Prawa autorskie: Piotr Skórnicki / Agencja GazetaPiotr Skórnicki / Ag...
04 maja 2021

„Opozycja potrzebuje resetu, nowego otwarcia”. Poseł Sterczewski mówi, dlaczego poparł ratyfikację

Jako jedyny w klubie Koalicji Obywatelskiej poparł ratyfikację Funduszu Odbudowy. Złamał w ten sposób klubową dyscyplinę. Poznański poseł Franek Sterczewski tłumaczy, dlaczego zagłosował "za"

W głosowaniu nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy w klubie Koalicji Obywatelskiej obowiązywała dyscyplina - wszyscy mieli się wstrzymać od głosu. Dwóch posłów wcale nie zagłosowało, choć w poprzednich głosowaniach brali udział - Ireneusz Raś i Bogusław Sonik. A Franek Sterczewski poparł Fundusz. Tak jak PiS, Lewica, Polska 2050 i PSL. Przeciw była Konfederacja i ziobryści.

„Mówienie, że to będzie fundusz wyborczy PiS-u jest poddaniem się i wywieszeniem białej flagi. Uważam, że pieniądze to nie wszystko. Kolejne wybory wygra ten, kto będzie miał więcej wyobraźni niż PiS pieniędzy" - mówi w rozmowie z OKO.press.

Tutaj opisaliśmy, jak wyglądało posiedzenie klubu Koalicji Obywatelskiej w sprawie Funduszu.

Sterczewski: Przez medialne wojenki opozycja cofnęła się o kilka kroków

Agata Szczęśniak, OKO.press: Dlaczego zagłosował pan za ratyfikacją Funduszu Odbudowy - inaczej niż prawie cały klub Koalicji Obywatelskiej?

Franek Sterczewski, poseł Koalicji Obywatelskiej: Miałem do wyboru: albo głosowanie zgodnie z interesem społecznym, albo dyscyplinę klubową. Miałem świadomość, że będzie to oznaczało trudności w pracy klubowej, ale posłem się bywa, a twarz ma się jedną.

Nie podjąłem tej decyzji sam. Przez ostatnich kilka tygodni, szczególnie w ostatnim tygodniu prowadziłem konsultacje w innych mediach społecznościowych, na zoomach i przez telefon z ludźmi, którzy mnie śledzą i wspierają. Rozważałem różne opcje. 70-80 proc. wskazywała, że mimo różnych wątpliwości należy to poprzeć.

Uważam, że opozycja popełniła błąd. Mam pretensje do liderów opozycji: Lewica szła swoją drogą, PSL swoją, KO swoją. Przez to Krajowy Plan Odbudowy w obecnym kształcie nie jest idealny. Opozycja mogłaby dużo więcej wywalczyć, mieć realny wpływ na kształt ustawy, gdyby była zjednoczona. Ponieważ doszło do rozłamu, skończyła się szansa na scenariusz polityczny, w którym można by wywrócić rządowy stolik.

Dlaczego opozycja nie była zjednoczona? Bo Lewica odeszła i grała w swoją grę czy są inne powody?

Mam duży szacunek do liderów KO, ale mam wrażenie, że zakładali, że inne ugrupowania przyjdą do nich. Zdarzyło się inaczej, wszystkie kluby działały na własną rękę, omijając PO. Wszystko się rozmyło. Każdy patrzył na swój interes.

Te negocjacje powinny być dużo bardziej aktywne. Ci, którzy uważają się za liderów opozycji, powinni byli stworzyć wspólną listę postulatów i wspólnie o nie walczyć. Tylko w takim układzie, grą zespołową można było cokolwiek poważnego wygrać.

Przez ten tydzień, przez medialne wojenki opozycja cofnęła się o kilka kroków. To nie to głosowanie jest największym problemem, tylko pogorszenie relacji między opozycją. Musimy robić wszystko, żeby zakończyć poszukiwanie zdrajców. Opozycja musi w sprawach fundamentalnych ze sobą współpracować i traktować się po partnersku.

Nie przekonał pana redaktor naczelny "Newsweeka" Tomasz Lis, że głosowanie za ratyfikacją to wspieranie dyktatury, a w najlepszym razie naiwność?

Jeśli Tomasz Lis rozumie Unię Europejską jako system totalitarny, no to bardzo mi przykro. To jest problem niektórych mediów. W jednym z wywiadów Kaczyński powiedział, że jeśli ten Fundusz nie przejdzie, to rząd upadnie. Wszyscy, którzy w to uwierzyli są naiwni.

Dziwię się, że niektórzy doświadczeni stażem liderzy opinii dali się Kaczyńskiemu w ten sposób wpuścić w maliny i narzucili narrację, że trzeba być przeciw, bo jest szansa na upadek rządu. To była doskonała pułapka Kaczyńskiego, w którą niektórzy politycy wpadli.

Nie wyobrażam sobie, żeby stanąć w jednym szeregu z Ziobrą, Konfederacją i antyunijnymi siłami.

Wstrzymanie się od głosu, jak zrobiła Koalicja Obywatelska, to jest stanięcie w jednym rzędzie z Ziobrą?

Nie zazdroszczę mojemu klubowi. Nie można być zakładnikiem ciągłego zmieniania zdania. W marcu Borys Budka zachęcał, żeby głosować "za". Potem różne środowiska opiniotwórcze mówiły, że trzeba być przeciw, bo Lewica się dogadała z PiS-em.

Uważam, że trzeba krytykować Lewicę, bo styl tego porozumienia był zupełnie nie na miejscu. Ale nie zgadzam się, że nie można negocjować z PiS-em. Trzeba, ale przy stole powinna siedzieć cała opozycja. Wtedy jest w stanie cokolwiek ugrać, bo ma karty przetargowe.

Na koniec po tych wszystkich tańcach politycznych, patrzymy, co leży na stole. A leży gruby fundusz z miliardami na odbudowę gospodarki.

Na ostatniej prostej samorządy domagały się, żeby przesunąć głosowanie. Nie przekonało to pana?

Jasne, dobry pomysł. Wszystkie te postulaty, które zgłasza Koalicja, Lewica i PSL są bardzo ciekawe. Ubolewam, że wiele postulatów samorządowców i organizacji pozarządowych nie zostało uwzględnionych w KPO. Ale poza tym, kto ma rację, realnie liczy się to, co realnie jest się w stanie wprowadzić. A żeby to zrobić, potrzebna była jedność opozycji.

Pojawia się też taka opinia: Jak można głosować z PiS po tym, co zrobił kobietom?

O to jak głosować z PiS w złych sprawach proszę pytać tych, co poparli podwyżki dla posłów w czasie pandemii. Ale gdy głosowaliśmy za „piątką dla zwierząt", nie zastanawialiśmy się, czy to źle głosować z PiS, a może to szansa, by obalić rząd. Liczyło się dobro zwierząt. Tak samo w przypadku wielu innych merytorycznych głosowań.

To było przed decyzją TK.

Zgadzam się z głosami, że nie można się dogadywać za plecami innych. Można było być za, można było być przeciw, można było negocjować i różne strategie przyjmować, ale fundamentem powinna być jedność opozycji. Jednak popieranie słusznych ustaw, nie oznacza zgody na łamanie konstytucji, niszczenie mediów, czy praw człowieka.

Tak samo jest z tarczami antykryzysowymi. Nie są idealne, zgłaszamy poprawki, żeby były lepsze, ale finalnie dobrze, że są jakaś pomoc trafia do ludzi. W Polsce mamy problem z docenieniem kompromisu. Jasne, że rozwiązanie nie jest idealne, ale niektórym pomoże. Nie spełni wszystkich oczekiwań, ale

przystąpienie do Funduszu związuje nas z Unią, pogłębia współpracę, tam są duże środki na kolej, na ochronę zdrowia, na odbudowę gospodarki, na transformację energetyczną.

Jasne, że nie można ufać temu rządowi. Będą inwestycje dobre i złe, ale to jest nasza rola, żeby je obserwować i patrzeć władzy na ręce, pilnować wydatków.

Możecie sobie obserwować, a oni będą robić, co zechcą - brzmi kontrargument.

Może tak być. Żeby wytrącić ten argument, opozycja musiałby mieć wspólne stanowisko. Zaproponować mechanizmy, dzięki którym decyzyjność będzie zdecentralizowana.

Opozycja miała szansę, żeby narzucić takie postulaty. Ale postulaty są ważne tak bardzo, jak wiele środowisk je popiera. A jeśli to jest tak, że ktoś tylko mówi o jakichś postulatach na konferencji prasowej, to za mało.

Opozycja wykazuje się siłą w Rzeszowie - gdzie ramię w ramię wspiera kandydata Fijołka. Albo kiedy wspiera jedną kandydatkę na RPO - Zuzannę Rudzińską-Bluszcz. Do tej koncepcji opozycja powinna wrócić. Powinna spotykać się jak najczęściej.

Jesteśmy w kryzysowej sytuacji, Polska zmierza w stronę węgierską czy rosyjską. Nie będzie zgody na opozycji w sprawach gospodarczych. Ale w sprawach fundamentalnych, jak Rzecznik Praw Obywatelskich, praworządność czy kwestie unijne, opozycja powinna mówić jednym głosem. Żeby tak się stało,

musimy cały ostatni tydzień zamknąć. Skończyć te niepotrzebne pyskówki, kto jest zdrajcą, a kto jest wrogiem. Opozycja potrzebuje resetu, nowego otwarcia. Potrzebuje uświadomić sobie, że nie walczy o jakiś elektorat jednej partii, o procenty, wykresy, ale o sprawy ludzi i o to czy Polska będzie demokratycznym krajem, czy nie. A żeby o te fundamenty zawalczyć, musi być jedność i dialog.

A jeśli teraz ktoś panu powie: „Nie będę już na pana głosował! Zawiódł mnie pan!", co pan odpowie?

Podziękuję za tę opinię. Porozmawiam, dlaczego tak uważa. Ale dlatego najpierw przeprowadziłem konsultacje, starałem się wysondować, co czują ludzie, którzy mnie śledzą, co potwierdzały sondaże np. Rzeczpospolitej, że ludzie potrzebują tych pieniędzy.

Będą mieli masę wątpliwości, uwag, jednak na koniec końców te miliardy złotych Polkom i Polakom się należą.

Mówienie, że to będzie fundusz wyborczy PiS-u jest poddaniem się i wywieszeniem białej flagi. Uważam, że pieniądze to nie wszystko. Kolejne wybory wygra ten, kto będzie miał więcej wyobraźni niż PiS pieniędzy. Musimy nawiązywać kontakt z ludźmi, słuchać tego, co mówią, czego oczekują. Bronić ich spraw. Ale wierzyć, że te wybory wygramy. Wtedy to my będziemy decydować, jak podzielić te fundusze. Głosowaliśmy nad funduszem, który jest większy niż ten jeden rząd. Musimy myśleć w perspektywie szerszej niż jedna kadencja.

Organizował pan w Poznaniu spektakularne protesty w obronie wolnych sądów. PiS zagłosował przeciwko jednemu z głównych postulatów środowisk broniących praworządności - przeciwko przystąpieniu do prokuratury europejskiej. Nie wprowadził też do KPO poprawek, które poprawiałyby jakość sądownictwa.

Gdyby Polska nie przystąpiła do Funduszu, to osłabilibyśmy współpracę europejską. Unia pomijając nas wprowadziłaby kolejne rozdanie Funduszu, co byłoby krokiem w stronę do polexitu. Jeśli myślimy o przywróceniu praworządności, to wspólne umowy finansowe są jednym z mechanizmów obrony praworządności. O tym zapominamy w tej dyskusji.

Dlatego Ziobro jest tak bardzo przeciwko temu, bo wie, że taka współpraca międzynarodowa utrudni mu niszczenie polskiego sądownictwa.

Te postulaty, dotyczące m.in. przystąpienia do europejskiej prokuratury, są bardzo ważne i dobre, ale miałyby szansę zaistnieć i być wprowadzone, gdyby partie opozycyjne wspólnie o nie walczyły. Ponieważ nie było dialogu i wspólnej walki, to się nie znalazły w KPO. Nie sztuką jest wymyślić dobry pomysł, sztuką jest znaleźć partnerów, żeby go zrealizować. Tej sztuki jako opozycja musimy się nauczyć.

Poniesie pan konsekwencje w klubie, skoro złamał pan dyscyplinę?

Nie mnie to oceniać. Liczę się z tym. Gdybym się wstrzymał, sprzeniewierzyłbym się ludziom, z którymi konsultowałem tę decyzję, i którzy mnie wybrali. To przed nimi w pierwszej kolejności odpowiadam.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne