0:00
27 maja 2021

Operacja: ASTRAZENECA DOWN. Jak Rosja walczyła o europejski rynek dla swojej szczepionki Sputnik V

Czy Rosja stała za czarnym PR-em szczepionki AstraZeneca? Wskazują na to liczne poszlaki oraz analizy aktywności źródeł w sieci (choć nie twarde dowody). Głównym miejscem rosyjskiej akcji prawdopodobnie były Niemcy. To tu rozegrała się walka o wpływy w Unii Europejskiej i pieniądze z unijnego rynku.

Wydrukuj

W Polsce, tak jak i innych krajach, wiele osób nie chce się szczepić preparatem brytyjskiej firmy AstraZeneca. Jak podała niedawno „Gazeta Wyborcza”, z 3,5 miliona dawek AZ, które trafiły już do Polski, jeszcze milion czeka na chętnych, jednak punkty szczepień zamawiają je coraz rzadziej, bo pacjenci nie chcą ich przyjmować.

Obawiają się poważnych skutków ubocznych, zwłaszcza zakrzepów. Mają też wątpliwości, czy preparat w ogóle jest skuteczny. Mimo bardzo dokładnego sprawdzania bezpieczeństwa preparatu i zapewnień Światowej Organizacji Zdrowia oraz Europejskiej Agencji Leków nieufność wobec AstraZeneki jest ogromna.

Nie ma wątpliwości - to efekt wielomiesięcznego chaosu informacyjnego na temat tego preparatu, decyzji kilkunastu państw o wstrzymaniu nim szczepień (później decyzje cofnięto) oraz prowadzonej w sieci dezinformacji.

Skąd wziął się ten chaos? Kto za nim stał, jak naprawdę wyglądała sytuacja, której doświadczaliśmy na własnej skórze? O tym są nasze dwa teksty.

Pierwszy, który teraz Państwo czytacie, rekonstruuje wydarzenia sprzed rozpoczęcia masowej akcji szczepień. To opowieść o rosyjskiej dezinformacji, hakerach atakujących brytyjskie laboratorium, młodych oligarchach, stojących za rosyjską szczepionką Sputnik V, która konkuruje z AstraZeneką, oraz o zaangażowaniu samego Władimira Putina.

Druga część - którą opublikujemy wkrótce - to obraz wielkich, międzynarodowych starć na szczepionkowym rynku - o wpływy, władze i pieniądze. Kto i dlaczego wywołał w nas, zwykłych ludziach, tak silny lęk przez preparatem AstraZeneca? Do czego tego potrzebował? I czy to na pewno już się skończyło?

ASTRAZENECA DOWN.

To prawie jak serial – rozpisany na odcinki thriller medyczno-polityczny z licznym zwrotami akcji, w którym najwyższą stawką jest ocalenie ludzkości przed wirusem, a z drugiej strony – zdobycie władzy i pieniędzy. Wydarzenia działy się na szczytach władzy, wśród wpływowych polityków i biznesmenów, naukowców i dziennikarzy.

Pierwszy sezon serialu zakończył się w grudniu 2020 roku, spektakularną konferencją prezydenta Władimira Putina i szefa firmy AstraZeneca, Pascala Soriot. Ale najbardziej widowiskowe akcje zachowano na sezon drugi, który rozpoczął się w 2021 roku. Wszystko jak w serialu – tyle że wydarzyło się naprawdę.

Sezon pierwszy: Rosjanie i małpi zastrzyk

Jest lato 2020 roku. Cały świat walczy z pandemią koronawirusa. Naukowcy w dziesiątkach laboratoriów szukają skutecznej szczepionki przeciw COVID-19. W Wielkiej Brytanii najbardziej obiecujący wydaje się preparat, nad którym pracują naukowcy Uniwersytetu w Oxfordzie.

W Rosji nad szczepionką pracują eksperci z państwowego Instytutu Gamalei. Ich preparat opiera się na podobnej technologii co preparat brytyjski – są to tzw. szczepionki wektorowe. Trwa wyścig z czasem – nie chodzi tylko o zdrowie ludzi, dziesiątkowanych przez wirusa, ale i o zajęcie jak najlepszej pozycji startowej: kto będzie pierwszy, kto zaoferuje preparat skuteczny, tani, łatwy do przechowywania i zagwarantuje sobie dochody z pokaźnej część międzynarodowego rynku.

Prace naukowców objęte są tajemnicą. Nagle wybucha skandal. 16 lipca brytyjskie władze informują: rosyjscy hakerzy usiłowali wykraść dane. Z komunikatu brytyjskiego National Cyber Security Centre wynika, że znana rosyjska grupa hakerów APT29 (inaczej „Cozy Bear”), od dawna klasyfikowana przez służby różnych państw jako powiązana z rosyjskimi służbami wywiadu, przez cały 2020 rok atakowała podmioty, zaangażowane w opracowanie szczepionki COVID-19 na świecie, m.in. w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, „najprawdopodobniej z zamiarem kradzieży informacji i własności intelektualnej, związanych z opracowywaniem i testowaniem szczepionek COVID-19.”

NCSC poinformowało premiera Wielkiej Brytanii, że ma dowody, iż za próbą kradzieży danych stał Kreml, a wiedzę o atakach miał mieć sam prezydent Rosji Władimir Putin. Celem w Wlk. Brytanii miały być dwa ośrodki: Oxford University i Imperial College London. Nie ujawniono, czy próba kradzieży danych zakończyła się powodzeniem.

Już następnego dnia, 17 lipca, Rosjanie reagują na brytyjskie oskarżenia. Na scenę wkraczają główni bohaterowie. Najpierw Kiriłł Dmitriew, prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF), który to fundusz finansuje prace nad rosyjską szczepionką Sputnik V. „Moskwa nie musi kraść tajemnic, ponieważ ma już umowę między AstraZeneca a spółką R-Pharm, na produkcję szczepionki Oxford w Rosji” – mówi agencji Reuters Dmitriew. – „Nie ma niczego, co trzeba by ukraść. Wszystko zostanie przekazane Rosji”.

Drugi bohater, zazwyczaj stojący w cieniu, to właściciel rosyjskiego koncernu farmaceutycznego R-Pharm, Aleksiej Repik. Potwierdza, że 17 lipca jego firma podpisała umowę, o której mówi Dmitriew. Co ciekawe, brytyjska firma AstraZeneca odmawia komentarza. Milczy.

Młody rosyjski oligarcha i powiązania z Trumpem

Przyjrzyjmy się bohaterom. Obaj to nowi rosyjscy oligarchowie, z pokolenia 40-latków, doskonale obeznani ze światem zachodnim. Kiriłł Dmitriew, 46 lat, to mąż Natalii Popowej, bliskiej przyjaciółki córki Władimira Putina, Kateriny Tichonowej. Ma częste i bezpośrednie kontakty z Putinem. Urodził się w Kijowie, ale w wieku 14 lat rodzice wysłali go do Kalifornii. Studiował na Uniwersytecie Stanforda, potem w Harvard Business School. Pracował w największych amerykańskich bankach i firmach konsultingowych (Goldman Sachs, McKinsey & Company). Od 2011 r. zarządza Rosyjskim Funduszem Inwestycji Bezpośrednich (RDIF), utworzonym przez rosyjski rząd.

Jednak, jak opisywał New York Times, w listopadzie 2016 r. Dmitriew zajmował się czymś innym niż inwestycjami gospodarczymi. W czasie kampanii prezydenckiej w USA zaczął szukać kontaktu z kimś z bliskiego kręgu Donalda Trumpa. To właśnie spotkania ze sztabowcami Trumpa spowodowały, że w 2019 r. Dmitriewem zainteresował się prokurator specjalny Robert Mueller, w dochodzeniu Russiangate nt. wpływów Kremla na kampanię Trumpa.

Z jego raportu wiemy, że Dmitriewowi udało się skontaktować z Rickiem Gersonem, przyjacielem Jareda Kushnera, zięcia D. Trumpa. Razem mieli pracować nad „planem pojednania” między Rosją a USA (na polecenie Putina). Dokument ten trafił potem do zaufanych ludzi Trumpa: Jareda Kushnera, Rexa W. Tillersona (sekretarza stanu USA w l. 2017-2018) i Steve`a Bannona (szef kampanii wyborczej, później doradca Trumpa).

Jak informował Mueller, działania Dmitrieva „były częścią szerokich wysiłków Kremla. mających na celu nawiązanie więzi z Trumpem, które rozpoczęły się na początku kampanii i rozwinęły się po zwycięstwie Trumpa. Były realizowane głównie przez ludzi ze świata biznesu w obu krajach. Zwłaszcza po wyborach doprowadziły do pomieszania interesów dyplomatycznych i finansowych”.

Rosyjskie „cudowne dziecko”

Drugi bohater, 42-letni Aleksiej Repik, w Rosji nazywany był cudownym dzieckiem. Urodził się w Moskwie, tam też się uczył, a w wieku 16 lat rozpoczął studia, samodzielnie je opłacając dzięki pracy na niskim stanowisku w szpitalu miejskim. Zajmował się zamawianiem i dystrybucją leków. W 2001 r., mając niewiele ponad 20 lat, założył własną firmę R-Pharm. Dziś jest jednym z największych rosyjskich koncernów farmaceutycznych, między innymi dzięki państwowym kontraktom na dostawę zachodnich leków.

Repik to obecnie miliarder, jego żona (znana modelka i blogerka modowa Polina Repik) oraz trójka dzieci mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Oligarcha ma stałe kontakty z Kremlem – doliczono się 18 jego oficjalnych spotkań z prezydentem Putinem. Pełni kilkanaście funkcji w rosyjskich izbach i ciałach doradczych. Do Rady Dyrektorów Federalnej Korporacji Rozwoju Małych i Średnich Przedsiębiorstw powołał go premier Miedwiediew, od 2016 r. jest członkiem Rady ds. Rozwoju Strategicznego i Projektów Narodowych przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, pełni funkcję publicznego Rzecznika Praw Przedsiębiorców, którego powołuje prezydent Rosji. 20 marca 2020 r. Putin odznaczył orderem „Za Zasługi dla Ojczyzny”.

Tak się składa, że także ten oligarcha zainteresował amerykańskiego prokuratora Roberta Muellera – Repik był bowiem jednym z sześciu Rosjan, obecnych na balu inauguracyjnym Donalda Trumpa w styczniu 2017 r. Poza nim byli tam rosyjscy lobbyści, których powiązania z kampanią Trumpa udowodniono w dochodzeniu, oraz prawniczka Natalia Weselnicka, oskarżona w 2019 r. przez amerykańską prokuraturę o to, że „potajemnie spiskowała z wysokiej rangi rosyjskim prokuratorem, aby dostarczyć fałszywych informacji amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości i wpłynąć na jego postępowanie".

Dwaj bohaterowie amerykańskiej Russiangate, mający bliskie kontakty z prezydentem Putinem, dziś są głównymi osobami odpowiedzialnymi za produkcję i sprzedaż rosyjskiej szczepionki Sputnik V. Choć nie zawsze są na pierwszym planie, trzeba pamiętać, że to oni stoją w cieniu.

Współpraca z konkurencją albo…

W szczepionkowym wyścigu zachodnie firmy mogły liczyć na umowy z UE na sprzedaż szczepionek, ale nie Rosjanie. Oni od dawna wiedzieli, że wejście na europejski rynek będzie bardzo trudne. Można jednak przypuszczać, że Putin bardzo tego chciał – to byłby dowód na siłę jego państwa, zależność Europy od Rosji, rozszerzanie współpracy z państwami unijnymi, wyjście z gospodarczej i politycznej izolacji.

Racjonalnie patrząc jednak, przy trwającym wyścigu szczepionkowym Sputnik V miałby szanse podbić Europę tylko, gdyby Europa nie miała innego wyjścia. Czyli gdyby zawiodła konkurencja. Albo gdyby udało się z nią współpracować.

We wrześniu 2020 r., już po zarejestrowaniu w Rosji Sputnika V, w mediach pojawiła się informacja, że rosyjski R-Pharm szykuje się do produkcji AstraZeneki – ale nie w Rosji, lecz w swojej fabryce w Niemczech. Tu przenosimy się do głównego miejsca akcji.

R-Pharm Germany to spółka-córka rosyjskiego R-Pharm Aleksieja Repika – niezbyt duży zakład farmaceutyczny w bawarskim mieście Illertissen. Repik kupił go w 2014 r. od firmy Pfizer, do 2018 r. realizowano tam kontrakty Pfizera, potem musiał radzić sobie na rynku samodzielnie. Możliwość produkcji szczepionki spadła więc zakładowi jak z nieba – R-Pharm zapowiedział, że co prawda będzie musiał zainwestować w zakład 20 milionów euro, ale dzięki temu już od pierwszego kwartału 2021 będzie tu można produkować do 500 milionów dawek szczepionek AstraZeneca rocznie.

„Małpia szczepionka”

Wszystko wydawało się pięknie układać. Ale w połowie października pojawił się kolejny brytyjski news – dziennikarze „The Times” zidentyfikowali rosyjską kampanię dezinformacyjną, której celem było szerzenie strachu przed szczepionką AstraZeneca (będąca wtedy jeszcze na etapie badań klinicznych).

„Zdjęcia, memy i klipy wideo, przedstawiające szczepionkę wyprodukowaną w Wielkiej Brytanii jako niebezpieczną, powstały w Rosji, a pośrednicy próbują teraz „rozsiewać” te materiały w sieciach społecznościowych na całym świecie” – pisał The Times. – „Głównym motywem jest to, że szczepionka, której miliony dawek zostanie wyprodukowanych przez farmaceutycznego giganta AstraZeneca, może zamienić ludzi w małpy, ponieważ wykorzystuje wirusa szympansa jako wektor. Kampania skierowana jest do krajów, w których Rosja chce sprzedawać własną szczepionkę Sputnik V, a także do krajów zachodnich.”

Jednym z używających „małpich” określeń miał być Kiriłł Dmitriew.

Przekaz kampanii był wyjątkowo bezpośredni – na zdjęciach pokazywano szympansa w fartuchu laboratoryjnym, małpy wychodzące z namiotu AstraZeneca, czy nawet zdjęcie premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona z głową szympansa.

Po artykule „The Times” akcję potępiły władze Uniwersytetu w Oxfordzie, dyrektor AstraZeneca Pascal Soriot, naukowcy, politycy. Rosja szła w zaparte: „Sugestia, że ​​państwo rosyjskie może prowadzić jakąkolwiek propagandę przeciwko szczepionce AstraZeneca, jest sama w sobie przykładem dezinformacji. Ma to oczywiście na celu zdyskredytowanie wysiłków Rosji w walce z pandemią, w tym dobrej współpracy, jaką nawiązaliśmy z Wielką Brytanią w tej dziedzinie” – mówił dziennikarzom rzecznik Ambasady Brytyjskiej w UK.

Komu chcieli sprzedać dane hakerzy z Korei Północnej?

Napięcie narastało, im bliżej było wejścia szczepionek na rynek (w tej historii chodzi o rynek europejski). Kluczowy był grudzień – to pod koniec tego miesiąca AstraZeneca została dopuszczona do użytku w Wielkiej Brytanii i zapowiedziała złożenie wniosku o rejestrację w UE. Wiadomo było, że wcześniej zostaną dopuszczone preparaty firm Pfizer i Moderna, ale ich szczepionki były od początku dość drogie i trudne do przechowywania (wymóg bardzo niskich temperatur). Znacznie tańsze szczepionki wektorowe AZ i Sputnik V miały większe szanse na oddziaływanie masowe na rynku. Naukowcy pracowali najszybciej, jak to możliwe.

2 grudnia w mediach pojawiła się kolejna niepokojąca informacja: „Północnokoreańscy hakerzy zaatakowali co najmniej sześć firm farmaceutycznych w USA, Wielkiej Brytanii i Korei Południowej zajmujących się szczepionkami przeciwko Covid-19” – podał „The Wall Street Journal”. - „Reżim szuka poufnych informacji, które mógłby sprzedać lub wykorzystać. (…) Korea Północna próbowała również infiltrować brytyjską firmę AstraZeneca PLC. (…)”

Hakerzy atakowali od sierpnia, prawdopodobnie polując na dane, które będą mogli potem sprzedać. Nie wiemy, czy cokolwiek ukradli, czy komuś sprzedali dane i komu. Wiadomo za to, że reżim północnokoreański utrzymuje przyjazne stosunki z Kremlem. Oraz że druga połowa 2020 roku, gdy dochodziło do ataków, to okres, gdy do naukowców spływały dane o wynikach badań klinicznych nad preparatami.

Satysfakcja Putina

W tym czasie akcja się zagęszcza. 11 grudnia media podały, że AstraZeneca zdecydowała się na oficjalną współpracę z Rosjanami – chodziło o zbadanie, czy połączenie preparatów: Astra Zeneca i rosyjskiego Sputnika V zwiększy ich skuteczność. To program próbny, później okaże się, że Brytyjczycy testowali w ten sposób różne preparaty, ale fakt współpracy był na tyle ważny, że informował o nim sam prezydent Rosji Władimir Putin. Najpierw podczas swojej dorocznej, międzynarodowej konferencji, a 21 grudnia na specjalnej wideokonferencji, w której uczestniczył on sam, obaj nasi rosyjscy bohaterowie oraz Pascal Soriot, dyrektor AstraZeneca. Wszyscy się cieszyli z porozumienia, a Soriot mile wspominał wcześniejsze spotkanie na Kremlu, sprzed półtora roku.

Między jedną a drugą konferencją znów doszły do głosu Niemcy. 18 grudnia minister zdrowia Jens Spahn poinformował swego rosyjskiego odpowiednika: „Niemcy są gotowe do współpracy z Rosją przy produkcji rosyjskich szczepionek przeciwko koronawirusowi”. Rosja odpowiedziała: „W najbliższym czasie rosyjscy i niemieccy eksperci przeprowadzą rozmowy robocze, aby spróbować znaleźć zakłady produkcyjne do wspólnej produkcji rosyjskich szczepionek.”

Wyraźna była satysfakcja Władimira Putina na konferencji 21 grudnia. Przyszłość wydawała się jasna: Sputnik V za chwilę podbije Unię Europejską, Niemcy go wyprodukują, Brytyjczycy podjęli oficjalną współpracę. Rosyjska szczepionka staje się realnym wehikułem budowania politycznych wpływów, który zmusza Europę do przyjaznego spojrzenia na wschodnie mocarstwo.

Rosja celebruje współpracę, w sieci zapada cisza

To pewnie ta satysfakcja sprawiła, że kampania dyskredytująca AstraZeneca w mediach społecznościowych nagle ucichła. Jak wynika z badań mediów społecznościowych, prowadzonych przez Alliance for Securing Democracy (analiza tweetów nt. szczepionek, pochodzących z kont państwowych i dyplomatycznych Rosji, Chin i Iranu, w okresie 9 listopada 2020 – 9 lutego 2021) , w rosyjskiej narracji na temat AstraZeneca „nastąpił wyraźny zwrot po grudniowym ogłoszeniu umowy dotyczącej testowania kombinacji szczepionek Oxford-AstraZeneca i Sputnik V. Widoczny był wzrost liczby pozytywnych relacji i zmniejszenie negatywnych relacji AstraZeneca w rosyjskich mediach dyplomatycznych i państwowych.”

I dalej: „Media państwowe i komunikaty dyplomatyczne na temat Oxford-AstraZeneca ujawniły prawdziwą symbiozę interesów Rosji z przekazami, płynącymi z rosyjskich państwowych mediów i powiązanych kont. (…) W październiku 2020 r. brytyjska szczepionka była postrzegana jako główny konkurent rosyjskiego Sputnika V.”

Oficjalne partnerstwo z Rosją spowodowało natychmiastową zmianę. „Liczba tweetów wspominających o szczepionce AstraZeneca wzrosła, (…) a znaczna ich część celebrowała partnerstwo, reklamując je jako świetny przykład niepolitycznego podejścia Rosji do globalnego zdrowia.”

I wtedy, nagle, coś się zepsuło. Ale to już opowieść na drugi sezon tego serialu. Już wkrótce w OKO.press.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne