To były najbardziej demokratyczne wybory, bo wzięła w nich udział "największa liczba Polaków od przemian demokratycznych" - orzekł bliski współpracownik prezydenta Dudy Krzysztof Szczerski. Czy to znaczy, że poprzednie wybory, w których wygrał PiS, były mniej demokratyczne? A wybory prezydenckie 2005, gdy frekwencja była najniższa?

W „Sygnałach Dnia” radiowej Jedynki Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, komentował protesty wyborcze rozpatrywane przez Sąd Najwyższy. Przy okazji pokusił się o podsumowanie wyborów:


Po wyborach parlamentarnych, w których wzięła udział największa ilość Polaków od przemian demokratycznych, są to najbardziej demokratyczne wybory, które wyłoniły najbardziej demokratyczny parlament, bo od lewa skrajnego do prawa skrajnego

Krzysztof Szczerski, Sygnały Dnia, Polskie Radio Jedynka - 28/10/2019

fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta


półprawda. Półprawda. Nie tylko frekwencja decyduje o tym, czy wybory są demokratyczne, czy nie.


  • Przeczytaj całą wypowiedź Krzysztofa Szczerskiego w Sygnałach Dnia


    „Po wyborach parlamentarnych, w których wzięła udział największa ilość Polaków od przemian demokratycznych, są to najbardziej demokratyczne wybory, które wyłoniły najbardziej demokratyczny parlament, bo od lewa skrajnego do prawa skrajnego mamy posłów w parlamencie, po tym, jak komisja wyborcza bardzo sprawnie przeprowadziła wybory, mówienie, wchodzenie znowu w te same koleiny, że nie ma w Polsce demokracji, że coś tutaj trzeba interwencji zewnętrznej w obronie demokracji w Polsce, po prostu jest zdartą płytą, którą trzeba odłożyć, nie puszczać na patefonie ponownie tej samej zdartej płyty”, 28 października 2019

Lech Kaczyński – najmniej demokratyczny prezydent?

W wyborach parlamentarnych 2019 frekwencja wyniosła 61,74 proc. To faktycznie najwięcej od 1989 roku. Jednak tylko jeśli chodzi o wybory parlamentarne.

Procentowo więcej osób zagłosowało w wyborach prezydenckich w 1995 roku: w pierwszej turze 64,70, a w drugiej aż 68,23 proc.

Konkurowali wtedy ze sobą Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski. Wygrał kandydat SLD.

W październiku 2019 w komisjach wyborczych stawiło się 18 678 457 osób. W drugiej turze wyborów prezydenckich w 1995 roku zagłosowało więcej Polek i Polaków: 19 146 496.

A więc zgodnie z logiką ministra Szczerskiego Aleksander Kwaśniewski był najbardziej demokratycznie wybranym prezydentem III RP.

Frekwencja w wyborach prezydenckich 1990-2015

w proc., dane PKW (w 2000 była tylko pierwsza tura z frekwencją 61,12 proc.)

Najniższa zaś frekwencja w wyborach prezydenckich w pierwszej turze była… w roku 2015, kiedy prezydentem został Andrzej Duda (48,96 proc.). W drugiej wyniosła 55,34 proc. Za to w drugiej turze najmniej osób zagłosowało w 2005 roku, gdy głową państwa został Lech Kaczyński (50,99 proc.). Wedle logiki Szczerskiego to najmniej demokratyczni prezydenci.

Najmniej „demokratyczny parlament”? 2005? A może 2015?

A co z wyborami parlamentarnymi? Właśnie cieszyliśmy się najwyższą frekwencją od 1989, a kiedy była najniższa?

Frekwencja w wyborach parlamentarnych 1989-2019

w procentach, dane PKW

Najmniej osób poszło zagłosować w 2005 roku – 40,6 proc. Wygrało wtedy… Prawo i Sprawiedliwość (26,99 proc. głosów, 155 mandatów). Czy według ministra Szczerskiego te wybory były „najmniej demokratyczne”?

Minister podaje jeszcze jeden warunek „demokratyczności” wyborów: „od lewa skrajnego do prawa skrajnego mamy posłów w parlamencie”.

Trudno powiedzieć, kogo ma na myśli prezydencki minister, gdy mówi „skrajne lewo”. Być może chodzi mu o posłanki i posłów partii Razem. W polskiej debacie publicznej faktycznie są oni często uznawani za skrajność, choć program Razem nie odbiega od standardów socjaldemokratycznych partii w Europie.

Z pewnością jednak w obecnym parlamencie mamy szeroką reprezentację sił politycznych. To odróżnia go od Sejmu poprzedniej kadencji. W 2015 roku do parlamentu nie dostało się żadne ugrupowanie lewicowe. Zjednoczona Lewica (m.in. SLD i Zieloni) dostała 7,55 proc. i nie przekroczyła progu dla koalicji. Również lewicowe Razem z 3,62 proc. głosów mogło liczyć tylko na państwową subwencję.

Między innymi te wyniki lewicy (a także podział głosów między PO i Nowoczesną oraz sama konstrukcja polskiego systemu wyborczego) spowodowały, że PiS dostał premię wyborczą: 37,6 proc. głosów przełożyło się na 51,1 proc. mandatów. W efekcie

w 2015 prawie 17 proc. wyborców nie miało swojej reprezentacji w parlamencie.

Jest to zgodne z polskim prawem wyborczym, ale z demokratyczną reprezentacją społeczeństwa nie ma wiele wspólnego.

W Sejmie IX kadencji zasiądą reprezentanci wszystkich ugrupowań (a de facto koalicji), które stanęły w wyborcze szranki. Bez reprezentacji będzie tylko 1 proc. wyborców, którzy wzięli udział w głosowaniu! W tym sensie Szczerski ma rację: były to wybory demokratyczne.

OBWE: nieczysta gra partii rządzącej

Jednak frekwencja i reprezentacja to nie wszystko. Nie tylko one przesądzają o tym, czy wybory są demokratyczne, czy nie. W systemach autorytarnych udział obywateli w wyborach bywa niemal 100 procentowy, a mimo to nie uznajemy takich wyborów za demokratyczne.

Liczy się również to, czy przestrzegane są procedury oraz czy wszystkie startujące ugrupowania mają równe szanse, czy żadna grupa nie jest dyskryminowana w dostępie do czynnego lub biernego prawa wyborczego.

A pod tymi względami wybory parlamentarne 2019 nie wyglądają najlepiej.

Tuż po wyborach wstępny raport z misji w Polsce opublikowało Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) – instytucja należąca do OBWE. Główne wnioski:

  • stronniczy przekaz mediów publicznych,
  • zaangażowanie Kościoła w kampanię,
  • retorykę nietolerancji i budowanie klimatu strachu,
  • wykorzystywanie funkcji przez urzędników państwowych.

„Wybory były dobrze przygotowane, ale stronniczość mediów i retoryka oparta na nietolerancji obecne w kampanii były bardzo niepokojące. Choć wszyscy kandydaci mogli prowadzić kampanię bez przeszkód, wyżsi urzędnicy państwowi wykorzystywali wydarzenia finansowane z publicznych pieniędzy do kreowania kampanijnego przekazu. Prymat partii rządzącej w mediach publicznych jeszcze potęgował tę przewagę”.

Raport zwraca również uwagę na dwie grupy obywateli:

  • „Oprócz kilku czołowych członkiń partii, kobiety nie cieszyły się znaczącą widocznością w kampanii, także w mediach”; Podczas gdy na listach do Sejmu spełniano prawnie określony warunek minimum 35 proc. reprezentacji każdej płci, w Senacie kobiety stanowiły tylko 16 proc. kandydatów. Pisaliśmy o tym w tekście „Kobiet w Sejmie tylko 28 proc.„. W Państwowej Komisji Wyborczej nie ma żadnej kobiety – zauważa biuro.
  • ograniczona dostępność głosowania korespondencyjnego niekorzystnie wpłynęła na dostępność procesu głosowania dla osób z niepełnosprawnościami.

Wnioski z raportu OBWE szczegółowo opisywaliśmy tutaj:

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Adam Potoczek

    Refleksje Adwokata Diabła w sprawie DEMOKRACJI PRAKTYCZNEJ:
    . Podobno w demokracji każdy głos wyborcy ma znaczenie i jest jednakowo ważny. Możliwe, że tak by było, gdyby wyborcy należeli do jednej grupy społecznej i gdyby ta grupa reprezentowała jednolity poziom wiedzy o przedmiocie wyborów.
    . Przy dzisiejszym podziale na klasy społeczne, przy skrajnych różnicach w poziomie dochodów i nierównym dostępie do rzetelnej informacji oraz edukacji, SPRYTNI KANDYDACI do władzy mogą manipulować wyborcami wykorzystując antagonizmy, ludzkie ułomności i spreparowane informacje.
    . Poglądy, idee i programy wyborcze to tylko narzędzia do osiągania politycznych celów. Jak każde narzędzie trochę kosztują, ale jak każde narzędzie można je zmieniać i dostosowywać do bieżących zadań. Czyli można zmieniać partie i poglądy, bo schlebianie wyborcom oraz rozdawanie prezentów zawsze popłaca i nikt obdarowany nie będzie się czepiał, że kiedyś dany polityk głosił inne poglądy. Znany cytat: „ciemny lud to kupi”. To prosta recepta na władzę.
    . Obdarowanie każdego wyborcy jednym „BARDZO WAŻNYM” głosem, niezależnie od tego czy wyborca rozumie co dostał, czy wie za czym głosuje i czy może porozumieć się z innymi członkami społeczeństwa, jest doskonałą osłoną legalizującą władzę. Od chwili przejęcia głosu, czyli odebrania głosu wyborcom na czas kadencji, wybrana władza może już zakulisowo, w elitarnych gremiach urządzać sobie świat. Barierą dla pełnej samowoli jest już tylko strach przed buntem wyborców lub przed konkurencją wewnątrz elit.
    .
    Cytat z prof. Małgorzaty Jacyno z rozmowy u Grzegorza Sroczyńskiego:
    "Jeśli ktoś raz na 5 lat uprawia seks, to nie znaczy, że ma życie seksualne. Jak ktoś raz na 5 lat głosuje, to nie znaczy, że uczestniczy w demokracji".
    .
    . Ideowi politycy o szerokich horyzontach i kompetencjach też się zdarzają, ale to jest tak jak z pieniądzem: „gorszy pieniądz wypiera lepszy” (prawo Kopernika).
    .

  2. Andrzej Rokosz

    Sęk w tym, że nie ma jednej definicji demokracji. Za każdym razem jak piszemy, że coś jest prawdą lub fałszem w tym zakresie, musimy podać definicję demokracji, którą się posługujemy. Gdy słyszę tak sobie rzucone pojęcie demokracja, zawsze przypominam sobie cytat z Gałczyńskiego "Demokracja. Kant dziadowski.
    Nas z Krakowa nie nabiorą." i tak dalej w pijanym widzie.

  3. Jarle Knudsen

    Pan Szczerski jak zwykle pomija sedno demokracji. Demokracja to nie tylko wybory, gdzie wyborcy maja mozliwosc wypowiedzenia sie… raz na kilka lat, a pomiedzy "mordy w kubel, to my teraz rzadzimy".

    Demokracja to przede wszystkim poszanowanie zasad konstytucyjnych i obowiazujacego prawa. Niestety, tych zasad obecna partia rządząca nie przestrzega.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!