0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 13.11.2025 Poznan , ul. Solna , Prokuratura Regionalna . Minister sprawiedliwosci i prokurator generalny Waldemar Zurek podczas briefingu dla mediow . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl13.11.2025 Poznan , ...

Już za kilka miesięcy, jesienią 2026 roku, prawo rodzinne czeka rewolucja. Tak w kilku słowach da się podsumować proponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, dotyczące między innymi pieczy współdzielonej.

Waldemar Żurek wspomina o ambitnych planach od wielu miesięcy. Projekt UD349 został przesłany do Sejmu w połowie grudnia 2025 roku i ma stanowić część tzw. Pakietu rodzicielskiego.

Zakłada on jako domyślne rozwiązanie kwestii opieki nad wspólnymi dziećmi rozwodzących się rodziców tzw. pieczę współdzieloną (opiekę naprzemienną). Tłumacząc z prawniczego na polski: w sytuacji, w której rodzice się rozstają, dziecko będzie spędzać część czasu z matką, a część z ojcem. Sądy mają odchodzić od tego modelu tylko w wyjątkowych okolicznościach.

Interesy dorosłych ponad dobrem dzieci?

Minister Sprawiedliwości regularnie wspomina o pracach dotyczących proponowanego rozwiązania w mediach społecznościowych. Ostatnio zrobił to pod koniec kwietnia, publikując w Dniu Alienacji Rodzicielskiej tweet, w którym wspomniał:

„Dziecko nie jest własnością. Dziecko to człowiek, którego dobro musi stać ponad konfliktem rodziców. Dlatego w Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowujemy »Pakiet Rodzicielski«, który wprowadza pieczę współdzieloną jako standard, kończąc z bolesnym podziałem na »zwycięzców« i »pokonanych« ciężkich procesów sądowych. To realizacja prawa dziecka do wychowania przez obojga rodziców, ale NIGDY kosztem bezpieczeństwa najmłodszych”.

Piecza współdzielona nie jest rozwiązaniem idealnym

Jak zauważa Elena Miś, psycholożka, badaczka, biegła sądowa z dziedziny psychologii dzieci i młodzieży oraz psychopatologii, piecza współdzielona może być bardzo dobrym rozwiązaniem dla dziecka po rozstaniu rodziców, ale nie jest wyjściem uniwersalnym ani automatycznie „najlepszym” w każdej sytuacji. Samo proporcjonalne dzielenie czasu dziecka między mamę i tatę; podział kosztów czy zaangażowania nie powinien być najważniejszy.

Istotą sprawy jest realne dobro dziecka i jego potrzeby – zarówno emocjonalne, jak i wynikające z etapu rozwojowego:

"Dzieci i opieka nad nimi nie powinna być »do podziału« tylko dlatego, żeby »było sprawiedliwie« w perspektywie rodziców.

Każde dziecko funkcjonuje inaczej. Inne potrzeby ma kilkulatek, inne nastolatek, a jeszcze inne dziecko na przykład z zaburzeniem neurorozwojowym. Nie możemy pozwolić sobie na generalizowanie i przyjęcie jednego, uniwersalnego, uznawanego za optymalne rozwiązania dla wszystkich".

Przeczytaj także:

Żurek nie zapytał o zdanie Rzeczniczki Praw Dziecka

Przygotowując projekt zmian, Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało go do konsultacji wybranym przez siebie instytucjom. Na liście podmiotów zabrakło jednak Rzeczniczki Praw Dziecka.

Jak ustaliło OKO.press, w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka trwają obecnie prace nad opinią do projektu resortu Waldemara Żurka. W odpowiedzi na wysłane przez nas pytania, Anna Lewicka, Główna Specjalistka z Biura Prasowego BRPD przekazała:

„Rzeczniczka Praw Dziecka podkreśla, że orzeczenie pieczy współdzielonej nie powinno mieć charakteru nadrzędnego bądź obligatoryjnego. Podstawowym kryterium rozstrzygnięć sądowych powinno pozostać zawsze dobro dziecka, które każdorazowo wymaga indywidualnej i wszechstronnej oceny okoliczności sprawy”.

Nieuregulowanie opieki naprzemiennej tworzy problemy

Zdaniem mec. Pauliny Masłowskiej, radczyni prawnej z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, problemem obecnego stanu prawnego jest nieuregulowanie kwestii pieczy współdzielonej w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym: "To oczywiście nie oznacza, że sądy nie stosują takich rozwiązań. Sęk w tym, że praktyka orzecznicza jest różna. Część sądów wydaje na przykład orzeczenie o pieczy współdzielonej w ramach orzeczenia o kontaktach, ustalając, że dziecko będzie miało porównywalny kontakt z jednym i z drugim rodzicem. Nie zmienia to jednak faktu, że

obecnie nie mamy formalnie takiej instytucji jak piecza współdzielona".

Prawniczka wspomina, że część rozwodzących się rodziców sama decyduje się na tego typu rozwiązania i oczekuje ich od sądów.

Problemy zaczynają się wtedy, kiedy zgodności między rodzicami nie ma.

Piecza współdzielona wymaga komunikacji

Mec. Masłowska zaznacza, że po ewentualnym wejściu w życie przepisów proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości bardzo istotne będzie, by sędziowie każdorazowo pamiętali, że opieka naprzemienna powinna być orzekana wyłącznie wtedy, gdy takie rozwiązanie jest zgodne z dobrem dziecka.

Również Elena Miś podkreśla, że piecza naprzemienna zakłada przede wszystkim zdolność rodziców do współpracy: w komunikacji, wzajemnym szacunku i spójności w konieczności regularnego oddzielania konfliktu małżeńskiego od roli, jaką każdy z nich pełni jako rodzic:

"Jeżeli tej współpracy nie ma, dziecko zaczyna funkcjonować w chaosie; często też w konflikcie lojalnościowym oraz szeroko rozumianym napięciu.

W idealnym świecie, przy dobrej współpracy rodziców, piecza współdzielona rzeczywiście może być jednym z najbardziej korzystnych modeli opieki – w mojej opinii szczególnie tak zwana opieka »gniazdowa«, w której to zmieniają się rodzice, a nie otoczenie dziecka. W rzeczywistości niejednokrotnie trudno jednak o te idealne okoliczności".

Także zdaniem Rzeczniczki Praw Dziecka należy zwrócić uwagę na zdolność rodziców do komunikacji i współpracy w sprawach dotyczących dziecka: „Rodzice, którzy mają wykonywać władzę rodzicielską w modelu pieczy współdzielonej muszą być bezwzględnie zgodni w sprawach istotnych dla dziecka, szczególnie w zakresie edukacji i leczenia”.

Potencjalne zagrożenie dla ofiar przemocy

Założenie uniwersalności pieczy współdzielonej nie jest jedyną słabą stroną rozwiązania proponowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości, co zauważają i o czym alarmują ekspertki oraz eksperci z wielu organizacji.

Zdaniem Joanny Gzyry-Iskandar z Feminoteki w projekcie Ministerstwa Sprawiedliwości brakuje precyzyjnych zapisów dotyczących postępowania w sytuacji przemocy ze strony jednego z rozwodzących się rodziców: "To szalenie ważne, by nie narażać zarówno dziecka jak i drugiego rodzica – w praktyce najczęściej matki – na konieczność kontaktu i przekazywania dziecka sprawcy przemocy. Naszym zdaniem konieczne jest, aby sądy rodzinne brały pod uwagę historię przemocy domowej.

Zastanawiające jest to, że kwestia przemocy – a nawet samego jej podejrzenia – jako podstawy do nieustanawiania pieczy współdzielonej pojawia się we fragmencie uzasadnienia projektu, lecz nie ma jej w samym projekcie".

Ekspertka podkreśla, że samo hasłowe wpisanie frazy „przemoc domowa” wśród zapisów projektu z dużym prawdopodobieństwem może okazać się niewystarczające:

"Sądy rodzinne już teraz, przy obecnym kształcie przepisów, orzekają w sprawach dotyczących kontaktów rodziców z dziećmi i widzimy, że niejednokrotnie bardzo słabo rozpoznają przemoc.

To jest problem z praktyką stosowania prawa, nie z jego literą. Dodanie tych aspektów do proponowanych zmian byłoby mocnym sygnałem dotyczącym tego, na co sąd powinien zwracać uwagę w takich sprawach, ale musimy również pomyśleć o tym, jak wyposażyć sędziów w odpowiednie kompetencje, żeby potrafili rozpoznać, co jest przemocą, a co nie.

Musimy konsekwentnie powtarzać, że przemoc nie kończy się na aktach fizycznych.

W domach, w których nikt nikogo nie bije, często zdarza się zarówno przemoc psychologiczna jak i ekonomiczna.

Dotyka ona i dzieci, i dorosłych. Sądy muszą nauczyć się ją rozpoznawać".

Feminoteka przygotowała opinię na temat projektu Ministerstwa Sprawiedliwości. Zaproponowała w niej między innymi obowiązkowe szkolenia dotyczące rozpoznawania przemocy domowej dla wszystkich sędziów sądów rodzinnych.

Dziecko ma prawo do bezpieczeństwa

Dzieci, które doświadczają lub doświadczały w przeszłości przemocy, każdorazowo powinny mieć zapewnioną indywidualną ocenę sytuacji. Elena Miś tłumaczy: "Przemocy nigdy nie należy bagatelizować czy hierarchizować na »mniejszą« lub »większą«. Istotą jest, jakie konsekwencje doświadczenie przemocy niesie dla samego dziecka i czy kontakty z rodzicem będącym jej sprawcą stwarzają ryzyko jakiejkolwiek dalszej krzywdy.

Prawo rodzica do kontaktu z dzieckiem nigdy nie stoi ponad prawem dziecka do bezpieczeństwa.

Prawo do bezpieczeństwa obejmuje z kolei również bezpieczeństwo emocjonalne".

Podobne argumenty przedstawia także Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która zauważa, że rolą sądu jest zbadanie, czy dziecko doświadcza lub kiedykolwiek doświadczało przemocy ze strony któregoś z rodziców: "Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę złożyła opinię do proponowanych zmian. Zwróciliśmy w niej uwagę na konieczność dodania punktu opisującego konkretne warunki, które powinny zostać spełnione, by sąd mógł orzec o pieczy współdzielonej. Sąd powinien wziąć pod uwagę zdanie dziecka, jego wiek, stan zdrowia; zdolność rodziców do komunikacji i współpracy w sprawach dotyczących dziecka; sytuację osobistą rodziców, odległość pomiędzy miejscami ich zamieszkania i dotychczasowy podział obowiązków rodzicielskich – to oczywiste.

Jako FDDS postulowaliśmy, by do tej listy dodać punkt sprawdzający, czy któryś z rodziców nie stosował wobec dziecka, innych dzieci lub drugiego rodzica przemocy;

czy nie jest czynnie uzależniony od substancji psychoaktywnych oraz czy jego stan zdrowia psychicznego nie uniemożliwia opieki nad dzieckiem".

Sąd ponadto sprawdza, czy któryś z rodziców nie stosował przemocy wobec małoletniego, innych małoletnich w rodzinie lub drugiego rodzica, nie jest czynnie uzależniony od substancji psychoaktywnych lub stan zdrowia psychicznego nie pozwala na bezpieczną opiekę nad małoletnim.

Kolejki nie ułatwiają sprawy

Postępowania sądowe związane z podziałem opieki każdorazowo powinny mieć na względzie dobro dzieci. Problem w tym, że ze względu na ograniczoną liczbę specjalistów – biegłych sądowych – analiza sytuacji, w której znajduje się dziecko, potrafi zająć bardzo dużo czasu.

Jak zauważa mec. Paulina Masłowska, kiedy jeden z rodziców domaga się pieczy współdzielonej, a drugi nie chce się na nią zgodzić, argumentując, że były partner stosował przemoc, sąd powinien zasięgnąć opinii ekspertów. Jeśli na taką opinię trzeba czekać długimi miesiącami, możliwość rzetelnej, niezaburzonej czynnikami zewnętrznymi diagnozy przemocy staje się o wiele trudniejsza.

W wielu miastach czas oczekiwania na opinię sądowych specjalistów wynosi nawet ponad rok.

Joanna Gzyra-Iskandar dodaje z kolei: „Warto było przemyśleć również możliwość superwizji i interwizji dla sędziów. Ich zawód jest bardzo odpowiedzialny i trudny. Być może w niektórych przypadkach, po latach praktyki, część sędziów staje się znieczulona na przemoc. Nie dostrzega jej”.

Zdaniem ekspertki w momencie orzekania o opiece nad dziećmi sądy powinny mieć obowiązek uwzględniania procedury Niebieskiej Karty, jeżeli w danej rodzinie była ona wszczynana. Istotne dla sprawy mogłyby okazać się również opinie osób z najbliższego otoczenia – na przykład sąsiadów czy nauczycieli z przedszkola czy szkoły, do której uczęszcza dziecko.

W odpowiedzi na zadane przez OKO.press pytania BRPD również poinformowało, że również zdaniem Rzeczniczki Praw Dziecka piecza współdzielona nie może być orzeczona, jeśli istnieje podejrzenie stosowania przemocy.

Sąd może zdecydować o zmianie modelu opieki

Sądowe orzeczenia dotyczące opieki nad dziećmi nie są dane raz na zawsze. Dotyczy to między innymi sytuacji, w których po pewnym czasie wychodzi na jaw przemoc. Gdy dziecko poinformuje o dziejącej mu się krzywdzie dorosłego – na przykład drugiego rodzica, nauczyciela czy lekarza – sąd powinien się o tym dowiedzieć.

Jeśli pojawiają się nowe okoliczności, rodzic, który uważa, że orzeczenie powinno być zmienione, może wystąpić z takim wnioskiem. Mec. Masłowska tłumaczy: „W takich przypadkach rozpoczyna się nowa sprawa. Sąd prowadzi kolejne postępowanie. Jeżeli dojdzie do wniosku, że dobro dziecka jest zagrożone, może zmienić poprzednie orzeczenie”.

Dziecko ma prawo wyrazić swoje zdanie

Decydując o modelu opieki, sąd powinien wysłuchać dziecka. To szczególnie istotne w przypadku dzieci starszych, które potrafią świadomie opisać swoje potrzeby, emocje i doświadczenia związane z relacją z każdym z rodziców.

Elena Miś przypomina:

"Dziecko nigdy nie powinno być »przedmiotem« decyzji dorosłych, ale uczestnikiem sytuacji dotyczącej przecież jego własnego, dalszego młodego życia.

Jednocześnie ważne jest, by nie traktować opinii dziecka w sposób zero-jedynkowy. Dziecko zawsze powinno i ma prawo wyrazić swoje zdanie, natomiast rolą dorosłych – na przykład rodziców, psychologów czy sądu – jest jak najrzetelniejsze zrozumienie kontekstu tej wypowiedzi".

Psycholożka zaznacza, że o ile czasem preferencja dziecka wynika z autentycznego poczucia więzi, o tyle czasem może być efektem konfliktu lojalnościowego, presji, czy nadmiernego obciążenia. W związku z tym znaczenie opinii dziecka powinno być zawsze oceniane indywidualnie.

Postanowienia sądów powinny być każdorazowo szyte na miarę – dopasowane do konkretnego dziecka w konkretnej sytuacji.

Mec. Paulina Masłowska tłumaczy: "Mamy w polskim prawie taką ważną instytucję jak wysłuchanie dziecka. W każdej sprawie, która dziecka dotyczy, powinno ono zostać wysłuchane. Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego wynikająca z Ustawy Kamilkowej wskazuje, że jeżeli sąd nie wysłuchuje dziecka, to powinien uzasadnić w protokole, dlaczego tego nie robi.

Sędziowie nie są jednak zobligowani do tego, by zawsze i wszędzie orzekać tak, jak dziecko powiedziało. Po stronie sędziego i w jego ocenie pozostaje to, czy orzec tak, jak wskazuje dziecko, czy być może jakieś czynniki przemawiają za tym, by wydać inne postanowienie".

Rzeczniczka Praw Dziecka także stoi na stanowisku, że należy uwzględnić zdanie dziecka dla wydania określonego rozstrzygnięcia co do istoty sprawy. Jak podkreśla w odpowiedzi na zadane przez OKO.press pytania Biuro Prasowe BRPD: "Dziecko ma prawo do wyrażania swoich poglądów oraz uczuć w kwestiach dotyczących życia rodzinnego. Uwzględnienie jego opinii sprzyja poszanowaniu autonomii dziecka oraz wzmacnia jego poczucie własnej wartości.

Ustawodawca zakłada, że sąd orzekając o pieczy współdzielonej powinien uwzględnić odległość między miejscami pobytu rodziców. Rzeczniczka Praw Dziecka uważa, że przepis ten niewystarczająco zabezpiecza dobro dziecka.

W ocenie Rzeczniczki, sąd powinien uwzględniać również odległość od placówki edukacyjnej dziecka oraz ciągłość jego środowiska wychowawczego i społecznego. Również relacje z rówieśnikami mają znaczący wpływ na rozwój emocjonalny i społeczny młodej osoby, dlatego powinny być możliwie chronione przed ich nieuzasadnionym przerwaniem – w szczególności z powodu zmiany sytuacji rodzinnej dziecka".

Furtka dla sprawców przemocy ekonomicznej?

Ani obecnie funkcjonujące przepisy, ani rozwiązanie, którego zwolennikiem jest Waldemar Żurek, nie uwzględnia w odpowiednim stopniu kwestii obowiązku alimentacyjnego. Nadal zdarzają się sytuacje, w których sędziowie są przekonani, że rodzice powinni ponosić koszty utrzymania dziecka po połowie.

Część sądów ustala wysokość alimentów na podstawie aktualnych zarobków rodzica zamiast jego możliwości zarobkowych.

Wciąż nieczęsto stosuje się w praktyce scenariusz, zgodnie z którym standard życia dziecka po rozwodzie rodziców nie powinien ulec pogorszeniu.

Joanna Gzyra-Iskandar komentuje: „Wielu sprawców przemocy ekonomicznej zdaje sobie sprawę z tych niedociągnięć. Proponowane zmiany stworzą im furtkę do wnioskowania o pieczę współdzieloną bez orzekania o alimentach skoro rodzice dzielą się opieką nad dzieckiem. W praktyce później przemocowy rodzic może chcieć przerzucić nieproporcjonalnie duże koszty utrzymania dziecka na drugiego rodzica i nie partycypować np. w kosztach leczenia czy innych większych wydatkach typu szkolna wyprawka”.

Piecza współdzielona nie wyklucza alimentów

Orzeczenie pieczy współdzielonej nie wyklucza orzeczenia alimentów. Mec. Paulina Masłowska zaznacza, że przebywanie z dzieckiem i opieka nad nim nie jest równoznaczna z nieponoszeniem kosztów jego utrzymania przez danego rodzica: „Może być tak, że jeżeli dziecko jest w porównywalnych okresach u jednego i drugiego rodzica, to takie podstawowe koszty jak na przykład wyżywienie czy opłaty za prąd każdy z rodziców ponosiłby u siebie. Jeśli jednak przejdziemy do takich kwestii jak koszty edukacji czy ewentualnego leczenia, dużo zależy od tego, czy rodzice są w stanie się porozumieć. Jeżeli nie – sąd może orzec o alimentach”.

Ustalając wysokość alimentów, sędziowie powinni brać pod uwagę usprawiedliwione potrzeby dziecka i możliwości majątkowe oraz zarobkowe rodziców. Prawniczka tłumaczy: „Dziecko ma prawo do tego, żeby żyć na takim samym poziomie jak jego rodzice. Gdy jeden rodzic zarabia stosunkowo niską kwotę, a drugi dużo wyższą, sąd może zdecydować o alimentach wyrównujących poziom życia dziecka w obu domach”.

Joanna Gzyra-Iskandar przypomina, że niealimantacja jest obecnie najczęściej popełnianym wobec dzieci przestępstwem w Polsce:

"Dług alimentacyjny w Polsce wynosi obecnie ponad 16 miliardów złotych. Te przestępstwa nie są skutecznie ścigane. Sprawcy ukrywają zarobki, przepisują majątki na nowe partnerki. Sądy i komornicy rozkładają ręce, a dzieci potrzebują pieniędzy tu i teraz – nie za kilka lat, gdy system zacznie wreszcie działać.

To rozbudowany problem, którego częściowym rozwiązaniem może być edukowanie sędziów, by ci umieli rozpoznawać manipulację ze strony sprawców i wiedzieli, jak w rzeczywistości powinno się ustalać wysokość alimentów i egzekwować ich płacenie".

Co z dobrem najmłodszych dzieci?

Na szczególną uwagę w gąszczu planowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości z Waldemarem Żurkiem na czele zmian zasługuje sytuacja najmłodszych dzieci – niemowląt czy przedszkolaków. W ich przypadku poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność i stabilna relacja z opiekunem (lub opiekunami) odgrywa kluczową rolę.

Elena Miś zauważa: "Na wczesnym etapie rozwoju dziecko gruntuje na przykład wzorce przywiązania. W związku z tym jakość opieki, której doświadcza małe dziecko, ma duże znaczenie dla jego dalszego rozwoju i ewentualnych konsekwencji. Nie musi natomiast oznaczać to wyłącznie obecności JEDNEGO rodzica.

Dziecko może prawidłowo rozwijać bezpieczną więź równie dobrze i korzystnie dla jego rozwoju z obojgiem – w tym na przykład właśnie w modelu pieczy współdzielonej. Warunkiem jest tu jednak możliwość zapewnienia przez każdego z rodziców przewidywalnego, spokojnego i adekwatnie reagującego na potrzeby dziecka środowiska. Istotna jest więc nie sama liczba miejsc pobytu dziecka i to czy tata z mamą się »zmieniają«, ale jakość tej opieki – spójność, poziom współpracy i równy poziom zaangażowania".

Niechęć do rodzica nie musi być efektem „alienacji”

Dyskutując o planach nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego oraz proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmianach, nie sposób pominąć podnoszony przez niektórych rozstających się rodziców aspekt tzw. „alienacji rodzicielskiej” –terminu, którym potocznie określa się sytuację, w której jeden z rodziców wywołuje niechęć dziecka wobec drugiego rodzica.

Jak podkreśla Elena Miś, w sytuacji, w której to dziecko odmawia kontaktu z jednym z rodziców, należy zbadać, z czego wynikają te okoliczności: "Utrudnianie dziecku budowania relacji z drugim rodzicem bywa realnym problemem. Zdarza się, że narracja dziecka bywa zmanipulowana, a jego postawa jest pod istotnym wpływem jednego z rodziców. Zdarza się jednak również, że niechęć do drugiego rodzica wynika z lęku, braku realnej więzi czy napięcia emocjonalnego wynikającego z doświadczeń z przeszłości.

Dla oceny kontekstu zachowania dziecka kluczowa jest tu rzetelna analiza poziomu konfliktu stron; tego, jak wyglądały relacje rodzica z dzieckiem przed decyzją o rozwodzie; czy występowała przemoc oraz czy dziecko było na nią w jakikolwiek sposób eksponowane".
Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze