspólnoty, jaką oferuje swoim wyborcom partia Kaczyńskiego. Natomiast wyborcy niepopierający PiS-u są zrażeni i zniechęceni do polityki”.

Dla leniwych – pięć głównych tez raportu. Zachęcamy jednak do przeczytania całości.

  1. PiS nie wygrał dzięki poparciu biednych, wykluczonych, tych w złej sytuacji.
  2. Nie ma jednej grupy „wyborców PiS-u”. Co innego kręci klasę ludową, co innego klasę średnią
  3. To nie wielka narracja ideologiczna zmobilizowała głosujących na partię Kaczyńskiego. Dziś ludzie widzą życie publiczne poprzez konkretne wydarzenia, tematy i osoby. A podstawowym źródłem informacji o życiu politycznym jest różnorodny internet, a nie inteligencka prasa.
  4. Silniejsi i słabsi – PiS nie opowiada narracji, tylko rozgrywa dramat społeczny.
  5. Neoautorytaryzm – tak badacze nazywają system, który buduje PiS.

1. Aspiracje są najważniejsze

Poparcie dla PiS nie wynika z biedy ani niepewnej sytuacji na rynku pracy. Coraz więcej osób nie ma w rodzinie bezrobotnych. Ogromnie wielu Polkom i Polakom żyje się dziś lepiej niż 5, 10 czy 15 lat temu. Wyborcom PiS też.

Nie są sfrustrowani, bo jest im źle – są wkurzeni, bo nie jest im jeszcze lepiej.

Kategoria populizmu, którą posługiwała się głównie lewica (ludzie wykluczeni ekonomicznie głosują na populistów, bo ci pokazują im wrogów, a tych można obwiniać o własne wykluczenie), nie tłumaczy zwycięstwa PiS.

W wyborach 2015 roku PiS zdobył 35,4 proc. głosów wśród pracowników administracji i usług, PO wygrała tylko w jednej grupie zaliczanej do klasy średniej – wśród dyrektorów i kierowników. PiS wygrał wśród właścicieli firm (29,1 proc.) i wśród osób z wyższym wykształceniem (30,4 proc.).

2. Różni ludzie z różnych powodów

„Obraz PiS-u jako partii opierającej się na ludowym elektoracie jest nieprawdziwy” – piszą autorzy raportu i konsekwentnie opisują różnice między wyborcami PiS-u z klasy ludowej (pracownicy fizyczni i wykonujący proste prace usługowe) i klasy średniej (pracownicy administracji i usług).

„Jeździłem dużo na Zachód, w tej chwili też czasem mi się zdarza, i widzę, że tam rodzinom z dziećmi się dużo pomaga, a u nas raczej to nie funkcjonowało nigdy”. „Żeby te pieniądze nie były dla ojca, który pije, tylko dla dzieci. W ten sposób, jakieś bony czy paczki żywnościowe, jakieś mebelki do pokoiku”.

Obie te oceny wypowiedzieli wyborcy PiS. Pierwszą – przedstawiciel klasy średniej, drugą – ludowej. Program 500 plus bywa krytykowany przez pracowników fizycznych, co potwierdzają również inne badania. Dlaczego? Ich krytyka opiera się często na osobistym doświadczeniu sąsiedztwa osób mających problemy alkoholowe. Badacze podają też inne możliwe wyjaśnienie: wyborcy znają już krytykę programu jako „programu dla patologii” i chcą samych siebie umieścić poza podejrzeniami.

Uchodźców nie wpuściłby do Miastka nikt z badanych, niezależnie od tego, na którą partię głosuje. Jednak powody niechęci są różne.

„Najpierw niech się zajmą polskim społeczeństwem i ludziom naszym polepszą warunki, i dzieciom, i szpitalom”.

„Słyszałem, że mają dostawać ładne pieniądze. Ponad 3000 czy coś takiego?” – klasa ludowa uważa, że uchodźcy będą za dużo kosztować. Ale jednocześnie to pracownicy fizyczni są bardziej na uchodźców otwarci, to oni wtrącają czasem „to też są ludzie”, zauważają, że to wojna wygnała ich z domów.

Czują pewną solidarność, jednak „solidarność ta ma wyraźną granicę i jest nią wspólnota narodowa” – piszą badacze. I to z klasy ludowej pochodził jeden z niewielu głosów w obronie uchodźców: „Jeżeli dwie rodziny zamieszkałyby w naszej miejscowości, co oni mogliby zrobić? Naprawdę nic”.

Inaczej jest z klasą średnią. Tutaj solidarności nie ma. Okazuje się, że według klasy średniej uchodźcy wcale nie są tak bardzo biedni, oszukują system, chcą się bogacić. Badacze nazwali to „nastawieniem demaskatorskim” –

klasa średnia uważa, że widzi „prawdziwą” twarz uchodźców. Wypowiada o uchodźcach kategoryczne sądy i pokazuje im, gdzie ich miejsce: „Tam się urodzili, tam mają mieszkać, tam budować i tam żyć”.

A ci, którzy by zaakceptowali uchodźców, jak to tłumaczą? Solidarnością. „My byliśmy w różnej sytuacji. Ta Solidarność, ile wyjechało ludzi? Ile mamy znajomych: Kanada, Ameryka, RPA (…) Przecież to są nasi uchodźcy, tak?”

Wszystko to oznacza, że PiS ma kilka przekazów, kilka zestawów argumentów, które odpowiadają na potrzeby różnych grup wyborców.

3. Z różnych źródeł

PiS sprawniej porusza się w mediach. A tam walka toczy się o uwagę, a nie o narzucenie własnej narracji. Uwagę przykuwają liderzy i wydarzenia. „Wydarzenia są nagłe, wymagają uwagi i angażują emocje”. I PiS jest w tym lepszy. Katastrofa smoleńska, awaria systemu w głosowaniu w 2014 roku czy kryzys uchodźczy – PiS reaguje, kreuje lub prowokuje takie wydarzenia.

Ludzie popierają Kaczyńskiego, bo tak naprawdę nie wiedzą, co robi PiS – niekiedy pojawiają się takie twierdzenia – albo nie rozumieją skomplikowanych problemów, takich jak konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Nieprawda – twierdzą autorzy raportu.

Ludzie wiedzą, rozumieją i im się podoba.

„Nie lubię mieć takiego jednego zdania, jednej telewizji” – mówi jedna z rozmówczyń, podobnie wypowiadają się inni. Wielu deklarowało, że Kościół nie jest dla nich ważnym źródłem wiedzy o polityce, albo że w ogóle do Kościoła nie chodzą. Wyjątek: mężczyźni z klasy średniej głosujący na PiS.

Rozmówcy Gduli mówili, że czerpią wiedzę o polityce z różnych źródeł — najpierw oglądają coś w telewizji, a potem czytają na ten temat w internecie, i to na kilku portalach. Są nieźle zorientowani w najważniejszych politycznych dyskusjach i świadomie popierają politykę PiS.

4. Moja historia, historia kraju

„To, co praktycznie chciałem, to już prawie porobiłem: i mieszkanie, i to, i to… A teraz to co? Jest ten chłopak, to trzeba by było coś zorganizować, żeby miał łatwy start, nie tak, jak ja. Wszystko trzeba było tak robić, żeby miał łatwiej, nie?” — mówi pracownik produkcyjny w niewielkiej fabryce, 50-letni wyborca PiS. Ma poczucie, że jego życie było udane i spełnione, nie czuje się ofiarą. To sprzeczne z częstą opinią o PiS jako partii sfrustrowanych. Badacze odnaleźli i takie osoby wśród swoich rozmówców, ale uznali, że nie ma wzoru: miał/ła trudno, ma poczucie porażki, zagłosuje na PiS.

Zespół Gduli zauważył jeszcze inne ciekawe zjawisko: „self made mani” głosują na Kukiza lub Korwina. Mężczyźni z klasy średniej, przekonani, że realizują w życiu własny plan, mają kontrolę nad swoim życiem i awansują społecznie i zawodowo, oddalając się od własnej klasy społecznej — tacy ludzie są wyborcami partii antysystemowych.

A co z Platformą i polityczną historią Polski?

„Dwa lata po przegranych przez PO wyborach umacnia się obraz tej partii jako nieudolnej, biernej i skorumpowanej”. Klasa ludowa bardziej podkreśla to, że PO lekceważyła zwykłych ludzi – „zwykły człowiek dla nich to właściwie być też niczym”; klasa średnia – że partia była niemoralna i skorumpowana „afera za aferą”. Co ciekawe, doceniają np. drogi, ale nie wiążą ich z działalnością PO: „żeby nie środki unijne, to ani PiS, ani Platforma, ani żadne inne nie zbudowali”.

„Panuje przekonanie, że pozytywne zmiany, które zachodziły przez 8 lat rządów PO, były skutkiem nieuchronnego procesu, podobnego nieco do procesów przyrodniczych, niezależnych od woli i zaangażowania rządzących. Negatywne zjawiska są z kolei przypisywane celowym działaniom lub błędom ekip Tuska i Kopacz”.

To jeden z najciekawszych wniosków raportu: PO straciła obrońców. Ci, którzy na nią głosowali, nie znajdują języka, w którym mogliby wyrazić poparcie dla swojej partii i ratują się ucieczką od polityki. Zniechęcili się: „wszyscy politycy kłamią”. Częściej Platformę bronili wyborcy lewicy.

5. Neoautorytaryzm

PiS nie opowiada jednej historii (narracji), która zachwyciła różnych wyborców. PiS rozgrywa na żywo dramat społeczny, w który mogą się wcielić. Polityka ma wyrównać osobiste rachunki: „Przekonanie, że ludzie akceptują likwidację autonomii kolejnych instytucji przez Kaczyńskiego, bo są to sprawy odległe i abstrakcyjne, nie jest zatem trafne. Dla znacznej części wyborców PiS-u są to działania słuszne, bo dotykają najbardziej wpływowych grup, a mają szansę sięgnąć prywatnych urazów i upokorzeń”.

Klasa ludowa chce wyrównać rachunki z elitami, klasa średnia jest rozczarowana, że elity nie spełniły wysokich oczekiwań, jakie stawia się przywódcom: „Z tej perspektywy rządy PiS-u jawią się jako przywrócenie ładu moralnego, a popieranie go jest rodzajem nobilitacji”. Moralność jest formą władzy i pozwala pokazać swoją wyższość wobec uchodźców i przeciwników politycznych („Komitet Obrony Demokracji to jest hucpa, to jest gangsterka”).

Właśnie to poczucie moralnej wyższości i rozgrywanie konfliktu z elitami jest podstawą „neoautorytaryzmu”, o jakim pisze Gdula i jego zespół:

„Ludzie przyłączają się do władzy, ponieważ chcą się poczuć silniejsi, choć poczucie mocy czerpią z górowania nad słabszymi. I dają się wciągnąć w spiralę działań, których efektów nie znają”.

Dlaczego „neo”? Bo od dawnych form autorytaryzmu odróżnia go posługiwanie się demokratycznymi dekoracjami — powtarza, że chce demokratyzować sądy, przeprowadzić prawdziwie wolne wybory itp.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni.
W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym