Podczas piątej debaty o stanie demokracji w Polsce w Parlamencie Europejskim Janusz Lewandowski (PO) nie przebierał w słowach. W jego wypowiedzi o "pełzającym zamachu stanu" jest tylko trochę publicystyki, bo postawiona przez niego teza znajduje potwierdzenie w faktach


Ta władza wzięła się z demokratycznego mandatu, ale mandat mniej niż 20 proc. uprawnionych do głosowania nie usprawiedliwia kroczącego zamachu stanu na instytucje państwa prawa, społeczeństwa obywatelskiego i zdrowej gospodarki.

Janusz Lewandowski, Parlament Europejski - 14/12/2016

Fot. Parlament Europejski / Flickr


Prawda. Zamach stanu to mocne słowa, ale PiS niszczy państwo prawa.


Mimo użycia nieostrego pojęcia „pełzającego zamachu stanu” wypowiedź Janusza Lewandowskiego jest w najważniejszych punktach prawdziwa. Eurodeputowany, opisując w jednym zdaniu sytuację polityczną w Polsce nie popełnił żadnego błędu merytorycznego, choć siła trzech wymienionych przez niego elementów działań PiS nie jest równa.

PiS rzeczywiście poparło 18 proc. uprawnionych do głosowania w 2015 roku i rzeczywiście niszczy instytucje państwa prawa – czego najbardziej jaskrawym przykładem jest sprawa Trybunału Konstytucyjnego.

Choć nie jedynym: ograniczony został budżet Rzecznika Praw Obywatelskich, którego również straszono odwołaniem, podporządkowano rządowi prokuraturę, ograniczana jest wolność mediów – zarówno przez czystki w mediach publicznych, jak i plany ograniczenia dostępu dziennikarzy do polityków.. W przypadku ataku na instytucje społeczeństwa obywatelskiego najpoważniejszym naruszeniem zasad jest ograniczenie swobody zgromadzeń oraz atak mediów publicznych na organizacje pozarządowe, który ograniczono dopiero po interwencji wicepremiera Piotra Glińskiego.

W przypadku „zdrowej gospodarki” argumenty Lewandowskiego są najsłabsze – poza niepopartym argumentami ekonomicznymi obniżeniem wieku emerytalnego PiS podniosło kwotę wolną od podatku dla najuboższych (co nakazywał m.in. wyrok TK) oraz wprowadziło kosztowny program 500 plus, który przyczynia się do zwiększenia deficytu budżetowego.



Prawo do zgromadzeń


Lista ta wydłuża się. Nowa ustawa o zgromadzeniach dławi wolność zgromadzeń. Można wskazać kolejne cele: samorząd terytorialny, niezależne sądownictwo.

Janusz Lewandowski, Parlament Europejski - 14/12/2016

Fot. Parlament Europejski / Flickr


Wolność zgromadzeń jest ograniczona. Sąd i samorząd mają prawo się obawiać.


Lewandowski w PE naciągnął symbolikę, wiążąc uchwalenie nowego prawa o zgromadzeniach z 35. rocznicą wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Ma jednak rację, mówiąc, że wolność zgromadzeń została ograniczona – po podpisaniu nowego prawa przez prezydenta w Polsce niemożliwa będzie organizacja kontrdemonstracji (przepisy wymagają, by różne grupy demonstrantów dzieliło co najmniej sto metrów), a tzw. demonstracje cykliczne będą miały pierwszeństwo w wyborze miejsca demonstracji.

W przypadku sądownictwa skandaliczne wypowiedzi Prawa i Sprawiedliwości dopiero znajdują potwierdzenie w projektach ustaw. Sędziowie będą musieli składać publicznie jawne oświadczenia majątkowe – co sędziowie sądów karnych uważają za narażanie bezpieczeństwa ich oraz ich rodzin. Po drugie, nowy projekt ustawy o ustroju sądów powszechnych podporządkowuje zarządzanie sądami – a więc ogół spraw finansowych – ministerstwu sprawiedliwości, co krytykowane jest jako naruszenie niezależności władzy sądowniczej.



Wadą wypowiedzi Lewandowskiego jest to, że choć PiS rzeczywiście nieprzychylnie wypowiada się o tych samorządach, w których nie ma władzy i ingeruje w ich kompetencje (przykładem jest, m.in. wplątanie urzędnika rządowego, czyli wojewody, w proces wydawania zgody na zgromadzenia) to dotąd – poza projektem ustawy o hybrydowej, karno-śledczo-administracyjnej komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji – brak w tej dziedzinie konkretów. Wiadomo tylko, że PiS nie podobają się uprawnienia samorządów do decydowania o miejscach pamięci (kwestia pomnika smoleńskiego) oraz organizacji uroczystości rocznicowych (z powodu samorządów, które rezygnują z udziału kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego z powodu obowiązkowego odczytu tzw. apelu smoleńskiego).


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym