To jadący zbyt szybko kierowcy, a nie zapatrzeni w smartfony piesi odpowiadają za większość śmiertelnych wypadków na polskich drogach - pokazują badania Instytutu Transportu Samochodowego. Kolejni politycy dołączają do postulatów miejskich aktywistów, by dać pieszym bezwzględne pierwszeństwo przed wejściem na pasy. Temat coraz ostrzej dzieli opinię publiczną

W niedzielę 20 października na ul. Sokratesa na warszawskich Bielanach doszło do kolejnego śmiertelnego potrącenia pieszego na pasach. Kierowca pomarańczowego BMW wjechał w mężczyznę, który przechodził przez jezdnię w towarzystwie swojej rodziny.

Z relacji świadków wynika, że samochód mógł jechać z prędkością ponad 100 km/h. Czyli dwa razy więcej niż wynosi ograniczenie w terenie zabudowanym. Potrącony 33-latek miał zdążyć odepchnąć wózek z dzieckiem i żonę – prawdopodobnie ratując im życie.

To kolejna śmierć na pasach w 2019 roku i kolejny raz, gdy nadmierna prędkość zbiera krwawe żniwa na polskich drogach.

O podobnych zdarzeniach regularnie informuje portal BRD24.

Jak pisaliśmy w OKO.press, polskie drogi należą do najbardziej niebezpiecznych w Europie. W 2018 roku w policyjnych statystykach naliczono niemal 3000 śmiertelnych wypadków, w tym 803 śmiertelne potrącenia, z czego 271 na pasach. To znacznie więcej niż w krajach Europy Zachodniej.

„Znamy przyczynę choroby, która zabija 3000 Polek i Polaków rocznie. Wiemy, jak jej zaradzić. […] Mówimy o chorobie, którą jest nadmierna prędkość polskich kierowców. To ona odpowiada za większość wypadków z udziałem pieszych w Polsce, także na pasach” – mówił na konferencji prasowej 16 września Jan Mencwel, prezes warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, które jest członkiem ogólnopolskiej koalicji „Chodzi o Życie”.

Do apeli miejskich aktywistów przyłączają się kolejni politycy, postulując zmiany w kodeksie drogowym – w tym przyznanie pieszym bezwzględnego pierwszeństwa jeszcze przed wkroczeniem na zebrę. To temat, który coraz mocniej dzieli opinię publiczną.

Jachira: koniec z wtargnięciami

Głos w tej sprawie zabrała ostatnio kontrowersyjna posłanka-elektka Koalicji Obywatelskiej Klaudia Jachira. W wywiadzie dla „Gazety Stołecznej” stwierdziła, że w nowym Sejmie będzie chciała zająć się m.in. właśnie poprawą bezpieczeństwa pieszych.

„Trzeba usunąć z kodeksu wykroczenie „wtargnięcia na jezdnię”, a prawo ma chronić pieszego, ponieważ jest najsłabszym ogniwem w ruchu drogowym. To kierowcy mają być uważni, a nie piesi. Myślę, że powinniśmy rozpocząć ogólnopolską dyskusję o stylu jazdy kierowców, o przyzwoleniu na szybką jazdę” – mówiła Jachira.

Deklarację posłanki z satysfakcją odnotowało warszawskie MJN. „Nowo wybrana posłanka Koalicji Obywatelskiej […] mówi mądrze i empatycznie o bezpieczeństwie pieszych. Pani Posłanko, trzymamy Panią za słowo!” – napisali członkowie stowarzyszenia na Twitterze.

W odpowiedzi Jachira podtrzymała swoją obietnicę.

Internet: to wina pieszych

Wypowiedź Jachiry nie wszystkim przypadła do gustu. Na polityczkę wylała się fala krytyki od anonimowych internautów.

„Czyli jak mi ktoś wbiegnie na drogę z premedytacją i nie zdążę wyhamować przy przepisowych 50 km/h to będę winny? Nie mógł tego ktoś mądry wymyślić” – komentował jeden z twitterowiczów.

Alergicznie zareagowała też część publicystów. Portal naTemat.pl opublikował krytyczny w wydźwięku artykuł zatytułowany „Kierowcy są oburzeni nowym pomysłem posłanki Jachiry. »To odmóżdży pieszych«”. Na Twitterze posłankę ganił także Przemysław Szubartowicz, były dziennikarz Polskiego Radia.

Ale choć część opinii publicznej chętnie przyznałaby rację Szubartowiczowi, badania pokazują, że za śmiertelne wypadki na pasach w znakomitej większości odpowiadają kierowcy. Przyczyną jest nadmierna prędkość.

Wynika to jasno raport Instytutu Transportu Samochodowego zamówiony przez Ministerstwo Infrastruktury. Badacze ITS dowiedli, że zdecydowana większość kierowców przekracza prędkość, gdy zbliża się do pasów. W terenie zabudowanym to 85 proc., poza nim – aż 90 proc.

źródło: raport ITS „Badania zachowań pieszych i relacji pieszy-kierowca wrzesień – grudzień 2018 r.”

Zarejestrowano natomiast znikomą liczbę wtargnięć na jezdnię, czyli zachowania zmuszającego kierowcę do gwałtownego hamowania – to zaledwie 0,43 proc. badanych.

Wbrew często podnoszonym argumentom problem „wpatrzenia w smartfony” jest marginalny. 5 proc. badanych rozmawiało przez telefon przy przechodzeniu przez jezdnię, ale zaledwie 1 proc. miało w uszach słuchawki lub pisało wiadomości.

Niespójne przepisy

Jak pisaliśmy w OKO.press polskie przepisy dotyczące pierwszeństwa są niespójne. Ustawa Prawo o ruchu drogowym z 1997 roku w art. 26 daje pieszemu pierwszeństwo, gdy znajduje się on już na pasach. Kierowcy nie muszą natomiast ustąpić pierwszeństwa osobom, które dopiero zamierzają wejść na pasy.

Zarówno kierowcy jak i piesi są zobowiązani zachować „szczególną ostrożność” przy zbliżaniu się do przejścia.

Art. 14 ustawy zabrania pieszym m.in. wchodzenia „bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych”. To właśnie na tej podstawie orzeka się o „wtargnięciu” pieszego na jezdnię.

„Przepis ten wykorzystywany przez polskie sądy, by winą za wypadek na pasach obarczać pieszych a uniewinniać kierowców” – komentuje dla OKO.press Jan Mencwel, prezes MJN.

Jednocześnie rozporządzenie Ministra Infrastruktury i MSWiA z 2002 roku w sprawie znaków drogowych nakazuje kierowcom zwolnić przed przejściem dla pieszych. Tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących.

Rozszerzyć pierwszeństwo

Rzecznik Praw Obywatelskich oraz organizacje aktywistów zrzeszone w koalicji „Chodzi o Życie” od miesięcy postulują, by ministerstwo infrastruktury zajęło się zlikwidowaniem tej niespójności.

Panaceum miałoby być rozszerzenie art. 26 tak, by piesi mieli pierwszeństwo także wtedy, gdy zamierzają wejść na pasy. Podobnie rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie liczba wypadków z udziałem pieszych jest niższa niż w Polsce.

„To powinien być priorytet. Równolegle można przemyśleć zmiany także w aspekcie „wtargnięć”, żeby nie było niejasności. Zakładamy, że to miała na myśli pani posłanka Jachira” – tłumaczy Jan Mencwel.

Kończący kadencję rząd PiS kilkakrotnie odmawiał zajęcia się tym tematem.

W kwietniu pisaliśmy o petycji, którą na początku roku anonimowo złożył w Sejmie Janusz Wojciechowski – obecnie kandydat na unijnego komisarza ds. rolnictwa – od lat zaangażowany w walkę o prawa pieszych. Pomysł Wojciechowskiego, by rozszerzyć pierwszeństwo także na pieszych wchodzących na pasy, storpedował podczas prac komisji dyrektor z MSWiA Dariusz Minkiewicz.

A w czerwcu na zapytanie RPO odpowiedziało ministerstwo infrastruktury. Wiceminister Rafał Weber stwierdził, że pierwszeństwo dla pieszych przy wkraczaniu na jezdnię nie przyjmie się, bo w Polsce mamy inne „uwarunkowania kulturowe” niż na Zachodzie.

Temat na nową kadencję

Wszystko wskazuje, że temat bezpieczeństwa na polskich drogach będzie powracał w nowej kadencji Sejmu. Dyskusja niekoniecznie będzie przebiegać według tradycyjnych podziałów partyjnych.

Walkę o prawa pieszych zapowiedzieli już posłowie Lewicy, m.in. Anna Maria Żukowska, Magdalena Biejat i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Teraz dołączyła do nich Klaudia Jachira, przedstawicielka KO. Do Sejmu ponownie dostała się posłanka Nowoczesnej Monika Rosa, która w kwietniu 2019 apelowała do Ministerstwa Infrastruktury o zmiany w przepisach. Przykład Janusza Wojciechowskiego pokazuje, że piesi mają sojuszników także wśród polityków PiS.

Niechęć do zmian pokazywali już także przedstawiciele dzisiejszej opozycji. Antybohaterem został zwłaszcza senator PO Aleksander Pociej. W 2015 roku zablokował przyjęcie zmian poprawiających bezpieczeństwo pieszych, zaproponowanych przez kolegów z jego własnej partii.

„Do ustawy dającej pieszym pierwszeństwo na przejściu warto wrócić” – zadeklarował ostatnio w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Komentarze

  1. Joanna Dłużniewska

    Najgorzej jest w strefach ograniczenia prędkości do 30 km/h. To przeważnie osiedla, a wiec jedni kierowcy parkują gdzie popadnie, blisko pasów, na zakrętach, na pasach, busem przy skrzyżowaniu utrudniając widoczność. Do tego mało kto jedzie przepisowo, bo przeciez wleklby się jak ślimak. Przejście przez zebrę to wyczyn – niejednokrotnie byłam juz na pasach, a przede mną przejeżdża kierowca, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, ze ktos moze przechodzić. Zgroza. Strach dziecko do sklepu po drugiej stronie ulicy puścić!

Masz cynk?