Prezydent Duda próbuje przekonać świat do polskiej wersji historii Zagłady. W odpowiedzi na rosyjskie kłamstwa przedstawia lukrowany obraz Polski jako kraju, który Żydom zawsze pomagał - zapominając, że podczas kampanii prezydenckiej w 2015 roku sam grał mordem w Jedwabnym

Przed zbliżająca 75. rocznicą wyzwolenia Auschwitz przez Armię Czerwoną (27 stycznia 1945 roku) – oraz w dniu rozpoczęcia V Światowego Forum Holokaustu w Izraelu, na które prezydent Duda nie pojechał – polskie władze próbują w mediach światowych przeciwstawiać się rosyjskiej narracji dotyczącej Zagłady.

Od listopada rosyjscy politycy – w tym prezydent Władimir Putin – zarzucają władzom II RP współpracę z reżimem nazistowskim przed wojną oraz antysemityzm, który miał utorować drogę Zagładzie. Np. przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin zasugerował, że Niemcy wybudowali obozy koncentracyjne na ziemiach polskich ze względu na przedwojenny polski antysemityzm.

23 stycznia trzy wielkie dzienniki – amerykański „The Washington Post”, niemiecki „Die Welt” oraz francuski „Le Figaro” – opublikowały list prezydenta Andrzeja Dudy, przedstawiający historię Zagłady opowiedzianą z perspektywy władz polskich.

Listu nie udało się jednak OKO.press znaleźć w internetowych wydaniach „Washington Post” oraz „Le Figaro”, chociaż wszystkie dzienniki poświęcają rocznicy Auschwitz wiele uwagi. To sugeruje, że został opublikowany jako ogłoszenie płatne, a nie materiał redakcyjny – podobnie jak teksty przygotowane i opłacone przez Polską Fundację Narodową na rocznicę wybuchu II wojny światowej we wrześniu 2019 roku (pisaliśmy o tym).

Tekst listu prezydenta Dudy znajdziemy jednak na stronie Kancelarii Prezydenta – tutaj.

O czym pisze prezydent?

W liście znajdziemy najpierw długi opis tego, co działo się w Auschwitz i co zobaczyli w obozie sowieccy żołnierze.

„To, co tam zastali do dziś budzi najwyższą grozę i odruch absolutnego moralnego potępienia” – pisze prezydent Andrzej Duda.

Mówi także:

  • że odpowiedzialność za Zagładę spoczywa na niemieckich nazistach;
  • że swoją cegiełkę dołożył do tego Stalin, zawierając 23 sierpnia 1939 r. pakt Ribbentrop–Mołotow z Hitlerem;
  • że pamięci o Zagładzie „nie wolno instrumentalizować”, czyli nie wolno posługiwać się nią w celach politycznych;
  • że polskie państwo podziemne próbowało od 1940 roku informować świat Zachodu o zagładzie;
  • że Polacy i instytucje podziemnego państwa polskiego oraz ruch oporu generalnie pomagali Żydom.

Ten ostatni fragment jest najbardziej dyskusyjny. Przytoczmy go w całości, chociaż jest obszerny.

„Równocześnie Polskie Państwo Podziemne utworzyło Radę Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Dzięki niej blisko 50 tysięcy osób zdobyło dokumenty, schronienie, pieniądze i opiekę lekarską.

Polscy dyplomaci organizowali ucieczki Żydów na terytoria niekontrolowane przez nazistowskie Niemcy. Znaczny odsetek ocalonych z Holokaustu zawdzięczał życie tysiącom polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

W naszych opowieściach rodzinnych, w dokumentach historycznych i literackich trwa pamięć o wielu osobach pochodzenia żydowskiego ukrywanych na strychach, w piwnicach i stodołach. O użyczaniu żydowskim uciekinierom skromnego posiłku lub wskazywaniu im bezpiecznej drogi ucieczki.

A trzeba wiedzieć, że w Polsce za każdy taki gest niemiecki okupant karał śmiercią. Zdarzyło się to setki razy. Wśród milionów Polaków były też osoby, które mogły udzielić pomocy ukrywającym się Żydom, ale nie potrafiły pokonać lęku o życie własne i swoich najbliższych. Zdarzali się też tacy, którzy z niskich pobudek wydawali Żydów w ręce niemieckich władz okupacyjnych lub sami dopuszczali się wobec nich czynów haniebnych.

W dramatycznych okolicznościach tamtego czasu wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego orzekał i wykonywał wobec tych przestępców karę śmierci”.

Obraz przedstawiony przez prezydenta pasuje do polityki historycznej rządzącej partii, ale pozostaje sprzeczny z tym, co często piszą o postawach Polaków niezależni badacze – zarówno polscy, jak i zagraniczni.

Przypomnijmy:

* że w Polsce trwa spór o postawy polskiej większości wobec Zagłady, a wielu badaczy uważa, że powszechny antysemityzm pomógł Niemcom w przeprowadzeniu Zagłady (gdyż np. utrudniał Żydom ucieczki z gett i ukrywanie się);

* że badacze o międzynarodowej renomie – np. historycy z Centrum Badań nad Zagładą – piszą o współudziale takich instytucji jak polska policja granatowa czy straż pożarna oraz władz lokalnych w Zagładzie. Na wiosnę 2020 roku ukaże się np. obszerna książka prof. Jana Grabowskiego, historyka z Uniwersytetu w Ottawie, o współudziale granatowej policji w Zagładzie.

* że spór dotyczy także postawy władz RP wobec Żydów. Wielu historyków – np. wyrzucony przez PiS z IPN dr Adam Puławski – pisze, iż wykorzystywały one wiedzę o Zagładzie do gier politycznych z aliantami, a nie traktowały Żydów jako pełnoprawnych i pełnowartościowych polskich obywateli;

*„Żegota” powstała w grudniu 1942 roku, a więc w momencie, w którym 90 proc. polskich Żydów już nie żyła, pomogła nielicznym, a finansowana była w znacznej mierze przez organizacje żydowskie, a nie rząd RP w Londynie.

* że państwo polskie ścigało szmalcowników, ale zazwyczaj w teorii — zabrało się za to w 1943 roku, kiedy większość Żydów już nie żyła, a wyroki śmierci były nieliczne i wykonywane zazwyczaj na tych, którzy byli także niemieckimi konfidentami;

* że po Zagładzie i także po wojnie dochodziło w Polsce do pogromów Żydów (np. w Kielcach czy Krakowie) oraz do zabójstw ocalałych Żydów wynikających z pobudek antysemickich, a liczbę ofiar historycy szacują w setkach.

Nieprawdy i mała wiarygodność Dudy

W liście prezydenta znalazły się także stwierdzenia ewidentnie nieprawdziwe (a nie tylko będące naciąganiem i zniekształcaniem wiedzy historycznej).

Nie jest np. prawdą stwierdzenie „trzeba wiedzieć, że w Polsce za każdy taki gest [pomocy Żydom] niemiecki okupant karał śmiercią”. W istocie, groziła za to kara śmierci, ale, jak wiemy, zazwyczaj nie była wykonywana.

Według danych samego IPN za pomoc Żydom przez całą okupację zginęło 341 osób – z tego część w obozach koncentracyjnych.

To nie umniejsza heroizmu osób ratujących Żydów, które mogły spodziewać się śmierci w wypadku wykrycia. Pokazuje jednak, że rzeczywistość historyczna była skomplikowana – i albo względnie niewielu Polaków pomagało, albo represje za to nie były tak surowe, jak mówi Duda.

W środę 22 stycznia w wywiadzie dla „Financial Times” prezydent mówił, że słowa Putina to „historyczne kłamstwo rozpowszechniane na całym świecie”.

Problem w tym, że na historyczne kłamstwo Rosjan Polska próbuje odpowiedzieć własną wersją historii, która – w oczach zagranicznej opinii publicznej – umniejsza realny udział Polaków w Zagładzie.

Historycy w Izraelu, USA czy Niemczech doskonale wiedzą, jak było – a też rodzinna pamięć wielu Żydów w Izraelu przechowuje zupełnie inne wspomnienie postaw społecznych wobec Żydów w czasie okupacji. Żydzi, którzy przeżyli okupację i wyemigrowali z Polski po wojnie, zapamiętali często antysemityzm, obawy przed szmalcownikami i denuncjacją.

W liście prezydenta znajdziemy na ten temat jedno zdanie – które mówi, że ludzie współpracujący z Niemcami stanowili w społeczeństwie polskim margines. W świetle wielu badań historyków trudno uznać to zdanie za prawdziwe. To może się podobać polskiej opinii publicznej, ale na świecie nikogo nie przekona.

Tymczasem francuski prezydent Emmanuel Macron złożył hołd Żydom deportowanym z Francji – przez kolaborujące z Niemcami władze państwa Vichy i lokalną administrację na terenach francuskich okupowanych przez III Rzeszę (Vichy władało tylko częścią Francji, reszta była okupowana przez Niemcy).

Wiarygodność samego Dudy mówiącego o Zagładzie nie jest też przesadnie wysoka. Przypomnijmy, że jeszcze w 2015 roku jako kandydat na prezydenta w debacie z Bronisławem Komorowskim atakował go za sformułowanie, że Polacy są „narodem ofiar, który był także sprawcą„.

Według Dudy było to „niszczenie rzeczywistości historycznej” – co łatwo odczytać jako negowanie udziału Polaków w mordzie w Jedwabnym w 1941 roku, nie ulegającym dziś (ale także w 2015 roku) żadnej wątpliwości.  

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Pajac, tchórz i nieuk. Nie jedzie na obchody w Izraelu. Mimo, że proponowano przemówienie jako pierwszemu. W Oświęcimia, jak zwykle będzie plotł banały. Nie potrafi wygęgac słowa o polskim antysemityzmie. Ustosunkować się do przypadków kolaboracji Polaków z Niemcami. To nędzna kreatura. Nieudolne naśladownictwo szefa z Żoliborza i klowna z podrzędnego cyrku.

  2. Krzysztof Skladanowski

    Sławni tatrzańscy kurierzy też dołożyli swoją cegiełkę. Znajomy góral z Szaflar opowiadał mi jak nasi topili w Białce Żydów uciekających z GG na Węgry. Temat ciekawy. Proponuję aby IPN przeprowadził śledztwo w tej sprawie.

  3. Paweł Zając

    Autor ma jakieś dowody na temat Jedwabne? Proponuje przeprowadzić ekshumację i będzie wiadomo ilu żydów, a może i polaków zginęło. W jaki sposób zginęło, bo jeśli znajdziemy tam łuski to chyba jednak nasi nie mogli strzelać. Podobno niejaki geniusz Gross napisał że zabito 1600 ludzi w stodole co jest realnie niemożliwe. Co pan historyk na to odpowie, czy w interesie Polski czy żydów jest blokada rozkopania tego miejsca w celu poznania prawdy.

Masz cynk?