0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 02.04.2024 Warszawa , Aleje Ujazdowskie , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow , ministra klimatu i srodowiska Paulina Hennig - Kloska (p) i ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pelczynska - Nalecz (l) podczas posiedzenia rzadu . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl02.04.2024 Warszawa ...

Po tym, jak Szymon Hołownia ogłosił, że nie chce już szefować partii, którą sam założył i która wciąż nosi jego nazwisko, członkowie partii wybierają nowe władze.

I chociaż do drugiej tury weszły faworytki, interesujące jest, że w odróżnieniu od wyborów w innych partiach politycznych, wynik nie jest przesądzony. Nie da się dziś stwierdzić na 100 procent, czy szefową zostanie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, czy Paulina Hennig-Kloska. Pewne jest jednak, że będzie to jedyna z głównych partii politycznych w Polsce, na czele których stanie kobieta.

Wyniki sobotniego głosowania wyglądały tak:

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – 277, Paulina Hennig-Kloska – 131, Joanna Mucha – 119, Ryszard Petru – 95, Rafał Kasprzyk – 34.

Decyzja, którą w poniedziałek podejmą członkowie i członkinie Polski 2050, jest ważna nie tylko dla samej partii, ale również dla całej koalicji rządzącej. Współtworząca rząd Donalda Tuska Polska 2050 szuka bowiem nie tylko nowej liderki, ale też pomysłu na odzyskanie zaufania kilku procent wyborców, którzy w 2027 roku mogą zdecydować o wyniku wyborów.

Przeczytaj także:

Brutalne wybory, bo stawka wysoka?

Postępujący kryzys przywództwa Szymona Hołowni sprawił, że wielu jego wyborców z 2020 i 2023 roku zwróciło się ku Konfederacji lub przycupnęło w politycznym niebycie, nie obdarzając sympatią żadnej z dostępnych opcji parlamentarnych. Z ponad 14 proc. dla Trzeciej Drogi w 2023 roku poparcie zjechało do sondażowych 2 proc. dla Polski 2050 2 proc. dla PSL. To niezaprzeczalny kłopot dla rządu Donalda Tuska.

Dalszy dryf Polski 2050 – bez pomysłu, celu i cieszącego się zaufaniem przywództwa – stwarzałby niebezpieczeństwo rozpadu partii i pokusę rozbioru jej członków między inne podmioty polityczne. O konsekwencjach takiego scenariusza pisał niedawno w „Tygodniku Powszechnym” prof. Jarosław Flis:

„Wszystkie dotychczasowe rządy, które zgubiły stabilną większość, a do końca kadencji »dojeżdżały na planktonie«, czyli na doraźnych konfiguracjach indywidualnych posłów-rozłamowców, kończyły tak samo – utratą władzy w kolejnych wyborach.

Najnowszy przykład, sprzed raptem dwóch lat, powinien najsilniej przemawiać do wyobraźni. Wypchnięcie z obozu rządzącego Jarosława Gowina i rozbiór jego partii nie wzmocniły PiS, tylko go pogrążyły”.

Być może ze względu na tę polityczną stawkę wybory w Polsce 2050 okazały się dużo ciekawsze i dużo bardziej brutalne niż początkowo można się było spodziewać. I niż by sugerował wizerunek centrowej, chodzącej środkiem drogi partii.

Kto i dlaczego zrezygnował ze startu? A kto przegrał?

Wszyscy razem przeciwko Pełczyńskiej-Nałęcz

Ostatecznie w wyborach na przewodniczącego nie wziął udziału Michał Kobosko, jedna z ważniejszych postaci Polski 2050, obecnie europoseł.

Kilka tygodni temu w liście skierowanym do członków partii poinformował o swojej decyzji i wskazał, że zamierza poprzeć tych kandydatów, którzy będą dążyć do „transformacji ugrupowania”. Wskazał, że szczególnie trzyma kciuki za Paulinę Hennig-Kloskę, Joannę Muchę oraz Ryszarda Petru, wymieniając właściwie wszystkich kandydatów (Bartosz Romowicz ostatecznie wycofał się z wyścigu). Michał Kobosko nie tylko nie wymienił Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz jako osoby godnej jego głosu. Zaznaczył wręcz, że od kiedy polityczka przejęła po nim obowiązki I wiceprzewodniczącej Polski 2050, to „władza w partii stała się praktycznie jednoosobowa”.

W poniedziałek Andrzej Stankiewicz opublikował w Onecie materiał, w którym zasugerowano, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, przygotowując się do wewnętrznych wyborów zaczęła rozdawać działaczom Polski 2050 stanowiska w podległych sobie SIM-ach. Część polityków ugrupowania zaczęła dementować twierdzenia zawarte w tekście, wskazując, że przypadki tam opisane to na przykład działacze wskazywani do rad spółek przez samorządy. A w dodatku wszyscy politycy mający pieczę nad instytucjami w ramach swoich ministerstw zatrudniają osoby związane ze swoim macierzystym ugrupowaniem. I nie inaczej jest w przypadku Pauliny Hennig-Kloski i podległych jej NFOŚ i jego oddziałom.

Bartosz Romowicz, występując jeszcze jako kandydat na przewodniczącego Polski 2050, zasugerował w rozmowie z Polskim Radiem 24, że źródłem tekstu w Onecie jest „ten, który życzy źle całej organizacji”, że wyciek poszedł z wewnątrz i pochodzi od „kandydata w wyborach”, który marzy o zostaniu wicepremierem. Z toku rozmowy jednoznacznie wynika, że miał na myśli Ryszarda Petru.

Sama Pełczyńska-Nałęcz nazwała te doniesienia próbą „ingerencji w wewnętrzne wybory”.

Partia przedsiębiorców. Pomysł Petru

Ryszard Petru w orbitę Polski 2050 trafił w czasie kampanii do Sejmu w 2023 roku, w którą włączył się – z sukcesami – jako medialny adwersarz Sławomira Mentzena. Trzeciej Drodze udało się wtedy skutecznie zagospodarować część elektoratu niechętnego partiom duopolu i o wolnorynkowych poglądach. Duża część tych wyborców odpłynęła później do Konfederacji.

Ogłaszając jesienią swój start w wyborach na przewodniczącego, Petru odwołał się bezpośrednio do tego faktu:

„Podejmuję to wyzwanie, wierząc, że jesteśmy w stanie odzyskać wyborców, którzy zaufali nam w 2023 roku – i wiem, jak to zrobić. Proponuję powrót do korzeni, czyli do tego, co stało za sukcesem naszego ugrupowania i całej Trzeciej Drogi: do przedsiębiorczości, rozsądnej transformacji energetycznej, adresowanej polityki społecznej rozwiązującej problemy konkretnych ludzi” – napisał na Twitterze (X).

W tym samym wpisie założyciel i były lider partii Nowoczesna oraz wieloletni współpracownik prof. Leszka Balcerowicza przypomniał, jak rozumie te hasła. Pod „przedsiębiorczością” kryje się postulat „obniżki składki zdrowotnej do poziomu sprzed Polskiego Ładu”. „Równolegle zgłaszam projekt ustawy gwarantującej, że składka zdrowotna w sposób automatyczny nie wzrośnie w przyszłym roku, jak mówi obecnie ustawa. To minimum. Minimum, którego Polacy od nas oczekują” – dodawał.

W rozmowach z mediami Petru wraca do haseł deregulacji i chwali prace zespołu Rafała Brzoski, które, jego zdaniem, spełzły na niczym, bo „trafiły na duży opór materii”.

Ale deregulacja to w optyce Ryszarda Petru niejedyny klucz do sukcesu gospodarczego Polski.

„Z zasady jestem przeciwko jakimkolwiek nowym podatkom i taką propozycję będę składał wyborcom. Takie hasła mieliśmy już w 2023 roku, ja się pod nimi podpisuję (...) Jak ktoś nie ma pomysłu, jak sfinansować wydatki, to wymyśla nowy podatek. Zawsze coś, co wydaje się, że dotknie kogoś innego – drogich samochodów, najbogatszych, banków. To jest myślenie janosikowe” – mówił w wywiadzie dla portalu xyz, którego inwestorem jest fundusz Rafała Brzoski.

Ryszard Petru w swoim sprzeciwie jest konsekwentny i niejednokrotnie występuje przeciwko własnemu środowisku politycznemu w imię ochrony interesów przedsiębiorców. Oprotestowywał projekt tzw. opłaty reprograficznej (leżący w gestii ministry Polski 2050 Marty Cienkowskiej), gorąco krytykował też reformę PIP (za którą odpowiadało Ministerstwo Pracy należące do Nowej Lewicy, ale także Ministerstwo Funduszy rządzone przez Katarzynę Pełczyńską).

Skąd zatem brać pieniądze na system ochrony zdrowia czy na zbrojenia? Ryszard Petru proponuje wielki przegląd wydatków państwa i oszczędności.

Były lider Nowoczesnej (nieistniejącej już partii, należącej obecnie do Koalicji Obywatelskiej) głośno krytykuje także Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. „Niektórzy moi kontrkandydaci mają ewidentne trudności w odnalezieniu się w rzeczywistości koalicyjnej i tworzą realne napięcia w rządzie” – stwierdził w jednym z wpisów, odnosząc się właśnie do szefowej resortu funduszy. W rozmowie z PolsatNews stwierdził, że jest „zbyt konfrontacyjna” i niepotrzebnie prowadzi z rządem dialog przy pomocy mediów, zamiast w zaciszu gabinetu.

Petru przekazał poparcie Paulinie Hennig-Klosce.

Partia klasy średniej. Pomysł Muchy

Trzeci wynik należał jednak nie do Petru, lecz do Joanny Muchy. Zaledwie 12 głosów dzieliło ją od pokonania Hennig-Kloski. Dawniej polityczka Platformy Obywatelskiej w Polsce 2050 widziała odpowiedź na polaryzację polskiej sceny politycznej i toksyczny konflikt między PiS i PO. „Kiedy oni wzajemnie okładają się kijami, chcę, żebyśmy byli partią, która patrzy w przyszłość i buduje wspólnotę” – mówiła Mucha.

Podkreśla swoje doświadczenie, a zarazem deklarowała „sto procent czasu naszej partii, żeby ją odbudować”. Obiecywała, że pod jej przywództwem partia nie będzie osiągać „homeopatycznych” wyników w sondażach (przypomnijmy: 2 proc.).

„Więcej tego samego da dokładnie to samo: więcej tego samego” – ostrzegała Mucha w jednym z filmików wyborczych. Trudno nie odczytywać tego jako wypowiedzi skierowanej przeciwko Pełczyńskiej-Nałęcz.

Polska 2050 powinna według niej skupić się na komunikacji – umiejętności narzucania własnej narracji, a nie odpowiadania na narrację skrajnej prawicy. Przyznawała, że ludzie nie wiedzą, czym jest Polska 2050, bo jej politycy nie umieli opowiedzieć, o co chodzi tej partii.

Obiecywała głęboki reset partii, odbudowę struktur. Jako jedyna w wewnętrznej kampanii wiele uwagi poświęcała wewnętrznej strukturze partii. To, że Polska 2050 nie działa jako sprawna formacja polityczna widać gołym okiem. Mucha obiecywała na przykład upodmiotowienie szefów regionów.

W jej opowieści Polska 2050 jest „partią odważnej zmiany”, która reprezentuje klasę średnią 30, 40, 50-latków, wychowującą dzieci, płacącą kredyty hipoteczne.

Partia liberalna z ludzką twarzą. Pomysł Hennig-Kloski

Była polityczka Nowoczesnej, a obecnie ministra klimatu należy do liberalnego skrzydła Polski 2050. Sama o sobie mówi: „Jestem liberałką”. Obiecuje liberalizm z ludzką twarzą. „Polska 2050 nie jest i nie będzie o skrajnościach” – deklaruje.

„To nie jest skrajne podejście do gospodarki. Połączenie wrażliwości społecznej z rozsądkiem gospodarczym, szacunku ogromnego dla pracy, dołożenie nogi zielonej, a nie schowanie głowy w piasek, mówienie, że mamy kryzys klimatyczny, Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem” – opisywała w rozmowie z Jedynką Polskiego Radia.

Jak wszyscy inni kandydaci, obiecuje powrót do korzeni i wartości, które legły u powstania Polski 2050.

Podkreśla, że Polska 2050 to partia ludzi aktywnych, wspierających seniorów, osoby z niepełnosprawnościami. Obiecuje uporządkowanie systemu podatkowego, w tym waloryzację drugiego progu podatkowego.

W porównaniu z Pełczyńską-Nałęcz prezentuje raczej linię współpracy z Donaldem Tuskiem. W szeregach partii wręcz słyszymy, że jej zwycięstwo będzie oznaczać „zapisanie” Polski 2050 do Koalicji Obywatelskiej, czyli likwidację jej jako samodzielnego bytu.

Partia ostrej gry. Pełczyńska-Nałęcz

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Teoretycznie to faworytka wyścigu – w Polsce 2050 od momentu powstania tego ugrupowania, wyznaczona na liderkę jeszcze przez samego Szymona Hołownię, który wspierał ją w dążeniach do zdobycia stanowiska wicepremiera rządu. O tym, że to właśnie Katarzyna Pełczyńska jest rozgrywającą w partii Szymona Hołowni, „szarą eminencją”, mówiono jeszcze zanim były dziennikarz ogłosił, że zamierza wycofać się z polityki.

Ministerstwo Funduszy, silnie stawia na rozwój, spiritus movens Strategii rozwoju do 2035, która z jednej strony mówi o tym, jak ma wzrosnąć konkurencyjność polskiego biznesu, z drugiej – jak odbudowywać potencjał demograficzny, inwestować w usługi publiczne, rozwijać miasta powiatowe, wzmacniać odporność społeczną.

Jedna z najwyraźniej socjaldemokratycznie zorientowanych polityczek. Jej narracje wokół polityki mieszkaniowej trudno odróżnić od stanowiska Lewicy. Zresztą, właśnie ten sektor jest kością niezgody oraz czymś w rodzaju sporu kompetencyjnego między resortem Katarzyny Pełczyńskiej, pod którą podlegają Krajowy Zasobów Nieruchomości oraz SIM-y, a Nową Lewicą, z której wiceministrem ds. budownictwa i mieszkań socjalnych jest wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski.

Jawność cen ofert mieszkań, rozwijanie budownictwa czynszowego, blokowanie dopłat do kredytów, blokowanie REIT-ów – to tylko niektóre z postulatów wcielanych w życie i podzielanych zarówno przez resort KPN, jak i Nową Lewicę. Polityczka Polski 2050 niejednokrotnie używa też języka i antagonizujących figur (obywatele kontra chciwi deweloperzy), które zdecydowanie bardziej kojarzą się z wrażliwością lewicową, a nie centrową, jaką zwyczajowo przypisuje się ugrupowaniu Szymona Hołowni.

Tym, co jednak może najbardziej zaważyć na losie partii, jeśli zdecydowałaby się wybrać na przewodniczącą właśnie Katarzynę Pełczyńską, to jej gotowość do ostrych zwarć z premierem Donaldem Tuskiem. Te dyskusje wielokrotnie toczyła publicznie – i dotyczyły one zarówno kwestii programowych i merytorycznych (publiczne spięcia w sprawie dopłat do kredytów w 2024 roku), jak i personalnych (publiczne dyskusje w sprawie stołka wicepremiera).

Powszechna jest opinia, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest zwolenniczką ostrzejszej gry wewnątrz koalicji, dzięki której Polska 2050 miałaby szansę realizować swoje postulaty oraz zachować polityczną podmiotowość wobec hegemonicznej KO. W mediach krążyły nawet pogłoski, że Pełczyńska-Nałęcz byłaby gotowa wyprowadzić Polskę 2050 z rządowej koalicji i warunkowo popierać konkretne reformy i rozwiązania. Plotki te są jednak najprawdopodobniej rozsiewane przez jej przeciwników. Polityczka w końcu od miesięcy skupia się na walce o stanowisko wicepremiera.

Politycy Polski 2050 mówią, że już w listopadzie 2023 liderzy ustalili, że po utracie fotela marszałka Polska 2050 zyska stanowisko wicepremiera i wicemarszałka Sejmu. Takiego zapisu w umowie koalicyjnej jednak nie ma. Szymon Hołownia nie wykazał się polityczną trzeźwością i nie dopilnował, żeby wpisać to do umowy koalicyjnej.

Tak, jak pisaliśmy w OKO.press, Donald Tusk czekał z decyzją do czasu, aż sytuacja wewnętrzna Polski 2050 się wyklaruje. I jeśli Pełczyńska-Nałęcz nie wygra we własnej partii, to nie awansuje jej na wicepremiera.

;
Na zdjęciu Dominika Sitnicka
Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Na zdjęciu Agata Szczęśniak
Agata Szczęśniak

Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.

Komentarze