Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
07 stycznia 2022

Pegasus, czyli jak prezes Kaczyński zrobił idiotów z premiera, dwóch ministrów i rzecznika PiS

Przez dwa tygodnie politycy obozu władzy zaprzeczali, że służby używają systemu Pegasus. Dowcipkowali przy tym o "skrzydlatym koniu" i starej konsoli do gier. Dziś jednak Jarosław Kaczyński potwierdził, że Polska używa Pegasusa i wystawił swoich podwładnych na pośmiewisko

Po ujawnieniu, że służby specjalne pod rządami PiS inwigilowały systemem Pegasus niewygodne politycznie osoby - prokurator Ewę Wrzosek, adwokata Romana Giertycha i przed wszystkim polityka PO Krzysztofa Brejzę w czasie, gdy kierował kampanią wyborczą do Sejmu - w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej śmiechom nie było końca. Partyjni specjaliści od wizerunku i propagandy szybko utkali odpowiedni "przekaz dnia", nakazujący politykom PiS bagatelizować sprawę i podważać wiarygodność informacji o Pegasusie. Ci zaś błyskiem się do zaleceń zastosowali.

Gdzie nie pojawił się polityk Prawa i Sprawiedliwości lub jeden z jego satelitów, tam słyszeliśmy zestaw mniej lub bardziej udanych żartów na temat inwigilowania osób krytycznych wobec władzy, a wszystko z jednym kluczowym przesłaniem: doniesienia o Pegasusie są niepoważne, nieprawdziwe i wprowadzają w błąd opinię publiczną. Sam Jarosław Kaczyński zapobiegliwie stwierdził zaś, że nic o sprawie nie wie, ale spróbuje się dowiedzieć.

Z perspektywy czasu wygląda to tak, jakby lider obozu władzy zastawił perfidną pułapkę na co bardziej gorliwych towarzyszy.

Bo w piątek 7 stycznia prezes już się dowiedział, o co chodzi z tym Pegasusem i w wywiadzie dla "Sieci" bezpretensjonalnie potwierdził, że Polska, owszem, Pegasusa ma, używa go i, co więcej, jest z tego dumna, bo świadczy to o potędze państwa polskiego.

Tym samym Kaczyński wystawił na pośmiewisko m.in. premiera Mateusza Morawieckiego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia oraz wicerzecznika partii Radosława Fogla. Wszyscy oni okazali się bowiem albo osobami skrajnie niedoinformowanymi, albo świadomie wprowadzającymi w błąd opinię publiczną.

Kaczyński o Pegasusie: źle by było, gdyby go nie było

Jarosław Kaczyński w "Sieciach" najpierw daje mini wykład z cyfryzacji jako świeżo upieczony ekspert od nowych technologii:

"Pegasus to program, po który sięgają służby zwalczające przestępczość i korupcję w wielu krajach. Jego powstanie i używanie jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać" - tłumaczy szef PiS osobom stawiającym dopiero pierwsze kroki w temacie.

A później wypala:

"Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia".

A ponieważ, jak wiemy, w Polsce PiS nie może być źle, odwrotnie, musi być bardzo dobrze, można wywieść z tego wniosek, że nasze służby (przypomnijmy, że podległe ministrowi Prawa i Sprawiedliwości Mariuszowi Kamińskiemu) system taki mają i chętnie go używają.

A żeby już nie było żadnych wątpliwości, fakt posiadania Pegasusa przez służby obwieszczają dziennikarze, a Kaczyński to potwierdza:

"Sieci": "Dlaczego zakup Pegasusa sfinansowano z Funduszu Sprawiedliwości?"

Kaczyński: "To sprawa o charakterze technicznym, bez większego znaczenia. Pieniądze publiczne wydano na ważny cel publiczny, związany z walką z przestępczością, ochroną obywateli".

Jak skrzydlaty koń Ziobry grał na konsoli Fogla

Ostatnia kwestia z wywiadu Kaczyńskiego dotyczy odkrycia "Gazety Wyborczej", która ujawniła, że system Pegasus został zakupiony w 2017 roku z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości, który w założeniu ma pomagać ofiarom przestępstw. I że personalnie zakup prowadził odpowiedzialny wówczas za Fundusz Michał Woś. Publikacja, której prawdziwość potwierdził dziś Kaczyński, ukazała się 3 stycznia 2022. I została skwitowana przez polityków obozu władzy jako fake news, kłamstwo, dezinformacja i kompromitacja mediów.

Sam Woś zareagował tak:

"To #pegasus który kupiłem :) W latach 90. Tyle warte są kapiszony Wyborczej" - napisał na Twitterze i zamieścił zdjęcie popularnej konsoli do gier.

View post on Twitter

W podobny ton uderzył tego samego dnia w rozmowie z Radiem Zet wicerzecznik partii Radosław Fogiel:

"Wiarygodność jest żadna. Skąd ja [mam] mieć pewność, że któryś z autorów nie znalazł na strychu starej konsoli Pegasus z komunii i mu się nie pomyliło?" - dowcipkował.

Ze swoimi żartami spóźnił się o dwa dni minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, ale trzeba przyznać, że czas ten poświęcił na wymyślenie oryginalnego skeczu, by nie powielać dowcipów kolegów:

"Problem Pegasusa podniósł w swych wypowiedziach pan Roman Giertych. (...) Tak się zastanawiam, jaki jest tego powód. Może chodzi o konia, który ma skrzydła i lata?" - mówił Ziobro na konferencji prasowej.

A następnie całą sprawę skwitował urzędniczą nowomową: "Każde państwo demokratyczne ma nie tylko prawo, ale i obowiązek posiadać tego rodzaju systemy, jakkolwiek one by się nie nazywały, które gwarantują, że osoby, które mogą dopuszczać się przestępstwa, będą mogły być przez właściwe służby państwa poddane kontroli operacyjnej wtedy, gdy to zarządzi sąd, zgodnie z procedurami przewidzianymi przez polskie ustawodawstwo w tym zakresie".

28 grudnia 2021 roku ostrożniej o Pegasusie - i konkretnie o inwigilowaniu tym systemem Krzysztofa Brejzy - wypowiedział się premier Mateusz Morawiecki, oględnie zaprzeczając, że dochodziło do inwigilacji:

"To typowy sposób działania niektórych mediów, że tworzą fakt nieprawdziwy, następnie ktoś inny cytuje ten nieprawdziwy fakt, powołując się na to źródło, i nagle potem wszyscy przyjmują, że taka była rzeczywistość. Otóż nie było takiej rzeczywistości" - powiedział szef rządu.

Dał jednak znać, że może nie być dostatecznie poinformowany, podkreślając, że o sprawie "nie ma wiedzy". Zasugerował też, że być może Brejzę inwigilowały Pegasusem nie służby nadzorowane przez PiS, tylko zupełnie ktoś inny: "Jeśli nawet do jakichś nieprawidłowości dochodziło, to przecież służb specjalnych na świecie jest bardzo wiele i nie możemy na podstawie tego, co wiemy od jednej agencji informacyjnej wnioskować, że takie, a nie inne osoby padły ofiarą służb polskich".

Jednak nawet taka ostrożna wypowiedź nie uchroniła premiera przed kompromitacją.

Z wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla "Sieci" wyłania się obraz szefa rządu jako osoby skrajnie niedoinformowanej, bez bladego pojęcia, co się dzieje w rządzonym przez niego państwie.

Bo prezes PiS de facto potwierdził inwigilację Krzysztofa Brejzy Pegasusem:

"Żaden Pegasus, żadne służby, żadne jakieś tajnie pozyskane informacje nie odgrywały w kampanii wyborczej w roku 2019 jakiejkolwiek roli. Przegrali, bo przegrali, nie powinni dziś szukać takich usprawiedliwień. Te wszystkie opowieści pana Brejzy są puste, nic takiego nie miało miejsca.

Przypominam, że on sam pojawia się w sprawie inowrocławskiej w poważnym kontekście, jest tam podejrzenie poważnych przestępstw. Z wyborami nie miało to nic wspólnego".

Czyli inwigilacja miała miejsce, była prowadzona w czasie kampanii wyborczej, ale z wyborami nie miała nic wspólnego. Ot, przypadek i koincydencja dat.

Jak to z Pegasusem w Polsce było

Działająca przy Uniwersytecie w Toronto placówka badawcza Citizen Lab, zajmująca się bezpieczeństwem i przestrzeganiem praw obywatelskich w sieci, po analizie odpowiednich urządzeń potwierdziła fakt stosowania zaawansowanego oprogramowania inwigilacyjnego

Pierwsze dwie osoby z Polski, które były inwigilowane z pomocą programu Pegasus i których nazwiska poznaliśmy, to adwokat reprezentujący polityków opozycji w procesach Roman Giertych oraz prokurator Ewa Wrzosek, która ośmieliła się uruchomić umorzone przez przełożonych jeszcze tego samego dnia śledztwo w sprawie „wyborów kopertowych” – o czym informowaliśmy już w OKO.press w kilku materiałach.

23 grudnia Associated Press poinformowała o kolejnym odkryciu Citizen Lab dotyczącym zastosowania Pegasusa w Polsce. Tym razem ofiarą inwigilacji okazał się ważny polityk opozycji – Krzysztof Brejza.

6 stycznia Amnesty International poinformowała, że niezależnie od badania Citizen Lab potwierdziła wielokrotne użycie Pegasusa w stosunku do Krzysztofa Brejzy w 2019 roku.

O tym, czym jest Pegasus, pisał w OKO.press Witold Głowacki. To oprogramowanie inwigilacyjne, które izraelska firma NSO Group stworzyła do zastosowania w celach wywiadowczych i kontrwywiadowczych, bardzo przydatne także w zwalczaniu terroryzmu, międzynarodowej przestępczości czy np. karteli narkotykowych.

Za pomocą Pegasusa można zdalnie włamać się do smartfona inwigilowanej osoby i pobrać z niego niemal dowolne dane. Pegasus pozwala też na „klasyczne” podsłuchiwanie rozmów telefonicznych oraz na wykorzystanie kamery i mikrofonu urządzenia do inwigilowania śledzonej osoby w czasie rzeczywistym. Pegasus może również przechwytywać dane wpisywane na klawiaturze urządzenia.

Za jego pomocą można również zdalnie umieścić na smartfonie inwigilowanej osoby wybrane treści, zdjęcia lub pliki.

Pegasus to narzędzie obiektywnie drogie. W 2019 roku dziennikarze „Czarno na białym” TVN ustalili, że łączny koszt zakupu dostępu do systemu Pegasus przez polskie Centralne Biuro Antykorupcyjne wyniósł nie mniej niż 34 miliony złotych.

Ale na tym bynajmniej nie koniec. Ok. 100 tys. złotych kosztuje bowiem pojedyncza licencja umożliwiająca śledzenie z pomocą Pegasusa tylko jednej osoby. To nadal nie koniec, bo właściciel oprogramowania – firma NSO Group pobierała także osobną opłatę za każde włamanie na smartfon tej śledzonej osoby. Jej dokładnej wysokości nie znamy.

Nawet z punktu widzenia bardzo zamożnych państw i ich służb stosowanie oprogramowania Pegasus – lub podobnych rozwiązań innych firm – ma więc ekonomiczne uzasadnienie tylko w wypadku konieczności inwigilowania osób podejrzanych o popełnienie naprawdę poważnych przestępstw.

To narzędzie stworzone – przynajmniej teoretycznie – do zaawansowanych działań wywiadowczych, udaremniania zamachów terrorystycznych lub przechwytywania transportów broni albo kokainy.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne