Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / Agencja Gazeta
19 października 2021

Państwo nie dba o integrację imigrantów. MEN się tym nie interesuje, wzorcową szkołę zamknięto

Nie chcemy imigrantów, bo oni nie chcą się z nami integrować - to jeden z popularnych w Polsce argumentów. Kontrole NIK i badania ekspertów pokazują jednak, że państwo nie robi prawie nic, by do integracji doszło, nawet na jej najprostszym poziomie - wśród uczniów jednej szkoły

Nauczyciele, samorządy i organizacje, które chcą wspierać proces włączania imigrantów do społeczeństwa, nie mogą liczyć na wsparcie państwa. Zostają z problemem zupełnie sami. Wzorcowa pod względem pracy z dziećmi cudzoziemskimi szkoła wiejska w Bezwoli właśnie została zlikwidowana przez lokalny samorząd.

Jak się okazuje, na brakach systemowych cierpią także dzieci z rodzin wracających do Polski, po wieloletnich pobytach za granicą.

Wykazał to jesienią 2020 roku NIK: „Kontrola pokazała zupełny brak zainteresowania tą kwestią Ministra Edukacji Narodowej” – brzmi fragment pokontrolnego raportu. Teraz, w szczycie migracyjnego kryzysu, fatalną sytuację udowadniają wyniki najnowszych badań, prowadzonych przez Stowarzyszenie Interkulturalni, w ramach europejskiego projektu „Migrant Children and Communities in a Transforming Europe”.

Wnioski z monitoringu szkół pokazują, że dzieci imigrantów są otwarte na integrację z polskim społeczeństwem. Niestety, w tym procesie przeszkadzają liczne systemowe braki. Co najgorsze, na poziomie centralnym nie widać zainteresowania, by te braki nadrobić. Nasze państwo nie wypracowało polityki migracyjnej, a dziury w systemie edukacji łatają zaangażowani pedagodzy.

Dzieci imigrantów chętnie się integrują

Jak wygląda wielokulturowa edukacja w Polsce, sprawdzali badacze realizujący projekt „MICREATE - Dzieci migrujące i społeczności w zmieniającej się Europie".

Jest finansowany przez Komisję Europejską, bierze w nim udział sześć państw. Celem jest zbadanie procesów integracji dzieci migrantów. Polscy badacze rozmawiali z nauczycielami, dyrektorami, rodzicami uczniów, prowadzili także osobiste obserwacje w kilku szkołach.

Dzięki ekspertom mamy to czarno na białym: dzieci imigrantów (badano głównie osoby pochodzące z Czeczenii i Ukrainy) integrują się szybko i chętnie – jeśli tylko mają do tego warunki.

Jak opisują autorzy badań:

Dzieci czują się w Polsce szczęśliwe i zadowolone. Według nich ludzie tutaj są pomocni i życzliwi. Dobrobyt dzieci wiąże się z dobrymi warunkami życia, opieką w szkole, poczuciem, że każde dziecko ma szansę na sukces, odnalezieniem swojego miejsca w społeczności szkolnej, poczuciem bezpieczeństwa i wyobrażeniami dobrej przyszłości.

Doświadczenia dzieci z codziennego życia w szkole, ich relacje z nauczycielami i rówieśnikami są bardzo pozytywne. Wszystkie dzieci doceniają fakt, że polski system edukacji, a także zajęcia w samych ośrodkach uwzględniają ich potrzeby językowe, że są dla nich organizowane lekcje języka polskiego. Są bardzo otwarte na naukę języka, często osiągają doskonałe lub dobre wyniki. Doceniają otrzymane wsparcie, biorą czynny udział w zajęciach dodatkowych (chór, teatr, taniec, sport), prowadzonych w języku polskim. Z perspektywy dzieci i rodziców bardzo ważne są także wydarzenia, w których uczniowie osiągają sukces (przeglądy, festiwale, zawody sportowe) i zdobywają uznanie. Takie wydarzenia wzmacniają więź ze szkołą, społecznością, Polską.

Nie odnotowano też konfliktów kulturowych ani religijnych. Podczas żadnego z wywiadów nie zgłoszono problemów związanych z dyskryminacją lub rasizmem. Nie pojawiły się też niepokojące informacje dotyczące np. ksenofobii, rasizmu czy konfliktów etnicznych lub narodowych”.

Nie bójmy się imigracji, zarządzajmy nią!

„Imigracja to nie jest zjawisko, którego należy się bać” – mówi Adam Bulandra, jeden z autorów polskiej części badania. „To zjawisko naturalne, którym można dobrze zarządzać – z sercem, otwartością, także ze świadomością pewnego ryzyka. Ale jeśli ma się dobrze przygotowany system integracji oraz kompetentnych ludzi, osoby migrujące są w stanie zintegrować się ze społeczeństwem, wnieść też do niego dużo nowego potencjału i kreatywności”.

Tak jak w szkole w Bezwoli – niewielkiej, wiejskiej placówce w gminie Wohyń (województwo lubelskie), która okazała się wzorcowa, jeśli chodzi o integrowanie dzieci cudzoziemskich, przebywających w pobliskim ośrodku.

Nowi uczniowie zyskiwali w niej poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Ci, którzy mieli wcześniej traumatyczne doświadczenia, znów uczyli się ufać dorosłym. Z reguły nie tęsknili za krajem pochodzenia – za członkami rodziny, przyjaciółmi tak, ale kraj kojarzył im się raczej z wojną, represjami, systemem opresyjnym. Nie było za czym tęsknić, dlatego uczniowie przywiązywali się do nowego kraju i szybko uczyli języka polskiego.

Niewielka placówka dawała szansę na indywidualną pracę z każdym dzieckiem, a i rodzice byli tu mile widziani. Często przychodzili, szukając pomocy, choćby w kontaktach z polskimi urzędami.

„Jeden z nauczycieli z Bezwoli zawsze podkreślał: Nie interesuje mnie, kim jest dziecko, jeśli chodzi o jego narodowość. Narodowością dzieci jest dzieciństwo” – opowiada Urszula Majcher-Legawiec, badaczka.

Wzorcowa szkoła właśnie została zamknięta

Szkoła w Bezwoli mogłaby być wzorem dla całej Europy – tyle że właśnie została zlikwidowana przez lokalny samorząd. I to mimo zaangażowania jej nauczycieli w obronę placówki, łącznie z nagłaśnianą w mediach społecznościowych petycją, pod którą podpisało się 1647 osób.

„Najlepsze praktyki edukacyjne nie zawsze rodzą się wielkich miastach, wykształconych umysłach akademików czy na korytarzach mądrych instytucji edukacyjnych. Często rodzą się one w małych, zintegrowanych społecznościach wiejskich, które posiadają wszelkie przymioty, aby taką praktykę zbudować. Dzieje się tak dzięki skumulowaniu doświadczenia nauczycieli, ich wiedzy i intuicji, która ulega przetworzeniu w specyficznym środowisku społecznym małej szkoły wiejskiej, otwartej na kontakt z Innym - dzieckiem z ośrodka dla uchodźców. To jest właśnie przypadek Bezwoli.

Szkoła ta przez kilkanaście lat funkcjonowania ośrodka recepcyjnego dla cudzoziemców wypracowała unikalne programy włączania tych dzieci do środowiska edukacyjnego i wychowawczego, bez strat, a wręcz przeciwnie z licznymi korzyściami dla dzieci lokalnych. Ciepło, indywidualne podejście, entuzjazm i wysoki poziom nauczania to cechy, które stworzyły tą wzorcową placówkę” – pisali autorzy petycji.

Głównym argumentem samorządu za likwidacją placówki był ten dotyczący demografii – w Bezwoli uczyło się zaledwie kilkudziesięcioro uczniów, w tym o kilku uczniów polskich mniej niż tych cudzoziemskich. Dziś dzieci byłoby zapewne więcej – z powodu kryzysu migracyjnego na granicy polsko-wschodniej rośnie liczba rodzin w ośrodkach dla cudzoziemców. Jednak 31 sierpnia szkołę zamknięto.

A 1 września dokładnie 10 kilometrów dalej, w Branicy Radzyńskiej, otwarto nową wiejską szkołę. Uczy się w niej podobna liczba dzieci co wcześniej w Bezwoli. To właśnie tutaj odbyły się centralne uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego 2021/2022 – uczestniczyli w nich premier Mateusz Morawiecki i minister edukacji Przemysław Czarnek.

W ten sposób PiS podkreślał istotną rolę edukacyjną szkół wiejskich. O Bezwoli nie powiedziano jednak ani słowa. Dzieci z ośrodka dla cudzoziemców przeniesiono do dużej, gminnej szkoły, nieprzystosowanej do ich kształcenia.

Nie ma systemu, są jedynie zaangażowani nauczyciele

Los szkoły w Bezwoli to dobre zobrazowanie polskiego systemu integracji imigrantów. Mimo istnienia niezbędnych narzędzi prawnych i dydaktycznych, jego funkcjonowanie opiera się na zaangażowaniu konkretnych ludzi: nauczycieli, asystentów międzykulturowych, samorządowców. Jeśli robią więcej niż przewidziano w systemie - dzieci cudzoziemców czują się w polskich szkołach dużo lepiej niż w ojczystych krajach. Ale tylko wtedy.

Dobre praktyki starają się wprowadzać samorządy. W Krakowie samorząd wspiera asystentów międzykulturowych – czyli osoby, które pełnią funkcję mediatorów językowo-kulturowych i pomagają nauczycielom w pracy pedagogicznej. W Gdańsku przygotowano model integracji migrantów i przeprowadzono kampanię społeczną. W Poznaniu działa portal z informacjami dla cudzoziemców, realizowane są też projekty integracyjne. We Wrocławiu uruchomiono specjalne punkty informacyjne. Ale to wciąż pojedyncze przykłady, a nie rozwiązania funkcjonujące w całym kraju.

„Mamy realny problem ze stworzeniem skutecznego systemu integracji imigrantów. Inne zagrożenia, które się w związku z tym pojawiają: gettoizacja, agresja, przemoc, niezachowanie norm społecznych - są wtórne wobec problemu podstawowego. To właśnie brak systemu integracji wywołuje te zachowania” – podkreśla Adam Bulandra.

Jednocześnie nie widać, by struktury państwowe były zainteresowane stworzeniem takiego systemu. Przestrzeń szkolna jest wciąż za słabo przygotowana do edukacji wielokulturowej, za mało elastyczna, nie wspiera się nauczycieli w zdobywaniu umiejętności w tym zakresie.

„W każdej badanej szkole spotykaliśmy »takiego dobrego ducha«” – nauczyciela bardzo zaangażowanego w pracę z dziećmi cudzoziemskimi. To oni byli prawdziwymi »zmieniaczami sytuacji«” – opowiada Urszula Majcher-Legawiec. – „Ogólnie jednak mieliśmy raczej poczucie, że ta część edukacji uważana jest za zjawisko marginalne, któremu nie należy poświęcać zbyt dużo czasu”.

Ministerstwo nie było zainteresowane

Tymczasem imigrantów Polsce jest coraz więcej, i to niezależnie od sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Liczba obcokrajowców z prawem pobytu na terytorium RP wzrosła w ostatnich latach z niecałych 212 tys. w 2015 roku do 457 tys. w 2020 roku (dane Urzędu do spraw Cudzoziemców). Tylko w ubiegłym roku wydano pozwolenia na pobyt czasowy dla 103 tys. Ukraińców, 4,8 tys. obywateli Indii, 4,5 tys. Białorusinów, 4,2 tys. Gruzinów, 2,7 tys. Rosjan.

To sytuacja, do której musimy się przyzwyczaić. Żeby proces przyjmowania osób z innych kultur do społeczeństwa przebiegał bezpiecznie dla obu stron, musi być przemyślany, skuteczny i wdrożony. Niestety - dziś w Polsce w zasadzie go nie ma.

We wrześniu 2020 roku wypowiedziała się na ten temat Najwyższa Izba Kontroli. W informacji dotyczącej kontroli „Kształcenie dzieci rodziców powracających do kraju oraz dzieci cudzoziemców” napisano: „Kontrola pokazała zupełny brak zainteresowania tą kwestią Ministra Edukacji Narodowej, który odpowiada za politykę oświatową. Resort nie monitoruje sytuacji, nie wykonuje odpowiednich analiz, praktycznie nie ma na ten temat żadnej wiedzy i nie uczynił nic, aby ją uzyskać. Okazuje się, że stosunkowo mocnym ogniwem są nauczyciele, którzy mimo instytucjonalnego braku wsparcia wykonują swoją pracę w większości z zaangażowaniem.”

NIK raportował, że:

- Minister Edukacji Narodowej w zasadzie nie planował i nie organizował działań związanych z kształceniem dzieci przybywających z zagranicy. Od 2015 roku w MEN zrealizowano tylko jedno zadanie wieloletnie, dotyczące inicjatyw edukacyjnych w szkolnym środowisku wielokulturowym.

- Minister Edukacji Narodowej nie analizował potrzeb związanych z doskonaleniem zawodowym nauczycieli, którzy pracują z uczniami cudzoziemskimi. W 20 szkołach (na 25 kontrolowanych) dyrektorzy nie wspomagali doskonalenia zawodowego nauczycieli w tym zakresie.

- W 20 szkołach (na 25 kontrolowanych) nie udzielano uczniom przybywającym z zagranicy odpowiedniego do ich potrzeb wsparcia psychologiczno-pedagogicznego (choć część dzieci to osoby po traumach).

- W 13 szkołach nie podjęto działań związanych z integracją uczniów cudzoziemców, uwzględniających ich potrzeby kulturowe. Natomiast w siedmiu szkołach działania takie były incydentalne i nie miały charakteru zorganizowanego.

To szkodzi także dzieciom z powracających polskich rodzin

Co istotne, na tych systemowych brakach tracą nie tylko uczniowie z doświadczeniem migracji – ale też polskie dzieci z rodzin, wracających do kraju po wieloletnim pobycie za granicą. One również mają problemy z językiem polskim i edukacją w polskich szkołach. Często potrzebują podobnego wsparcia co dzieci imigrantów: asystentów, wspomagających komunikację i wyjaśniających różnice kulturowe; dodatkowych lekcji języka; zajęć wyrównujących poziom edukacji. Sprawny system powinien uwzględniać ich potrzeby - obecny tego nie robi.

W 2019 roku MEN nie miał nawet danych, ile dzieci „powracających” uczyło się w polskich szkołach. Wiadomo było jedynie,

ile dzieci cudzoziemskich pobiera naukę - we wrześniu 2019 roku było to 51 363 osoby (czterokrotny wzrost od 2015 roku), w tym: 30,7 tys. Ukraińców, 2,3 tys. Białorusinów, 1,7 tys. Rosjan, 761 Wietnamczyków.

Ostatnio na pewno przybyło dzieci białoruskich, ze względu na nowych imigrantów z tego kraju, osiedlających się w Polsce po masowych ubiegłorocznych represjach reżimu Łukaszenki. W tym roku w polskich szkołach pojawią się uczniowie z krajów bliskowschodnich, zwłaszcza z Afganistanu.

Badania prowadzone w ramach projektu „Micreate” pokazują, że od raportu NIK, opublikowanego rok temu, niewiele się zmieniło. Władze centralne, zamiast skutecznie włączać cudzoziemców w przestrzeń naszej kultury, stawiają płoty na granicy. System integracji nie działa, rząd nie dba o jego funkcjonowanie, zamiast tego straszy się Polaków imigrantami. Paradoksalnie – za takie podejście płacą również najmłodsi Polacy, wracający z rodzicami z zagranicy. Tracimy na tym wszyscy.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne