05 grudnia 2019

Ojciec Mateusz namaścił 14 apostołów rodziny. Dzieci od tego raczej nie przybędzie

Kto zasiądzie w Radzie Rodziny? Przeciwniczka opieki żłobkowej, matka ośmiorga dzieci, która nie zgadza się na edukację seksualną, posłowie, którzy walczą z "kompromisem aborcyjnym" i tropią "ideologię LGBT", zwolenniczka szerszego dostępu do broni, profesor wykładający katolicką naukę społeczną, były minister, który wierzył w cud demograficzny programu 500+

5 grudnia 2019 premier Mateusz Morawiecki wraz nową minister rodziny Marleną Maląg powołali Radę Rodziny przy Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

14 apostołów tradycyjnej rodziny - posłowie PiS, akademicy, przedstawiciele prawicowych-katolickich organizacji, eksperci - mają nieść na ustach i wprowadzać w życie przesłanie, które premier przedstawił w sejmowym exposé.

„Rodzina to nie tylko bastion każdego Polaka. Rodzina – jak mówił prymas Wyszyński – to bastion całej Polski” - mówił premier 19 listopada.

Premier: "Prosimy o pomysły, które dadzą mocny fundament wartości"

Podczas powołania Rady premier wrócił do wojennej retoryki. "Rodzina jest przedmiotem ideologicznego ataku. My się na to nie zgadzamy. Uważamy, że dzieci w rodzinie są najwyższą wartością społeczną, są wartością, od której zależy przyszłość Rzeczypospolitej" - mówił Mateusz Morawiecki.

"Rodzina jest takim centralnym ośrodkiem życia, bez którego nie ma długofalowego rozwoju społecznego. Za tym rozwojem musi kryć się też mądrość" - precyzował premier, a nowo wybranych doradców poprosił o

"kolejne pomysły i rozwiązania w obszarze życia społecznego, które dadzą mocny fundament wartości".

Skrajnie ideologiczne przesłanie premiera rozmija się z jednym z głównych celów, które postawił przed ekspertami.

Jak podaje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Rada ma zająć się nie tylko "promocją tradycyjnej rodziny", ale także ratowaniem polskiej demografii (rodzi się coraz mniej dzieci, ludność Polski się zmniejsza).

Do jej szczegółowych zadań należą:

  • inicjowanie i promowanie rozwiązań sprzyjających podnoszeniu dzietności w Polsce;
  • konsultowanie koncepcji nowo powołanej pełnomocniczki rządu ds. polityki demograficznej;

analiza badań dotyczących procesów demograficznych w Polsce.

Na pierwszy rzut oka widać, że to zagranie marketingowe, o czym niżej szczegółowo opowiada OKO.press autorytet w dziedzinie demografii prof. Irena Kotowska z SGH. Jak wielokrotnie pisaliśmy odwrócenie demograficznych trendów jest niemożliwe ze względu na strukturę ludności, a jak tłumaczy OKO.press prof. Kotowska "osiągnięcie większej dzietności wyłącznie poprzez wspieranie tradycyjnego modelu rodziny nie jest możliwe".

14 apostołów, czyli ideologia ponad demografią

O kierunku polityki najlepiej świadczy skład Rady. Na liście jest tylko jedna demografka, prof. Ewa Frątczak, ale od lat nie prowadzi już badań w tym zakresie.

Pracami nowego ciała doradczego pokieruje Dorota Bojemska, "matka ośmiorga dzieci", aktywistka rodzin wielodzietnych, kandydatka do Sejmu w ostatnich wyborach parlamentarnych z list PiS.

Bojemska postulowała m.in. wprowadzenie surowych kar finansowych za lekcje o płciowości w szkołach, które miałyby się odbywać bez zgody rodziców (nie wiadomo o co jej chodzi, bo dzieci mogą brać udział w zajęciach dodatkowych w szkołach jedynie za zgodą rodziców).

"Coraz więcej jest seksedukatorów i ludzi wchodzących z treściami, które są antywartościami, z punktu widzenia tego, co państwo polskie chciałoby przekazywać młodzieży" - mówiła w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl. Komplementowała też program zajęć wychowania do życia w rodzinie, ten sam, który:

  • antykoncepcję łączy z aborcją i sterylizacją;
  • uznaje, że „życie dziecka” zaczyna się jajowodzie;
  • w masturbacji widzi zagrożenie uzależnieniem od seksu;
  • chce wzmacniać „identyfikację z płcią";
  • a transseksualizm uznaje za zaburzenie.

Przedstawiciele Sejmu, a w zasadzie posłowie i posłanki PiS, w Radzie to przede wszystkim osoby kojarzone z ruchem pro-life:

  • Piotr Uściński - kieruje pracami parlamentarnego zespołu Życia i Rodziny, zajadły krytyk tzw. kompromisu aborcyjnego, aborcję ze względu na wady płodu (którą nazywa "eugeniczną") uważa za "dyskryminację ze względu na chorobę dziecka". Przeciwnik "indoktrynacji i deprawacji" dzieci, którego źródłem ma być "ideologia LGBT";
  • Anna Maria Siarkowska - wiceprzewodnicząca parlamentarnego zespołu Życia i Rodziny, w Sejmie nazywana "nową Pawłowicz", entuzjastka Wojsk Obrony Terytorialnej i szerszego dostępu do broni. Uważa, że wprowadzenie małżeństw par jednopłciowych w Polsce byłoby równoznaczne z "odebraniem dzieciom prawa do posiadania mamy i taty", a po podpisaniu "Deklaracji LGBT" przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego straszyła, że ten chce uczyć małe dzieci masturbacji;
  • Dominika Chorosińska - po awanturze wokół Magdaleny Biejat z Lewicy, która stanęła na czele Komisji Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, Chorosińska nieoficjalnie została wytypowana do zastąpienia posłanki Lewicy na tej funkcji. Posłanka PiS polskim mediom znana jest głównie ze skandali obyczajowych.

Cztery głosy w nowej Radzie dostali też przedstawiciele prawicowo-katolickich organizacji rodzicielskich:

  • Jacek Sapa z Fundacji Narodowy Dzień Życia, która zajmuje się "przeciwdziałaniem rozwodom" i "promowaniem małżeństwa", a dotowanej m.in. z Funduszu Sprawiedliwości przy ministrze Zbigniewie Ziobro. Sapa jest też współorganizatorem Marszów dla Życia, w 2011 roku był inicjatorem projektu "Stop aborcji";
  • Joanna Krupska prezes Związku Dużych Rodzin 3+, przeciwniczka opieki żłobkowej, którą uważa za "niesprzyjającą prawidłowemu rozwojowi psychospołecznemu dziecka";
  • Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty, która tropi jawne zresztą finansowanie organizacji LGBT. Z tej samej organizacji wywodzi się zresztą rządowa pełnomocniczka ds. demografii Barbara Socha. Fundacja Mamy i Taty ściśle współpracuje z Ordo Iuris w akcjach przeciwko "Tęczowemu Piątkowi" i prowadzeniu edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w polskich szkołach. We wrześniu 2019 roku Fundacja wystosowała do parlamentarzystów petycję, w której domaga się "ograniczenia finansowania przez samorządy oraz zagraniczne fundacje programów gender, ograniczenia promocji środowisk LGBT, powołanie Rzecznika Praw Rodziny";
  • Janusz Wardak, współtwórca Akademii Familijnej, która prowadzi warsztaty dla małżonków i przyszłych rodziców.

Mądre głowy związane z akademią, które mają rozgryzać pułapki demograficzne, to poza prof. Frątczak:

  • prof. Krzysztof Szwarc, naukowo zajmuje się analizą ubóstwa, a także szerzej sytuacją materialną rodzin. Od dwóch lat jest starszym wykładowcą w Katedrze Pracy i Polityki Społecznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Prof. Szwarc chętnie bierze udział spotkaniach poświęconych rodzinie, np. z okazji Narodowego Dnia Życia.
  • prof. Michał Michalski pracuje w Instytucie Kulturoznawstwa w Zakładzie Etyki Gospodarczej Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Naukowo zajmuje się katolicką nauką społeczną, etyką życia gospodarczego, kulturą gospodarczą, równowagą pomiędzy życiem zawodowym a rodzinnym.

Skład uzupełniają:

  • Bartosz Marczuk, do 2018 roku wiceminister rodziny w rządzie PiS, który uważał, że program 500 plus może odwrócić demograficzne trendy;
  • Kordian Kolbiarz, burmistrz Nysy znany ze skutecznej polityki na rzecz wzmocnienia instytucji małżeństwa. Wprowadził dodatek finansowy przysługujący tylko rodzinom, które związek opierają na instytucji małżeństwa. W krótkim czasie liczba małżeństw w regionie wzrosła;
  • Rafał Antczak, wiceprezes PKO BP.

Po co więc taka rada?

Prof. Irena Kotowska uważa, że rząd na wyrost opowiada o polityce demograficznej w kontekście Rady Rodziny. W jej składzie jest jedna osoba, która jest demografem, nie ma osób zajmujących się polityką rodzinną i społeczną, a Rada ma doradzać pełnomocniczce, która jak pisało OKO.press również o demografii nie ma pojęcia.

"Z punktu widzenia znajomości procesów społecznych, przemian współczesnej rodziny, znajomości badań umożliwiających wgląd w sposób podejmowania decyzji dotyczących rodzicielstwa, trudno nazwać nowe ciało radą ekspercką" - mówi OKO.press prof. Kotowska.

Prof. Kotowska uważa też, że nie da się połączyć promocji konserwatywnej wizji rodziny z rozwojem demograficznym.

"Przemiany dotyczące rodziny – jej tworzenie, rozwiązywanie i prokreacja - wyraźnie wskazują, że tradycyjna rodzina rozumiana jako para małżeńska z dziećmi lub bez dzieci, choć wciąż jest najczęstszą formą rodziny w Polsce, to jej znaczenie jako formy życia rodzinnego maleje. Dlaczego?

Po pierwsze, coraz więcej rodzin to pary, które nie zawarły małżeństwa: pozostają w związku kohabitacyjnym, albo związku, gdzie partnerzy są w relacjach emocjonalnych, ale nie mieszkają na stałe razem. O rosnącym znaczeniu innych niż małżeństwo form rodziny świadczą dane statystyczne, w tym także dane ewidencji ludności: w ogólnej liczbie urodzeń stale rośnie udział urodzeń niemałżeńskich" - tłumaczy prof. Kotowska.

Stawianie na tradycyjną rodzinę w wersji PiS to coś szerszego niż tylko dowartościowanie małżeństwa. Chodzi o model, w którym niedopuszczalny jest rozwód, podstawową rolą mężczyzny jest zapewnienie bezpieczeństwa ekonomicznego rodziny, a kobieta może pracować zawodowo, o ile nie przeszkadza jej to w pełnieniu obowiązków opiekuńczo-wychowawczych.

"Biorąc pod uwagę, iż coraz więcej mamy rodzin, w których partnerzy mają za sobą doświadczenie rozpadu poprzednich związków, a także chcą oboje rozwijać się zawodowo, a rynek pracy stale wymusza doskonalenie zawodowe, osiągnięcie większej dzietności poprzez wspieranie tradycyjnego modelu rodziny nie jest możliwe" - mówi prof. Kotowska.

Cel: inwestycja w usługi

Z badań prowadzonych przez demografów, m.in. prof. Irenę Kotowską, wynika, że decyzje o posiadaniu drugiego dziecka - tak ważne dla krajów o niskiej dzietności takich jak Polska - częściej podejmowane są w rodzinach, w których oboje rodziców pracuje.

"Nasze badania pokazują też, że coraz więcej młodych osób w ogóle nie chce mieć dzieci, a także sygnalizują polaryzację zachowań prokreacyjnych. A to oznacza, że państwo musi kierować przekaz do tych, którzy mając aspiracje rodzicielskie, poprzestają na jednym dziecku, ale także przekonać tych, którzy wahają się, czy w ogóle rodzicami zostać" - mówi prof. Kotowska.

Z badań wynika też, że młodzi Polacy nie realizują swoich aspiracji rodzicielskich. Co im przeszkadza?

"Z jednej strony są to bariery, na które żaden polityk wpłynąć nie może. Chodzi o wymagania dotyczące partnera lub partnerki. Młodzi Polacy wyraźnie mówią, że nie mogą znaleźć odpowiedniej osoby do założenia rodziny.

Są jednak przeszkody, które państwo może usunąć. Coraz większym problemem jest stan zdrowia prokreacyjnego. Do trudności z poczęciem dziecka przyczynia się też to, że Polki i Polacy opóźniają decyzję o posiadaniu dziecka. Wsparcie w realizacji aspiracji rodzicielskich oznacza zatem

konieczność inwestowania w infrastrukturę zdrowotną, która pomaga rozpoznawać i leczyć niepłodność" - mówi prof. Kotowska.

Równie istotna jest perspektywa zapewnienia dziecku odpowiednich warunków rozwoju. Prof. Kotowska wymienia inwestycje w instytucje opiekuńczo-edukacyjne, które dodatkowo pozwalają rodzicom łączyć opiekę z pracą zawodową.

Bezpieczeństwo ekonomiczne i aspiracje dotyczące standardu życia są bowiem kluczem do zrozumienia motywacji Polek i Polaków. "Ale równie istotne jest też dzielenie się w związku odpowiedzialnością za opiekę, prace domowe i bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny" - dodaje prof. Kotowska.

Rządowy zabieg PR-owy

Prof. Kotowska uważa, że powołanie rady jest zabiegiem marketingowym. "Rząd ma już ciało eksperckie, które zajmuje się procesami demograficznymi. Rządowa Rada Ludnościowa w 2013 roku opracowała założenia polityki ludnościowej, wskazując newralgiczne problemy i kierunki działań. Co roku opracowywany jest raport o sytuacji demograficznej i rekomendacje. W archiwach Ministerstwa Pracy jest opracowanie zawierające diagnozę uwarunkowań niskiej dzietności w Polsce przygotowane także w 2013 roku.

Powtórzę, że najważniejsze jest stawianie na rozwiązania, które umożliwiają łączenie pracy zawodowej z rodzicielstwem przez oboje rodziców, inwestycje w usługi opiekuńczo-edukacyjne i zdrowotne, rynek mieszkaniowy.

Rząd nie korzysta z wiedzy eksperckiej, poszerzanej systematycznie, którą ma do dyspozycji, a powołuje nowe ciało, gdzie nie ma ekspertów" - mówi prof. Kotowska.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne