Nowy romantyzm przeciw zerom i jedynkom. Rozmowa z Siri Hustvedt
Amerykańska pisarka i intelektualistka Siri Hustvedt w swojej twórczości łączy literaturę, filozofię, neurobiologię i psychoanalizę. Po śmierci Paula Austera, z którym tworzyła jedną z najbardziej rozpoznawalnych par amerykańskiego świata literackiego, w Księdze duchów wraca do ich wspólnego życia, pamięci i żałoby.
Marcin Mieteń: Razem z Paulem byliście postrzegani jako niezwykła para pisarzy — każde z was miało własny głos i własny dorobek. Czy w „Księdze duchów”, patrząc na waszą wspólną historię z perspektywy czasu i po śmierci Paula, zaczęłaś widzieć ją inaczej?
Siri Hustvedt*: Myślę, że pisanie tej książki było dla mnie przede wszystkim procesem odkrywania. Jej nietypowa konstrukcja w pewnym sensie sama decydowała o tym, co ostatecznie się w niej znalazło. Zaczęłam od choroby i śmierci Paula, ale z czasem zaczęłam myśleć o całych 43 latach, które spędziliśmy razem. Właśnie podczas pisania uświadomiłam sobie coś, czego nie potrafiłam dostrzec w samym środku żałoby.
Kiedy ktoś umiera, po prostu chcesz, żeby wrócił. Chcesz wskrzesić tego człowieka. Ale z czasem zaczęłam też coraz wyraźniej czuć, jak wielkie miałam szczęście i jak bardzo jestem wdzięczna za te wszystkie lata wspólnego życia i nieustannego dialogu, który wzbogacał nas oboje.

Komentarze