Prezydentowi i premier przysługuje specjalna opieka zdrowotna, finansowana przez MSWiA. Ale Kancelaria Dudy w 2016 r. zapłaciła dodatkowo 600 tys. zł za usługi medyczne. Parlamentarzystom prawo nie daje przywilejów w leczeniu. Ale Sejm i Senat płacą, by je mieli. Sejm - prawie 1,3 mln zł za trzy lata, Senat - 200 tys. zł za rok.

Nawet ministerstwo zdrowia zwątpiło chyba w jakość świadczeń NFZ, bo wykupiło dla swoich pracowników usługi medyczne w prywatnej firmie. Z budżetu setki tysięcy złotych idą też na:

  • usługi dla parlamentarzystów typu „dzień przed” i „w trakcie” posiedzeń,
  • zabezpieczenia medyczne dla prezydenta i jego gości,
  • koszty karetek towarzyszących prezydentowi i premier.

Oto szczegóły ustaleń OKO.press.

Pacjenci VIP

 W piątek, opuszczając szpital, premier Beata Szydło dziękowała ludziom, którzy doglądali jej zdrowia po niedawnym wypadku. Jak zapewniał rzecznik rządu, Rafał Bochenek, była bardzo zadowolona z opieki w warszawskim Wojskowym Instytucie Medycznym.

Wcześniej, gdy „Fakt” porównywał jedzenie jakie dostawała w szpitalu Beata Szydło, z żywieniem pacjentów innych placówek, rzecznik zapewniał, że premier „je to samo, co inni chorzy”. To prawda. Tyle, że WIM nie jest całkiem zwyczajnym szpitalem. A premier Szydło nie leczono na zwykłych zasadach.



Zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, premier Szydło, a także jej mężowi i członkom rodziny pozostającym na jej utrzymaniu, „w razie nagłego zachorowania lub urazu, wypadku, zatrucia lub konieczności natychmiastowego leczenia szpitalnego” przysługuje leczenie w placówkach podlegających MSWiA i MON.

W nagłych przypadkach premier ma także prawo do opieki leczniczej „w trakcie oficjalnych podróży krajowych i zagranicznych”. Koszty pokrywa MSWiA. Te same zasady dotyczą prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz ich rodzin.

Politycy- pacjenci VIP korzystają przeważnie z usług Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów lub Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA przy ul. Wołoskiej w Warszawie. Obie placówki należą do najlepszych i najlepiej wyposażonych w kraju; zatrudniają najwybitniejszych specjalistów.

Właśnie w WIM leczona była ostatnio premier Szydło. Pacjentem Instytutu był kiedyś prezydent Lech Kaczyński. Jak donosił wówczas „Fakt”, zarezerwowano dla niego na stałe „jednoosobową salę, zwaną salonką, z najnowocześniejszym sprzętem”, a opiekował się nim „zespół złożony z najlepszych wojskowych medyków kilku specjalności”.

Później pacjentką placówki była także matka prezydenta Kaczyńskiego, Jadwiga. Obecnie leczy się tam również Jarosław Kaczyński – choć nie wiadomo czy prywatnie, czy jako jakiś „super VIP”, bo ustawowo, jako szeregowemu posłowi, nie przysługują mu żadne przywileje.

Do szpitala MSWiA przy Wołoskiej trafił w 2003 r., po wypadku rządowego śmigłowca, premier Leszek Miller.  Z opieki tej placówki korzystał również prezydent Bronisław Komorowski.



Karetka na zawołanie. Koszty nieznane

Nie znamy kwoty, jaką zapłaciło w ubiegłym roku MSWiA za zapewnienie opieki medycznej politykom – VIP-om. Resort już trzeci miesiąc zwleka z udostępnieniem nam rejestru umów zawartych z zewnętrznymi podmiotami, w którym powinny znaleźć się również kontrakty z placówkami medycznymi. Te koszty mogą być jednak duże.

Ustawa o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe specjalną opiekę przyznaje VIP-om tylko w nagłych przypadkach, a zgodnie z rozporządzeniem do niej pomoc obejmuje tylko:

  • świadczenia diagnostyczne i lecznicze w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej,
  • wczesną rehabilitację
  • i orzekanie o stanie zdrowia.

Mimo tego MSWiA od lat płaci szpitalom nie tylko za faktyczne leczenie, lecz także za gotowość do świadczenia usług, dyżury lekarzy i zespołów ratowniczych oraz asystę karetek podczas podróży polityków. Dotyczy to przede wszystkim prezydenta.

Andrzejowi Dudzie w przejazdach po kraju towarzyszy zwykle (a może nawet zawsze) karetka reanimacyjna z któregoś ze szpitali w odwiedzanym przez niego regionie. Załogi karetek dostają od BOR polecenie przejazdu w prezydenckiej eskorcie.

Na filmie opublikowanym w sieci po tym, jak 5 marca 2016 r. w aucie prezydenta pękła opona, można było zobaczyć, że jadącą z dużą prędkością prezydencką kolumnę zamykała właśnie erka. Z kolei w lutym 2017 media donosiły, że podczas pilotażowego przejazdu kolumny, która miała eskortować Dudę, w szybę karetki uderzył kamień.

W asyście karetki pogotowia poruszał się po kraju również prezydent Lech Kaczyński. W 2007 r. w lubuskiem, podczas przejazdu prezydenckiej kolumny doszło do wypadku (podobnego do tego z udziałem samochodu premier Szydło 10 lutego 2017). Gdy pędząca kolumna wyprzedzała sznur zwykłych samochodów, jeden z nich skręcił w lewo tuż przed prezydencką karetką. Erka została zniszczona. Szpital, do którego należał pojazd, próżno domagał się, by Kancelaria Prezydenta dołożyła brakujące pieniądze do zakupu nowego.

Karetki dyżurowały także, gdy prezydent Kaczyński przyjeżdżał do ośrodka w Juracie. BOR rezerwował wówczas w szpitalu MSWiA w Gdańsku erkę, która miała być do jego dyspozycji podczas całego pobytu. O sprawie zrobiło się głośno w 2008 r., gdy okazało się, że MSWiA od dwóch lat zalega szpitalowi z zapłatą 214 tys. zł za 71 dni „dyżuru”.

Ministerstwo, któremu w 2006 r. szefował Ludwik Dorn, nie chciało zapłacić, bo – jak argumentowali urzędnicy – refundowane powinny być tylko koszty leczenia podczas oficjalnych wizyt prezydenta. A w dniach dyżuru erki prezydent przebywał w Juracie na urlopie.  Szpital wzywał wówczas resort i Kancelarię Prezydenta do ugodowego załatwienia sprawy.

Bez względu na to, która z instytucji ostatecznie zapłaciła – pieniądze wyłożyli podatnicy.



Zabezpieczenie medyczne. Za 600 tysięcy 

Mimo że prezydent Andrzej Duda ma zapewnione leczenie z budżetu MSWiA i dodatkowo karetkę w eskorcie, jego kancelaria w ubiegłym roku zapłaciła Centralnemu Szpitalowi Klinicznemu MSWiA:

500 tys. zł za „świadczenie usług medycznych”, m. in. podczas oficjalnych wizyt i uroczystości z udziałem prezydenta i delegacji zagranicznych,

50 tys. zł za „pełnienie dyżurów medycznych podczas oficjalnych uroczystości w Pałacu Prezydenckim, Rezydencji Belweder lub innym wskazanym miejscu”,

40 tys. zł za „świadczenie usług medycznych z zakresu medycyny pracy (badania wstępne, okresowe, kontrolne) dla pracowników Kancelarii Prezydenta RP.

Z kolei szpital MSWiA w Krakowie dostał od kancelarii 9 tys. zł za „zabezpieczenie medyczne w Krakowie i Oświęcimiu podczas wizyty prezydent Chorwacji z małżonkiem”.



Usługa zdrowotna „dzień przed” i „w trakcie”

Do 2004 roku VIP-owskie karty pacjentów – uprawniające do leczenia bez kolejek w najlepszych placówkach w kraju – oprócz prezydenta, premiera i marszałków otrzymywali także ministrowie, parlamentarzyści, prezesi NIK i NBP, wojewodowie i inni wysoko postawieni urzędnicy. Na koniec 2003 r. – łącznie ponad 4,5 tys. osób. Licząc także ich rodziny – do specjalnych świadczeń medycznych uprawnionych było około 20 tys. osób.

W 2004 r. Sejm najpierw odebrał przywileje lecznicze wszystkim politykom, by ostatecznie utrzymać status VIP tylko dla prezydenta, premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu. Posłowie, senatorowie i inni politycy mieli być odtąd leczeni jak wszyscy obywatele.

Ale od kilku lat kancelarie Sejmu i Senatu wykupują specjalną usługę – pomoc medyczną udzielaną w przeddzień i w trakcie posiedzeń parlamentu. Przetargi na świadczenie tej usługi od lat wygrywa Centralny Szpital Kliniczny MSWiA (w warunkach przetargu kancelarie zapisują, że usługodawcą może być tylko placówka podlegająca MSWiA lub MON).

Sejm w 2015 r. przeznaczył na wynagrodzenie dla szpitala ponad 405 tys. zł, rok później – ponad 421 tys. zł. Senat w 2015 r. wyłożył 200 tys. zł i prawdopodobnie podobną kwotę w 2016 roku.

W styczniu br. Sejm podpisał kolejną umowę z Centralnym Szpitalem Klinicznym MSWiA. Za kwotę nie większą niż 1.267.800 zł szpital ma przez trzy lata zapewnić:

  • w przeddzień i w trakcie trwania każdego posiedzenia Sejmu – dyżur lekarza specjalisty chorób wewnętrznych w Domu Poselskim przy Sejmie,
  • w dniach posiedzeń – dyżur zespołu ratownictwa medycznego (lekarza, pielęgniarki, ratownika medycznego i kierowcy karetki) w pomieszczeniach w pobliżu sali obrad,
  • karetkę dyżurującą pod Sejmem z wyposażeniem dla specjalistycznego zespołu ratownictwa medycznego,
  • oddziały szpitalne gotowe do przyjęcia pacjentów oraz
  • specjalistyczne zespoły ratownictwa medycznego.

Kancelaria Senatu na zapewnienie opieki medycznej podczas posiedzeń przeznaczy w tym roku maksymalnie 203 tys. zł. Z tego – za każdy dzień pracy zespołu ratownictwa ze szpitala przy Wołoskiej zapłaci 3498 zł, a za dzień dyżuru lekarza – 348 zł.

Resortowi pacjenci 

Dodatkowe usługi zdrowotne wykupują dla swoich pracowników również poszczególne ministerstwa. W świadczenia NFZ nie wierzy już chyba nawet resort zdrowia Konstantego Radziwiłła.

  • W ubiegłym roku Ministerstwo Zdrowia wykupiło dla swoich pracowników usługi medyczne w firmie CenterMed Warszawa – za 52 tys. zł.
  • Ministerstwo Środowiska za „opiekę zdrowotną nad pracownikami” zapłaciło tej samej firmie 40,7 tys. zł.
  • Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa za świadczenie usług medycznych od stycznia 2016 do sierpnia 2018 zapłaciło firmie ENEL-MED łącznie 125 tys. zł, a Centrum Medycznemu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – 39 tys. zł.
  • Ministerstwo Skarbu Państwa zleciło przeprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich dla pracowników resortu firmie GADMED – za 41 tys. zł.
  • Ministerstwo Energii firmie Falck Medycyna za „profilaktyczną opiekę nad pracownikami oraz współdziałanie w celu ograniczenia szkodliwego wpływu pracy na zdrowie pracowników” zapłaciło ponad 34 tys. zł,
  • Ministerstwo Cyfryzacji tej samej firmie za „profilaktyczne badania lekarskie z zakresu medycyny pracy” w 2016 – ponad 27 tys. zł,
  • Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego za usługi „z zakresu medycyny pracy wraz z badaniami diagnostycznymi i konsultacjami specjalistycznymi dla pracowników MNiSW” – prawie 31 tys. zł.

Ile jeszcze instytucji płaci z publicznych pieniędzy za to, by osoby pełniące najwyższe funkcje w państwie utwierdzały się w przekonaniu o tym, że mamy w Polsce fantastycznie działającą służbę zdrowia?


Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]