0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
29 października 2019

Pan minister się zaplątał: definicja demokracji wg Szczerskiego uderza w Lecha Kaczyńskiego

To były najbardziej demokratyczne wybory, bo wzięła w nich udział "największa liczba Polaków od przemian demokratycznych" - orzekł bliski współpracownik prezydenta Dudy Krzysztof Szczerski. Czy to znaczy, że poprzednie wybory, w których wygrał PiS, były mniej demokratyczne? A wybory prezydenckie 2005, gdy frekwencja była najniższa?

Wydrukuj

W "Sygnałach Dnia" radiowej Jedynki Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, komentował protesty wyborcze rozpatrywane przez Sąd Najwyższy. Przy okazji pokusił się o podsumowanie wyborów:

Po wyborach parlamentarnych, w których wzięła udział największa ilość Polaków od przemian demokratycznych, są to najbardziej demokratyczne wybory, które wyłoniły najbardziej demokratyczny parlament, bo od lewa skrajnego do prawa skrajnego
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

„Po wyborach parlamentarnych, w których wzięła udział największa ilość Polaków od przemian demokratycznych, są to najbardziej demokratyczne wybory, które wyłoniły najbardziej demokratyczny parlament, bo od lewa skrajnego do prawa skrajnego mamy posłów w parlamencie, po tym, jak komisja wyborcza bardzo sprawnie przeprowadziła wybory, mówienie, wchodzenie znowu w te same koleiny, że nie ma w Polsce demokracji, że coś tutaj trzeba interwencji zewnętrznej w obronie demokracji w Polsce, po prostu jest zdartą płytą, którą trzeba odłożyć, nie puszczać na patefonie ponownie tej samej zdartej płyty”, 28 października 2019

Lech Kaczyński - najmniej demokratyczny prezydent?

W wyborach parlamentarnych 2019 frekwencja wyniosła 61,74 proc. To faktycznie najwięcej od 1989 roku. Jednak tylko jeśli chodzi o wybory parlamentarne.

Procentowo więcej osób zagłosowało w wyborach prezydenckich w 1995 roku: w pierwszej turze 64,70, a w drugiej aż 68,23 proc.

Konkurowali wtedy ze sobą Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski. Wygrał kandydat SLD.

W październiku 2019 w komisjach wyborczych stawiło się 18 678 457 osób. W drugiej turze wyborów prezydenckich w 1995 roku zagłosowało więcej Polek i Polaków: 19 146 496.

A więc zgodnie z logiką ministra Szczerskiego Aleksander Kwaśniewski był najbardziej demokratycznie wybranym prezydentem III RP.
Frekwencja w drugiej turze wyborów prezydenckich 1990-2015
Frekwencja w drugiej turze wyborów prezydenckich 1990-2015

Najniższa zaś frekwencja w wyborach prezydenckich w pierwszej turze była… w roku 2015, kiedy prezydentem został Andrzej Duda (48,96 proc.). W drugiej wyniosła 55,34 proc. Za to w drugiej turze najmniej osób zagłosowało w 2005 roku, gdy głową państwa został Lech Kaczyński (50,99 proc.). Wedle logiki Szczerskiego to najmniej demokratyczni prezydenci.

Najmniej „demokratyczny parlament”? 2005? A może 2015?

A co z wyborami parlamentarnymi? Właśnie cieszyliśmy się najwyższą frekwencją od 1989, a kiedy była najniższa?

Frekwencja w wyborach parlamentarnych 1989-2019
Frekwencja w wyborach parlamentarnych 1989-2019

Najmniej osób poszło zagłosować w 2005 roku - 40,6 proc. Wygrało wtedy... Prawo i Sprawiedliwość (26,99 proc. głosów, 155 mandatów). Czy według ministra Szczerskiego te wybory były "najmniej demokratyczne"?

Minister podaje jeszcze jeden warunek "demokratyczności" wyborów: "od lewa skrajnego do prawa skrajnego mamy posłów w parlamencie".

Trudno powiedzieć, kogo ma na myśli prezydencki minister, gdy mówi "skrajne lewo". Być może chodzi mu o posłanki i posłów partii Razem. W polskiej debacie publicznej faktycznie są oni często uznawani za skrajność, choć program Razem nie odbiega od standardów socjaldemokratycznych partii w Europie.

Z pewnością jednak w obecnym parlamencie mamy szeroką reprezentację sił politycznych. To odróżnia go od Sejmu poprzedniej kadencji. W 2015 roku do parlamentu nie dostało się żadne ugrupowanie lewicowe. Zjednoczona Lewica (m.in. SLD i Zieloni) dostała 7,55 proc. i nie przekroczyła progu dla koalicji. Również lewicowe Razem z 3,62 proc. głosów mogło liczyć tylko na państwową subwencję.

Między innymi te wyniki lewicy (a także podział głosów między PO i Nowoczesną oraz sama konstrukcja polskiego systemu wyborczego) spowodowały, że PiS dostał premię wyborczą: 37,6 proc. głosów przełożyło się na 51,1 proc. mandatów. W efekcie

w 2015 prawie 17 proc. wyborców nie miało swojej reprezentacji w parlamencie.

Jest to zgodne z polskim prawem wyborczym, ale z demokratyczną reprezentacją społeczeństwa nie ma wiele wspólnego.

W Sejmie IX kadencji zasiądą reprezentanci wszystkich ugrupowań (a de facto koalicji), które stanęły w wyborcze szranki. Bez reprezentacji będzie tylko 1 proc. wyborców, którzy wzięli udział w głosowaniu! W tym sensie Szczerski ma rację: były to wybory demokratyczne.

OBWE: nieczysta gra partii rządzącej

Jednak frekwencja i reprezentacja to nie wszystko. Nie tylko one przesądzają o tym, czy wybory są demokratyczne, czy nie. W systemach autorytarnych udział obywateli w wyborach bywa niemal 100 procentowy, a mimo to nie uznajemy takich wyborów za demokratyczne.

Liczy się również to, czy przestrzegane są procedury oraz czy wszystkie startujące ugrupowania mają równe szanse, czy żadna grupa nie jest dyskryminowana w dostępie do czynnego lub biernego prawa wyborczego.

A pod tymi względami wybory parlamentarne 2019 nie wyglądają najlepiej.

Tuż po wyborach wstępny raport z misji w Polsce opublikowało Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) – instytucja należąca do OBWE. Główne wnioski:

  • stronniczy przekaz mediów publicznych,
  • zaangażowanie Kościoła w kampanię,
  • retorykę nietolerancji i budowanie klimatu strachu,
  • wykorzystywanie funkcji przez urzędników państwowych.

„Wybory były dobrze przygotowane, ale stronniczość mediów i retoryka oparta na nietolerancji obecne w kampanii były bardzo niepokojące. Choć wszyscy kandydaci mogli prowadzić kampanię bez przeszkód, wyżsi urzędnicy państwowi wykorzystywali wydarzenia finansowane z publicznych pieniędzy do kreowania kampanijnego przekazu. Prymat partii rządzącej w mediach publicznych jeszcze potęgował tę przewagę”.

Raport zwraca również uwagę na dwie grupy obywateli:

  • „Oprócz kilku czołowych członkiń partii, kobiety nie cieszyły się znaczącą widocznością w kampanii, także w mediach”; Podczas gdy na listach do Sejmu spełniano prawnie określony warunek minimum 35 proc. reprezentacji każdej płci, w Senacie kobiety stanowiły tylko 16 proc. kandydatów. Pisaliśmy o tym w tekście "Kobiet w Sejmie tylko 28 proc.". W Państwowej Komisji Wyborczej nie ma żadnej kobiety – zauważa biuro.
  • ograniczona dostępność głosowania korespondencyjnego niekorzystnie wpłynęła na dostępność procesu głosowania dla osób z niepełnosprawnościami.

Wnioski z raportu OBWE szczegółowo opisywaliśmy tutaj:

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne